Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 lutego 2020
w Esensji w Esensjopedii

Michaił Romm
‹9 dni jednego roku›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł9 dni jednego roku
Tytuł oryginalny9 дней одного года
Dystrybutor 35mm
ReżyseriaMichaił Romm
ZdjęciaGierman Ławrow
Scenariusz
ObsadaAleksiej Batałow, Innokientij Smoktunowski, Tatjana Ławrowa, Nikołaj Siergiejew, Nikołaj Płotnikow, Siergiej Blinnikow, Ada Wojcik, Jewgienij Jewstigniejew, Michaił Kozakow, Konstantin Chudiakow
MuzykaJohn Ter-Tatiewosian
Rok produkcji1961
Kraj produkcjiZSRR
Czas trwania105 min
Gatunekdramat
EAN5908312740780
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Miłość z atomem w tle
[Michaił Romm „9 dni jednego roku” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
Michaił Romm – niegdyś dyrektor artystyczny „Mosfilmu” i twórca dwóch cenionych do dzisiaj fabularnych obrazów o wodzu Wielkiej Rewolucji Październikowej („Lenin w Październiku” oraz „Lenin w 1918 roku”) – na początku lat 60. XX wieku na fali Chruszczowowskiej odwilży zrealizował przejmujący dramat psychologiczny „9 dni jednego roku”. Opowieść o życiu i niebezpiecznej pracy radzieckich fizyków jądrowych zyskała dodatkowy wymiar dzięki znakomitej i niejednoznacznej kreacji Aleksieja Batałowa.

Sebastian Chosiński

Miłość z atomem w tle
[Michaił Romm „9 dni jednego roku” - recenzja]

Michaił Romm – niegdyś dyrektor artystyczny „Mosfilmu” i twórca dwóch cenionych do dzisiaj fabularnych obrazów o wodzu Wielkiej Rewolucji Październikowej („Lenin w Październiku” oraz „Lenin w 1918 roku”) – na początku lat 60. XX wieku na fali Chruszczowowskiej odwilży zrealizował przejmujący dramat psychologiczny „9 dni jednego roku”. Opowieść o życiu i niebezpiecznej pracy radzieckich fizyków jądrowych zyskała dodatkowy wymiar dzięki znakomitej i niejednoznacznej kreacji Aleksieja Batałowa.

Michaił Romm
‹9 dni jednego roku›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Tytuł9 dni jednego roku
Tytuł oryginalny9 дней одного года
Dystrybutor 35mm
ReżyseriaMichaił Romm
ZdjęciaGierman Ławrow
Scenariusz
ObsadaAleksiej Batałow, Innokientij Smoktunowski, Tatjana Ławrowa, Nikołaj Siergiejew, Nikołaj Płotnikow, Siergiej Blinnikow, Ada Wojcik, Jewgienij Jewstigniejew, Michaił Kozakow, Konstantin Chudiakow
MuzykaJohn Ter-Tatiewosian
Rok produkcji1961
Kraj produkcjiZSRR
Czas trwania105 min
Gatunekdramat
EAN5908312740780
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Kiedy Michaił Iljicz Romm, zabierał się do pracy nad „9 dniami jednego roku”, miał już na karku – bez kilku miesięcy – sześćdziesiątkę i opinię reżysera szczerze oddanego władzom Związku Radzieckiego. Na tę ostatnią cenzurkę zapracował zresztą bardzo gorliwie między innymi dwoma głośnymi przedwojennymi obrazami o Włodzimierzu Iljiczu Uljanowie, czyli wodzu Wielkiej Rewolucji Październikowej. Z okazji dwudziestolecia przejęcia w Rosji władzy przez bolszewików nakręcił legendarnego „Lenina w Październiku” (1937), rok później natomiast dorzucił jeszcze „Lenina w 1918 roku”, za który to film otrzymał prestiżową Nagrodę Stalinowską (wraz z nieżyjącym już wtedy odtwórcą tytułowej postaci Borisem Szczukinem). Tuż przed niemiecką agresją na ZSRR zdążył jeszcze ukończyć antypolski dramat psychologiczny „Marzenie” (1941), który do dystrybucji skierowano jednak dopiero dwa lata później. W latach 40. i 50. ubiegłego wieku kręcił przede wszystkim, jak najbardziej zgodne z aktualną linią partii komunistycznej, filmy wojenne i szpiegowskie („Cziełowiek nomier 217”, 1944; „Russkij wopros”, 1947; „Siekrietnaja missija”, 1950; „Ubijstwo na ulicy Dante”, 1956) oraz historyczne (dylogia „Admirał Uszakow” oraz „Okręty szturmują bastiony” z 1953 roku). Nie zapomniał jednak również o swoim ulubionym historycznym bohaterze, któremu po zakończeniu wojny poświęcił dwa kolejne dzieła – tym razem pełnometrażowe dokumenty – „Włodzimierz Iljicz Lenin” (1950) oraz „Żywy Lenin” (1958). Przyglądając się dotychczasowej twórczości Romma, w połowie lat 50. można było mieć uzasadnione wątpliwości, czy odnajdzie się on w nowej epoce, która nastąpiła wraz z dekompozycją kultu jednostki Józefa Stalina i zadekretowaniem przez Nikitę Chruszczowa polityki „Odwilży”. Obawy, szczęśliwie, okazały się płonne. „9 dni jednego roku” (1961) oraz zrealizowany cztery lata później dokument „Zwyczajny faszyzm” okazały się bowiem najwybitniejszymi dziełami reżysera.
Do pracy nad dramatem poświęconym życiu i pracy radzieckich fizyków jądrowych Michaił Romm przystąpił w 1960 roku. Scenariusz, autorstwa samego reżysera oraz Daniiła Chrabrowickiego, oparty został ponoć na autentycznych wydarzeniach. Film, którego pierwotny tytuł brzmiał „365 dni”, powstał w ciągu zaledwie sześciu miesięcy. Może to dziwić tym bardziej, że w ekipie realizacyjnej znalazło się wielu debiutantów lub też artystów, którzy z Rommem pracowali po raz pierwszy (na przykład kompozytor John Ter-Tatiewosian czy też operator Gierman Ławrow). Konsultantem naukowym był – opromieniony już wówczas blaskiem otrzymanej w 1958 roku Nagrody Nobla – profesor Igor Tamm, specjalista od mechaniki kwantowej i teorii sił jądrowych, twórca Tokamaka, czyli urządzenia służącego do przeprowadzania kontrolowanej reakcji termojądrowej (o czym zresztą jest w filmie mowa). Już po premierze „9 dni jednego roku”, która odbyła się 5 marca 1962 roku w renomowanym moskiewskim kinie „Rosja”, bardzo dobrą opinię wydał filmowi profesor Andriej Sacharow, bliski współpracownik Tamma, przez wiele lat szef radzieckiego programu nuklearnego i współtwórca bomby wodorowej, później zaś pacyfista (jak Albert Einstein), dysydent i laureat pokojowego Nobla. Obraz Romma spodobał się także publiczności; w samym Związku Radzieckim obejrzało go ponad 20 milionów widzów. Nie mogą więc dziwić przyznane przez czasopismo „Radziecki Ekran” laury za najlepszy film i dla najlepszego aktora. Jeszcze w tym samym 1962 roku dzieło uhonorowano główną nagrodą na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Karlowych Warach oraz wyróżnieniem w San Francisco (trzy lata później doszło wyróżnienie w Melbourne). Ogromna była w tym zasługa odtwórcy głównej postaci, fizyka Dmitrija Aleksiejewicza Gusiewa, w którego wcielił się Aleksiej Batałow (pamiętny Boris Borozdin z „Lecą żurawie” Michaiła Kałatozowa). I pomyśleć, że początkowo Romm chciał obsadzić w roli Gusiewa innego aktora; był bowiem przekonany, że Batałow jest… zbyt chłodny. Gdy ten jednak dowiedział się o tym, powróciwszy do Moskwy z krymskiego Symferopola, pognał prosto z lotniska do siedziby „Mosfilmu” i oznajmił reżyserowi, że chce zagrać w tym filmie – i zrobił to podobno takim tonem, że Michaił Iljicz nie mógł odmówić.
Akcja filmu rozgrywa się w malutkim miasteczku gdzieś na Syberii, w którym – z dala od ciekawskich oczu szpiegów z Zachodu – umieszczono instytut nuklearny, prowadzący prace nad uzyskaniem energii termojądrowej. Po wielu nieudanych próbach kolejna przynosi długo oczekiwany sukces. W rozpędzonym do granic bezpieczeństwa reaktorze naukowcy otrzymują wprawdzie zjonizowaną plazmę, ale cena, jaką za to płacą, jest ogromna. Doświadczony fizyk Konstantin Iwanowicz Sincow zostaje napromieniowany do tego stopnia, że sam nie ma możliwości, iż oznacza to dla niego w najbliższym czasie śmierć. Nie poddaje się jednak depresji – do ostatniej chwili zachowuje dobry nastrój, starając się pocieszyć swoją rozpaczającą żonę Marię Tichonownę. Wraz z nim w eksperymencie brał udział także młody naukowiec Dmitrij Aleksiejewicz Gusiew. Stał on nieco dalej od reaktora, dlatego też dawka promieniowania, którą otrzymał, była znacznie mniejsza. Mimo to dyrektor instytutu Paweł Diemjanowicz Butow podejmuje decyzję o odesłaniu Mitii do kliniki w Moskwie, gdzie ma on przejść specjalistyczne badania lekarskie. Dwa miesiące później Gusiew opuszcza szpital. Żegnając się z leczącym go profesorem Pokrowskim, słyszy od niego niezwykle ponure słowa ostrzeżenia – jeśli podobny wypadek przytrafi mu się jeszcze raz, będzie po nim, medycyna nie będzie mu już w stanie pomóc. Inni po podobnej diagnozie prawdopodobnie by się poddali, zrezygnowali z dalszych badań, poświęcili się fizyce teoretycznej. Ale nie Dmitrij! To bowiem idealista, głęboko wierzący, że energia atomowa może stać się w przyszłości wielką szansą dla ludzkości. Bardzo poważnie wątpi w to natomiast najbliższy przyjaciel Mitii, Ilja Kulikow – jest nie tylko sceptyczny, ale i nieufny wobec prowadzonych przez kolegę eksperymentów. Niemal na każdym kroku próbuje przystopować jego entuzjazm; uświadamia Gusiewowi, że wyniki jego prac mogą zostać wykorzystane niezgodnie z intencjami i w efekcie doprowadzić do zagłady całego świata.
Konflikt światopoglądowo-etyczny między młodymi fizykami jest jednym z dwóch kół napędowych fabuły, drugim jest rozbudowany wątek miłosny. „9 dni jednego roku” to bowiem również bardzo intrygująca historia miłosnego trójkąta, który połączył trójkę znajomych: Dmitrija, Ilję oraz Lolę. Kobieta jest narzeczoną Gusiewa od wielu lat, spotykają się jednak bardzo rzadko – on pracuje na Syberii, ona w stolicy. Widują się średnio raz na rok, kiedy Mitia służbowo przyjeżdża do Moskwy. Nic więc dziwnego nie ma w tym, że będący na miejscu Kulikow stara się zastąpić przyjaciela u boku Loli. Wspólnie podejmują decyzję o zawarciu małżeństwa; ktoś musi jednak przekazać tę niemiłą wiadomość Dmitrijowi. Kobieta pisze zatem list, który zabiera ze sobą lecący w sprawach zawodowych do syberyjskiego instytutu Ilja. Pech chce, że tego samego dnia Gusiew ulega wypadkowi i zostaje przez dyrektora Butowa odesłany do moskiewskiej kliniki. Mitia mija się wprawdzie z Kulikowem na lotnisku w Nowosybirsku, ale w takich okolicznościach przyjaciel nie ma możliwości – ani też śmiałości – przekazać choremu fizykowi hiobową wieść. Ostateczna rozmowa zostaje zatem odłożona na później. Kochankowie odbywają ją w końcu po długich podchodach w dniu, w którym Dmitrij opuszcza szpital. Lola jest zaskoczona – i poniekąd także rozczarowana – reakcją dotychczasowego narzeczonego, który przyjmuje wiadomość o jej odejściu i ślubie z Ilją ze spokojem i zrozumieniem. Gdy jednak poznaje ona rzeczywiste powody takiego postępowania Gusiewa, nabiera do niego jeszcze większego szacunku i zdaje sobie sprawę, że w takiej sytuacji nie może go opuścić. Jakież jest zdziwienie Kulikowa, kiedy dowiaduje się, że kobieta, z którą jeszcze kilka godzin wcześniej rozmawiał o małżeństwie, ostatecznie zdecydowała, że poleci z Mitią na Syberię, wychodząc jednocześnie za niego za mąż! Tak kończy się drugi z dziewięciu dni roku pokazanych w filmie. Co dzieje się w następnych siedmiu? Na pozór – nic specjalnego, ale właśnie w tym bezruchu, denerwującym oczekiwaniu, powolnym odmierzaniu czasu, który jeszcze pozostał Gusiewowi, tkwi źródło psychologicznego napięcia. Dmitrij urasta niemal do roli Chrystusa. Mając pełną świadomość tego, co mu grozi, co wydaje się wręcz nieuniknione, poświęca swoje szczęście, zdrowie, a może nawet życie – dla dobra ludzkości.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nazwobójca
Jarosław Loretz

20 II 2020

Sądząc po tytule – „Bye Bye Man” – zaoceanicznym twórcom zaczęły wyczerpywać się sensowne imiona morderczych bytów. Czy czeka nas w najbliższej przyszłości jakiś Miau Miau Zaur czy Zulu Gula Splat?

więcej »

Ksiądz znikąd
Sebastian Chosiński

6 II 2020

Choć to pewnie ostatnie skojarzenie, jakie wielu widzom przyszłoby do głowy (a może nawet samemu reżyserowi), lecz w „Bożym Ciele” Jana Komasy jest wiele z klasycznego… westernu. Do oddalonego od świata miasteczka przybywa samotnik, który wplątany zostaje w toczący się między mieszkańcami konflikt. Po czym metodami, które mogą wzbudzać kontrowersje, zaprowadza porządek.

więcej »

„Legiooony to…” niezły film
Sebastian Chosiński

4 II 2020

Od pójścia na „Legiony” do kina odstręczyły mnie nazwiska dwóch (z czterech) scenarzystów, którzy parę lat wcześniej odpowiedzialni byli za „Smoleńsk”. Ale gdy obraz Dariusza Gajewskiego ukazał się w końcu na DVD, uznałem, że nie można chować głowy w piasek i trzeba zmierzyć się z tym problemem. I tu spotkało mnie nad wyraz miłe zaskoczenie. Bo „Legiony” to niezły film, w każdym razie na głowę bijący „Piłsudskiego”.

więcej »

Polecamy

Alejandro González Iñárritu. Babel.

Do sedna:

Alejandro González Iñárritu. Babel.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. 21 gramów.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Amores perros.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky „mother!”
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Noe: Wybrany przez Boga
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Czarny łabędź.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Zapaśnik.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Źródło
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Requiem dla snu
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Pi
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Nordic noir w postaci czystej
— Sebastian Chosiński

Starsza pani, która nie chce zniknąć
— Sebastian Chosiński

Mujrum na tropie
— Sebastian Chosiński

Ksiądz znikąd
— Sebastian Chosiński

„Legiooony to…” niezły film
— Sebastian Chosiński

Kłopoty to jego specjalność
— Sebastian Chosiński

Okrutna zbrodnia na Bałkanach
— Sebastian Chosiński

Marszałek na to nie zasłużył!
— Sebastian Chosiński

Krajobraz po katastrofie
— Sebastian Chosiński

Z „Ruskimi” lepiej nie zadzierać!
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.