Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 lutego 2020
w Esensji w Esensjopedii

Andriej Konczałowski
‹Wujaszek Wania›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWujaszek Wania
Tytuł oryginalnyДядя Ваня
Dystrybutor 35mm
ReżyseriaAndriej Konczałowski
ZdjęciaGieorgij Rerberg, Yevgeni Guslinsky
Scenariusz
ObsadaIrina Kupczenko, Innokientij Smoktunowski, Siergiej Bondarczuk, Irina Miroszniczienko, Władimir Zeldin, Irina Anisimowa-Wulf, Nikołaj Pastuchow
MuzykaAlfred Sznitke
Rok produkcji1970
Kraj produkcjiZSRR
Czas trwania98 min
Gatunekdramat
EAN5908312740797
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Nie stało się nic, choć wydarzyło tak wiele…
[Andriej Konczałowski „Wujaszek Wania” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
„Wujaszek Wania” Andrieja Konczałowskiego uznany został w ojczyźnie reżysera za jedną z najlepszych filmowych ekranizacji twórczości Antona Czechowa. Nie bez powodu. Ten wysmakowany obraz, przedstawiający środowisko rosyjskich ziemian końca XIX wieku, jest prawdziwą artystyczną ucztą dla wielbicieli talentu dwóch znakomitych aktorów ubiegłego stulecia – Innokientija Smoktunowskiego oraz Siergieja Bondarczuka. Dla każdego kinomana to lektura obowiązkowa!

Sebastian Chosiński

Nie stało się nic, choć wydarzyło tak wiele…
[Andriej Konczałowski „Wujaszek Wania” - recenzja]

„Wujaszek Wania” Andrieja Konczałowskiego uznany został w ojczyźnie reżysera za jedną z najlepszych filmowych ekranizacji twórczości Antona Czechowa. Nie bez powodu. Ten wysmakowany obraz, przedstawiający środowisko rosyjskich ziemian końca XIX wieku, jest prawdziwą artystyczną ucztą dla wielbicieli talentu dwóch znakomitych aktorów ubiegłego stulecia – Innokientija Smoktunowskiego oraz Siergieja Bondarczuka. Dla każdego kinomana to lektura obowiązkowa!

Andriej Konczałowski
‹Wujaszek Wania›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWujaszek Wania
Tytuł oryginalnyДядя Ваня
Dystrybutor 35mm
ReżyseriaAndriej Konczałowski
ZdjęciaGieorgij Rerberg, Yevgeni Guslinsky
Scenariusz
ObsadaIrina Kupczenko, Innokientij Smoktunowski, Siergiej Bondarczuk, Irina Miroszniczienko, Władimir Zeldin, Irina Anisimowa-Wulf, Nikołaj Pastuchow
MuzykaAlfred Sznitke
Rok produkcji1970
Kraj produkcjiZSRR
Czas trwania98 min
Gatunekdramat
EAN5908312740797
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Anton Czechow – z wykształcenia lekarz, z zamiłowania pisarz – teatrem interesował się od najmłodszych lat. Jeszcze jako gimnazjalista w rodzinnym Taganrogu nad Morzem Azowskim, łamiąc prawo zabraniające uczniom uczestniczenia w spektaklach teatralnych, imał się różnych sposobów, aby zasiąść na widowni tego przybytku sztuki. W późniejszych latach dał się poznać jako autor felietonów i humoresek z życia rosyjskich aktorów; sam również próbował sił w roli dramaturga. Pierwszą sztuką, która wyszła spod jego pióra, była czteroaktówka „Biezotcowszczina” (1878), którą napisał mając zaledwie osiemnaście lat. Sukcesy sceniczne przyszły jednak dopiero dwie dekady później, kiedy to Konstantin Stanisławski – założyciel i reżyser Moskiewskiego (Akademickiego) Teatru Artystycznego (MChAT) – wystawił w 1898 roku, napisaną dwa lata wcześniej, „Mewę” (pokazywaną już zresztą, choć bez specjalnego rozgłosu, w Petersburgu i Kijowie). Popularność przedstawienia zaowocowała kolejnymi zamówieniami i premierami. To dla tej stołecznej sceny w następnych latach Czechow napisał swoje najwybitniejsze dramaty: „Trzy siostry” (1901) oraz „Wiśniowy sad” (1903). Furora, jaką zrobiły, zwróciła także uwagę na powstałą w 1896 roku sztukę „Wujaszek Wania”, dotychczas znaną jedynie bywalcom teatru Nikołaja Sinielnikowa w Rostowie nad Donem. Od tego momentu przekorna opowieść o skomplikowanych relacjach międzyludzkich panujących w rodzinie profesora Aleksieja Władimirowicza Sieriebriakowa zaczęła święcić triumfy nie tylko w Rosji, ale również poza granicami imperium Romanowów. W XX wieku okazała się być jednym z najchętniej przenoszonych na ekran – zarówno kinowy, jak i telewizyjny – dzieł Czechowa; jej filmowych adaptacji dokonano w Stanach Zjednoczonych (1957), Francji (1962), Wielkiej Brytanii (1963), Szwecji (1967), a nawet w Jugosławii (1970). Tę ostatnią, zrealizowaną na zamówienie telewizji w Belgradzie, podpisał swoich nazwiskiem polski reżyser Jerzy Antczak. I tylko w ojczyźnie autora żaden z filmowców nie miał odwagi zmierzyć się z tym tekstem. Ale tylko do czasu…
Latem 1970 roku – odpoczywający właśnie po pracy nad adaptacją „Szlacheckiego gniazda” Iwana Turgieniewa – Andriej Siergiejewicz Konczałowski spotkał na ulicy Gorkiego w Moskwie swojego dobrego przyjaciela Innokientija Smoktunowskiego. Panowie nie mieli w tej chwili nic lepszego do roboty, poszli więc do najbliższego baru na kawę i deser. W pewnym momencie reżyser wystrzelił: „Zróbmy coś razem!”, na co słynny aktor odpowiedział krótko: „Dobra”. I dodał po chwili: „Może WUJASZKA WANIĘ…”. Obaj uznali pomysł za dobry, co postanowili „przyklepać” lampką szampana. Pożegnawszy się ze Smoktunowskim, Konczałowski zdecydował kuć żelazo póki gorące, wybrał się zatem natychmiast do „Goskina” (Państwowego Komitetu Kinematografii), gdzie oznajmił, że chciałby nakręcić Czechowa. W odpowiedzi usłyszał: „Znakomicie”. Kiedy przystępował do pracy nad filmem, postawiono mu tylko jeden warunek – by nie okaleczył sztuki. Dziś może dziwić nieco fakt tak wielkiego zaufania, jakim obdarzono wciąż jeszcze wówczas młodego, bo zaledwie trzydziestotrzyletniego, twórcę. Należy jednak pamiętać, z jakiej rodziny pochodził Andriej Siergiejewicz. Dziadek ze strony matki, Piotr Konczałowski, był cenionym malarzem; matka, Natalia Konczałowska – poetką i prozatorką; ojciec, zmarły w końcu sierpnia 2009 roku, Siergiej Michałkow – poetą i pisarzem (autorem słów hymnu Związku Radzieckiego, a potem również Rosji); stryj natomiast, Michaił Michałkow, zanim został pisarzem, przez wiele lat był oficerem NKWD, służąc w czasie wojny w niechlubnie zapamiętanych oddziałach „Smiersza”. Andriej Konczałowski też nie był już zresztą postacią anonimową. Po niedokończonych studiach muzycznych w moskiewskim konserwatorium (1957-1959) rozpoczął naukę na wydziale reżyserskim Wszechzwiązkowego Państwowego Instytutu Kinematografii (WGIK), w którym fachu uczył go sam Michaił Romm.
W 1960 roku Konczałowski wespół z Andriejem Tarkowskim napisał scenariusz jego filmu dyplomowego „Katok i skripka”, rok później zadebiutował jako reżyser studencką krótkometrażówką „Malczik i gołub”, wreszcie w 1965 – na zakończenie nauki we WGIK-u – zrealizował pełnometrażową fabułę „Pierwszy nauczyciel”. Oparty na powieści Czingiza Ajtmatowa film powstał w Kirgizji; jego urokliwą egzotykę doceniono wkrótce na festiwalach filmowych w Wenecji, Rzymie oraz Kijowie. Nazwisko reżysera stało się sławne w całej Europie. Nakręcona dwa lata później obyczajowa „Historia Asi Kłacziny, która kochała, lecz za mąż nie wyszła” ugruntowała pozycję Andrieja Siergiejewicza, a bardzo udana adaptacja „Szlacheckiego gniazda” (1969) wprowadziła go w świat wielkiej literatury rosyjskiej XIX wieku. W tym czasie Konczałowski dał się poznać również jako wzięty scenarzysta. W tej roli współtworzył „Andrieja Rublowa” (1966) Tarkowskiego, uzbecki dramat „Taszkient – gorod chliebnyj” (1968) Szuchrata Abbasowa (o katastrofalnym głodzie na Powołżu w 1921 roku) oraz – zrealizowane w Kazachstanie – wojenną „Piesn’ o Manszuk” (1969) Mażyta Biełagina i easternowy „Koniec atamana” (1970) Szakena Ajmanowa, które notabene okazały się wielkimi hitami w azjatyckich republikach Związku Radzieckiego. Jesienią 1970 roku reżyser przystąpił do pracy nad swoim czwartym pełnometrażowym obrazem, którym okazał się zaproponowany przez Smoktunowskiego Czechowowski „Wujaszek Wania”. Film nakręcono częściowo na kolorowej taśmie „Kodaka”, częściowo zaś na radzieckiej czarno-białej. Tę pierwszą, kupioną za prywatne pieniądze, Andriej Siergiejewicz przywiózł z Paryża. Początkowo chciał, aby całe dzieło było kolorowe, okazało się jednak, że barwnej taśmy nie starczy na ponad półtoragodzinny obraz, a otrzymany z „Goskina” „Sowkolor” był w porównaniu z „Kodakiem” bardzo kiepskiej jakości (pojawiała się na nim nietypowa zielona poświata). W efekcie sceny, na które zabrakło taśmy kolorowej, reżyser nakręcił w czerni i bieli. Bawiły go zresztą później ogromnie głębokie analizy krytyków, którzy w zmianach barw doszukiwali się artystycznych uzasadnień.
Premiera „Wujaszka Wani” odbyła się 7 września 1971 roku. Jeszcze w tym samym roku obraz Konczałowskiego został nagrodzony „Srebrną Muszlą” na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w hiszpańskim San Sebastian, w 1972 uhonorowano go z kolei „Srebrną Syrenką” na Festiwalu Filmów Radzieckich we włoskim Sorrento, a dwa lata później otrzymał „Srebrny Medal” w Mediolanie. Co tak ujęło widzów i krytyków na całym świecie? Akcja sztuki – a w ślad za nią filmu Andrieja Siergiejewicza – rozgrywa się w końcu gorącego lata w prowincjonalnym rosyjskim dworku. Po długiej nieobecności przyjeżdża doń jego właściciel, profesor Aleksandr Władimirowicz Sieriebriakow, cieszący się zasłużonym szacunkiem myśliciel i publicysta. Jego pojawienie się burzy jednak dotychczasowy spokój mieszkańców, zmuszając ich do zmiany codziennych przyzwyczajeń i rytuałów. Wizyta ta jest kłopotliwa tym bardziej, że – ku zaskoczeniu wszystkich – profesor przywozi ze sobą młodszą od siebie o kilkadziesiąt lat żonę, Jelenę Andriejewnę, której uroda i burza blond włosów dosłownie zapierają dech w piersiach. Pod wielkim jej wrażeniem pozostaje przede wszystkim Iwan Pietrowicz Wojnicki, tytułowy wujaszek Wania, brat pierwszej żony Sieriebriakowa, zarządzający całym majątkiem pod nieobecność profesora. Nie zdaje on sobie jednak nawet sprawy, że ma poważnego konkurenta – powiatowego lekarza, doktora Michaiła Lwowicza Astrowa, przyjaciela rodziny, traktowanego przez wszystkich niemal jak domownik, który poznawszy Jelenę, jest zauroczony kobietą do tego stopnia, że nie jest w stanie wrócić do swoich codziennych obowiązków. Całymi dniami przesiaduje więc w majątku, opróżniając kolejne kieliszki wódki i cierpliwie wyczekując na każdą sekundę, w której będzie mógł raczyć się widokiem blond piękności. To platoniczne uczucie zaślepia go tak bardzo, że nie dostrzega wielkiego afektu, jakim obdarza go, na co dzień pomagająca Iwanowi Wojnickiemu w prowadzeniu rachunków Sonia Aleksandrowna, córka Sieriebriakowa z pierwszego małżeństwa. Jej stosunek do młodziutkiej macochy jest ambiwalentny: z jednej strony szuka u niej akceptacji i pomocy, z drugiej – podejrzewa, że wyszła za jej ojca tylko dla majątku. Tym samym sytuacja Jeleny Andriejewny również nie jest godna pozazdroszczenia – na przemian kochana i nienawidzona, co rusz musi stawiać czoła niezręcznym sytuacjom. Decydując się na podjęcie, niezbyt zresztą wyrafinowanej, psychologicznej gry, nawet nie zdaje sobie sprawy, że w ten sposób jedynie podsyca podskórne animozje.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ksiądz znikąd
Sebastian Chosiński

6 II 2020

Choć to pewnie ostatnie skojarzenie, jakie wielu widzom przyszłoby do głowy (a może nawet samemu reżyserowi), lecz w „Bożym Ciele” Jana Komasy jest wiele z klasycznego… westernu. Do oddalonego od świata miasteczka przybywa samotnik, który wplątany zostaje w toczący się między mieszkańcami konflikt. Po czym metodami, które mogą wzbudzać kontrowersje, zaprowadza porządek.

więcej »

„Legiooony to…” niezły film
Sebastian Chosiński

4 II 2020

Od pójścia na „Legiony” do kina odstręczyły mnie nazwiska dwóch (z czterech) scenarzystów, którzy parę lat wcześniej odpowiedzialni byli za „Smoleńsk”. Ale gdy obraz Dariusza Gajewskiego ukazał się w końcu na DVD, uznałem, że nie można chować głowy w piasek i trzeba zmierzyć się z tym problemem. I tu spotkało mnie nad wyraz miłe zaskoczenie. Bo „Legiony” to niezły film, w każdym razie na głowę bijący „Piłsudskiego”.

więcej »

Marszałek na to nie zasłużył!
Sebastian Chosiński

31 I 2020

Jeżeli będziecie szukać porad, jak nakręcić arcynudny obraz o życiu jednego z najwybitniejszych Polaków XX wieku, którego biografia jest gotowym scenariuszem filmowym – koniecznie udajcie się do Michała Rosy. Nie tylko że wyjawi Wam tę tajemnicę, to na dodatek pokaże materiał poglądowy – „Piłsudskiego”.

więcej »

Polecamy

Alejandro González Iñárritu. Babel.

Do sedna:

Alejandro González Iñárritu. Babel.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. 21 gramów.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Amores perros.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky „mother!”
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Noe: Wybrany przez Boga
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Czarny łabędź.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Zapaśnik.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Źródło
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Requiem dla snu
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Pi
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Nordic noir w postaci czystej
— Sebastian Chosiński

Starsza pani, która nie chce zniknąć
— Sebastian Chosiński

Mujrum na tropie
— Sebastian Chosiński

Ksiądz znikąd
— Sebastian Chosiński

„Legiooony to…” niezły film
— Sebastian Chosiński

Kłopoty to jego specjalność
— Sebastian Chosiński

Okrutna zbrodnia na Bałkanach
— Sebastian Chosiński

Marszałek na to nie zasłużył!
— Sebastian Chosiński

Krajobraz po katastrofie
— Sebastian Chosiński

Z „Ruskimi” lepiej nie zadzierać!
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.