Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 stycznia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXXII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray

więcej »

Andriej Smirnow
‹Dworzec Białoruski›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDworzec Białoruski
Tytuł oryginalnyБелорусский вокзал
ReżyseriaAndriej Smirnow
ZdjęciaPaweł Lebieszew
Scenariusz
ObsadaAleksiej Głazyrin, Jewgienij Leonow, Anatolij Papanow, Wsiewołod Safonow, Nina Urgant, Margarita Tieriechowa, Raisa Kurkina, Lubow Sokołowa, Nikifor Kołofidin, Jurij Orłow, Nikołaj Wołkow młodszy, Aleksander Janwariow, Jurij Wizbor, Władimir Grammatikow, Jelena Skaczkowa, Ludmiła Arinina
Rok produkcji1970
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Rosyjskiego
Czas trwania95 min
Gatunekdramat
EAN5908312741008
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Przegrani bohaterowie zwycięskiej wojny

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
Przystępując do pracy nad „Dworcem Białoruskim”, Andriej Smirnow pragnął zrealizować film o wojnie, która skończyła się dwadzieścia pięć lat wcześniej. W efekcie stworzył przejmujące studium psychologiczne o weteranach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, którzy czują się coraz bardziej wyobcowani we współczesnym świecie. Świecie, którego nie rozumieją i który coraz mniej ich już potrzebuje.

Sebastian Chosiński

Przegrani bohaterowie zwycięskiej wojny

Przystępując do pracy nad „Dworcem Białoruskim”, Andriej Smirnow pragnął zrealizować film o wojnie, która skończyła się dwadzieścia pięć lat wcześniej. W efekcie stworzył przejmujące studium psychologiczne o weteranach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, którzy czują się coraz bardziej wyobcowani we współczesnym świecie. Świecie, którego nie rozumieją i który coraz mniej ich już potrzebuje.

Andriej Smirnow
‹Dworzec Białoruski›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDworzec Białoruski
Tytuł oryginalnyБелорусский вокзал
ReżyseriaAndriej Smirnow
ZdjęciaPaweł Lebieszew
Scenariusz
ObsadaAleksiej Głazyrin, Jewgienij Leonow, Anatolij Papanow, Wsiewołod Safonow, Nina Urgant, Margarita Tieriechowa, Raisa Kurkina, Lubow Sokołowa, Nikifor Kołofidin, Jurij Orłow, Nikołaj Wołkow młodszy, Aleksander Janwariow, Jurij Wizbor, Władimir Grammatikow, Jelena Skaczkowa, Ludmiła Arinina
Rok produkcji1970
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Rosyjskiego
Czas trwania95 min
Gatunekdramat
EAN5908312741008
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Lata 40., 50. i 60. XX wieku to w radzieckiej kinematografii okres zdominowany przez produkcje wojenne. Początkowo, jeszcze w epoce stalinowskiej, kręcono przede wszystkim filmy propagandowe, sławiące bohaterstwo żołnierzy Armii Czerwonej, którzy płacąc niezwykle wysoką daninę krwi, wyzwolili spod hitlerowskiej okupacji całą Europę Środkowo-Wschodnią (taki charakter miały między innymi monumentalne „Upadek Berlina” Michaiła Cziaureliego i „Bitwa stalingradzka” Władimira Pietrowa). Później, po XX Zjeździe Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego i referacie sekretarza generalnego Nikity Chruszczowa, w którym piętnował on kult jednostki Stalina, zaczęły powstawać obrazy przedstawiające już nie tyle tragedię całego narodu, co jednostek (vide „Lecą żurawie” Michaiła Kałatozowa, „Los człowieka” Siergieja Bondarczuka, „Ballada o żołnierzu” Grigorija Czuchraja, „Żywi i martwi” Aleksandra Stolpera czy też „Ojciec żołnierza” Reza Czcheidzego). Aż wreszcie zaczęto kręcić dzieła poświęcone weteranom Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, w których stawiano w zasadzie tylko jedno, ale za to fundamentalne pytanie: Jak ułożyło się ich dalsze życie w czasach pokoju? Za najdonioślejsze osiągnięcie filmowe w tej materii uznać należy, zrealizowany w 1970 roku, dramat psychologiczny Andrieja Smirnowa zatytułowany „Dworzec Białoruski”. Początkowo producenci „Mosfilmu” chcieli powierzyć reżyserię Ukraince Łarisie Szepitko – ta jednak odmówiła, ponieważ nie przypadł jej do gustu scenariusz autorstwa Wadima Trunina, a chcąc przeforsować własną wersję, natrafiła na silny opór. W efekcie do pracy zabrał się Smirnow.
Reżyser „Dworca Białoruskiego” urodził się w Moskwie pamiętnego 1941 roku – na trzy miesiące przed hitlerowską agresją na Związek Radziecki – w rodzinie pisarza i historyka Siergieja Smirnowa. Mając dwadzieścia jeden lat, został absolwentem wydziału reżyserskiego Wszechzwiązkowego Państwowego Instytutu Kinematografii (WGIK), kończąc kurs prowadzony przez samego Michaiła Romma. Miał już wtedy na koncie swój pierwszy występ aktorski – w ostatnim, jak się okazało, fabularnym filmie swojego mistrza, „9 dniach jednego roku” (1961). Przygodę z reżyserią zaczął od studenckich krótkometrażówek. Najpierw brał udział w powstaniu zbioru nowel „Jurka – biessztannaja komanda” (1961), a później – do spółki z kolegą z roku Borisem Jaszynem – zrealizował, oparty na opowiadaniu Williama Saroyana, dyplomowy filmik „Ej, kto nibud!” (1962). Współpraca z Jaszynem trwała jeszcze przez cztery lata, a jej efektami były pełnometrażowy dramat wojenny „Piad’ ziemli” (1964) z Jewgienijem Urbanskim w roli głównej oraz kolejna krótkometrażówka – „Szutoczka” (1966) według jednego z opowiadań Antona Czechowa. Kiedy więc trzy lata później zaproponowano Smirnowowi realizację „Dworca Białoruskiego”, doświadczenie zawodowe wciąż miał niewielkie, a i specjalnymi osiągnięciami pochwalić się nie mógł. Obraz miał swoją premierę 30 kwietnia 1971 roku; kilka miesięcy później otrzymał prestiżową nagrodę na I Festiwalu Współczesnej Kinematografii w Karlowych Warach.
Przejdźmy jednak do filmu. Jest 1970 rok, od zakończenia Wielkiej Wojny Ojczyźnianej minęło ćwierć wieku. Zabliźniły się już rany i dojrzało pierwsze radzieckie pokolenie, dla którego blokada Leningradu, bitwa o Krym, Stalingrad czy też wielka czołgowa batalia na Łuku Kurskim są jedynie wydarzeniami, o których uczą się w szkole na lekcjach historii. Niegdysiejsi bohaterowie postarzali się, stracili dawny blask, mało kogo już interesują ich frontowe wspomnienia. Dawny dowódca kompanii saperów Wiktor Siergiejewicz Charłamow zrobił karierę w przemyśle, został dyrektorem fabryki – zamiast jednak zajmować się na poważnie produkcją, musi użerać się z bumelantami i kombinatorami. Radiotelegrafista Kola (Nikołaj) Iwanowicz Dubinski pracuje jako księgowy; ma opinię biurokraty i wstecznika, nie godzi się bowiem na nie do końca zgodne z prawem machinacje finansowe swojego kierownika. Coraz częściej też rozmyśla o emeryturze. Były dowódca zwiadu Wania (Iwan) Prichodko został ślusarzem; w pracy musi bez przerwy mieć oko na swoich młodych pomocników, ponieważ nigdy nie wiadomo, co – z braku wiedzy i umiejętności – wywiną. Loszę (Aleksieja) Konstantinowicza Kiriuszyna los rzucił nad Bałtyk, do Kaliningradu (czyli zdobytego na Niemcach Królewca), gdzie jest dziennikarzem. Po raz ostatni widzieli się 27 września 1946 roku, w dniu urodzin piątego z nich – Walentina Matwiejewa, jedynego, który po zakończeniu wojny zdecydował się pozostać w wojsku, awansując ostatecznie do stopnia pułkownika. Teraz, po ponad dwóch dekadach, ponownie spotykają się z jego powodu. Nie jest to jednak spotkanie przyjemne, ponieważ odbywa się na cmentarzu. Po zakończeniu odprawionego z wojskowymi honorami pogrzebu czterej dawni towarzysze broni wymieniają niepewne uściski dłoni; nie bardzo też wiedzą, co w takiej sytuacji powiedzieć, po tylu latach spędzonych z dala od siebie. Przecież zmieniło się tak dużo.
Akcja „Dworca Białoruskiego” zamyka się w jednym dniu, w ciągu zaledwie kilkunastu godzin. Scenarzysta skupił się w tym czasie na dwojakich relacjach – interpersonalnych pomiędzy czwórką bohaterów oraz całej ich grupy ze światem zewnętrznym. Jak się okazuje, w obu przypadkach nie jest zbyt różowo. Czas, który minął od jesieni 1946 roku, całkowicie odmienił ich życie. Owszem, kiedyś się przyjaźnili, nadstawiali za siebie głowy, ale to działo się w zupełnie innej rzeczywistości. Dzisiaj są praktycznie obcymi sobie ludźmi. Po pogrzebie wpadają na chwilę na stypę, ale później każdy z nich planuje zająć się własnymi sprawami – Wiktor i Kola chcą wrócić jeszcze do pracy, Wania musi iść do domu, a Losza zastanawia się, o której ma pociąg do domu. Przyzwoitość zmusza ich jednak do tego, by nie rozstawać się tak od razu – w efekcie idą do restauracji, a później planują wspólną wizytę w domu Dubinskiego. Ale przekorny los sprawia im nie lada niespodziankę, tego samego wieczoru lądują bowiem w milicyjnym areszcie – oni, wojenni bohaterowie, zatrzymani jak zwyczajni uliczni chuligani. Film Smirnowa jest bardzo gorzkim psychologicznym studium o alienacji i niedostosowaniu, w pewnym sensie także o mentalnej ucieczce od rzeczywistości w odległą (wojenną) przeszłość, w której wszystkie podziały były jasne i proste – tam stał śmiertelny wróg, którego należało zabić, by samemu przeżyć. Dzisiaj takim „wrogiem” są uchylający się od pracy robotnicy w fabryce, kierownik żądający zgody na nieprawne przekazanie pieniędzy, młody ślusarz starający się na własną rękę naprawić usterkę, czym nieomal doprowadza do tragicznej w skutkach katastrofy; wreszcie – Sasza, zadufany inteligent w średnim wieku, który odmawia podwiezienia swoim „Moskwiczem” do szpitala rannego chłopca, ponieważ ma inne plany na wieczór. Patrząc na to wszystko, bohaterowie „Dworca Białoruskiego” zdają się myśleć: Przecież nie o taki świat walczyliśmy, nie dla takich ludzi każdego dnia ryzykowaliśmy na froncie życiem!
Są też jednak w filmie akcenty optymistyczne. Co ciekawe, wszystkie wiążą się z postaciami kobiecymi. Pierwszym jest Natalia Szypiłowa – narzeczona, a może nawet żona nieszczęsnego Saszy, którą mierzi postępowanie ukochanego, czym zyskuje sympatię Kiriuszyna. Drugim – dawna sanitariuszka Rajka, przygarniająca w swoim malutkim mieszkaniu czwórkę zagubionych we współczesnym świecie kombatantów. Trzecim natomiast – jej młodziutka córka Wala, która zapewne dzięki wojennym wspomnieniom matki nie traktuje jej przyjaciół sprzed lat jak bliskie wymarcia dinozaury. Nie zmienia to jednak faktu, że czas weteranów bezpowrotnie już minął – taka jest kolej rzeczy i sprzeciwiać się temu nie ma najmniejszego sensu. Jest w „Dworcu Białoruskim” scena, która na długo zapada w pamięć. Restauracja, w której na chwilę zatrzymali się czterej mężczyźni, zapełnia się młodymi ludźmi, w pewnym momencie do tańca zaczyna przygrywać zespół rockowy (w rzeczywistości jest to grupa Kamerton). Nieco zdezorientowani bohaterowie przyglądają się całemu zamieszaniu, przysłuchują muzyce, niewiele z tego wszystkiego jednak rozumieją. Oni śpiewali zupełnie inne pieśni. W obrazie Smirnowa nie brakuje uproszczeń. Polskiego widza może nieco irytować bezkrytyczna apologia przeszłości czerwonoarmistów, poniekąd zapowiadająca zbliżającą się już wielkimi krokami odgórną zmianę wykładni najnowszych, zwłaszcza powojennych dziejów Związku Radzieckiego i związaną z tym, przeprowadzoną przez Leonida Breżniewa, częściową rehabilitację Stalina. W „Dworcu Białoruskim” jeszcze tego nie doświadczymy, ale już w kręconym w tym samym czasie „Wyzwoleniu” Ozierowa zmarły przed kilkunastoma laty satrapa pojawia się w glorii chwały wielkiego wodza i męża stanu. Dobrze się stało, że Andriej Smirnow nakręcił swój film w 1969 roku, a nie kilka lat później. Nie wiadomo, co wtedy zobaczylibyśmy na ekranie…
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Miłość i płacz, bez zgrzytania zębów
Sebastian Chosiński

16 I 2019

To było ogromne zaskoczenie. Chyba nikt w 1981 roku nie spodziewał się, że Amerykańska Akademia Filmowa uhonoruje statuetką Oscara radziecki melodramat Władimira Mieńszowa „Moskwa nie wierzy łzom”. Dotąd nie odniósł on bowiem wielkiego sukcesu, dopiero po uznaniu, jakie nadeszło z Hollywood film obrósł legendą we wszystkich „krajach demokracji ludowej”. Polska nie była wcale wyjątkiem.

więcej »

By nie pozostał po nim nawet powidok…
Sebastian Chosiński

14 I 2019

Ostatni film Andrzeja Wajdy wzbudzał kontrowersje jeszcze przed premierą. Podgrzały je między innymi wypowiedzi Bogusława Lindy – odtwórcy głównej roli, czyli malarza Władysława Strzemińskiego, któremu, mówiąc eufemistycznie, niezbyt podobał się ostateczny kształt dzieła. Czy słusznie? „Powidoki” nie są na pewno dziełem wybitnym, ale bardzo daleko im do obrazu ewidentnie nieudanego.

więcej »

Wielkość i małość rodu Laurentów
Sebastian Chosiński

11 I 2019

Tytuł najnowszej, wydanej nie tak dawno w Polsce na DVD, produkcji Michaela Hanekego jest przewrotny. Bo w „Happy End” nic nie kończy się szczęśliwie. Przeciwnie! Wszystko zdaje się zapowiadać jeszcze większe nieszczęścia…

więcej »

Polecamy

Karnawał osobliwości

Z filmu wyjęte:

Karnawał osobliwości
— Jarosław Loretz

Jeszcze à propos jedzenia
— Jarosław Loretz

Smacznego z Ameryki
— Jarosław Loretz

Telewizja cię zje!
— Jarosław Loretz

Na parkowej ławeczce
— Jarosław Loretz

Zombie a… kobieta?
— Jarosław Loretz

Robot a kobieta
— Jarosław Loretz

Gardło Innym Podrzynam Dibbler
— Jarosław Loretz

Zacząć dzień z przytupem
— Jarosław Loretz

Łabędziot
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Tegoż twórcy

Co nam w kinie gra: Żyła sobie baba
— Sebastian Chosiński

East Side Story: W rzeczywistości było jeszcze straszniej!
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

By nie pozostał po nim nawet powidok…
— Sebastian Chosiński

Wielkość i małość rodu Laurentów
— Sebastian Chosiński

Poznańska orkiestra jazzowa gra ponownie!
— Sebastian Chosiński

Pierwsza ofiara, druga zdrada
— Sebastian Chosiński

Nikt nie jest bez winy, ale czy wszyscy są winni?
— Sebastian Chosiński

Pięknym kobietom wiatr zawsze w oczy
— Sebastian Chosiński

Szpic na tropie
— Sebastian Chosiński

Mrok w afrykańskim słońcu
— Sebastian Chosiński

Mrowienie w czaszce
— Sebastian Chosiński

Na polu walki… o przyszłość
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.