Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 31 marca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Jurij Ozierow
‹Stalingrad›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułStalingrad
Tytuł oryginalnyСталинград
ReżyseriaJurij Ozierow
ZdjęciaWładimir Gusiew, Igor Słabniewicz
ObsadaMichaił Uljanow, Powers Boothe, Siergiej Nikonienko, Fiodor Bondarczuk, Siergiej Garmasz, Nikolaj Kriuczkow
MuzykaJurij Lewitin
Rok produkcji1989
Kraj produkcjiNiemcy, ZSRR
CyklKlasyka Kina Radzieckiego
Czas trwania196 min
Gatunekdramat, wojenny
EAN5908223774294
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Obrona Stalingradu oczyma apologety Breżniewa
[Jurij Ozierow „Stalingrad” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 »
Współcześni historycy pozostają w zasadzie zgodni, że miano przełomowego momentu drugiej wojny światowej należy się bitwie stalingradzkiej. Rosjanie nigdy nie mieli co do tego wątpliwości, a już na pewno nie miał ich Jurij Ozierow – najzdolniejszy batalista w dziejach sowieckiej kinematografii. Monograficzny film „Stalingrad” nakręcił jednak dopiero u schyłku swojej kariery w 1989 roku, kiedy nie mógł już dysponować nieograniczonymi wręcz środkami, a widownia oczekiwała zgoła innych produkcji.

Sebastian Chosiński

Obrona Stalingradu oczyma apologety Breżniewa
[Jurij Ozierow „Stalingrad” - recenzja]

Współcześni historycy pozostają w zasadzie zgodni, że miano przełomowego momentu drugiej wojny światowej należy się bitwie stalingradzkiej. Rosjanie nigdy nie mieli co do tego wątpliwości, a już na pewno nie miał ich Jurij Ozierow – najzdolniejszy batalista w dziejach sowieckiej kinematografii. Monograficzny film „Stalingrad” nakręcił jednak dopiero u schyłku swojej kariery w 1989 roku, kiedy nie mógł już dysponować nieograniczonymi wręcz środkami, a widownia oczekiwała zgoła innych produkcji.

Jurij Ozierow
‹Stalingrad›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułStalingrad
Tytuł oryginalnyСталинград
ReżyseriaJurij Ozierow
ZdjęciaWładimir Gusiew, Igor Słabniewicz
ObsadaMichaił Uljanow, Powers Boothe, Siergiej Nikonienko, Fiodor Bondarczuk, Siergiej Garmasz, Nikolaj Kriuczkow
MuzykaJurij Lewitin
Rok produkcji1989
Kraj produkcjiNiemcy, ZSRR
CyklKlasyka Kina Radzieckiego
Czas trwania196 min
Gatunekdramat, wojenny
EAN5908223774294
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Obrona Stalingradu – trzeciego pod względem wielkości, po Moskwie i Leningradzie, miasta Związku Radzieckiego w latach 40. ubiegłego wieku – była momentem zwrotnym w dziejach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Od tej chwili inicjatywa na froncie wschodnim przeszła w ręce Armii Czerwonej i nie zmieniła tego nawet późniejsza o kilka miesięcy – początkowo skuteczna, ale ostatecznie zakończona klęską – niemiecka ofensywa na Łuku Kurskim. Trudno się więc dziwić, że Sowieci od razu po zakończonej zwycięstwem bitwie przystąpili do tworzenia jej mitu. Jeszcze w 1943 roku Leonid Warłamow „ku pokrzepieniu serc” zrealizował ponadgodzinny dokument zatytułowany po prostu „Stalingrad”. Sześć lat później, na zamówienie samego generalissimusa, powstała natomiast monumentalna dwuczęściowa „Bitwa stalingradzka”, pod którą podpisał się Władimir Pietrow. Gruzińskiego przywódcę Kraju Rad zagrał Aleksiej Dikij, w Konstantina Rokossowskiego wcielił się Boris Liwanow, w generała Wasilija Czujkowa – Nikołaj Simonow, natomiast Friedrich Paulus swoją twarz zawdzięczał Władimirowi Gajdarowowi; na ekranie nie zabrakło również Adolfa Hitlera, którego – w mocno karykaturalny sposób – przedstawił Michaił Astangow. Obraz Jurija Ozierowa powstał dokładnie czterdzieści lat później i wpłynął na ponowne zwiększenie zainteresowania filmowców tematem batalii stalingradzkiej. Niemcy odpowiedzieli po trzech latach całkiem udanym filmem Josefa Vilsmaiera, a w 2001 roku Francuz Jean-Jacques Annaud dorzucił jeszcze wyjątkowo nudnego i mało realistycznego „Wroga u bram” (jedyne, co usprawiedliwia sięgnięcie po tę międzynarodową produkcję, to pojawienie się na ekranie Eda Harrisa). W najbliższych miesiącach natomiast za temat ten ma się podobno zabrać Fiodor Bondarczuk, autor znakomitej „9 kompanii” (2005), który zresztą w dziele Ozierowa stworzył jedną ze swoich pierwszych kreacji aktorskich1).
Jurij Nikołajewicz Ozierow był w czasach Związku Radzieckiego człowiekiem-instytucją. Swoją pozycję zawdzięczał realizowanym od końca lat 60. po kres swojej kariery filmowej monumentalnym i patetycznym aż do bólu epopejom wojennym, w których – w typowo apologetyczny (i przy okazji niezwykle zakłamany) sposób – przedstawiał wkład Armii Czerwonej i Kraju Rad w pokonanie hitlerowskich Niemiec. Droga do sławy i zaszczytów była jednak długa i niebezpieczna. Przyszły reżyser urodził się w 1921 roku w Moskwie; jego ojciec Nikołaj Ozierow był znanym śpiewakiem operowym, solistą stołecznego Teatru Wielkiego. Młody Jurij najpierw uczył się w szkole plastycznej, ale jako osiemnastolatek wstąpił do Państwowego Instytutu Sztuk Teatralnych (GITIS), zakładając, że zostanie… teatroznawcą. Niezbyt długo jednak zagrzał miejsca w ławach studenckich, ponieważ kilka miesięcy później – już po sowieckiej agresji na II Rzeczpospolitą – został powołany do wojska. W czasie Wielkiej Wojny Ojczyźnianej przeszedł szlak bojowy od Moskwy po Królewiec w Prusach Wschodnich. Po latach wspominał, że najbardziej dramatycznym momentem jego służby były właśnie krwawe walki o rodzinne miasto Immanuela Kanta. W przededniu Dnia Zwycięstwa 1998 roku w wywiadzie udzielonym Wiktorowi Matizenowi reżyser powiedział: „Przed szturmem oznajmiłem, że jeżeli przeżyję, to opowiem o wielkiej armii, w której walczyłem”. Wojnę zakończył, jako absolwent Akademii Wojennej imienia Michaiła Frunzego, w stopniu majora. Nie chciał jednak zostawać zawodowym żołnierzem, wrócił więc na GITIS, lecz niebawem przeniósł się na wydział reżyserski Wszechzwiązkowego Państwowego Instytutu Kinematografii (WGIK), gdzie uczył się fachu pod czujnym okiem Ukraińca Igora Sawczenki. U jego boku – wraz z Aleksandrem Ałowem, Władimirem Naumowem i Marlenem Chucyjewem – zdobywał szlify, pracując przy realizacji wojennego „Trzeciego uderzenia”. Film okazał się wielkim sukcesem; w samym tylko 1948 roku obejrzało go 20 milionów obywateli Związku Radzieckiego. Pracę na własny rachunek zaczął Ozierow od dokumentów: „Aleksandr Puszkin” (1950), „Ogród botaniczny” (1952), „Arena śmiałych” (1953) oraz „W świąteczny wieczór” (1954).
Swoją pierwszą fabułę nakręcił w 1955 roku. „Syn” był dramatem społecznym o nastolatku, który zszedł na złą drogę. Nakręcony w manierze włoskiego neorealizmu, w tym właśnie kraju spotkał się z najcieplejszym przyjęciem; zdobył nawet wyróżnienie na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji. Trzy lata później Jurij Nikołajewicz sięgnął po temat historyczny – w „Sokole stepowym” opowiedział historię kozaka Kocziubeja, bohatera powieści Arkadija Pierwiencewa, opowiadającej o wojnie domowej na Kubaniu. W 1959 roku reżyser wyprawił się do bratniej Albanii, aby nakręcić film o bohaterskiej walce obywateli tego położonego nad Adriatykiem państwa z faszystami – obraz zatytułowano „Furtuna”, co w języku albańskim znaczy tyle, co „wolność”. Przygotowując się do kolejnego dzieła fabularnego, Ozierow na krótko „skoczył w bok”; przypomniawszy sobie swoje początki dokumentalisty, zrealizował „Dzień młodego człowieka” (1961). Chwilę później pracował już jednak nad radziecko-czeskim „Haškiem i jego Szwejkiem” (1962), w którym przedstawił losy słynnego pisarza Jaroslava Haška w czasie pierwszej wojny światowej, którą ten jako habsburski żołnierz spędził na terenie Rosji. Film spotkał się z uznaniem i otworzył reżyserowi drogę do znacznie większej i dużo bardziej prestiżowej produkcji – wojennej epopei „Wyzwolenie” (1969-1972). Jak się okazało, ten pięcioczęściowy film kinowy był najdroższą produkcją w dziejach kinematografii radzieckiej (powstałą zresztą przy współudziale Polaków, Niemców z NRD, a nawet Włochów). Przedstawiał on dzieje Wielkiej Wojny Ojczyźnianej od bitwy na Łuku Kurskim po zdobycie Berlina. „Zacząć od początku, od klęsk, nie mogłem” – wyjaśniał Ozierow po latach, tłumacząc się, dlaczego nad dwoma pierwszymi latami wojny przeszedł do porządku dziennego. „Wyzwolenie” stało się kasowym hitem2), ale wzbudziło też wiele emocji i kontrowersji – przede wszystkim z powodu powrotu na duży ekran, po kilkunastu latach nieobecności, postaci Józefa Stalina3), którego zagrał Buchuti Zakariadze. W Gieorgija Żukowa wcielił się Michaił Uljanow, którego kandydaturę zaproponował sam „marszałek zwycięstwa”; Rokossowskim był Władlen Dawydow, Czujkowem – Iwan Pieriewierzew, a Iwanem Koniewem – znakomity Wasilij Szukszyn.
„Stalina nie pozwoliliby mi pokazać – tłumaczył wiele lat później reżyser. – Dlatego w scenariuszu go nie było. Ale jak opowiedzieć o wojnie bez niego? Więc ja go potajemnie kręciłem, nocami”. Ryzyko, wbrew pozorom, nie było wcale tak duże, ponieważ już od kilku lat, po odsunięciu w 1964 roku od władzy Nikity Chruszczowa, widać było jak ekipa Leonida Breżniewa przymierza się do częściowej przynajmniej rehabilitacji krwawego satrapy. Jurij Nikołajewicz idealnie wyczuł więc nastrój i wstrzelił się w oczekiwania Kremla, czym zresztą zaskarbił sobie dozgonną wdzięczność nowego sekretarza generalnego partii komunistycznej. Po „Wyzwoleniu” przyszła kolej na następną epopeję – kręconych w latach 1975-1977 czteroczęściowych „Żołnierzy zwycięstwa”. Film ten, będący koprodukcją radziecko-bułgarsko-węgiersko-enerdowsko-polsko-rumuńsko-czechosłowacką, opowiadał dzieje wojny od bitwy stalingradzkiej do ostatecznego wyzwolenia krajów Europy Środkowo-Wschodniej spod okupacji hitlerowskiej. Na ekranie pokazano rosnący w siłę komunistyczny ruch oporu, na czele którego nieprzypadkowo stali późniejsi przywódcy „demoludów”: Josif Broz-Tito, Wilhelm Pieck, Klement Gottwald, Todor Żiwkow, Gustáv Husák, Janos Kadar, Bolesław Bierut (w tej roli Ignacy Gogolewski), a nawet – co już zakrawało na kabaret – Edward Gierek (grany przez Edwarda Lubaszenkę). Na niezwykle istotną dla losów wojny postać – obok Stalina (tym razem Jakow Tripolski), Żukowa (ponownie Uljanow) i Rokossowskiego (znów Dawydow) – wyrósł niespodziewanie generał… Breżniew, w którego wcielił się Jewgienij Matwiejew. Praca nad „Żołnierzami zwycięstwa” była wyczerpująca, dlatego też po ukończeniu filmu Ozierow zaplanował sobie nieco dłuższy odpoczynek. Odskocznią od tematyki wojennej, która już całkowicie zdominowała jego twórczość, był cykl dokumentów poświęconych sportowi, a realizowanych z okazji letnich Igrzysk Olimpijskich w Moskwie („Ballada o sporcie”, 1979; „Pożegnanie z Olimpiadą”, 1980; „Olimpijskie święto”, 1980; „Sporcie, jesteś – pokojem!”, 1981)4). Kilka lat później Jurij Nikołajewicz wrócił jednak na front, kręcąc „Bitwę o Moskwę” (1985), w której cofnął się do pierwszych miesięcy Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Na ekranie znów można było zobaczyć Uljanowa jako Żukowa i Tripolskiego w roli Stalina; nową postacią był natomiast Aleksandr Gołorodko, grający Rokossowskiego.
1 2 3 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z szamba wyszedłeś… a dokąd wrócisz?
Sebastian Chosiński

23 III 2020

Vidocq Gerarda Depardieu ścigał obdarzonego nadprzyrodzonymi mocami przestępcę w lustrzanej masce, Vidocq Vincenta Cassela musi natomiast zadowolić się „normalnymi” psychopatami. Ale to właśnie realizm czyni „Władcę Paryża” dziełem znacznie ciekawszym, niż steampunkowo-horrorowa wizja Pitofa.

więcej »

Król i hrabiowie
Sebastian Chosiński

16 III 2020

Mimo mody na kryminalne powieści retro, pewien okres z przeszłości nie został jeszcze odpowiednio spenetrowany przez pisarzy. Wciąż brakuje interesujących książek detektywistycznych, których akcja rozgrywałaby się w czasie nazistowskiej okupacji Polski. do takiego samego wniosku doszedł chyba Janusz Majewski, który najpierw napisał „Czarnego mercedesa”, a potem przeniósł go na ekran. Z marnym skutkiem.

więcej »

Nazwobójca
Jarosław Loretz

20 II 2020

Sądząc po tytule – „Bye Bye Man” – zaoceanicznym twórcom zaczęły wyczerpywać się sensowne imiona morderczych bytów. Czy czeka nas w najbliższej przyszłości jakiś Miau Miau Zaur czy Zulu Gula Splat?

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż autora

Doktor spod mostu
— Sebastian Chosiński

Z szamba wyszedłeś… a dokąd wrócisz?
— Sebastian Chosiński

Po Słowo Boże na Dach Świata
— Sebastian Chosiński

Miłość w cieniu śmiertelnego zagrożenia
— Sebastian Chosiński

Król i hrabiowie
— Sebastian Chosiński

Skrzypek na… fiordzie
— Sebastian Chosiński

Trzy Korony na Lazurowym Wybrzeżu
— Sebastian Chosiński

Nordic noir w postaci czystej
— Sebastian Chosiński

Starsza pani, która nie chce zniknąć
— Sebastian Chosiński

Mujrum na tropie
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.