Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 czerwca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Leonid Gajdaj
‹Operacja „Y”, czyli przypadki Szurika›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOperacja „Y”, czyli przypadki Szurika
Tytuł oryginalnyОперация Ы и другие приключения Шурика
ReżyseriaLeonid Gajdaj
ZdjęciaKonstantin Browin
Scenariusz
ObsadaAleksander Demjanienko, Aleksiej Smirnow, Rina Zeljonaja, Władimir Basow, Wiktor Uralskij
MuzykaAleksander Zacepin
Rok produkcji1965
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Radzieckiego
Czas trwania95 min
Gatunekkomedia
EAN5908223774249
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Szur…szur…szur… szurnięty Szurik
[Leonid Gajdaj „Operacja „Y”, czyli przypadki Szurika” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
Aleksandr Timofiejew – trochę ciamajdowaty, złotowłosy inteligent w okularach – był w Związku Radzieckim postacią kultową. Na komedie Leonida Gajdaja z Szurikiem, bo tak go potocznie nazywano, w roli głównej pędziły do kin miliony widzów. I nie bez powodu. W zamian otrzymywali oni bowiem nie tylko dziesiątki przezabawnych gagów, ale przede wszystkim – co prawda, nieco zakamuflowaną – prawdę o systemie radzieckim. „Operacja Y” to chronologicznie pierwszy z trzech filmów z tym właśnie bohaterem.

Sebastian Chosiński

Szur…szur…szur… szurnięty Szurik
[Leonid Gajdaj „Operacja „Y”, czyli przypadki Szurika” - recenzja]

Aleksandr Timofiejew – trochę ciamajdowaty, złotowłosy inteligent w okularach – był w Związku Radzieckim postacią kultową. Na komedie Leonida Gajdaja z Szurikiem, bo tak go potocznie nazywano, w roli głównej pędziły do kin miliony widzów. I nie bez powodu. W zamian otrzymywali oni bowiem nie tylko dziesiątki przezabawnych gagów, ale przede wszystkim – co prawda, nieco zakamuflowaną – prawdę o systemie radzieckim. „Operacja Y” to chronologicznie pierwszy z trzech filmów z tym właśnie bohaterem.

Leonid Gajdaj
‹Operacja „Y”, czyli przypadki Szurika›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOperacja „Y”, czyli przypadki Szurika
Tytuł oryginalnyОперация Ы и другие приключения Шурика
ReżyseriaLeonid Gajdaj
ZdjęciaKonstantin Browin
Scenariusz
ObsadaAleksander Demjanienko, Aleksiej Smirnow, Rina Zeljonaja, Władimir Basow, Wiktor Uralskij
MuzykaAleksander Zacepin
Rok produkcji1965
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Radzieckiego
Czas trwania95 min
Gatunekkomedia
EAN5908223774249
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Leonid Jowicz Gajdaj to – obok Eldara Riazanowa i Gruzina Gieorgija Danieliji – najwybitniejszy twórca komedii w historii kinematografii radzieckiej. O ile jednak jego dwaj wielcy koledzy po fachu specjalizowali się w filmach śmiesznych, ale niosących ze sobą również potężną dawkę liryzmu i, nierzadko, smutku, Gajdaj – wzorem, Harola Lloyda, Bustera Keatona i w nieco mniejszym stopniu Charliego Chaplina – stawiał przede wszystkim na dobrą zabawę, podkreślaną całą masą przekomicznych gagów. Co może dziwić, biorąc pod uwagę wcześniejsze doświadczenia reżysera, którego los na pewno nie rozpieszczał. Przyszedł on na świat w 1923 roku w miasteczku Swobodny w obwodzie amurskim na Syberii. Ojciec pracował jako kolejarz, matka prowadziła dom. Wkrótce po narodzinach syna rodzina przeniosła się do Czity, a następnie do Irkucka. Po agresji hitlerowskiej na Związek Radziecki, nie zwlekając, jak wielu młodych i ideowych komunistów, na ochotnika zgłosił się do Armii Czerwonej. „Stawka” uznała jednak, że na razie armia nie będzie miała z niego wielkiej pociechy i odesłała go do służby w… moskiewskim Teatrze Satyry, gdzie został pracownikiem technicznym. W następnym roku, gdy sytuacja na froncie stała się dramatyczna, nikt już nie wybrzydzał i Leonid Jowicz mógł wreszcie z dumą założyć mundur krasnoarmiejca. Po służbie liniowej pozostała mu pamiątka na całe życie – poważna rana nogi spowodowana wybuchem miny. Wróciwszy na Syberię, Gajdaj rozpoczął naukę w szkole aktorskiej przy Obwodowym Teatrze Dramatycznym w Irkucku. I choć nie miał ku temu większych predyspozycji, został zawodowym aktorem. Zdawał sobie jednak sprawę, że jego talent wystarczy być może na podbicie scen syberyjskich, ale o popularności w europejskiej części Związku Radzieckiego, a zwłaszcza o karierze filmowej, czego pragnął od najmłodszych lat, będzie mógł, co najwyżej, pomarzyć. Chyba że… stanie po drugiej stronie kamery. Dlatego też w 1949 roku zdecydował się przenieść do stolicy, aby zostać studentem wydziału reżyserskiego Wszechzwiązkowego Państwowego Instytutu Kinematografii (WGIK). Miał szczęście, trafił bowiem na kurs prowadzony przez Grigorija Aleksandrowa, twórcę cieszących się wielką popularnością w Kraju Rad komedii „Świat się śmieje” (1934) oraz „Wołga, Wołga” (1938). To on umożliwił młodemu aktorowi debiut filmowy, chociaż na razie jeszcze przede wszystkim w dawnej roli aktora.
Po raz pierwszy Gajdaj pojawił się na ekranie w szalonej komedii muzycznej „Liana” (1955) Borisa Barneta, któremu służył pomocą również jako asystent reżysera. Rok później, wespół z Walentinem Niewzorowem, nakręcił swój fabularny debiut – oparty na opowiadaniach Wadima Korolienki (syna Polaka i Ukrainki, zesłanego na Syberię za działalność polityczną) dramat „Długa droga” („Dołgij put’”), do którego scenariusz napisał inny legendarny twórca, Michaił Romm. W 1958 roku Aleksandr Ałow i Władimir Naumow skorzystali z aktorskich usług Leonida Jowicza, kręcąc „Wiatr”, ostatnią odsłonę swojej – niezbyt wysokich lotów – „Trylogii komsomolskiej”. W tym samym czasie Gajdaj realizował już jednak swój pierwszy w pełni samodzielny obraz. Okazała się nim satyryczna komedia „Narzeczony z tamtego świata” („Żenich s togo swieta”), na planie której po raz pierwszy spotkał się między innymi z Gieorgijem Wicinem, Władimirem Władysławskim oraz Marią Krawczunowską, czyli aktorami, których po latach zaprosi także do udziału w „Operacji Y”. Niestety, film okazał się, jak na standardy radzieckie, zbyt prześmiewczy; cenzurze nie spodobały się przede wszystkim sceny wyśmiewające biurokrację w Kraju Rad. W efekcie – zamiast trafić do szerokiej dystrybucji, obraz pokazywany był tylko w nielicznych kinach, na dodatek o wyjątkowo niesprzyjających porach. Dwa lata później, chcąc przypodobać się władzom kinematografii, reżyser nakręcił – oparty na sztuce Aleksandra Galicza – dramat „Trzykrotnie zmartwychwstały” („Triżdy woskriesszyj”). I poniósł totalną klęskę! Popadł przy tym w depresję, nie bardzo wiedząc, jakie dzieła ma tworzyć, aby spodobały się zarówno jemu, jak i widowni, i na dodatek nie miały kłopotów z cenzurą. Ożywczy okazał się wyjazd z Moskwy do Irkucka, do którego nakłoniła go żona. Tam zupełnie przypadkowo Gajdaj przeczytał satyryczny felieton w partyjnej „Prawdzie”, który uznał za znakomity materiał na film. Przeniósł go na ekran jako „Psa Barbosa” („Pios Barbos i nieobycznyj kross”), który wszedł w skład nowelowego zbioru „Sowierszenno sierjozno” (1961), zrealizowanego pod artystyczną opieką szefa „Mosfilmu” Iwana Pyrjewa. To króciutkie, bo zaledwie niespełna dziesięciominutowe dziełko, okazało się jednak przełomowym, ponieważ to właśnie na jego planie po raz pierwszy spotkało się niezwykłe komediowe trio – Gieorgij Wicin, Jurij Nikulin oraz Jewgienij Morgunow, którzy stworzyli odpowiednio postaci Tchórza, Kiepa oraz Bywałego. Jeszcze w tym samym roku Leonid Jowicz poszedł za ciosem i nakręcił ciąg dalszy „Psa Barbosa”, czyli przezabawną, choć ponownie jedynie krótkometrażową, opowieść o „Bimbrownikach” („Samogonszcziki”).
Jak się okazało, Gajdaj znacznie lepiej radził sobie w krótkich formach, dlatego też kolejny swój film kinowy złożył z trzech niezależnych opowieści opartych na opowiadaniach amerykańskiego klasyka O’Henry’ego. Czarno-biały „Wódz czerwonoskórych” („Diełowyje liudi”, 1962) nie był jednak stylistycznie jednorodny: pierwsza nowela miała charakter dramatyczny, dwie pozostałe – komediowy. Zbiorek nowel cieszył się tak wielkim powodzeniem, że reżyser postanowił nie rezygnować z tej formuły. Napisał dwa kolejne scenariusze, które tym razem dla odmiany miała połączyć postać głównego bohatera – ambitnego, ale bardzo fajtłapowatego studenta Szurika (Aleksandra Timofiejewa). Wielkim problemem okazało się jednak znalezienie odtwórcy tej postaci. Chociaż chętnych nie brakowało, żaden nie spodobał się Gajdajowi. Wreszcie przypadkowo trafił on w gazecie na fotografię Aleksandra Diemjanienki, którego emploi uznał za idealne. Specjalnie też pojechał do Leningradu, aby rozmówić się z artystą. Aktor po latach wspominał: „Kiedy przeczytałem scenariusz filmu, zrozumiałem, że jest on skazany na sukces. Niczego podobnego w naszym kinie dotąd nie było”. Po zrealizowaniu dwóch nowel („Pomocnika” i „Obsesji”) uznano, że całość jest zbyt krótka – trzeba więc było w miarę szybko dokręcić trzecią. Leonid Jowicz sięgnął wówczas po stary i sprawdzony patent, a mówiąc konkretniej – po trio: Kiep, Tchórz i Bywały. W efekcie powstała trzecia opowieść, która dała potem tytuł całemu zbiorowi – „Operacja Y”. Zdjęcia trwały od lipca 1964 do kwietnia 1965 roku; premiera odbyła się cztery miesiące później – 16 sierpnia. Wiele gagów, które przeszły do historii kina radzieckiego, powstawało wprost na planie, a ich autorami byli sami aktorzy. I chociaż film roił się od wpadek technicznych i realizatorskich, widownia zagłosowała na „tak”. W samym tylko 1965 roku obraz Gajdaja obejrzało ponad 69,5 miliona widzów; drugi pod względem popularności film sezonu – dramat Ilji Gurina i Władimira Berensztejna „Wierzcie mi, ludzie” – przyciągnął przed ekrany zaledwie… 40,3 miliona obywateli Kraju Rad. Słowem: „Operacja Y” zdeklasowała rywali! Podobnie zresztą jak i kolejne dzieła Leonida Jowicza. Na „Kaukaską brankę, czyli Nowe przygody Szurika” („Kawkazskaja pliennica, ili Nowyje prikliuczenija Szurika”) w 1967 roku kupiło bilety 76,5 miliona widzów, natomiast na późniejszą o dwa lata „Brylantową rękę” („Brilliantowaja ruka”) – jeszcze dwieście tysięcy osób więcej. Co ciekawe, niewiele brakowało, aby „Kaukaska branka”, zamiast do kin, trafiła na półkę. Film uratował jednak wielki kinoman i jednocześnie… sekretarz generalny Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego Leonid Breżniew, któremu komedia Gajdaja spodobała się tak bardzo, że zwolnił ją z aresztu (podobnie zresztą uczynił kilka lat później z innym kultowym radzieckim dziełem, „Białym słońcem pustyni” Władimira Motyla).
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Płonąca Moskwa, gasnące uczucia
Sebastian Chosiński

26 VI 2019

Po przegranej – zakładając, że wycofanie się z pola bitwy jest jednak porażką – bitwie pod Borodino los Rosji wydawał się przesądzony. Kilka dni później wojska Napoleona Bonapartego wkroczyły bowiem do Moskwy, a dziesiątki tysięcy mieszkańców uciekło przed Francuzami. Jednym z tych, którzy postanowili pozostać, był Pierre Bezuchow – tytułowy bohater ostatniej części epopei Siergieja Bondarczuka.

więcej »

Jak radzić sobie z nienawiścią
Sebastian Chosiński

24 VI 2019

Wojna, która przyniosła Polsce niepodległość, dla wielu innych państw Europy – a zwłaszcza Francji i Niemiec – okazała się wielkim kataklizmem gospodarczym i społecznym. Podziały, jakie wyżłobiła, dwie dekady później stały się zaczynem konfliktu, który pogrążył świat w jeszcze straszniejszej apokalipsie. Wszystko dlatego, że mało kto miał w latach 20. i 30. ubiegłego wieku ochotę postępować jak bohaterowie historycznego melodramatu François’a Ozona „Frantz”.

więcej »

Gdzie dwie się biją, tam trzeci korzysta
Sebastian Chosiński

22 VI 2019

Wydarzenia, do jakich doszło na Wyspach Brytyjskich w drugiej połowie XVI wieku, przeczą ogólnemu przekonaniu, że historia jest dziedziną męską. To czas, kiedy Anglii i Szkocji ton nadawały dwie silne, spokrewnione ze sobą kobiety – protestantka Elżbieta I Tudor i katoliczka Maria I Stuart. O ich mającym dramatyczny przebieg i tragiczny finał konflikcie opowiada ubiegłoroczny dramat Josie Rourke „Maria, królowa Szkotów”.

więcej »

Polecamy

Czy małe dziewczynki lubią krew?

Z filmu wyjęte:

Czy małe dziewczynki lubią krew?
— Jarosław Loretz

Nasi w zaświatach
— Jarosław Loretz

Meble na wysoki połysk
— Jarosław Loretz

Limuzyna na miarę naszych możliwości
— Jarosław Loretz

RPG a sprawa Dzikiego Zachodu
— Jarosław Loretz

Tania siła robota
— Jarosław Loretz

Samopodający się talerz
— Jarosław Loretz

Chatka niekoniecznie z piernika
— Jarosław Loretz

Zwrotów nie przyjmujemy. Na ogół.
— Jarosław Loretz

Małe ptaki konsumuje się w całości
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Tegoż autora

Drapieżcy w Gotham
— Sebastian Chosiński

Jak radzić sobie z nienawiścią
— Sebastian Chosiński

Gdzie dwie się biją, tam trzeci korzysta
— Sebastian Chosiński

Jasne oblicze Zła i mroczna strona Dobra
— Sebastian Chosiński

Zbrodniarz w stylu vintage
— Sebastian Chosiński

Bogowie zawsze umierają młodo. Bywa że latem…
— Sebastian Chosiński

Alarm na Dolnym Śląsku!
— Sebastian Chosiński

„Mewki” kontra SB
— Sebastian Chosiński

Skazani na śmierć
— Sebastian Chosiński

Szpiegowska afera w wielkim stylu
— Sebastian Chosiński

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.