Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 lutego 2020
w Esensji w Esensjopedii

Giennadij Kazanski, Władimir Czebotariow
‹Diabeł morski. Człowiek amfibia›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDiabeł morski. Człowiek amfibia
Tytuł oryginalnyЧеловек-амфибия
ReżyseriaGiennadij Kazanski, Władimir Czebotariow
ZdjęciaEduard Rozowski
Scenariusz
ObsadaWładimir Korieniew, Anastazja Wertyńska, Michaił Kozakow, Nikołaj Simonow, Anatolij Smiranin, Władlen Dawydow, Aleksiej Zacharow, Nina Bolszakowa, Nikołaj Kuzmin, Siergiej Bojarski, Gieorgij Tusuzow, Michaił Miedwiediew, Jurij Miedwiediew, Anna Nikritina, Stanisław Czekan, Anatolij Stołbow
MuzykaAndriej Pietrow
Rok produkcji1961
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Rosyjskiego
Czas trwania92 min
Gatunekfantasy, przygodowy
EAN5908312741312
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Miłość w morskiej toni
[Giennadij Kazanski, Władimir Czebotariow „Diabeł morski. Człowiek amfibia” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
Nie wierząc w sukces filmu, urzędnicy sowieckiej kinematografii ograniczyli jego budżet i nie wyrazili zgody na przyjazd do Kraju Rad słynnego francuskiego badacza głębin morskich Jacques’a-Yves’a Cousteau, który zaoferował swoją pomoc jego twórcom. Mimo sporych ograniczeń, „Diabeł morski” Giennadija Kazanskiego i Władimira Czebotariowa zyskał światowy rozgłos i po dziś dzień jest jednym z najsłynniejszych obrazów fantastyczno-przygodowych nakręconych w Związku Radzieckim.

Sebastian Chosiński

Miłość w morskiej toni
[Giennadij Kazanski, Władimir Czebotariow „Diabeł morski. Człowiek amfibia” - recenzja]

Nie wierząc w sukces filmu, urzędnicy sowieckiej kinematografii ograniczyli jego budżet i nie wyrazili zgody na przyjazd do Kraju Rad słynnego francuskiego badacza głębin morskich Jacques’a-Yves’a Cousteau, który zaoferował swoją pomoc jego twórcom. Mimo sporych ograniczeń, „Diabeł morski” Giennadija Kazanskiego i Władimira Czebotariowa zyskał światowy rozgłos i po dziś dzień jest jednym z najsłynniejszych obrazów fantastyczno-przygodowych nakręconych w Związku Radzieckim.

Giennadij Kazanski, Władimir Czebotariow
‹Diabeł morski. Człowiek amfibia›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDiabeł morski. Człowiek amfibia
Tytuł oryginalnyЧеловек-амфибия
ReżyseriaGiennadij Kazanski, Władimir Czebotariow
ZdjęciaEduard Rozowski
Scenariusz
ObsadaWładimir Korieniew, Anastazja Wertyńska, Michaił Kozakow, Nikołaj Simonow, Anatolij Smiranin, Władlen Dawydow, Aleksiej Zacharow, Nina Bolszakowa, Nikołaj Kuzmin, Siergiej Bojarski, Gieorgij Tusuzow, Michaił Miedwiediew, Jurij Miedwiediew, Anna Nikritina, Stanisław Czekan, Anatolij Stołbow
MuzykaAndriej Pietrow
Rok produkcji1961
Kraj produkcjiZSRR
CyklKlasyka Kina Rosyjskiego
Czas trwania92 min
Gatunekfantasy, przygodowy
EAN5908312741312
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
„Diabeł morski”, czy też „Człowiek ryba” – bo pod takim tytułem znana jest w Polsce powieść Aleksandra Romanowicza Bielajewa, która stała się kanwą filmu – był w Związku Radzieckim dziełem prekursorskim. Jak wszystko, co nowe i niezwykłe, także obraz Giennadija Kazanskiego i zmarłego zaledwie przed kilkoma tygodniami Władimira Czebotariowa rodził się w potwornych bólach. I choć mało kto, poza jego twórcami, wierzył w ostateczny sukces, to jednak – jak się okazało – właśnie ich nie zawiodła intuicja. Najlepszym dowodem niezwykła wręcz popularność filmu w ojczyźnie! Tylko w 1962 roku obejrzało go w radzieckich kinach 65,5 miliona widzów, dzięki czemu pozostawił on w pokonanym polu ówczesne dokonania takich tuzów rodzimej kinematografii, jak Eldar Riazanow („Husarska ballada” – 48,6 miliona) czy Siergiej Gierasimow („Liudi i zwieri” – 40,3 miliona). Z kolei czytelnicy „Radzieckiego Ekranu” nominowali go do piątki najlepszych obrazów roku; podobne wyróżnienie spotkało także odtwórców głównych ról, czyli Władimira Korieniewa i Anastazję Wertyńską, którzy stali się w Kraju Rad symbolami seksu lat 60. XX wieku. Wkrótce potem – od zwycięstwa na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Science Fiction we włoskim Trieście (1963) – „Diabeł morski” rozpoczął pełen sukcesów pochód przez kina całego świata. Dzisiaj, wraz z „Aelitą” (1924) Jakowa Protazanowa, dziełami Andrieja Tarkowskiego, „Solarisem” (1972) i „Stalkerem” (1979), oraz sarkastycznym „Kin-dza-dza!” (1987) Gruzina Gieorgija Danieliji zalicza się on do najbardziej znanych radzieckich filmów fantastycznonaukowych. Warto jednak pamiętać, że prawdopodobnie nie byłoby tego oszałamiającego powodzenia, gdyby nie bardzo interesujący i działający na wyobraźnię materiał literacki, czyli powieść Bielajewa.
Aleksandr Romanowicz to klasyk prozy science fiction; nie bez powodu i wcale nie na wyrost jeszcze za swego życia nazywany „radzieckim Verne’em”. Urodził się w Smoleńsku w 1884 roku w rodzinie duchownego prawosławnego. Ojciec, marząc, by syn poszedł w jego ślady, wysłał go do seminarium, ale skutku nie osiągnął. Wręcz przeciwnie. Kiedy siedemnastoletni Sasza opuszczał mury uczelni, był zdeklarowanym… ateistą. Później wyuczył się na prawnika (w liceum jarosławskim), ale w roku wybuchu pierwszej wojny światowej podjął kolejną zaskakującą decyzję; od tej pory postanowił poświęcić się całkowicie literaturze i teatrowi. Niewiele jednak brakowało, by zły los przekreślił te bardzo ambitne plany, ponieważ Bielajew rozchorował się na gruźlicę, dopadł go również paraliż nóg. Aby podreperować zdrowie, w 1919 roku opuścił rodzinny Smoleńsk i przeniósł się na leczenie nad Morze Czarne, do Jałty. Czas spędzony w szpitalu poświęcił na pisanie wierszy, naukę języków obcych i czytanie. To właśnie wtedy poznał twórczość Herberta George’a Wellsa, Juliusza Verne’a i teoretyczne prace pioniera astronautyki Konstantina Ciołkowskiego. Pierwsze opowiadania science fiction opublikował – już po przeprowadzce do Moskwy – w 1923 roku. Dwa lata później ukazały się natomiast powieści „Głowa profesora Dowella” oraz „Ostatni człowiek z Atlantydy”. Na następne nie trzeba było długo czekać; w ciągu kolejnych kilkunastu lat ukazały się między innymi: „Wyspa zaginionych okrętów” (1927), „Człowiek ryba” (1928), „Sprzedawca powietrza” (1928), „Skok w nicość” (1933), „Gwiazda KEC” (1936), „Ariel” (1941) oraz seria ośmiu opowiadań o profesorze Wagnerze (1926-1936). W latach 30. pisarz wraz z żoną i córką opuścił stolicę i przeprowadził się do podleningradzkiego Puszkina (dawnego Carskiego Sioła). Tam zastał go wybuch Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. I chociaż hitlerowcom Leningradu zdobyć się nie udało, to jednak ich wojska przez ponad dwa lata okupowały najbliższe okolice, w tym także miasteczko, w którym zamieszkał Aleksandr Romanowicz. Tam też zmarł – z głodu – w styczniu 1942 roku. Gdzie został pogrzebany, do dzisiaj nie wiadomo.
„Diabeł morski” był pierwszą filmową adaptacją prozy Bielajewa. Film nakręcono wprawdzie dopiero w 1961 roku, ale jego scenariusz powstał dużo wcześniej, tyle że odleżał się w archiwum wytwórni „Lenfilm”. Jak wspominał jeden z reżyserów dzieła, Władimir Czebotariow: „Przez lata nikt się nim nie interesował. Odrzucano go z obawy przed wyzwaniami technicznymi. Poza tym nikt się też za niego nie brał, ponieważ w tamtych czasach takie baśniowe opowieści o miłości nie były w modzie”. Inna sprawa, że sam tekst – jak można się domyślać z napisów umieszczonych w filmie, autorstwa operatora filmowego Aleksandra Ksenofontowa – był słaby. Należało go więc gruntownie przerobić. Poproszono o to Akibę Golburta, który do pomocy wziął sobie jeszcze znanego wówczas pisarza Aleksieja Kaplera. Powstał też problem, kto ma film reżyserować. Czebotariow, choć miał już czterdziestkę na karku, a na koncie całkiem sporo filmów dokumentalnych, w fabule wciąż tak naprawdę był zielony. Wcześniej nakręcił bowiem zaledwie jeden obraz – historyczno-biograficznego „Syna Iristona” (1959). Zdecydowano zatem o dodaniu mu bardziej doświadczonego współpracownika, którym okazał się Giennadij Kazanski. Urodził się on w Woroneżu cztery lata przed wybuchem pierwszej wojny światowej. Wykształcenie zdobył w Leningradzkim Instytucie Historii Sztuki, po ukończeniu którego przyjęty został w 1931 roku do wytwórni „Lenfilm”. Tam początkowo kręcił dokumenty i felietony filmowe. Jego pierwszym pełnometrażowym dziełem fabularnym była, zrealizowana do spółki z Maksimem Rufem, opowieść o współczesnych poszukiwaczach złota – „Tajga zołotaja” (1937). Na kolejną szansę musiał czekać długich piętnaście lat, bo dopiero w 1952 roku dane mu było, razem z Grigorijem Roszalem, podpisać swoim nazwiskiem biograficzny obraz „Rimski-Korsakow”. Cztery lata później zdobył popularność baśnią dla dzieci „Starik Chottabycz”, a po trzech kolejnych ugruntował ją bezpretensjonalną komedią „Nie imiej sto rubliej”. W 1960 roku powstał natomiast dramat społeczny „I snowa utro”, będący historią człowieka (lekarza chirurga), który ratując życie dziecka, stracił nogi. Propozycja pracy nad „Diabłem morskim” mogła się więc wydać Kazanskiemu bardzo sympatyczną odskocznią od poprzedniego, raczej mało optymistycznego dzieła.
Przygotowania do nakręcenia obrazu trwały przez wiele miesięcy. Zaczęły się od spotkań ze specjalistami od nurkowania; wcześniej bowiem nikt w Związku Radzieckim nie pracował nad filmem, który wymagał realizacji zdjęć podwodnych. Głównym konsultantem, później przez cały czas obecnym na planie, został Rem Stukałow – ówczesny mistrz Kraju Rad w pływaniu pod wodą. Niełatwe było również znalezienie odtwórców głównych ról. „Swoim współpracownikom wyjaśniłem, że potrzebni nam są młodzi ludzie, w których oczach widać morze i niebo” – wspominał Czebotariow w wywiadzie udzielonym z okazji czterdziestolecia powstania „Diabła morskiego”. Po długich poszukiwaniach przyprowadzono mu Władimira Korieniewa i Anastazję Wertyńską, co w obu przypadkach okazało się strzałem w dziesiątkę. Kiedy aktorów wysłano do Leningradu na szkolenie pływackie na basenie, ekipa udała się nad Morze Czarne w poszukiwaniu plenerów. Ostatecznie wybrano Krym – okolice Sewastopola, gdzie woda była odpowiednio przejrzysta, oraz wioskę Kastropol (dzisiejsze ukraińskie Bieriegowoje), nad którą góruje skała Ifigenii. Zastanawiano się jeszcze, gdzie można znaleźć odpowiednio egzotyczne plenery miejskie i ostatecznie zdecydowano się na azerbejdżańskie Baku nad Morzem Kaspijskim. Z kolei szkuner „Meduza”, którym pływał czarny charakter Pedro Zurita, kupiono w Finlandii i nie bez kłopotów przetransportowano z Bałtyku na Morze Czarne. Twórcom wciąż jednak spędzała sen z powiek obawa przed zdjęciami podwodnymi. Skontaktowali się więc z największym specjalistą w tej dziedzinie, słynnym francuskim podróżnikiem i badaczem mórz Jacques’em-Yves’em Cousteau. Ten zadeklarował pomoc, ale jego przyjazd do Związku Radzieckiego rozbił się o brak zgody odpowiednich urzędów. Wielka szkoda, bo przecież przy zastosowaniu się do jego rad, film mógłby wypaść jeszcze okazalej.
1 2 »

Komentarze

26 III 2010   14:50:27

http://www.nerve.com/video/Video.aspx?VideoItemId=535

Scena z Ostatniego Kuszenia Chrystusa tutaj :)

27 IV 2010   18:13:07

Pamiętam ten film - pierwszy raz obejrzałem go w czasie wakacji w 1963 roku. Byłem wtedy na kolonii w Cieszynie.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ksiądz znikąd
Sebastian Chosiński

6 II 2020

Choć to pewnie ostatnie skojarzenie, jakie wielu widzom przyszłoby do głowy (a może nawet samemu reżyserowi), lecz w „Bożym Ciele” Jana Komasy jest wiele z klasycznego… westernu. Do oddalonego od świata miasteczka przybywa samotnik, który wplątany zostaje w toczący się między mieszkańcami konflikt. Po czym metodami, które mogą wzbudzać kontrowersje, zaprowadza porządek.

więcej »

„Legiooony to…” niezły film
Sebastian Chosiński

4 II 2020

Od pójścia na „Legiony” do kina odstręczyły mnie nazwiska dwóch (z czterech) scenarzystów, którzy parę lat wcześniej odpowiedzialni byli za „Smoleńsk”. Ale gdy obraz Dariusza Gajewskiego ukazał się w końcu na DVD, uznałem, że nie można chować głowy w piasek i trzeba zmierzyć się z tym problemem. I tu spotkało mnie nad wyraz miłe zaskoczenie. Bo „Legiony” to niezły film, w każdym razie na głowę bijący „Piłsudskiego”.

więcej »

Marszałek na to nie zasłużył!
Sebastian Chosiński

31 I 2020

Jeżeli będziecie szukać porad, jak nakręcić arcynudny obraz o życiu jednego z najwybitniejszych Polaków XX wieku, którego biografia jest gotowym scenariuszem filmowym – koniecznie udajcie się do Michała Rosy. Nie tylko że wyjawi Wam tę tajemnicę, to na dodatek pokaże materiał poglądowy – „Piłsudskiego”.

więcej »

Polecamy

Alejandro González Iñárritu. Babel.

Do sedna:

Alejandro González Iñárritu. Babel.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. 21 gramów.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Amores perros.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky „mother!”
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Noe: Wybrany przez Boga
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Czarny łabędź.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Zapaśnik.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Źródło
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Requiem dla snu
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Pi
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Nordic noir w postaci czystej
— Sebastian Chosiński

Starsza pani, która nie chce zniknąć
— Sebastian Chosiński

Mujrum na tropie
— Sebastian Chosiński

Ksiądz znikąd
— Sebastian Chosiński

„Legiooony to…” niezły film
— Sebastian Chosiński

Kłopoty to jego specjalność
— Sebastian Chosiński

Okrutna zbrodnia na Bałkanach
— Sebastian Chosiński

Marszałek na to nie zasłużył!
— Sebastian Chosiński

Krajobraz po katastrofie
— Sebastian Chosiński

Z „Ruskimi” lepiej nie zadzierać!
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.