Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 stycznia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXXII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

Michaił Szwejcer
‹Złote cielę›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZłote cielę
Tytuł oryginalnyЗолотой телёнок
ReżyseriaMichaił Szwejcer
ZdjęciaSiergiej Połujanow, Andriej Rienkow
Scenariusz
ObsadaSiergiej Jurski, Leonid Kurawliow, Zinowij Gierdt, Jewgienij Jewstigniejew, Swietłana Starikowa, Nikołaj Bojarski, Paweł Winnik, Konstantin Woinow, Rander Muratow, Paweł Pawlenko, Jewgienij Pierow, Nikołaj Siergiejew, Nikołaj Jerszow, Władimir Wanyszew
MuzykaGieorgij Firticz
Rok produkcji1968
Kraj produkcjiRosja
CyklKlasyka Kina Rosyjskiego
Czas trwania174 min
Gatunekkomedia
EAN5908312741336
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Wolny artysta i zimny filozof

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
Trzy lata przed „12 krzesłami” Leonida Gajdaja jego nieco starszy kolega po fachu Michaił Szwejcer sfilmował drugą odsłonę przygód Ostapa Bendera – „Złote cielę”. W ten sposób sequel powieści Ilji Ilfa i Jewgienija Pietrowa trafił na ekrany wcześniej niż finał perypetii Wielkiego Kombinatora – jednego z najpopularniejszych literackich i filmowych bohaterów w Związku Radzieckim.

Sebastian Chosiński

Wolny artysta i zimny filozof

Trzy lata przed „12 krzesłami” Leonida Gajdaja jego nieco starszy kolega po fachu Michaił Szwejcer sfilmował drugą odsłonę przygód Ostapa Bendera – „Złote cielę”. W ten sposób sequel powieści Ilji Ilfa i Jewgienija Pietrowa trafił na ekrany wcześniej niż finał perypetii Wielkiego Kombinatora – jednego z najpopularniejszych literackich i filmowych bohaterów w Związku Radzieckim.

Michaił Szwejcer
‹Złote cielę›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZłote cielę
Tytuł oryginalnyЗолотой телёнок
ReżyseriaMichaił Szwejcer
ZdjęciaSiergiej Połujanow, Andriej Rienkow
Scenariusz
ObsadaSiergiej Jurski, Leonid Kurawliow, Zinowij Gierdt, Jewgienij Jewstigniejew, Swietłana Starikowa, Nikołaj Bojarski, Paweł Winnik, Konstantin Woinow, Rander Muratow, Paweł Pawlenko, Jewgienij Pierow, Nikołaj Siergiejew, Nikołaj Jerszow, Władimir Wanyszew
MuzykaGieorgij Firticz
Rok produkcji1968
Kraj produkcjiRosja
CyklKlasyka Kina Rosyjskiego
Czas trwania174 min
Gatunekkomedia
EAN5908312741336
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Opowiadania i powieści tandemu radzieckich satyryków Ilji Ilfa (Fajnzilberga) oraz Jewgienija Pietrowa (Katajewa) cieszyły się w czasach Związku Radzieckiego ogromną popularnością. Nieśmiertelność obu humorystom zapewniły jednak przede wszystkim dwie książki – sfilmowane przez Leonida Gajdaja „12 krzeseł” (powieść: 1927-1928, film: 1971) oraz przeniesione na ekran przez Michaiła Szwejcera „Złote cielę” (powieść: 1931, film: 1968) – których bohaterem był Ostap Bender, cwaniak i szuler, kanciarz i aferzysta, sam siebie nazywający, nie bez powodu zresztą, Wielkim Kombinatorem. Mimo sławy autorów i odniesionego przez nich bezprecedensowego sukcesu czytelniczego, na adaptację filmową w ojczyźnie pisarzy dzieła Ilfa i Pietrowa czekały przez prawie cztery dekady. Pierwszy podjął się tego wyzwania Szwejcer. Było to zadanie arcytrudne, reżyser musiał bowiem zmierzyć się z książką kultową, co automatycznie wiązało się z ogromnymi oczekiwaniami czytelników i widzów. Najważniejsze, że sprostał im, tworząc obraz, który – choć niepozbawiony wad – śmieszy po dziś dzień. I po dziś dzień zachowuje swoją ironiczną aktualność.
Autor filmu, Michaił (a w zasadzie Mojsze) Abramowicz Szwejcer przyszedł na świat w 1920 roku w Permie. Kiedy miał pięć lat, jego rodzice przenieśli się do Moskwy. Pod koniec lat 30. ubiegłego wieku Misza został studentem Wszechzwiązkowego Państwowego Instytutu Kinematografii (WGIK), w którym fachu uczył się pod okiem Siergieja Eisensteina. Mając dwadzieścia lat, po raz pierwszy (i zarazem ostatni) stanął przed kamerą; jako aktor pojawił się w przygodowym dramacie Jewgienija Sznejdera „Słuczaj na wulkanie”. Gdy rok później wybuchła Wielka Wojna Ojczyźniana, wraz z ekipami „Mosfilmu” i leningradzkiego „Lenfilmu” Szwejcer został ewakuowany do kazachskiej Ałma-Aty. Tam pracował jako asystent reżysera. Pierwszy film – „Put’ sławy” – nakręcił, do spółki z Borisem Buniejewem, w 1948 roku. Była to typowa, rozgrywająca się w połowie poprzedniej dekady, socrealistyczna opowieść o młodej dziewczynie, która porzuca rodzinną wieś i przenosi się do miasta, aby ukończyć kurs dla pomocników maszynistów. Jej największym marzeniem nie jest zakochanie się i założenie szczęśliwej rodziny, ale… samodzielne poprowadzenie pociągu. Sześć lat później, w duecie z Władimirem Wiengierowem, Szwejcer zrealizował, oparty na powieści Anatolija Rybakowa, dramat z życia młodzieży – „Kortik”. Film cieszył się sporą popularnością; wybrało się nań do kin 27,5 miliona widzów, co pozwoliło mu zająć dziewiąte miejsce wśród najpopularniejszych rodzimych dzieł w 1954 roku. Pierwszym w pełni samodzielnym obrazem reżysera była „Czużaja rodnia” (1955) – adaptacja „wiejskiej” powieści, chętnie wydawanego w naszym kraju w latach PRL-u, Władimira Tiendriakowa. Po roku obaj panowie przystąpili do pracy nad kolejnym dziełem. Film „Tugoj uzieł”, ponownie według scenariusza Tiendriakowa, opowiadał o codziennym życiu w radzieckim kołchozie. Nie spodobał się jednak Ministerstwu Kultury ZSRR, które uznało, że na ekranie nie oddano w odpowiedni sposób kołchozowych realiów; w efekcie – trafił jedynie do ograniczonej dystrybucji, co w praktyce wiązało się z odłożeniem go na półki. Powtórna premiera odbyła się dopiero w styczniu 1989 roku, kiedy to obraz Michaiła Abramowicza trafił do kin pod właściwym już tytułem – „Sasza wstupajet w żyzn’”.
Szwejcer miał świadomość, co zresztą dano mu odczuć, że zawiódł kierownictwo radzieckiej kinematografii. Dlatego, by zmazać swą winę, w 1960 roku zrealizował patetyczny dramat historyczno-rewolucyjny „Miczman Panin”. Tym razem władze były zadowolone, a i sam film odniósł spory sukces (prawie 29 milionów widzów), co w dużej mierze było zasługą grającego tytułową rolę Wiaczesława Tichonowa. Korzystając z przychylności zwierzchników, Michaił Abramowicz poszedł za ciosem, niemal natychmiast zabierając się do pracy nad kolejnym obrazem. Tym razem reżyser postanowił spełnić jedno ze swoich największych marzeń i przeniósł na ekran religijne „Zmartwychwstanie” Lwa Tołstoja (1960-1961). Jak wiele ekranizacji wielkiej dziewiętnastowiecznej prozy rosyjskiej, także i to dzieło wywołało spore kontrowersje. By zagłuszyć ewentualne ataki nieprzychylnych sobie krytyków, po „Zmartwychwstaniu” Szwejcer zgodził się na nakręcenie bezpretensjonalnej komedii przygodowej, której akcja rozgrywała się na początku lat 30. w uralskim Magnitogorsku – wiejskiej osadzie, która stała się wielkim miastem przemysłowym w czasie pierwszej pięciolatki (1928-1932). „Wriemia, wpieriod!” (1965) – podpisane także przez wieloletnią od tej pory współpracowniczkę (a później również żonę) Michaiła Abramowicza, Sofię Milkinę – miały uświetnić nadchodzące wielkimi krokami obchody pięćdziesiątej rocznicy Wielkiej Rewolucji Październikowej. Czy rzeczywiście uświetniły – raczej wątpliwe, skoro dzisiaj o filmie tym pamiętają chyba jedynie najzagorzalsi wielbiciele reżysera. Zapaliwszy ogarek przysłowiowemu diabłu, Szwejcer mógł spokojnie wrócić do realizacji kolejnych swoich marzeń. Od roku 1968 do 1987 nakręcił siedem obrazów; wszystkie były ekranizacjami literatury: Ilfa i Pietrowa („Złote cielę”, 1968), Antona Czechowa („Karuzela”, 1970; „Śmieszni ludzie”, 1977), Leonida Leonowa („Ucieczka Mr. McKinleya”, 1975), Aleksandra Puszkina („Maleńkie tragedie”, 1979), Nikołaja Gogola („Martwe dusze”, 1984) oraz ponownie Lwa Tołstoja („Sonata kreutzerowska”, 1987). W latach 90., kiedy upadał Związek Radziecki i rodziła się Rosja, a rodzima kinematografia przeżywała kryzys na niewyobrażalną wprost skalę, Michaiłowi Abramowiczowi udało się zrealizować jedynie dwa filmy: satyryczną komedię o życiu emerytowanego oficera KGB „Kak żywiotie, karasi?” (1991) oraz telewizyjny autotematyczny dramat psychologiczno-obyczajowy „Posłuszaj, Fellini!” (1993). Ostatnie lata życia reżysera naznaczone były przewlekłą chorobą. Na domiar złego 30 kwietnia 2000 roku, siedząc za kierownicą samochodu, osiemdziesięcioletni Szwejcer spowodował wypadek i na ponad miesiąc wylądował w szpitalu. Kiedy wydawało się, że już dochodzi do zdrowia, posłuszeństwa odmówiło osłabione serce. Zmarł 2 czerwca; pochowano go na moskiewskim Cmentarzu Wostriakowskim – tym samym, na którym spoczywa legendarny polski jasnowidz żydowskiego pochodzenia Wolf Messing.
Akcja dwuczęściowego „Złotego cielęcia” rozgrywa się trzy lata po „12 krzesłach”. Ostap Ibrahimowicz Bender wciąż nie ma zamiaru wziąć się do uczciwej pracy. Obecnie zarabia na życie, wcielając się w syna jednego z bohaterów rewolucji 1905 roku – lejtnanta Piotra Szmidta, który za udział w sewastopolskim powstaniu przeciwko carowi został aresztowany, skazany na śmierć i rozstrzelany. Jak wiele innych ofiar tamtych wydarzeń, cieszy się on w Kraju Rad szczególną estymą. Wdzięczny swemu bohaterowi naród, a przede wszystkim zaściankowi partyjni aparatczycy, nie mogą więc pozwolić na to, by jego synom działa się w ojczyźnie światowego proletariatu jakakolwiek krzywda. Gdy Bender – jak zwykle bez grosza przy duszy – trafia do prowincjonalnego Arbatowa, bez zastanawiania się rusza zatem do siedziby lokalnych władz; tam przedstawia się jako Nikołaj Szmidt i tłumaczy naczelnikowi, że uratować może go jedynie pięćdziesiąt rubli. Kiedy ten rozmyśla, skąd wytrzasnąć taką kwotę, do jego gabinetu pakuje się kolejny interesant, który także uroczyście oznajmia, że jest… synem lejtnanta Szmidta. Atmosfera w biurze natychmiast gęstnieje, ale przecież nie bez powodu Ostap uchodzi za Wielkiego Kombinatora. W przybyłym natychmiast „rozpoznaje” swego dawno niewidzianego „brata” Wasię i tym sposobem obu ich ratuje przed dekonspiracją. Po szybkiej ewakuacji z urzędu panowie zawierają bliższą znajomość; nierozgarnięty Iwan okazuje się naprawdę Szurą (Aleksandrem) Bałaganowem. Odwdzięczając się Benderowi za odsiecz, uprzedza go o jeszcze jednym kręcącym się po Arbatowie „bracie”, niejakim Michaile Panikowskim, który – oceniając po wyglądzie – prędzej mógłby być ojcem, niż synem wiadomego już oficera. Niebawem zresztą objawia im się ów nieszczęśnik. Nie wiedząc o wcześniejszej wizycie Ostapa i Szury u naczelnika, on także chce naciągnąć go na pieniądze. W efekcie, zirytowany niewytłumaczalną inwazją na spokojne dotychczas miasteczko synów lejtnanta Szmidta, partyjniak nie widzi już innego wyjścia, jak pechowego starca siłą wywalić na ulicę.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Klasyka kina radzieckiego: Miłość i płacz, bez zgrzytania zębów
Sebastian Chosiński

16 I 2019

To było ogromne zaskoczenie. Chyba nikt w 1981 roku nie spodziewał się, że Amerykańska Akademia Filmowa uhonoruje statuetką Oscara radziecki melodramat Władimira Mieńszowa „Moskwa nie wierzy łzom”. Dotąd nie odniósł on bowiem wielkiego sukcesu, dopiero po uznaniu, jakie nadeszło z Hollywood film obrósł legendą we wszystkich „krajach demokracji ludowej”. Polska nie była wcale wyjątkiem.

więcej »

By nie pozostał po nim nawet powidok…
Sebastian Chosiński

14 I 2019

Ostatni film Andrzeja Wajdy wzbudzał kontrowersje jeszcze przed premierą. Podgrzały je między innymi wypowiedzi Bogusława Lindy – odtwórcy głównej roli, czyli malarza Władysława Strzemińskiego, któremu, mówiąc eufemistycznie, niezbyt podobał się ostateczny kształt dzieła. Czy słusznie? „Powidoki” nie są na pewno dziełem wybitnym, ale bardzo daleko im do obrazu ewidentnie nieudanego.

więcej »

Wielkość i małość rodu Laurentów
Sebastian Chosiński

11 I 2019

Tytuł najnowszej, wydanej nie tak dawno w Polsce na DVD, produkcji Michaela Hanekego jest przewrotny. Bo w „Happy End” nic nie kończy się szczęśliwie. Przeciwnie! Wszystko zdaje się zapowiadać jeszcze większe nieszczęścia…

więcej »

Polecamy

Karnawał osobliwości

Z filmu wyjęte:

Karnawał osobliwości
— Jarosław Loretz

Jeszcze à propos jedzenia
— Jarosław Loretz

Smacznego z Ameryki
— Jarosław Loretz

Telewizja cię zje!
— Jarosław Loretz

Na parkowej ławeczce
— Jarosław Loretz

Zombie a… kobieta?
— Jarosław Loretz

Robot a kobieta
— Jarosław Loretz

Gardło Innym Podrzynam Dibbler
— Jarosław Loretz

Zacząć dzień z przytupem
— Jarosław Loretz

Łabędziot
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Tegoż autora

By nie pozostał po nim nawet powidok…
— Sebastian Chosiński

Wielkość i małość rodu Laurentów
— Sebastian Chosiński

Poznańska orkiestra jazzowa gra ponownie!
— Sebastian Chosiński

Pierwsza ofiara, druga zdrada
— Sebastian Chosiński

Nikt nie jest bez winy, ale czy wszyscy są winni?
— Sebastian Chosiński

Pięknym kobietom wiatr zawsze w oczy
— Sebastian Chosiński

Szpic na tropie
— Sebastian Chosiński

Mrok w afrykańskim słońcu
— Sebastian Chosiński

Mrowienie w czaszce
— Sebastian Chosiński

Na polu walki… o przyszłość
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.