Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 czerwca 2021
w Esensji w Esensjopedii

David Fincher
‹The Social Network›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Social Network
Dystrybutor UIP
Data premiery15 października 2010
ReżyseriaDavid Fincher
ZdjęciaJeff Cronenweth
Scenariusz
ObsadaJesse Eisenberg, Andrew Garfield, Rooney Mara, Brenda Song, Rashida Jones, Justin Timberlake, Joseph Mazzello, Malese Jow, Max Minghella, Caleb Landry Jones, John Getz, Mike Ahuja
MuzykaTrent Reznor, Atticus Ross
Rok produkcji2010
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania120 min
Gatunekobyczajowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Filmowy rok 2010: Social Network, czyli trzymanie widza w napięciu samym tekstem

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
David Fincher miał ponoć ekranizować Facebooka, a wyszedł mu jeden z najważniejszych filmów ostatnich lat, trzymający w napięciu samym dialogiem, dramat niemal szekspirowski. I to bez psychopatów, Obcych i wyimaginowanych kumpli-anarchistów. Rozmowa o „The Social Network” inauguruje nasz cykl dyskusji podsumowujących filmowy rok 2010.

Piotr Dobry, Karol Kućmierz, Patrycja Rojek, Konrad Wągrowski

Filmowy rok 2010: Social Network, czyli trzymanie widza w napięciu samym tekstem

David Fincher miał ponoć ekranizować Facebooka, a wyszedł mu jeden z najważniejszych filmów ostatnich lat, trzymający w napięciu samym dialogiem, dramat niemal szekspirowski. I to bez psychopatów, Obcych i wyimaginowanych kumpli-anarchistów. Rozmowa o „The Social Network” inauguruje nasz cykl dyskusji podsumowujących filmowy rok 2010.

W tym roku wyjątkowo podsumowujemy rok nie jedną dyskusją, ale całym ich zestawem. Codziennie, w krótkich rozmowach omówimy najważniejsze naszym zdaniem filmowe wydarzenia minionego roku, by zakończyć ten zbiór tradycyjną dyskusją roczną. W naszych dyskusjach pomijamy „Incepcję”, o której dogłębnie rozmawialiśmy niedługo po premierze.

David Fincher
‹The Social Network›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Social Network
Dystrybutor UIP
Data premiery15 października 2010
ReżyseriaDavid Fincher
ZdjęciaJeff Cronenweth
Scenariusz
ObsadaJesse Eisenberg, Andrew Garfield, Rooney Mara, Brenda Song, Rashida Jones, Justin Timberlake, Joseph Mazzello, Malese Jow, Max Minghella, Caleb Landry Jones, John Getz, Mike Ahuja
MuzykaTrent Reznor, Atticus Ross
Rok produkcji2010
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania120 min
Gatunekobyczajowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Konrad Wągrowski: Słysząc newsa: „David Fincher ekranizuje Facebooka” trudno było nie być sceptycznym (niezależnie od tego, co się rozumiało poprzez „ekranizację serwisu społecznościowego”). Potem okazało się, że Fincher ekranizuje nie Facebooka, lecz opowiada o jego powstaniu – co nadal nie brzmiało bardzo przekonująco (żadnych psychopatów, Obcych, wyimaginowanych kumpli-anarchistów?). Tymczasem zobaczyłem film nie tylko mądry, wieloznaczny, dający cholernie do myślenia, ważny dla naszych czasów, ale i przy tym świetnie nakręcony, film, którego dwie godziny seansu mijają jak z bicza strzelił i chce się więcej. Dla mnie najlepszy jak do tej pory film 2010 roku. A jak Wy odebraliście „Sieć społeczną"?
Karol Kućmierz: Cóż, „South Park” dosłownie „zekranizował” Facebooka i to w całkiem zabawny sposób. Jednak trudno się nie zgodzić, że pomysł mógł wydawać się kuriozalny, podobnie jak pomysł Ridleya Scotta, żeby sfilmować grę planszową „Monopoly”. Jednak obawy powoli znikały, gdy pojawiły się pozytywne opinie o książce „Miliarderzy z przypadku” oraz o scenariuszu Aarona Sorkina. Pierwszy zwiastun był już bardzo zachęcający, szczególnie, że zrezygnowano ze skrótu całej fabuły na rzecz małego konceptu opartego na chóralnym wykonaniu utworu „Creep”. A sam film to naprawdę wspaniała robota, przede wszystkim na poziomie technicznym. Bezpośrednia kontynuacja chłodnej estetyki „Zodiaka” z dopracowanymi kadrami i perfekcyjnym montażem. Ciekawym zabiegiem w kontekście tematu filmu jest także jego „rozczłonkowana” narracja. Zawsze oglądamy wydarzenia za czyimś pośrednictwem, opowiadane na sali przesłuchań przez różne strony, sceny ciągle skaczą po chronologii. Prawda jest ukryta i wieloaspektowa, a ocena wydarzeń pozostawiona zostaje widzowi. Razem z finezją dialogową Sorkina i świetnym aktorstwem całej obsady rzeczywiście mamy film, który także postawiłbym na szczycie ulubionych filmów roku (tuż obok „Scotta Pilgrima”).
Piotr Dobry: Trudno się z Wami nie zgodzić. Może poza tym, że „chce się więcej”. Dla mnie było akurat, w czym też zresztą upatruję wielkości twórców. Przez dwie godziny trzymać widza w napięciu praktycznie samym tekstem – mistrzostwo świata! „The Social Network” z powodzeniem mógłby być wystawiany na deskach teatru i nijak nie przystaje do niego pogardliwy epitet „film o Facebooku”, bo to dramat niemalże szekspirowski. Ale… jak tak będziemy tylko chwalić i chwalić, to potrzebujemy Sorkina, żeby czytelnicy nie odpadli po kilku akapitach. Jakieś zastrzeżenia?
Patrycja Rojek: Szukanie uchybień w tej konkretnej produkcji jest kwestią problematyczną. Gdy trafiamy na film, którego oglądanie po pewnym czasie staje się katorgą, tropienie błędów, banałów i aktorskich niedoróbek okazuje się jedyną rozrywką. W przypadku „Social Network” – co tu dużo mówić – nie ma na to czasu. Podążanie za wyrzucanymi z zawrotną prędkością słowami bohaterów staje się w pewnym momencie tak absorbujące, że trudno zwracać uwagę na niedociągnięcia. Aż chciałoby się powiedzieć, że te pędzące dialogi mogą być słabością filmu – bo na przykład frustrują, są bezkompromisowe, nie pozwalają nawet na chwilę nieuwagi. Jednak sprostanie temu jest trudne tylko z pozoru, a taki sposób odbioru daje mnóstwo przyjemności i satysfakcji.
Nurtuje mnie jednak inna kwestia: dlaczego film „Social Network” w ogóle powstał? Właściwie – dlaczego pierwowzory postaci w nim występujących zgodziły się na użyczenie własnego wizerunku? Sam Mark Zuckerberg nie jest typowym bohaterem Ameryki – szlachetnym, odważnym i czystym jak łza. A jego niedoszli wspólnicy? Co chcieli osiągnąć, godząc się na pokazanie światu kulisów porażki swojego życia?
KW: O jakości samego filmu nie podyskutujemy, bo widać, że po prostu się zgadzamy. Pójdźmy więc tropem Patrycji i pogadajmy o jego bohaterach, bo tu jest dużo szersze pole do interpretacji. Dlaczego zgodzili się na pokazanie światu kulisów porażki? Zdaje się, ze oni zgodzili się na to przy okazji książki („Milionerzy z przypadku”), której film jest po prostu ekranizacją. A tam po prostu chcieli opowiedzieć historię nie tyle porażki, ile tego, jak zostali oszukani. Ale film nie przedstawia głównych bohaterów jednoznacznie.
Zacznijmy od kluczowej postaci – Eduardo Saverina. Trudno tu chyba mówić o jakiejkolwiek porażce. Saverin jawi się w filmie jako całkiem sympatyczny, niewątpliwie inteligentny młody człowiek, który ma pewien problem – nie jest geniuszem. On sam nie jest w stanie stworzyć Facebooka, więc szansa, jaką daje mu Zuckerberg będzie chyba i tak czymś więcej, niż byłby w stanie kiedykolwiek osiągnąć. Zuckerberg (cały czas mówimy o tym, co widzieliśmy w filmie) nie zachowuje się zbyt fair wobec Saverina, ale czy to, co ten osiąga na koniec i tak nie jest czymś więcej, niż mógłby marzyć?
Bracia Winklevossowie. Bardzo ciekawy przypadek. W filmie wychodzą na frajerów i naiwniaków. Ale czy na pewno? Owszem, mają łatwiejszy życiowy start, owszem, zostają przez Zuckerberga wyrolowani, ale przecież oglądamy tu dwójke młodych ludzi, którzy kończą elitarny uniwersytet, nie chcą żyć z pieniędzy rodziców, tylko rozkręcają różne własne projekty a na dodatek zajmują szóste miejsce na Olimpiadzie! Czy to nie jest jednak godne uznania?
Sean Parker to postać chyba najmniej sympatyczna, ale też najbardziej enigmatyczna. Sukces odnosi jakby przy okazji, podczepiając się pod inny projekt, wygląda na przeciwieństwo Winklevossów, ale chyba w życiu chce się po prostu dobrze bawić. Ale czy nie o to chodzi?
Wreszcie sam Zuckerberg, niewątpliwie znakomity programista. Ale jak człowiek pozbawiony talentów społecznych może stworzyć najbardziej wzięty serwis społecznościowy świata? Jak odebraliście go w filmie – na ile jednak dokonał kradzieży obcego pomysłu, na ile był nieuczciwy?
KK: Z pewnością Fincher wraz z producentami poczynili konieczne kroki, aby cała historia nie skończyła się na kolejnej sali sądowej (to by dopiero był metakomentarz). W napisach końcowych także zaznaczono, że opowieść została odpowiednio udramatyzowana na potrzeby filmu i podobieństwo z rzeczywistymi wydarzeniami jest przypadkowe. Dosyć to ironiczne, skoro dopracowano nawet takie szczegóły jak t-shirty i klapki Zuckenberga, aby były takie, jakie rzeczywiście nosił. Rzeczywistość filmowa rządzi się jednak swoimi prawami.
Zresztą bohaterowie „The Social Network” chyba nie mają potrzeby narzekać na dodatkowe zainteresowania własnymi osobami. Wszystko dobre dla biznesu, a podobno i sam Zuckenberg był widziany, jak wymykał się z filmu, do którego był co najmniej sceptycznie nastawiony.
Saverin to bardzo ciekawa postać i bardzo dobrze zagrana – nic dziwnego, że Andrew Garfield zagra Petera Parkera w najnowszym wydaniu Spider-Mana. Stanowi on dla widzów chyba jedyny emocjonalny punkt odniesienia – to jemu współczujemy, kiedy zostaje wyrugowany z interesu przez przebieglejszych kolegów.
KW: Saverin jest głównym źródłem informacji o całej historii dla autora pierwowzoru literackiego, nic więc dziwnego, że jego postać nawet w ekranizacji wydaje nam się najbliższa. Ale czy nie czujemy jednak, że z wszystkich twórców Facebooka on jest projektowi najmniej oddany, najmniej rozumie jego fenomen i to właśnie jest przyczyną jego późniejszych problemów?
KK: Na pewno nie potrafi się on na tyle zdystansować i rozważyć na chłodno całej operacji jak Mark, ani nie jest tak doświadczony jak Parker. Angażuje się emocjonalnie w całe przedsięwzięcie i to jest jego słabością, która łatwo zostaje wykorzystana. Z punktu widzenia czysto biznesowe pewnie był sam sobie winien, że się odpowiednio nie zabezpieczył. Za naiwność trzeba płacić. Był także oddany bardziej Zuckenbergowi niż Facebookowi, dlatego z jego strony proces sądowy to również sprawa osobista. A to czyni jego postać najbardziej „ludzką” i sympatyczną, wyobcowaną w „cyfrowym” świecie.
KK: Winklevossowie mogli z kolei łatwo stać się przerysowanymi czarnymi charakterami, jednak ich postacie zostały na tyle rozbudowane, że można zrozumieć ich punkt widzenia i motywacje.
KW: Czarnymi charakterami? Czemu? Frajerami, naiwniakami, looserami – tak, ale czarnymi charakterami?
KK: Na szczęście Fincher nie poszedł tą drogą, przez co mamy do czynienia z dużo ciekawszymi postaciami. Ale łatwym tropem byłoby zrobienie z nich złych, uprzywilejowanych, bogatych bliźniaków, którzy pozywają ambitnego Zuckenberga, ponieważ ten zagrał im na nosie.
1 2 »

Komentarze

05 I 2011   23:42:58

Panie KW: Pisze sie "loser" a nie "looser" ;)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Cepelia strikes back
Jarosław Loretz

14 VI 2021

Kto dziś pamięta czasy, gdy Cepelia była wyznacznikiem wsiowego kiczu… Ba, samo słowo cepelia stało się w pewnym momencie określeniem na pozbawiony gustu kicz.

więcej »

Trzy cięcia: Adam Mularczyk. Komik o twarzy zbrodniarza
Sebastian Chosiński

12 VI 2021

Trzy. I tylko trzy! Czasami z kilkunastu, często z kilkudziesięciu, niekiedy nawet z kilkuset. Trzy role – nie zawsze najlepsze, ale za to najbardziej charakterystyczne. Role niekiedy zapomniane, lecz na pewno godne ocalenia.

więcej »

Z filmu wyjęte: Kto bogatemu zabroni...
Jarosław Loretz

7 VI 2021

Miarę bogactwa kraju można mierzyć po tym, czego się używa jako zakładek w czytanych książkach. U nas na ogół jest to jakiś śmietek, a w USA…?

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Porażki i sukcesy 2010
— Piotr Dobry, Ewa Drab, Karol Kućmierz, Konrad Wągrowski, Kamil Witek, Artur Zaborski

Poważny człowiek, czyli świat to dość ponure, choć pełne czarnego humoru miejsce
— Marta Karpińska, Karol Kućmierz, Marcin T.P. Łuczyński, Konrad Wągrowski

Autor widmo, czyli motywy, lęki i fobie Romana Polańskiego
— Ewa Drab, Konrad Wągrowski, Artur Zaborski

Kick-Ass, czyli porno dla geeków
— Piotr Dobry, Karol Kućmierz, Konrad Wągrowski

Toy Story 3, czyli chlipanie na pixarowskich filmach
— Ewa Drab, Michał Kubalski, Konrad Wągrowski, Kamil Witek, Artur Zaborski

Fantastyczny Pan Lis, czyli prastara magia kukiełek z futerkiem
— Piotr Dobry, Karol Kućmierz, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Transatlantyk 2015: Dzień 4
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Kwiecień 2015 (1)
— Piotr Dobry, Alicja Kuciel, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Gorzkie gody
— Jarosław Robak

Z patelni w ogień
— Mateusz Kowalski

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (2)
— Jakub Gałka

Pod prąd rzeki czasu
— Konrad Wągrowski

Być jak Sherlock Holmes
— Urszula Lipińska

Thriller klasyczny
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.