Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Ethan Coen, Joel Coen
‹Poważny człowiek›

WASZ EKSTRAKT:
60,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPoważny człowiek
Tytuł oryginalnyA Serious Man
Dystrybutor Best Film
Data premiery11 czerwca 2010
ReżyseriaEthan Coen, Joel Coen
ZdjęciaRoger Deakins
Scenariusz
ObsadaMichael Stuhlbarg, Simon Helberg, Adam Arkin, Katherine Borowitz
MuzykaCarter Burwell
Rok produkcji2009
Kraj produkcjiFrancja, USA, Wielka Brytania
Czas trwania106 min
WWW
Gatunekkomedia
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Filmowy rok 2010: Poważny człowiek, czyli świat to dość ponure, choć pełne czarnego humoru miejsce

Esensja.pl
Esensja.pl
Klątwa, czy kompletna dupa wołowa? Na jakie pytania nie potrafią odpowiedzieć rabini? „Poważny człowiek” braci Coen to ostatni film z minionego roku, któremu postanowiliśmy poświęcić osobną dyskusję. Wkrótce domknięcie – przekrojowe podsumowanie roku.

Marta Karpińska, Karol Kućmierz, Marcin T.P. Łuczyński, Konrad Wągrowski

Filmowy rok 2010: Poważny człowiek, czyli świat to dość ponure, choć pełne czarnego humoru miejsce

Klątwa, czy kompletna dupa wołowa? Na jakie pytania nie potrafią odpowiedzieć rabini? „Poważny człowiek” braci Coen to ostatni film z minionego roku, któremu postanowiliśmy poświęcić osobną dyskusję. Wkrótce domknięcie – przekrojowe podsumowanie roku.

W tym roku wyjątkowo podsumowujemy rok nie jedną dyskusją, ale całym ich zestawem. Codziennie, w krótkich rozmowach omówimy najważniejsze naszym zdaniem filmowe wydarzenia minionego roku, by zakończyć ten zbiór tradycyjną dyskusją roczną. W naszych dyskusjach pomijamy „Incepcję”, o której dogłębnie rozmawialiśmy niedługo po premierze.

Ethan Coen, Joel Coen
‹Poważny człowiek›

WASZ EKSTRAKT:
60,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPoważny człowiek
Tytuł oryginalnyA Serious Man
Dystrybutor Best Film
Data premiery11 czerwca 2010
ReżyseriaEthan Coen, Joel Coen
ZdjęciaRoger Deakins
Scenariusz
ObsadaMichael Stuhlbarg, Simon Helberg, Adam Arkin, Katherine Borowitz
MuzykaCarter Burwell
Rok produkcji2009
Kraj produkcjiFrancja, USA, Wielka Brytania
Czas trwania106 min
WWW
Gatunekkomedia
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Konrad Wągrowski: W ostatnim czasie bracia Coen rzucili nas (przynajmniej niektórych) na kolana ich oscarowym filmem „To nie jest kraj dla starych ludzi”, rozbawili „Tajne przez poufne”, czekamy teraz (przynajmniej niektórzy) na „Prawdziwe męstwo”, ale co do „Poważnego człowieka” mam odczucia ambiwalentne. Co właściwie artysta (artyści) chcieli przez to powiedzieć?
Karol Kućmierz: Moje odczucia są zdecydowanie jednoznaczne i patrzę na niego przez moje okulary uwielbienia dla twórczości braci. Nie wiem czy w ich filmach w ogóle łatwo się doszukać jakiekolwiek „przesłania”, ale na pewno po seansie można zadawać sobie wiele pytań. A to co chcieli powiedzieć przez reinwencję historii Hioba, to dla mnie kolejna odsłona ich pesymistycznych poglądów na rzeczywistość. Starożytna klątwa czy też nie, świat to dość ponure, choć pełne czarnego humoru miejsce, w którym pojęcia winy i kary rozmywają się w tragikomicznych wydarzeniach. W losach Larry′ego możemy rozpoznać starą postawę, wyrażająca się w pytaniu – dlaczego to przytrafia się właśnie mi? A na to pytanie nie potrafią odpowiedzieć nawet najbardziej przenikliwi rabini. Jedyne co pozostaje to tylko spojrzeć na ten parking, posłuchać Jefferson Airplane i być dobrym chłopcem. A wszystko to Coenowie pokazali w świetnej oprawie wizualnej, mistrzowskich dialogach i solidnej obsadzie aktorskiej. To tyle jeśli chodzi o moją interpretację, więc jakie są Twoje dalsze zastrzeżenia?
KW: Zgasiłeś mnie. :) Właściwie powiedziałeś już wszystko. Ja miałem osobiste wrażenie jednak pewnego wyalienowania – w elementach film był genialny (kapitalna pierwsza scena, historia o zębach), ale jako całość nie dawał mi spójnego przekazu. Być może to kwestia zbyt małej ilości seansów, może pewnego lenistwa interpretacyjnego, ale znaczenie zbyt dużej ilości elementów po seansie pozostało dla mnie niejasne. Czy nie uważasz, że Coenowie jednak trochę przeszarżowali z formą?
KK: Przeszarżowania raczej tam nie widzę, ale rozumiem dlaczego ten film może alienować. Na pewno jest dość luźno skonstruowany wokół motywu przewodniego, nie ma silnego kręgosłupa dramatycznego, wiele scen może wydawać się niepasujących lub niepotrzebnych. Ponadto dochodzi pewna hermetyczność kulturowa, środowisko amerykańskich Żydów, ich obrzędy i sposób myślenia. Do tego pierwiastek osobisty i autobiograficzny, chyba tylko w pełni zrozumiały dla samych reżyserów. Przez całe to nagromadzenie osobliwości film sprawia wrażenie eklektycznego, niespójnego. Ale to już chyba raczej kwestia indywidualnej wrażliwości, bo według mnie da się dostrzec nici łączące większość wątków, choćby tylko wyczuwane w sposób intuicyjny. Tematyka filmu jest dość mocno abstrakcyjna i często absurdalna, więc zdziwiłbym się, gdyby ten nie podzielił jakoś widzów. Dla wielu zapewne jest nie do przejścia. Mi jednak bardzo imponuje pewność siebie Coenów, że zdecydowali się na takie kino. Zresztą „Poważny człowiek” chyba nie jest też jakąś gwałtowną dywersją od dotychczasowej twórczości – widać ciągłość filozofii z „To nie jest kraj dla starych ludzi” i „Tajne przez poufne”, czy podobieństwo choćby z „Bartonem Finkiem”.
Marcin T.P. Łuczyński: Ja na to patrzę inaczej. Motyw klątwy kompletnie do mnie nie trafił i nijak tam nie pasował. Klątwa to by była, gdyby główny bohater straszliwie się starał, ale mu co i rusz nie wychodziło. Gdyby miał cały czas pecha, krótko mówiąc. Ten facet taki nie jest. To jest po prostu kompletna dupa wołowa, która wszystkim pozwala sobie wleźć na głowę, a taki człowiek praktycznie się prosi o baty i najczęściej je dostaje w wielkiej obfitości. Patrzyłem na to jak na szeroki moralitet o fałszywie pojętej religijności. Człowiek o gołębim sercu dostaje w cirę, do jednego rabina się dopchać nie może, jak się dopycha do drugiego, nie dostaje odeń żadnej sensownej rady. I taki facet ma stawić czoła żywiołowi, który właśnie się zbliża do jego domu i wiadomo, co z nim zrobi, jak już dotrze. Bezsilność, rozlazłość. Moim zdaniem to nie jest ani apologia pokory wobec wyroków losu, ani rozważania spod etykietki „dlaczego mi”. Dla zrozumienia powodów, dla których ten biedaczysko co i rusz dostawał w papę, nie trzeba żadnego rabina, obojętnie czy potrafiącego czy nie potrafiącego na to odpowiedzieć. Wystarczy George Carlin: „Cause you are fuckin′ weak and you have fuckin′ weak immune system!”
KW: Jak w takim razie interpretujesz scenę początkową (z dybukiem)?
MTPŁ: Jako próbę narzucenia widzowi interpretacji: zaraz ci pokażemy faceta przeklętego i to, jak mu się życie pieprzy. A ja patrzę i widzę faktycznie to rozwalane życie, tylko powodu nie upatruję wcale w klątwie. No chyba, że uznać, że efektem klątwy jest taka cudowna osobowość głównego bohatera. Ale to naciągane. Dla mnie to kiks zwyczajny. Gdyby tej pierwszej sceny nie było, czy film choć trochę by stracił? Moim zdaniem nic a nic. Ona, jak dla mnie, niczego nie wniosła.
KK: Na pewno nie zgodzę się, że klątwa to jakaś narzucana interpretacja. To tylko jeden z możliwych tropów, także służący jako pewne umiejscowienie w kontekście kulturowym. Siła filmu dla mnie tkwi właśnie w jego wieloznaczności. Jeśli ktoś wierzy w klątwy i predestynację, jak żona z prologu, to można tak film odebrać. Jeśli ktoś jest sceptykiem, to przyjmie wyjaśnienie zgodne z zacytowanym wyżej Carlinem. Prolog przedstawia dylemat stojący u źródeł „Poważnego człowieka” w pigułce i przygotowuje na właściwą historię, ale Coenowie ani myślą opowiadać się po którejś ze stron.
A nawet jeśli by się przywiązać do tej klątwy, to też nie wydaje mi się, żeby usilne starania bohatera bardziej przekonywały do jej obecności w jego życiu. Nie jestem ekspertem od Hioba, ale jemu też się chyba po prostu „przytrafiło”. Edyp był bardziej aktywny, ale klątwa działała poza jego wiedzą i świadomością. Larry Gopnik nie jest bardzo religijną osobą, idzie do rabinów z desperacji i braku innego pomysłu. Określa siebie jako „poważnego człowieka”, stara się kierować racjonalnością, ale absurd rzeczywistości stawia go pod ścianą. Jego bierność jest w tym istotna, Larry ciągle podkreśla, że „przecież NIC nie zrobił”. A kiedy w końcu decyduje się na najmniejszą inicjatywę, sprowadzającą się do postawienia kreski na kartce papieru to jego sytuacja nie tylko się nie zmienia, ale następują tragiczna kumulacja. Jeden zwali to na przeznaczenie, inny na przypadek, ale w żadnym wypadku raczej nic nie można zrobić. Absurd pozostaje absurdem, można tylko zająć wobec niego jakąś postawę. Tak jak w historyjce z zębami goja. Znak od boga? Nie wiadomo. Zacząć bardziej pomagać ludziom? Nie zaszkodzi.
Marta Karpińska: Według mnie początkowa scena przede wszystkim wprowadza widza w nastrój, sugerując alternatywne uzasadnienie dalszych wydarzeń. Bez niej film byłby o wiele bardziej jednoznaczny, a skojarzenie z Hiobem nie byłoby tak oczywiste. Ot, po prostu przeciętny przedstawiciel klasy średniej, którego wszystko przerosło; zupełnie prawdopodobna interpretacja, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że rzecz dzieje się w latach 60-tych ubiegłego wieku. Dopiero kontekst (też niejednoznacznego) wydarzenia w sztetlu sprawia, że zaczynamy się zastanawiać, jak patrzyłby na te wydarzenia praktykujący Żyd.
KW: O ile się nie mylę, Coeni właśnie sugerowali, że dybukowy wstęp nie ma powiązania z resztą filmu, a jedynie ma wprowadzić widza w odpowiedni nastrój. Ale kto by tam wierzył twórcom… :)
Chciałbym jeszcze na jedną rzecz zwrócić uwagę – jak wielką swobodę uzyskali Coeni po Oscarze za „To nie jest kraj dla starych ludzi”. Kręcą film w praktycznie nieznanej obsadzie (ale świetnie pokierowanej – to też świadectwo kunsztu braci) i o bardzo niszowym temacie, teoretycznie rzecz dla samych siebie. I w dodatku im się to zwraca (przy budżecie 7 mln. zyski wyniosły 9 mln w Stanach i 22 mln na całym świecie). Strach pomyśleć na jakie pomysły wpadną, gdy „Prawdziwe męstwo” zbierze Oscary… Widać wyraźnie, że kryzys z czasów chłodno przyjętych „Ladykillers” i „Intorelable Cruelty” to tylko nic nie znaczący epizodzik…
KK: „Prawdziwe męstwo” zapowiada się na ich najbardziej przystępny hit, co mam nadzieję nie znaczy, że jest to jakieś pójście na łatwiznę. Tym bardziej nie mogę się doczekać premiery, żeby przekonać się na własne oczy jak wygląda western w ich wykonaniu. Wszystko wskazuje na to, że bracia Coen kontynuują mistrzowską passę, i oby trwała im i nam jak najdłużej. Kiedyś coś się mówiło o ich adaptacji „Związku żydowskich policjantów” Chabona – to na pewno chciałbym zobaczyć. Czytałem też coś o remake′u filmu „Gambit” z Michaelem Cainem. A może jakiś oryginalny, nieprzewidywalny scenariusz? Cokolwiek będzie ich następnym przedsięwzięciem, mam do niego całkowite zaufanie i czekam z niecierpliwością.
koniec
8 stycznia 2011

Komentarze

« 1 2
08 III 2011   19:32:59

Film to żywy obraz, przesłanie autora i twórcy, chęć pokazania czegoś. Obrazy też nie mają za wiele wspólnego z rzeczywistością nieprawdaż?:>

25 V 2011   08:19:28

Dlaczego państwo używają nagminnie słowa "mi" tam gdzie należałoby użyć "mnie"?

« 1 2

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Trochę nam nie wyszło
Jarosław Loretz

18 X 2021

Dzisiaj trochę grozy. W kwestii efektów specjalnych.

więcej »

Z filmu wyjęte: Polecieć sobie po kulki
Jarosław Loretz

11 X 2021

Można nakręcić „Ad Astra” z gwiazdorską obsadą za 90 milionów dolarów, ale można podobną historię zaserwować też w cenie wakacji na Balearach. Oczywiście niski budżet niesie za sobą łatwo zauważalne konsekwencje…

więcej »

Z filmu wyjęte: Duchy na dorobku
Jarosław Loretz

4 X 2021

W dalekiej Tajlandii duchy też muszą zarobić jakoś na swoje utrzymanie. Szczególnie łatwo mają te posiadające wyuczony (za życia) zawód – na przykład dentyści.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Porażki i sukcesy 2010
— Piotr Dobry, Ewa Drab, Karol Kućmierz, Konrad Wągrowski, Kamil Witek, Artur Zaborski

Autor widmo, czyli motywy, lęki i fobie Romana Polańskiego
— Ewa Drab, Konrad Wągrowski, Artur Zaborski

Kick-Ass, czyli porno dla geeków
— Piotr Dobry, Karol Kućmierz, Konrad Wągrowski

Toy Story 3, czyli chlipanie na pixarowskich filmach
— Ewa Drab, Michał Kubalski, Konrad Wągrowski, Kamil Witek, Artur Zaborski

Fantastyczny Pan Lis, czyli prastara magia kukiełek z futerkiem
— Piotr Dobry, Karol Kućmierz, Konrad Wągrowski

Social Network, czyli trzymanie widza w napięciu samym tekstem
— Piotr Dobry, Karol Kućmierz, Patrycja Rojek, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Listopad 2017 (2)
— Jarosław Loretz, Marcin Mroziuk

Co za dzień! Co za cudowny dzień!
— Piotr Dobry

Oswajanie melancholii
— Grzegorz Fortuna

Tom Chaney musi wisieć
— Konrad Wągrowski

SPF – Subiektywny Przegląd Filmów (1)
— Jakub Gałka

Perfekcyjna niedoskonałość
— Jakub Gałka

Prowincjonalne ciasteczko, czyli bracia Coen trzymają poziom
— Łukasz Kustrzyński

Dużo pod powierzchnią
— Michał Chaciński

Farsa z głową
— Michał Chaciński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.