Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 listopada 2020
w Esensji w Esensjopedii

Peter Jackson
‹Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia›

WASZ EKSTRAKT:
100,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWładca Pierścieni: Drużyna Pierścienia
Tytuł oryginalnyLord of the Rings: The Fellowship of the Ring
Dystrybutor Warner Bros
Data premiery15 lutego 2002
ReżyseriaPeter Jackson
ZdjęciaAndrew Lesnie
Scenariusz
ObsadaViggo Mortensen, Ian McKellen, Elijah Wood, Sean Astin, Orlando Bloom, John Rhys-Davies, Dominic Monaghan, Billy Boyd, Liv Tyler, Hugo Weaving, Sean Bean, Cate Blanchett, Christopher Lee, Ian Holm
MuzykaHoward Shore
Rok produkcji2001
Kraj produkcjiUSA
CyklWładca pierścieni
Czas trwania178 min
WWW
Gatunekfantasy, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Grom z jasnego nieba, czyli 10 lat filmowego „Władcy pierścieni”

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 5 »
Mija dziesięć lat od premiery „Drużyny pierścienia”, która zapoczątkowała triumfalny pochód trylogii Petera Jacksona przez światowe ekrany. Jak wspominamy tamte czasy, jak dziś patrzymy na filmowego „Władcę"? Na pewno budzi emocje, skoro w dyskusji wzięła udział prawie połowa redakcji…

Esensja

Grom z jasnego nieba, czyli 10 lat filmowego „Władcy pierścieni”

Mija dziesięć lat od premiery „Drużyny pierścienia”, która zapoczątkowała triumfalny pochód trylogii Petera Jacksona przez światowe ekrany. Jak wspominamy tamte czasy, jak dziś patrzymy na filmowego „Władcę"? Na pewno budzi emocje, skoro w dyskusji wzięła udział prawie połowa redakcji…

Peter Jackson
‹Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia›

WASZ EKSTRAKT:
100,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWładca Pierścieni: Drużyna Pierścienia
Tytuł oryginalnyLord of the Rings: The Fellowship of the Ring
Dystrybutor Warner Bros
Data premiery15 lutego 2002
ReżyseriaPeter Jackson
ZdjęciaAndrew Lesnie
Scenariusz
ObsadaViggo Mortensen, Ian McKellen, Elijah Wood, Sean Astin, Orlando Bloom, John Rhys-Davies, Dominic Monaghan, Billy Boyd, Liv Tyler, Hugo Weaving, Sean Bean, Cate Blanchett, Christopher Lee, Ian Holm
MuzykaHoward Shore
Rok produkcji2001
Kraj produkcjiUSA
CyklWładca pierścieni
Czas trwania178 min
WWW
Gatunekfantasy, przygodowy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Konrad Wągrowski: Mija właśnie 10 lat od światowej premiery „Władcy Pierścieni” Petera Jacksona (w Polsce, jak pamiętamy, trzeba było poczekać jeszcze półtora miesiąca). Niezależnie od oceny filmu (moja jest nadal co najmniej entuzjastyczna, ale o tym później) trzeba przyznać, że było to jedno z największych wydarzeń we współczesnej kinematografii, wydarzenie, z którym pod względem szumu, rozgłosu i oczekiwań można porównywać chyba jedynie premiery „Gwiezdnych wojen”. Najpierw były wysokie oczekiwania, potem obawy, gdy dowiedzieliśmy, że za wszystkim stanie człowiek od „Martwicy mózgu” i „Złego smaku”, a Gandalfa nie zagra Sean Connery, potem znów nadzieje, gdy zobaczyliśmy pierwsze screeny i zwiastun, potem premiera… Dla mnie ten film – ale także dwie kolejne części – kojarzy się z bardzo niecierpliwym oczekiwaniem i dreszczem ekscytacji w momencie, gdy na sali kinowej gasły światła – a w ostatnich latach za często to się nie zdarzało… A jak wy to pamiętacie?
Artur Chruściel: Bardzo podobnie, choć bez fazy nadziei przed seansem – już wtedy byłem raczej odporny na magię zwiastunów. Jacksona, wstyd przyznać, nie kojarzyłem w ogóle (no, może coś obejrzałem w złotej erze wideo, ale dawno zdążyłem zapomnieć), a do obaw dokładał mi się hollywoodzki rzemieślnik Howard Shore. Nie pamiętam już, ile w tym było przecieków, a ile pobożnych życzeń, ale na twórcę muzyki typowano w pewnym okresie Wojciecha Kilara. Ponadto, zamiast powszechnego, szerokopasmowego dostępu do sieci, mieliśmy wówczas Ansibl w „Feniksie” i zapowiedzi w rodzaju Arweny przerobionej w scenariuszu na elfią wojowniczkę. A po seansie „Drużyny"… Było tak, jak kilka lat później przy „Casino Royale” i „Strażnikach” – trzeba było głupie obawy odszczekać. A spośród wielu aspektów zachwytu na pierwszy plan wybijał się jeden – podziw dla genialnych skrótów dokonanych przez Jacksonowe trio. Dynamika, jaką nadali przez to statecznej (by nie użyć innego słowa) pierwszej części książki Tolkiena, sprawdziła się na ekranie świetnie. Było to trochę ryzykowne i pewnie jeszcze o tym porozmawiamy, ale Oscar za scenariusz adaptowany dopiero dla trzeciej części to dowód ślepoty Akademii. A Bombadila nie brakowało mi ani trochę.
Łukasz Gręda: Na mnie „Władca Pierścieni” spadł niczym grom z jasnego nieba. To był przecież okres, kiedy Internet nie był jeszcze głównym źródłem informacji o filmie. Zwiastuny oglądało się w kinie albo w kawiarence internetowej, a to rzadko, bo przecież trzeba było pomóc kolegom w partyjce Counter Strike’a. W cenie były płyty z giełdy, bo mało kto miał nagrywarkę i dostęp do szerokopasmowego Internetu. Dlatego radość z oczekiwania na „Władcę Pierścieni” nie miała w sobie nic ze zbiorowej histerii i każdy przeżywał ją na swój sposób. Tak przynajmniej było w moim przypadku. Dość wymowny jest fakt, że gdy w moim kręgu znajomych pojawiła się piracka kopia „Drużyny Pierścienia” nikt nie zdecydował się jej obejrzeć z szacunku dla oryginału literackiego. Zamiast tego wszyscy popędziliśmy do kina. Pierwsza część trylogii była wielkim wydarzeniem, ale szczerze mówiąc „Dwie wieże” i „Powrót króla” nie miały dla mnie już takiego uroku. Na drugą część wybrałem się jeszcze do kina, ale trzecią obejrzałem dopiero po kilku latach. Fakt jednak pozostaje faktem, że „Drużyna Pierścienia” była magicznym doświadczeniem.
Marcin Osuch: Miałem podobnie jak Łukasz. O tym, że powstaje filmowy „Władca…”, dowiedziałem się z pierwszej towarzyskiej rozmowy po zmianie pracy. Moim rozmówcą był świeżo poznany niejaki Konrad Wągrowski. A sam film? To chyba właśnie „Władca…” zapoczątkował modę na seanse „minuta po północy”. Oczywiście, na taki właśnie seans poszedłem. „Drużyna Pierścienia” powaliła mnie swoim rozmachem i pozostawiła wrażenie, że nie cały film ogarnąłem. Tydzień później znowu siedziałem w kinie. Najważniejsze odczucie po obejrzeniu filmu to takie, że nie czułem żadnej sprzeczności z książką. No i dziękowałem Jacksonowi, że przekonał producentów do trzech filmów. W tej całej zabawie czekanie było najfajniejsze.
Agnieszka Szady: Modę na seanse o godzinie 00:01 zapoczątkował już pierwszy epizod „Gwiezdnych wojen”. Ja którąś z części WP właśnie w ten sposób obejrzałam – niestety, nie pamiętam którą. W tamtych latach dużo przebywałam w środowisku tolkienistów, więc oczekiwanie i łowienie wieści z planu miałam niejako w zestawie. Któryś seans był w Nowy Rok i spędziliśmy Sylwestra u przyjaciółki tolkienistki, przebrani za postacie z filmu. Swoją drogą, to zabawne, że pamiętam to bardziej niż samą premierę… Ja wielbicielką twórczości Tolkiena nie jestem (byłam, ale w liceum), więc film był dla mnie przeżyciem raczej estetycznym niż, że tak powiem, duchowym. No i oczywiście pierwsza część spodobała mi się najbardziej – pewnie dlatego, że jest najwierniejsza oryginałowi.
Mateusz Kowalski: Przypomina mi się stwierdzenie z kapowniczków Achiki, że o Tolkienie można mówić „Profesor” wielką literą. W wieku siedmiu lat dostałem pod choinkę „Hobbita”, a potem poszło z górki – „Władca…”, „Silmarillion” i inne książki – nawet te nie o Śródziemiu (do tej pory zresztą zawsze w Święta czytam „Kowala z Podlesia Większego”). O premierze „Władcy…” dowiedziałem się jako czternastoletni pyrtek z nieudolnie golonym dziewiczym wąsem. Każda gazeta, która traktowała o jakimś elemencie filmu, była dosłownie przez mnie masakrowana, bo newsa czytałem po kilka razy. I wreszcie przyszedł czas premiery, na który zabrała mnie kolejna rodzinna fanka Tolkiena, czyli moja babcia. Potem byłem jeszcze dwa razy w kinie na pierwszej odsłonie i trudno mi powiedzieć coś więcej jak to, że rozczarowanie (gdzie Bombadil?!) mieszało się z zachwytem (cóż, co prawda wyrosłem z dziecięcego okresu wiary w Śródziemie, ale miłość pozostała). To co pisali Łukasz i Marcin – film był wielki i wspaniały, aczkolwiek wywołał również mętlik w głowie. Niemniej jednak to, co Jacksonowi udało się zrobić w „Drużynie…”, sprawiło, że na kolejne odsłony czekałem z wypiekami na twarzy. I tego uczucia już nigdy nie zapomnę. Aczkolwiek z drugiej strony, właśnie z sentymentu nigdy nie obejrzałem „Władcy…” poza kinem. Bałem się, że ta magia, która mi towarzyszyła w sali, gdzieś ucieknie i pozostanie rozczarowanie…
Artur Chruściel: W kinach chyba nigdy nie puszczono rozszerzonej edycji „Powrotu króla"…? To masz czego żałować i chyba warto przeprosić się z telewizorem (zwłaszcza że telewizory też już są inne niż dziesięć lat temu). Każda z wersji reżyserskich to było dołożenie beczki miodu do beczki miodu, ale szczególnie zyskiwały dwie ostatnie części, w których wersjach kinowych – nazwałbym je wręcz skróconymi – brakowało oddechu, a wiele wątków było potraktowanych zbyt skrótowo.
Beatrycze Nowicka: Pamiętam tę atmosferę oczekiwania. Informacje o oburzonych fanach, krytykujących odstępstwa od oryginału, tylko podgrzewały atmosferę. Obejrzałam też krótki film dokumentalny na temat realizacji „Władcy Pierścieni”, który wzbudził moje zainteresowanie. To było coś – połączenie stosowanej na dużą jak na owe czasy skalę efektów cyfrowych (szalona jazda kamery w scenie bitwy na początku robiła niezatarte wrażenie) z wieloma bardziej klasycznymi „sztuczkami” filmowymi (np. w filmie opowiadano, jak uzyskiwano efekt „pomniejszenia” hobbitów w scenach w Shire, gdzie przygotowano dwa, różniące się rozmiarami, komplety rekwizytów), z ogromną dbałością o scenografię i kostiumy. Ponadto kiedyś w National Geographic czytałam reportaż na temat Nowej Zelandii – oprócz wielu innych pięknych zdjęć znajdowało się jedno podpisane „puszcze jak u Tolkiena” – gdy dowiedziałam się, że Jackson kręci właśnie tam, uznałam, że po pierwsze – facet ma dobry gust, a po drugie – jest szansa na przepiękne plenery. Także miałam okazję zobaczyć wcześniej piracką kopię – ale nie zrobiłam tego, by nie psuć sobie efektu. Na „Drużynę Pierścienia” wybrałam się tuż po premierze – film olśnił mnie swoją malowniczością. Odtąd dwa kolejne lata upływały pod znakiem oczekiwania na następne części.
Marcin T.P. Łuczyński: Na „Drużynę Pierścienia” zero oczekiwania. Nada. Ja nawet nie wiedziałem, że coś takiego się kręci, gdzieś mi ta wiadomość jednym uchem wleciała, drugim wyleciała. Kolega z pracy powiedział któregoś dnia, że cierpi katusze, bo ma na dysku zaciągniętego camshota z pierwszej części i codziennie go kusi, żeby bodaj parę scen podejrzeć, i codziennie z tą pokusą walczy, bo chce najpierw zobaczyć w kinie oryginał, który – jako się rzekło – do polskich kin dotarł dopiero po paru tygodniach. Zrobiła się z tego wielka wyprawa firmowa na pokaz przedpremierowy o północy. Styczeń. Pojechałem sam, reszta ekipy miała dojechać. Okazało się, że to będzie w małym kinie Ars przy Rynku krakowskim. Dotarłem ostatnim autobusem, a i tak blisko godzinę na mrozie dreptałem tam i nazad, czekając, aż kino otworzą. W środku okazało się, że kino może i klimatyczne jest, fajne na randki i w ogóle, ale ekran mały, fatalny do oglądania takiego hitu, zrobionego przecież z rozmachem. Generalnie jakoś tak dziwacznie zaczęła się moja przygoda z tą filmową trylogią. Kompletnie nieświadomie i jakoś tak przypadkowo. Za to nigdy nie zapomnę tego uczucia, gdy się wstawało z krzeseł, jak jeszcze napisy końcowe leciały, ze świadomością, że będzie ciąg dalszy. I że – niestety – dopiero za rok. Fatalnie się czułem, gdy „Powrót króla” dobiegł końca, bo już tej obietnicy zabrakło. Rekompensowałem to potem, nabywając w Anglii trójpak z płytami, 12 DVD-ków, z rozszerzonymi edycjami wszystkich części i olbrzymim materiałem dokumentalnym, który obejrzałem od deski do deski chyba z sześć razy. Na „Powrocie króla” byłem w kinie razy pięć. Do dziś mam olbrzymi sentyment do tamtego czasu, do tamtych emocji, do kunsztu, który zobaczyłem na wspomnianych dokumentach. Śmiało można powiedzieć, że taka produkcja zdarzyła się jeden, jedyny raz. Ever.
1 2 3 5 »

Komentarze

19 XII 2011   14:41:57

Bo zapomniało mi się dopisać:
"Jackson poszedł po linii najmniejszego oporu i potraktował braki opisów w trylogii dosłownie (choć może z drugiej strony było to obwarowane budżetem i ówczesnym CGI?), ale z drugiej strony, patrzę na to z perspektywy eposów antycznych, gdzie ostatnimi elementami np. w „Iliadzie” był opis tego, jak rolnicy pod Troją hasali z owieczkami" - OK, ale epos Homera był mówiony, a mówimy o filmie - w filmie wiele rzeczy można pokazać, nie musząc poświęcać na to wielu zwrotek tekstu (który trzeba było zapamiętać). Epickość epickością, ale gdy przywiązuje się wielką wagę do sposobu, w jaki Boromir wiązał pas, to znaczy, że szczegóły mniej epickie niż bitwa na polach Pelennoru też można pokazać.

19 XII 2011   18:55:47

"ma na dysku zaciągniętego camshota"

Jak to mawia pewien mój kolega: this is so wrong on so many levels.

19 XII 2011   19:59:57

@Michał – ale to równie dobrze moż być argument na rzecz Jacksona. Skoro Homer mógł wstawić tych pasterzy w epos *mówiony* to skoro zabrakło ich odpowiedników w *pisanym* eposie Tolkiena to można przyjąć że autor uznał to za nieważne…

19 XII 2011   20:25:16

Trolling Saruman - genialne, chociaż pewnie jak na realia internetu stare jak dinozaury.

19 XII 2011   21:30:21

Jest też w "Powrocie króla" świetny tekst i scena: "My friends, You bow to no one". Wyrażają wszystko, inne słowa są zbyteczne.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Jurajska uczta
Jarosław Loretz

23 XI 2020

W przypadku, gdyby kiedykolwiek na ulicach naszych miast (i wsi) pojawiły się nieduże żarłoczne dinozaury, twórcy filmowi spieszą z instruktażem, które części ciała należy chronić w pierwszej kolejności. I nie, wcale nie chodzi o oczy. Większymi z gadów nie ma się przy tym co przejmować – nie będą wybrzydzać i po prostu połkną człowieka w całości.

więcej »

Z filmu wyjęte: Bracia w technologii
Jarosław Loretz

16 XI 2020

Zawszeć to budujące, gdy wizytujący nasz glob przybysze z obcych cywilizacji mają technologię znaną nam z życia codziennego.

więcej »

Z filmu wyjęte: Wtopić się w tłum
Jarosław Loretz

9 XI 2020

Wspaniała sprawa, posiadać taką kurtkę niewidkę, dzięki której nawet jak wyjdziesz prosto z chlewu na ulicę, nikt nie zwróci na ciebie uwagi. Takie rzeczy to jednak tylko w polskim kinie…

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Wojna, która zakończy wszystkie wojny
— Konrad Wągrowski

Karuzela wrażeń
— Gabriel Krawczyk

Jak dobrze wyglądać na łosiu, czyli bitwa w Śródziemiu
— Anna Kańtoch

Esensja ogląda: Styczeń 2014 (3)
— Krystian Fred, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Agnieszka Szady

Esensja ogląda: Grudzień 2013 (6)
— Sebastian Chosiński, Gabriel Krawczyk, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Śródziemski rollercoaster
— Gabriel Krawczyk

Przygoda trwa
— Anna Kańtoch

Esensja ogląda: Kwiecień 2013
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Tomasz Kujawski, Małgorzata Steciak, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Styczeń 2013 (Kino)
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Piotr Dobry, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Alicja Kuciel, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Udana podróż
— Tomasz Markiewka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.