Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 14 sierpnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Piotr Szulkin
‹Wojna światów - następne stulecie›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWojna światów - następne stulecie
Data premiery1 lutego 1983
ReżyseriaPiotr Szulkin
ZdjęciaZygmunt Samosiuk
Scenariusz
ObsadaRoman Wilhelmi, Krystyna Janda, Mariusz Dmochowski, Jerzy Stuhr, Marek Walczewski, Bożena Dykiel, Joanna Żółkowska, Wieslaw Drzewicz, Stanislaw Gawlik
MuzykaJerzy Maksymiuk, Józef Skrzek
Rok produkcji1981
Kraj produkcjiPolska
Czas trwania96 min
GatunekSF
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Klasyka z klasą: Marsjanie w butach „Relaks”

Esensja.pl
Esensja.pl
Konrad Wągrowski
„Wojna światów – następne stulecie” Piotra Szulkina po 30 latach od powstania nic nie traci na aktualności.

Konrad Wągrowski

Klasyka z klasą: Marsjanie w butach „Relaks”

„Wojna światów – następne stulecie” Piotra Szulkina po 30 latach od powstania nic nie traci na aktualności.

W naszym cyklu co tydzień prezentujemy wybrane tytuły należące do klasyki kina. Niekoniecznie bardzo znane, niekoniecznie obsypane nagrodami, ale z pewnością nadal warte uwagi.

Piotr Szulkin
‹Wojna światów - następne stulecie›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWojna światów - następne stulecie
Data premiery1 lutego 1983
ReżyseriaPiotr Szulkin
ZdjęciaZygmunt Samosiuk
Scenariusz
ObsadaRoman Wilhelmi, Krystyna Janda, Mariusz Dmochowski, Jerzy Stuhr, Marek Walczewski, Bożena Dykiel, Joanna Żółkowska, Wieslaw Drzewicz, Stanislaw Gawlik
MuzykaJerzy Maksymiuk, Józef Skrzek
Rok produkcji1981
Kraj produkcjiPolska
Czas trwania96 min
GatunekSF
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Już ponad 30 lat minęło od powstania najlepszego polskiego filmu fantastycznonaukowego wszech czasów. Powiedzmy sobie jednak szczerze – konkurencja nigdy nie była wielka… Wliczając różne przedwojenne „Powietrzne torpedy” i młodzieżowe „Syntezy” czy „Wielka, większa i największa”, zbierze się w sumie pewnie około 30 tytułów, z czego wiele (weźmy „Wirus” Kidawy-Błońskiego czy słynną „Klątwę Doliny Węży” Piestraka) kwalifikuje się najwyżej na przeglądy Bardzo Złego Kina. Ale jednak bycie najlepszym wśród średniaków nadal oznacza, że jest się przynajmniej dobrym. A „Wojna światów – następne stulecie” Piotra Szulkina jest nie tylko dobra – jest nawet bardzo dobra.
Szulkinowi, podobnie zresztą jak we wcześniejszym „Golemie”, udało się w „Następnym stuleciu” upiec trzy pieczenie na jednym ogniu. Bardzo kreatywnie odniósł się do fantastycznej klasyki (czyli w tym przypadku książki H.G. Wellsa), skromnymi środkami uzyskał wiarygodną futurystyczną scenerię, ale przede wszystkim stworzył film z przesłaniem i podtekstami. Co ciekawe owo przesłanie w niczym nie straciło na aktualności po 30 latach.
Zacznijmy jednak od tego Wellsa. Przyznać należy, że jego nazwisko w czołówce i sam tytuł filmu jawi się raczej jako sprytna sztuczka mająca zwieść cenzurę, nie będąc świadomą reinterpretacją klasyki. Z Wellsa mamy tu tylko Marsjan, którzy zresztą mogą być mieszkańcami dowolnej innej planety. Inwazja – o ile można to nazwać inwazją – przebiega zupełnie inaczej. Nie mamy tu trójnogów siejących śmierć i zniszczenie, mamy Marsjan przechadzających się po ulicach miast, zachodzących do toalet oraz media i rząd ogłaszające przyjacielską wizytę przybyszów z innego świata. Czy to aby czegoś nie przypomina?
Marsjanie, czyli przybysze z czerwonej planety, przybywają niezaproszeni i przedstawiani są jako partnerzy, niosący ze sobą posłannictwo przyjaźni i współpracy. Jakakolwiek próba dyskusji z tym wizerunkiem jest traktowana przez władze z całą surowością. Jednocześnie – ponieważ, jak możemy się domyślać – Marsjanie żywią się krwią, odgórnie organizowane są jej obowiązkowe zbiórki, tak aby usatysfakcjonować oczekiwania „wypróbowanych przyjaciół”. Paralele z rolą Związku Radzieckiego są raczej oczywiste. Trudno się więc dziwić, że Szulkin udaje, że jego opowieść ma coś wspólnego z powieścią z XIX wieku, trudno też się dziwić, że najsilniejszy akcent kładzie na rolę mediów (rodzimych), które można było w tych czasach nawet w pewnym stopniu krytykować. Nie zmienia to faktu, że film, jako całość, mógł być określany jako antysocjalistyczny, i powstać mógł tylko i wyłącznie w tym krótkim okresie socjalistycznej odwilży między sierpniem 1980 i grudniem 1981 roku. Co ciekawe obraz często postrzegany jest jako profetyczna zapowiedź stanu wojennego. Marsjanie, którzy wychodzą na ulicę i zmieniają życie obywateli, wcale nie muszą pochodzić zza wschodniej granicy.
Głównym tematem jednak są media, a właściwie telewizja. Tamże pracuje główny bohater Iron Idem i właśnie kontrast między tym, co jest przekazywane w eter, tym co sądzi w rzeczywistości sam naczelny prezenter i tym, co o świecie zza kamery dowiadujemy się sami, jest motywem przewodnim. Obserwacje są dwie. Po pierwsze – media kłamią. Niby mało odkrywcze to stwierdzenie w czasach, gdy Smoleń śpiewał „I taki z tego morał wynika, aby z rezerwą przyjmować to, co mówi wieczorem spiker dziennika”. Ważne jest jednak co innego – to nie są zwykłe kłamstwa, proste do zdemaskowania przez każdego, kto widzi, jak naprawdę skonstruowany jest świat. To pełna manipulacja, wykreowana całkowicie fikcyjna, spójna rzeczywistość, co do której nigdy nie będzie się miało pewności, czy ogląda się jakąś formę prawdy, czy fikcję. Znamienna będzie ostatnia scena, w której (po zmianie rządów) oglądamy dwie wersje egzekucji Idema – telewizyjną i rzeczywistą. Nawet w takiej scenie, w której nie ma specjalnej politycznej potrzeby, by generować fikcję, pojawi się manipulacja. Nie ma więc szansy na dotarcie do faktów – media zawsze przedstawią swoją wizję.
Media, które są jednakże zależne od tego, kto nimi włada. Drugie spostrzeżenie Szulkina zahacza już o Orwella. Telewizja, nie zmieniając swej struktury, wymieniając jedynie zbędne trybiki (jak Idem), jest w stanie natychmiastowo wykonywać całkowite wolty. Oceania nigdy nie walczyła z Eurazją, a telewizja poda wam prawdę o celach wizyty Marsjan. Media są w gruncie rzeczy apolityczne, dostosowują się do tego, jaka jest koniunktura. A to już spostrzeżenie dużo bardziej uniwersalne od wizji stanu wojennego i paraleli Marsjan z bratnimi siłami ZSRR. Zadziwiający talent Szulkina do wychodzenia poza swe czasy i swe uwarunkowania i docieranie do prawd aktualnych nawet po 30 latach, to właśnie przyczyna wielkości jego kina.
Kina, które świetnie sobie również radzi z ograniczeniami finansowymi. Sceneria nie musi być wyszukana – to w końcu nadal nasza Ziemia i nasza cywilizacja. Cywilizacja jakby podlegająca rozpadowi, przeżywająca regres – a może to tylko ponurość rzeczywistości przełomu lat 70. i 80. tak dzisiaj działa? Tak czy inaczej, wizja świata pod miękką okupacją Marsjan sprawdza się doskonale. Ciekawe jednak, że również nie można zarzucić niczego samemu wyobrażeniu Marsjan – ubranie ich w puchowe kurtki i buty „Relaks” oraz pomalowanie twarzy całkowicie wystarczy w konwencji przyjętej przez Szulkina do zaakceptowania, że tak wyglądają przybysze z innej planety. Nie ma zgrzytu.
Wspomnieć należy też o kapitalnej roli Romana Wilhelmiego. To najlepszy czas w karierze tego aktora, pomiędzy jego najsłynniejszymi kreacjami telewizyjnymi – Nikodema Dyzmy i Stanisława Anioła. W „Wojnie światów” jego postać przechodzi metamorfozy między swym życiem telewizyjnym, a realnym, budząc jednocześnie odrazę i współczucie. Świetna kreacja, jedna z bardziej pamiętnych w karierze tego aktora, przypominając jak wiele straciła polska kultura z jego przedwczesną śmiercią.
koniec
6 stycznia 2012

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wakacyjny leksykon filmów o żywych trupach. Część 7
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

12 VIII 2020

W XXI wieku zombie ewoluowały. Stały się szybsze i bardziej agresywne. Często zostały poddane różnym mutacjom. Ich eliminacji towarzyszą odgłosy karabinowych serii i wybuchów granatów. Miejsce gotyckiego horroru zastąpiła akcja. Oto dziesięć filmów akcji o żywych trupach.

więcej »

Z filmu wyjęte: Recepcja nadzorcza
Jarosław Loretz

10 VIII 2020

Co zrobić, żeby stale mieć oko na poczynania najemców? No cóż, wystarczy odpowiednio umieścić recepcję…

więcej »

Wakacyjny leksykon filmów o żywych trupach. Część 6
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

5 VIII 2020

Świat zombie to przede wszystkim miłość do umowności i złego smaku. Dlatego też poza kinowymi superprodukcjami, fani cenią sobie także niezależne filmy, robione za psie pieniądze, z kiepskim aktorstwem i przesadną ilością makabrycznych scen. Dziś zajmiemy się właśnie nimi, oto 10 najlepszych niskobudżetowych filmów o żywych trupach.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Dogma

Do sedna:

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy.
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu.
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy.
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka.
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata.
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Birdman.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Biutiful.
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.