Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 czerwca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Nicolas Winding Refn
‹Drive›

WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDrive
Dystrybutor Vue Movie Distribution
Data premiery16 września 2011
ReżyseriaNicolas Winding Refn
ZdjęciaNewton Thomas Sigel
Scenariusz
ObsadaRyan Gosling, Carey Mulligan, Christina Hendricks, Ron Perlman, Brian Cranston, Oscar Isaac, Albert Brooks, Tiara Parker
MuzykaCliff Martinez
Rok produkcji2011
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania95 min
WWW
Gatunekakcja
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Romantycznie brutalny, czyli „Drive”

Esensja.pl
Esensja.pl
Nie może zabraknąć na naszej liście najlepszych filmów roku „Drive”. Choć niektórzy po seansie twierdzili, że zgrzytało, a nawet, że stracone dwie godziny, dla nas to piękna popkulturowa love story, uwodzenie tajemnicą, wizualna i muzyczna uczta, perełka.

Piotr Dobry, Łukasz Gręda, Karol Kućmierz, Klara Łabacz, Konrad Wągrowski, Zuzanna Witulska

Romantycznie brutalny, czyli „Drive”

Nie może zabraknąć na naszej liście najlepszych filmów roku „Drive”. Choć niektórzy po seansie twierdzili, że zgrzytało, a nawet, że stracone dwie godziny, dla nas to piękna popkulturowa love story, uwodzenie tajemnicą, wizualna i muzyczna uczta, perełka.

Nicolas Winding Refn
‹Drive›

WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDrive
Dystrybutor Vue Movie Distribution
Data premiery16 września 2011
ReżyseriaNicolas Winding Refn
ZdjęciaNewton Thomas Sigel
Scenariusz
ObsadaRyan Gosling, Carey Mulligan, Christina Hendricks, Ron Perlman, Brian Cranston, Oscar Isaac, Albert Brooks, Tiara Parker
MuzykaCliff Martinez
Rok produkcji2011
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania95 min
WWW
Gatunekakcja
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Konrad Wągrowski: Wychodząc z kina po „Drive” usłyszałem od wychodzących ludzi stwierdzenia „stracone dwie godziny”, podczas seansu, w scenach przemocy słychać było nerwowe chichoty. Ba! Wpisuje się w to nawet Paweł Mossakowski, który w „Co jest grane” (dając 3/6) pisał, że strasznie zgrzytało mu połączenie wyrafinowanej formy i dramatycznie banalnej fabuły. Czy więc „Drive” jest filmem tylko dla niszowego widza, zwracającego w kinie przede wszystkim uwagę na to, JAK dana historia jest opowiadana, a nie O CZYM opowiada?
Karol Kućmierz: „Drive” to z pewnością film, który zwraca uwagę na swoją formę, dopieszczoną zresztą w najmniejszych szczegółach. Ale potrafi też trzymać w napięciu i wycisnąć emocje wykorzystując oldschoolowe metody. Scena w windzie pięknie wykorzystuje kontrast romantyzmu i przemocy, a sekwencja napadu jest bardzo efektywna dzięki powściągliwości środków (wystarcza dźwięk stopera). Argument o nieudanym zderzeniu dopracowanej formy i pulpowej fabuły jak dla mnie nie ma większego sensu i dowodzi fundamentalnego niezrozumienia filmowej materii. Jak naucza od lat Roger Ebert, ważny jest właśnie sposób opowiadania, „jak”, a nie „co”. Sposób reżyserii Refna nadaje banalnej historii niebanalny kształt i daje widzowi sporo wskazówek, jak należy go odbierać. To bardzo kiepski sposób krytyki: wyabstrahować rzekomą „treść” z kontekstu całości, kiedy to co najistotniejsze zawarte jest w kompozycji ujęć, montażu i aktorstwie. Niezrozumienie u nie-niszowych widzów może wynikać częściowo z mylącego marketingu – część spodziewała się akcji rodem z „Szybkich i wściekłych”, a część zasugerowała się Goslingiem i różową czcionką. W końcu ludzie lubią powtórki z rozrywki, a nowości i niespodzianki sprawiają, że czują się niekomfortowo. A szkoda, bo podejście do „Drive” z „otwartą głową” jest warte zachodu.
Klara Łabacz: Myślenie „treścią” i „formą” musi się na filmach takich jak „Drive” wykoleić, to jasne. Historię dwojga ludzi, którzy nie mogą się do siebie zbliżyć, zanurzono w filmowej (dla mnie w każdym razie) mitologii – stąd mówienie o „realizmie” w kontekście tego filmu wydaje mi się dziwne. Tam jest raczej jakaś fantazja na temat realizmu, niż realizm sam w sobie. I jakoś ciśnie się na klawiaturę: to moje porno, moje przeestetyzowanie. Umberto Eco napisał kiedyś, że takie filmy jak „Love story” są po to, aby przy nich płakać; to rodzaj emocjonalnej pornografii. „Drive”, ze swoim soundtrackiem, cudnymi zdjęciami, scenografią, Carey „przytul mnie, kochanie” Mulligan, i oczywiście Ryanem Goslingiem, który „usuwa się w cień” w swojej połyskującej, charakterystycznej kurtce ze skorpionem niczym przebrany za Bogarta Alain Delon w „Samuraju” Melville’a – działa na podobnej zasadzie. Stąd chyba tak podzielone po filmie opinie: albo zrobiło ci się smutno, nostalgicznie i „och, Carey Mulligan!”, albo nie. I refleksja, że oto moc melodramatu zbudowano na wrażliwości przeżartej popkulturowymi motywami, które swoją romantyczność upchnęły w szafie.
Zuzanna Witulska: A ja akurat podzielam po części opinię Mossakowskiego, przytoczoną przez Konrada. Idąc za rozumowaniem Karola, zaraz dojdziemy do wniosku, że wystarczy ładne opakowanie, a to co w środku, właściwie się nie liczy. A stąd już tylko krok do pseudoartystycznych bełkotów, opowiadających o niczym. Dla mnie dobry film to taki, który idealnie łączy ze sobą i formę, i treść. Dalej, piszesz Karolu o pulpie, a czy do pulpy nie potrzeba trochę dystansu i autoironii? Twórcy „Drive” są moim zdaniem pozbawieni jednego i drugiego. Stąd, dla Ciebie scena w windzie piękną, dla mnie niezamierzenie ocierała się o śmieszność. I nie dzielcie już tak tych widzów na masowych i niszowych. Tych drugich nie zawsze satysfakcjonuje wysmakowana forma. Najlepszy przykład – salwy śmiechy na nowohoryzontowym pokazie „Wkraczając w pustkę” Noego, a ten film to przecież wizualny majstersztyk.
KK: To co w środku oczywiście się liczy, ale mamy do tego dostęp jedynie poprzez opakowanie. Nie możemy sobie wyjąć treści i obejrzeć jej osobno, bo film to nie dzbanek z wodą. Każdy film łączy ze sobą formę i treść. Ja jestem wyznawcą teorii, że dobry film stopniowo uczy widza, jak należy go oglądać. Tak jak we wspomnianym „Wkraczając w pustkę” – jeden z bohaterów streszcza w kilku koślawych zdaniach o co chodzi w „Tybetańskiej Księdze Umarłych”, bo Noe postawił nacisk na aspekt wizualny, a nie fabularny. Podobnie „Drive” dysponuje prościutką fabułą, archetypowymi (albo jak kto woli – stereotypowymi) postaciami, a jego „treść” zawiera się w estetyce, sposobach budowania napięcia, grze w skojarzenia. Moim zdaniem „Drive” posiada dozę dystansu i autoironii – nie jest to może usilne mrugania do widza typu „nudge, nudge, wink, wink”, ale można to wyczuć. Dla mnie scena w windzie jest jak najbardziej zabawna, co nie przeszkadza jej w byciu piękną (choćby powierzchownie). Podobnie dystansu można się doszukiwać w długich scenach milczenia pomiędzy Goslingiem i Mulligan, samej postaci Kierowcy, w doborze soundtracku, itd.
KW: Kino jest jednak przede wszystkim sztuką wizualną, i ów aspekt mi nierzadko wystarcza. No nie mam problemu ze sztampowością fabuły, jeśli zapewnia ona tak wciskające w fotel sceny, jak choćby nadmorską egzekucję Perlmana. To jest trochę tak jak ze słuchaniem muzyki – nie do końca potrafisz powiedzieć, dlaczego i jak coś na ciebie działa, ale wiesz, że działa jak cholera.
KK: Analogia muzyczna jest bardzo trafna, mi „Drive” wydaje się właśnie takim filmowym odpowiednikiem świetnej piosenki popowej (oczywiście nie mam na myśli takiej, która wpada przysłowiowym jednym uchem, a wypada drugim), jakiejś zaginionej perełki z lat 80-tych. Można słuchać jej w kółko i ciągle odnajdywać nowe smaczki aranżacyjne, a potem nucić bezwiednie przez kolejny miesiąc.
KŁ: Przyznam, że właśnie z tego względu boję się obejrzeć ten film po raz drugi. Kino charakterów zdecydowanie to nie jest. Boję się, że bardziej analityczne oglądanie może zabić całą przyjemność – choć z drugiej strony, jako film-fetysz…
Łukasz Gręda: Ja z kolei po seansie Drive miałem mały mętlik w głowie i z tego wszystkiego poszedłem na film po raz drugi. Myślałem sobie, że być może czegoś nie zauważyłem, a tymczasem za drugim razem moje odczucia były identyczne. To właśnie uwodzi mnie w filmie Refna – tajemnica. Można go oglądać w nieskończoność, a i tak do końca nie odkryje się jego istoty.
Piotr Dobry: Ja akurat żadnej wielkiej tajemnicy w „Drive” nie dostrzegam, co nie przeszkadza mi w uznaniu dzieła Refna za jeden z lepszych filmów roku. Jakich wzniosłych słów byśmy nie używali, próbując dotknąć sedna, jedno jest pewne – zwolennik li tylko tzw. kultury wysokiej nie ma tu czego szukać. Z kolei nie widzę możliwości, by miłośnik popkultury nie zakochał się w tym filmie, bo obok „Scotta Pilgrima…” to love story (na poziomie treści banalne, rajt, podobnie jak np. Szekspir) najbardziej przystające do naszych postmodernistycznych czasów. Powiem więcej, od czasu „Prawdziwego romansu” Tony’ego Scotta nie widziałem tak romantycznie brutalnego (czy też brutalnie romantycznego, whatever) filmu w estetyce pop. Perełka.
KW: Do dziś pamiętam twarz Carey Mulligan, patrzącej na Goslinga po masakrze w windzie… Czy więc nie jest – wbrew temu, co mówi Klara – film, do którego chce sie wracać? Bo jeśli opiera się na dobrej historii, to po jednym seansie jednak ją znamy. A jeśli opiera się na szeregu kapitalnych, na różnym poziomie oddziałujących scen, to przecież chce się do nich wracać, jak właśnie do dobrej piosenki. A tych scen tu jest niemało – prolog, relacje Gosling-Muligan, winda, Gosling w masce, egzekucja Perlmana, śmierć bohatera. Właśnie – śmierć?
PD: Sam decydujesz. Otwarte zakończenie powinno być kolejnym atutem dla popkulturysty.
Łukasz Gręda: Zgadzam się z Piotrem – „Drive” to piękna, popkulturowa love story. W wywiadach Refn jako źródło inspiracji nieprzypadkowo podawał „Pretty Women” i filmy Johna Hughesa.
KK: Ścisłe powiązania „Drive” z popkulturą są niezaprzeczalne, ale nie powiedziałbym, że zwolennik kultury wysokiej nie ma tu czego szukać. Tzw. kultura „wysoka” i „niska” to już najczęściej tylko nominalny i sztywny podział, w który większość współczesnych dzieł, a filmów tym bardziej, nijak się nie wpisuje. Temat wyjęty z kina klasy B to jedno, ale Refn jest na tyle zdolnym i świadomym stylu reżyserem, że swobodnie wyciąga to co najlepsze z obu estetyk. Do poziomu Jeana-Pierre’a Melville’a jeszcze nie doszedł, ale inspiracje ma bardzo szlachetne, co widać w efekcie końcowym.
PD: To oczywiste, że wszelkie etykietki są tylko nominalne, taka ich rola, jednak będę się upierał, że aby docenić „Drive”, trzeba naprawdę lubić popkulturę. Przywołany na początku naszej dyskusji przykład Pawła Mossakowskiego, który nigdy nie krył się z niechęcią wobec adaptacji komiksów czy kina grozy, zdaje się potwierdzać moją tezę.
KK: Romantyzm tego filmu to również ciekawy kontekst, szczególnie, że główny bohater to dość wzorcowy socjopata.
KW: Och, to od dawna nie przeszkadza w romantyzmie. Bohater, nawet gdy jest kompletnym psychopatą, jeśli tylko wykazuje czułość wobec kobiety i pomaga dzieciom, może być romantyczny. Ale jest w tej relacji Gosling-Muligan coś delikatnego, odświeżającego, nieoczywistego. A może to znów kwestia wypieszczonej w każdym elemencie formy. Czy wspominaliśmy o soundtracku?
KK: Może i nie przeszkadza, wszyscy uwielbiamy antybohaterów, ale może nieco za bardzo się znieczuliliśmy? To oczywiście zasługa Refna, że udało mu się uczynić z tej relacji coś wyjątkowego, a rozważania na temat stanu psychicznego Kierowcy to dodatkowy, interesujący podtekst.
Soundtrack oczywiście wspaniały, szczególnie do słuchania w samochodzie. Piosenki „A Real Hero” i „Nightcall” już chyba nigdy nie odkleją się od „Drive” – taka intuicja w doborze ścieżki dźwiękowej to cecha najlepszych.
KŁ: Gosling mówił w wywiadzie, chyba zresztą Yoli Czaderskiej-Hayek, że porozumieli się z Refnem dopiero w momencie, w którym okazało się, że dla nich obu jest to film o facecie, który jeździ po mieście samochodem i słucha muzyki. W scenariuszu nie było ani zdania na ten temat. To chyba błogosławi nasze wcześniejsze intuicje dotyczące oglądania tego filmu – chłonąć, nie poddawać próbom racjonalizacji, oglądać tak, jak słucha się smutnej muzyki kojarzonej z dzieciństwa. I jeszcze powracając do tego, o czym mówiliście chwilę wcześniej – w życiu bym nie pomyślała, że on jest socjopatą! Samotnym facetem – owszem. Ale przecież on nie ma problemów z odczytywaniem intencji drugiego człowieka, jest wrażliwy na krzywdę niewinnych ludzi. Jego relacja z Irene opiera się na grzeczności. Granica między nimi – znowu grzeczność. Jakby lęk przed uwikłaniem w nowe, niebezpieczne znaczenia. Tu właśnie „Drive” jeszcze raz okazuje się bardzo współczesny pod warstwą błyszczącego oldschoolu: melodramat, w którym bohaterowie z góry rezygnują z prób zbliżenia. Jakby wiedzieli, że porozumienie z drugim człowiekiem jest na dłuższą metę po prostu niemożliwe. Taka myśl – w połączeniu z niewątpliwą przyjemnością oglądania – daje niepokojący efekt. „Drive” daje dwuznaczną frajdę roztrząsania najlepszych chwil dawnego, niespełnionego zakochania.
koniec
16 stycznia 2012

Komentarze

21 I 2012   22:41:43

hmm, bardzo ciekawa "burza mózgów". w zasadzie wszystko o czym pomyślałem sam po seansie tego filmu zostało już tutaj wypunktowane, zarówno plusy jak i minusy (mało znaczące imho). odpalam ten film czasami tylko po to, żeby popatrzeć jak gosling na początku gasi lampy i chowa się furą przed psami :)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Trzy cięcia: Adam Mularczyk. Komik o twarzy zbrodniarza
Sebastian Chosiński

12 VI 2021

Trzy. I tylko trzy! Czasami z kilkunastu, często z kilkudziesięciu, niekiedy nawet z kilkuset. Trzy role – nie zawsze najlepsze, ale za to najbardziej charakterystyczne. Role niekiedy zapomniane, lecz na pewno godne ocalenia.

więcej »

Z filmu wyjęte: Kto bogatemu zabroni...
Jarosław Loretz

7 VI 2021

Miarę bogactwa kraju można mierzyć po tym, czego się używa jako zakładek w czytanych książkach. U nas na ogół jest to jakiś śmietek, a w USA…?

więcej »

Nie przegap: Maj 2021
Esensja

31 V 2021

Jeśli szukacie lektury na nadchodzący długi weekend to sprawdźcie, czy coś ciekawego nie ukazało się na naszych łamach w maju.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

100 najlepszych filmów XXI wieku
— Esensja

Najlepsze filmy na prezent
— Esensja

I want to drive you through the night…
— Judyta Żelosko

Porażki i sukcesy A.D. 2011
— Piotr Dobry, Łukasz Gręda, Mateusz Kowalski, Karol Kućmierz, Joanna Pienio, Patrycja Rojek, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

„Szpieg” filmem roku 2011 według Stopklatki i „Esensji”!
— Esensja

Do kina marsz: Styczeń 2012
— Esensja

„Drive” najlepszym filmem III kwartału 2011 w polskich kinach
— Esensja

Jazda
— Łukasz Gręda

Shut up and drive
— Karol Kućmierz

Do kina marsz: Wrzesień 2011
— Esensja

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Styczeń 2017 (1)
— Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz

Kompleks Edypa
— Ewa Drab

I want to drive you through the night…
— Judyta Żelosko

Filmy Nowych Horyzontów 2011 (1/3)
— Ewa Drab, Karol Kućmierz, Urszula Lipińska, Patrycja Rojek, Konrad Wągrowski, Kamil Witek, Zuzanna Witulska

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.