Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 listopada 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CXCI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

Zapowiedzi

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Jak zrobić film, który spodoba się polskim krytykom

Esensja.pl
Esensja.pl
Marzysz o nakręceniu filmu, ale boisz się ryzyka porażki? Przed tobą niepowtarzalna okazja, by dowiedzieć się jak zrobić film, za który na 100% żaden polski krytyk nigdy cię nie zmiesza z błotem. Dowiesz się jak napisać scenariusz i jak przejść przez cały skomplikowany proces realizacji. Dowiesz się także, jak brzmiałyby opinie wszystkich esensyjnych tetryków, gdybyś stworzył dzieło stosując się dokładnie do zawartych w poradniku wskazówek.

Piotr Dobry

Jak zrobić film, który spodoba się polskim krytykom

Marzysz o nakręceniu filmu, ale boisz się ryzyka porażki? Przed tobą niepowtarzalna okazja, by dowiedzieć się jak zrobić film, za który na 100% żaden polski krytyk nigdy cię nie zmiesza z błotem. Dowiesz się jak napisać scenariusz i jak przejść przez cały skomplikowany proces realizacji. Dowiesz się także, jak brzmiałyby opinie wszystkich esensyjnych tetryków, gdybyś stworzył dzieło stosując się dokładnie do zawartych w poradniku wskazówek.
I. SCENARIUSZ
1. Nasamprzód wybierasz gatunek. O science-fiction i horrorze zapomnij od razu. Możesz wybrać komedię (byle nie romantyczną czy młodzieżową), ale wtedy ryzykujesz ośmieszenie jakiejś grupy społecznej, do której mogą należeć krewni krytyka. I klops, bo musisz wiedzieć, że wbrew powszechnej opinii Polacy nie potrafią śmiać się z siebie. Potrafią za to z godną podziwu wirtuozerią rozpaczać, współczuć, użalać się. Ale tylko nad sobą – nic ich tak nie podnosi na duchu jak krzywda bliźniego. Wielkiego wyboru więc nie masz, musisz zdecydować się na dramat.
2. Adaptacje książek, jeśli te nie były wcześniej nagrodzone Noblem, względnie Nike, odpadają. Scenariusz musi być oryginalny.
3. Byle nie zbyt oryginalny – zapamiętaj raz na zawsze, że polscy krytycy nie uznają czegoś takiego jak wielowątkowość. Nie możesz opowiedzieć o kilku rzeczach na raz – wtedy uznają, że nie miałeś do powiedzenia nic. Także musisz jasno i klarownie poruszyć jeden tylko problem, ograniczając jak tylko się da wątki poboczne i jak ognia unikając retrospekcji, nieszablonowych chwytów formalnych. Rzecz nie może być powierzchowna, ale najlepiej by była jak najbardziej prosta, zachowując przy tym głębię.
4. A jak głębia, to wiadomo – skomplikowane relacje międzyludzkie. Największym wzięciem od wielu, wielu sezonów cieszy się temat miłości. Partnerskiej, braterskiej, lesbijskiej, emocjonalnej, fizycznej, metafizycznej – to już mniej istotne. Najważniejsze, by była to miłość nieszczęśliwa, trudna, nieakceptowana. Pod żadnym pozorem nie wolno ci brać na warsztat miłości pięknej, spełnionej. Ta, zdaniem krytyków, nigdy się w realnym życiu nie przytrafia. A oni lubią realnie.
5. Jeśli więc nakręcisz film o tym, że ktoś kogoś z wzajemnością bardzo kocha i się im układa – przegrałeś. Okaże się, że zrobiłeś rzecz trywialną, schematyczną, naiwną, i w dodatku 579-ciu reżyserów dokonało tego przed tobą. Jeśli zaś nakręcisz film o tym, że ktoś kogoś z wzajemnością bardzo kocha i się im nie układa – dowiesz się, że spłodziłeś dzieło wybitne, oryginalne, ponadczasowe, mimo że (tego już się nie dowiesz) 579-ciu reżyserów dokonało tego przed tobą. I podstawowa zasada – happy end nie wchodzi w grę. Na końcu przynajmniej jedno z partnerów musi umrzeć. A najlepiej oboje. A już szczytem marzeń każdego krytyka jest sytuacja, gdy ducha wyzioną wszystkie postacie, łącznie z rodzinami bohaterów, statystami i psem dozorcy.
6. Przykładowo: 50-letnia Maria mieszka w m4 z 60-letnim Witkiem, alkoholikiem/sadystą, od którego nie może uciec ze względu na siedmioro dzieci i chorą na boreliozę matkę. Pod piątką mieszka 20-letni Staszek, karzeł marzyciel i beztroski dziwkarz. Na Marię i Staszka niespodziewanie spada gorące uczucie. Pod jego wpływem oboje przechodzą duchową przemianę (to bardzo ważne) – kobieta odkrywa, że może w tym wieku jeszcze kochać i być kochaną, karzeł dorośleje i przestaje latać po burdelach. Wkrótce umiera matka Marii. Za namową Staszka Maria podejmuje dwuznaczną moralnie (to też bardzo ważne) decyzję. Być mieć fundusze na ucieczkę z siedmioma bachorami – sprzedaje organy zmarłej matki łódzkim lekarzom. Następnie wsypuje mężowi do kawy 15 tabletek na przeczyszczenie i gdy ten siedzi w ubikacji, pakuje się do wyjazdu. Niestety – nie będzie jej to dane – budynkiem wstrząsa potężna eksplozja, w której giną wszyscy. Okazuje się, że bombę podłożył wredny alfons, bo Staszek, gdy jeszcze był dziwkarzem, nie uregulował rachunku.
II. REALIZACJA
1. Dobra, scenariusz już masz, ale to dopiero jakieś 30% sukcesu. Teraz musisz go zrealizować w odpowiednim dla wymagań polskiego krytyka stylu. Pierwsza sprawa – twój imidż. Musisz budzić przynajmniej umiarkowane kontrowersje, pozować na człowieka tajemniczego, zagadkowego. Niezależnego, ale i z budzącymi respekt koneksjami. Także nawet jeśli jesteś nieszkodliwym domatorem o swojskim nazwisku Andrzej Nowak, na wizytówce każ napisać „Andrew von Wojda, reżyser offowy”. W wywiadach rozpowiadaj, że masz skandynawskie korzenie i dopiero co wyszedłeś z kicia, gdzie jako pierwszy człowiek na Ziemi odkryłeś sens istnienia czytając „W pustyni i w puszczy” od tyłu.
2. Budżet. W żadnym wypadku nie może być duży w obrzydliwie hollywoodzkim stylu. W ogóle nie może być duży. Pamiętaj, że robisz kino autorskie, niezależne, offowe. Zadzwoń do wszystkich potencjalnych sponsorów i im nawrzucaj, że choćby nie wiem ile dawali, ani teraz, ani przy następnych projektach nie weźmiesz od nich nawet złotówki. Doskonale. Pieniądze zebrane ze sprzedaży makulatury i butelek w zupełności wystarczą.
3. Porozsyłaj scenariusze do najpopularniejszych polskich aktorów. Gdy zaczną wydzwaniać, oznajmij im ostentacyjnie, że nawet gdyby chcieli grać za darmo, masz ich usługi gdzieś. Dla dobra polskiej kultury stawiasz na naturszczyków – chcesz przecież zapisać się na kartach historii nie tylko jako najwybitniejszy reżyser, ale i odkrywca wielkich talentów. Zorganizuj casting. Z tysiąca przybyłych wybierz kilkanaście najbrzydszych osób. Pamiętaj – od zarania kina żaden przystojny aktor ani żadna ładna aktorka nie zdobyli uznania krytyki. Najwyraźniej Bóg obdarzył talentem wyłącznie tzw. aktorów charakterystycznych. Pogódź się z tym, ale co piękniejszych dziewczyn nie odsyłaj tak od razu z kwitkiem. Zaproponuj, żeby ci towarzyszyły na premierze, oferując w zamian bezpłatny kurs u pana Pujszo. Zgodzą się na pewno.
4. Teraz zacznij kompletować ekipę. Przyjrzyj się jeszcze raz scenariuszowi – na pewno dojdziesz do wniosku, że w imię sprawy wymaga drobnej korekty. Skreśl wszystkie sceny akcji – pościg samochodowy, bójkę, sięganie do kieszeni po zapalniczkę. W te miejsca powprowadzaj jeszcze więcej dialogów oraz zewnętrznych i wewnętrznych monologów. Pomyśl, że końcową eksplozję można równie atrakcyjnie przedstawić filmując kartkę papieru z napisem „a teraz rozpieprzyło blok”. Ludzi od efektów specjalnych masz z głowy. Charakteryzatorów również – twoi brzydcy aktorzy nie potrzebują dodatkowego make-upu. Musisz się jeszcze pozbyć scenografów. To bardzo proste – wypożyczasz od znajomego woźnego kilka kartonów kredy, poczym oznajmiasz, że budynki to ty już sobie sam narysujesz. Koniec końców, zatrudniasz samego operatora. Ostro go strofujesz, że ośmielił się przywlec na plan drogą cyfrówkę. Nic z tego. Triumfalnie wciskasz mu w łapę najtańszy model kamery analogowej VHS i udzielasz dokładnych wskazówek, jak ma kręcić. Łaskawie zgadzasz się na użycie stojaka – sceny statyczne muszą wszak być, zwłaszcza gdy bohaterka prowadzi przez 45 minut monolog wewnętrzny. Sekwencje bardziej dynamiczne – gdy dłubie w nosie i spuszcza wodę w klozecie – nakazujesz nakręcić w konwencji Dogmy.
5. Z gotowym materiałem udajesz się do montażowni. Po obejrzeniu całości stwierdzasz, że nic nie będziesz ciąć, tylko jeszcze musisz zrobić jedną dokrętkę – wydłużyć trzynastominutowe ujęcie wypchanego bażanta – w tak krótkim czasie nie wszyscy mogą się kapnąć, że symbolizuje ono zagrożenie.
III. REAKCJA KRYTYKÓW
Godzinę po przedpremierowym pokazie dzwoni do ciebie przyjaciel z informacją, że na Esensji wszyscy tetrycy powystawiali już oceny. Wchodzisz i nie wierzysz własnym oczom – same 10-tki!
Michał Chaciński: Uwaga, geniusz przy pracy. Nie wierzcie nikomu, kto nie widzi w tym roboty mistrza. Wszyscy myślą (prócz naszych polityków, bo oni nie myślą, ha ha), że to dramat, a to DRAMAT! Bezsprzecznie nie jest to najbardziej intelektualny dramat świata, ale na pewno jeden z najbardziej intelektualnych, więc po co się sprzeczać. A zresztą proszę bardzo, mogę się sprzeczać – bardziej intelektualny jest np. „Matrix Rewolucje”. Przez moment film niebezpiecznie zapędzał się w zarezerwowane dla „Smoochy’ego” rejony najpiękniejszej katastrofy, ale von Wojda zręcznie z tego wybrnął poprzez symbolikę (podpowiedź: bażant symbolizuje zagrożenie).
Anna Draniewicz: Być może ten film spodobał mi się głównie dlatego, że wychwala kulturę europejską! :) Film jest piękną historią miłości 50-letniej kobiety i karła! :) Najbardziej spodobał mi się wątek symbolizującego ohydne Hollywood wypchanego bażanta!!! ;)
Piotr Kozłowski: Wychowałem się na „Wodniku Szuwarku”, ale jakoś mnie ta historia głupiej kurwy i karła jebaki przekonała. Rewelacyjna jest scena, gdzie karzeł mówi „poruchamy się?”. Trochę brakowało mi tu więcej tekstów tej klasy. Ale i tak jest świetnie. No i nie wiem jak zacofanym trzeba być, żeby nie wiedzieć, że ta jaskółka symbolizowała zagrożenie...
Tomasz Kujawski: Nie cierpię bażantów łopoczących skrzydłami w najgorszym możliwym wydaniu. Tu bażant jest wypchany, więc nie łopocze. Nie śmierdzi też skisłymi jagodami jak Gibson, więc nie zamierzam pierdzieć w jego kierunku. Podsumowując – najlepszy film von Wojdy (może dlatego, że pierwszy?).
Wojciech Orliński: Reżyser jest ponoć pół-Skandynawem i jeśli wszystko w Skandynawii jest tak piękne jak jego debiut, to chyba się tam przeprowadzę. Film jest niby dramatem, ale zawiera także tony czarnego humoru – na pokazie prasowym tak rżałem ze śmiechu, że zawstydzony Jacek Szczerba wyszedł z kina. Nie ma tu oczywiście wielkiej głębi, ale jestem zwolennikiem poglądu, że komedie mają śmieszyć, dramaty dramacić, a komediodramaty komediodramacić. Ten komediodramat komediodramaci jak trza, więc jest OK.
Eryk Remiezowicz: Za umysł, serce i ich interakcje, rozegrane nawet świetniej niż w „Rogatym Ranczu”.
Kamila Sławińska: Nie będę udawać, że podchodziłam bez uprzedzeń do filmu, w którym główną gwiazdą był karzeł podobny nieco z twarzy do Ashtona Kutchera. Na szczęście tylko trochę, więc po paru minutach zdołałam się do tego filmu przekonać. Choć szkoda, że karzeł się nie rozebrał (i o czym ja teraz będę gadać z przyjaciółmi?!), to i tak przyznaję von Wojdzie doroczną sławińską nagrodę NWB (Najumiejętniej Wykorzystanego Bażanta).
Kamil M. Śmiałkowski: Nie moja bajka, ale mam misję, by doceniać filmy równie rozkoszne jak „Xena”, nawet jeśli aż tak mnie nie bawią. Pamiętacie jak w „Wojnie domowej” pada pytanie o suchy chleb dla konia? Dziś pewnie by brzmiało „dla bażanta”, a nie jak twierdzi tetryk Kozłowski – jaskółki.
Konrad Wągrowski: Nie mam bażanciego (he, he) pomysłu, co mógłbym napisać o tym filmie, czego jeszcze nikt nie napisał. Tu nie chodzi o to, że ten film jest postmodernistyczny. To jest po prostu świetny film. Może i miłośnicy kina sandałowego nieco się zawiodą – nie ma tu mieczy i gołego torsu Achillesa, a wątły karli torsik z pewnością nie jest w stanie go zastąpić. Ale mimo to podobało mi się.
Nieźle, co? Po takich opiniach już jesteś wniebowzięty, ale czekaj, czekaj, przed tobą ostatni, najważniejszy test. Musisz wyskoczyć do kiosku i kupić nowy numer „Filmu”. Kupiłeś? Przeczytałeś? Oniemiałeś? Nie szczyp się, to nie sen. Żurawiecki naprawdę wystawił sześć czerwonych gwiazdek! Przed tobą wielka kariera, chłopie.
koniec
19 lipca 2004

Komentarze

10 XII 2009   18:52:44

100% prawdy.

20 III 2010   17:32:48

Ja nakręciłem film o życiu ulicznego menela no i wyszedł :)

19 VIII 2019   13:22:03

Kiedyś to mieliśmy fajne teksty...

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Balonowa bujda
Jarosław Loretz

18 XI 2019

Czy balon o średnicy pięciu metrów może przenieść dwie osoby na odległość kilkudziesięciu kilometrów? Ależ oczywiście! Aczkolwiek tylko w indyjskim kinie…

więcej »

Z filmu wyjęte: Patriotyzm lokalny. Z grubsza.
Jarosław Loretz

11 XI 2019

Dziś chwila odpoczynku od kina indyjskiego. Zamiast tego proponuję rzut oka na zaoceaniczne podejście do naszego lokalnego patriotyzmu.

więcej »

Z filmu wyjęte: Śmigłowiec rzecz droga
Jarosław Loretz

4 XI 2019

Co zrobić, gdy w filmie potrzebny jest helikopter, ale ekipa nie za bardzo ma skąd wyskrobać na niego pieniądze…?

więcej »

Polecamy

Darren Aronofsky. Źródło

Do sedna:

Darren Aronofsky. Źródło
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Requiem dla snu
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Pi
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.