Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 lutego 2021
w Esensji w Esensjopedii

Król jest nagi. Rzecz o kinie Davida Finchera

Esensja.pl
Esensja.pl
David Fincher lubi zaskakiwać publiczność. Za to go kochamy, choć to miłość trudna, w której euforia często ustępuje uczuciu gorzkiego zawodu.

Łukasz Gręda

Król jest nagi. Rzecz o kinie Davida Finchera

David Fincher lubi zaskakiwać publiczność. Za to go kochamy, choć to miłość trudna, w której euforia często ustępuje uczuciu gorzkiego zawodu.
Gdy pojawiły się pierwsze pogłoski o realizacji „Social Network”, w Internecie zawrzało. Nieprzebierający w słowach internauci uznali „biografię Facebooka” za pretendenta do najbardziej absurdalnego filmu roku. Zamiast zwyczajnie wyśmiać całe przedsięwzięcie, porównywane z planami adaptacji Monopoly, zaczęto jednak gorączkowo śledzić informacje dobiegające z planu zdjęciowego. Skąd to nagłe zainteresowanie filmem, który miał okazać się artystycznym fiaskiem? Odpowiedzi na to pytanie należy szukać bezpośrednio u źródła. Portal Zuckenberga przeżywał w tym czasie apogeum popularności. Liczba użytkowników rosła w zastraszającym tempie, ale nikt jeszcze nie przeczuwał, w jakim kierunku to wszystko zmierza. Dopiero film Finchera miał to zmienić. „Social Network”, zanim jeszcze wszedł do kina, uświadomił opinii publicznej, że Facebook nie był już „tylko” kolejnym portalem społecznościowym, ale społecznym fenomenem o globalnym zasięgu, którego efektów nie sposób przewidzieć.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Niezależnie od tego, czy film okazałby się artystyczną klapą, czy arcydziełem, sam fakt jego realizacji był więcej niż wymowny. Jaki udział w całym zamieszaniu miał Fincher? Jego angaż na miejsce reżysera był sygnałem, że „Social Network” będzie czymś więcej niż biografią portalu społecznościowego. Z drugiej strony było to połączenie nazbyt egzotyczne, aby ktokolwiek mógł przypuszczać, że okaże się sukcesem. Mimo to „Social Network” zdobył pokaźną liczbę nagród, otarł się o Oscara i ma już zapewnione miejsce w historii kina. Fincherowi zaś udała się sztuka, której nie osiągnął przy okazji „Ciekawego przypadku Benjamina Buttona” – z materiału na pierwszy rzut oka nieprzystającego do swojego stylu stworzył w pełni autorskie dzieło. Publiczność przyjęła jednak z ulgą wiadomość o tym, że następnym filmem reżysera będzie amerykańska adaptacja pierwszej części trylogii „Millennium” Stiega Larssona. „Dziewczyna z tatuażem” to Fincher, do jakiego zdążyliśmy się przyzwyczaić – mroczny i brutalny; otoczony wianuszkiem morderców i różnego rodzaju dewiantów. Czy to jednak Fincher, którego znaliśmy? Wierna mu publiczność w obliczu jego ostatnich wyborów musi się czuć jak Rosemary z filmu Polańskiego, gdy ta przestaje poznawać swojego męża. Możemy udawać, że „Ciekawego przypadku Benjamina Buttona” nigdy nie było, ale nie zmieni to faktu, że dzięki niemu nasze zaufanie do reżysera zostało nadwątlone.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Kim naprawdę jest Fincher – wybitnym reżyserem, czy może genialnym rzemieślnikiem? Jego filmografia rozchodzi się w dwa kierunki: pierwszy prowadzi do arcydzieł, drugi do dzieł imponujących wyłącznie pod względem formalnym. Gdy tworzy dzieła pokroju „Siedem”, mówi się o nim jako o następcy Hitchcocka i Kubricka, ale zaraz potem kręci film, który studzi entuzjazm krytyków i publiczności. Można odnieść wrażenie, że robi to celowo, jakby chciał udowodnić, że wbrew obiegowej opinii można nakręcić dobry film, mając do dyspozycji zły scenariusz. Trzeba przyznać, że jest coraz bliższy osiągnięcia tego ideału, a najlepszym dowodem na to jest „Dziewczyna z tatuażem”.
Billy Wilder – scenarzysta większości filmów, które wyreżyserował – spytany, czy reżyser musi umieć pisać, odpowiedział, że „pisać niekoniecznie, ale czytać już tak”.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Fincher, który nie napisał scenariusza do żadnego ze swoich filmów, realizuje się w tej drugiej sferze aktywności, ale nie należy do najbardziej wnikliwych czytelników. Słowa natychmiast odmienia przez ujęcia, a zdania łączy w sekwencje. Lubuje się przy tym w pokręconych, wielowątkowych opowieściach – im bardziej skomplikowana i zagmatwana fabuła, tym lepiej. Nieustannie poszukuje materiału, który byłby dla niego wyzwaniem, jak „Podziemny krąg” Palahniuka czy „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona” F. Scotta Fitzgeralda. Powieść Larssona była dla niego wymarzonym materiałem. Potężny, przeszło siedmiusetstronicowy tom łączy w sobie wszystkie motywy przewijające się w filmach reżysera: rytualne morderstwa przywodzą na myśl „Siedem” i „Zodiaka”; zbrodniarz owładnięty obsesją karania grzeszników już wcześniej pojawił się u Finchera w „Siedem”; Vanger trawi życie na prywatnym śledztwie, tak jak młody dziennikarz z „Zodiaka”. Na dodatek wszystko to zostało obleczone w sieć zawiłej narracji, jakby Larsson umyślnie zastawił na reżysera „Azylu” pułapkę. Opłaciło się: zwierzę chwyciło przynętę.
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jeśli zna się pierwowzór literacki i szwedzką adaptację, „Dziewczyna z tatuażem” jest „tylko” sprawnie zrealizowanym thrillerem. Z filmu Finchera nie dowiemy, co sprawia, że mężczyźni nienawidzą kobiet. Reżyser zrezygnował ze społecznego tła współczesnej Szwecji, które w powieści odgrywa niebagatelną rolę. Mroczna wizja państwa opiekuńczego nakreślona przez Larssona „zagubiła się w tłumaczeniu”. Widzowi, świadomemu wszystkich niuansów fabuły, pozostaje przyglądać się obrazom przewijającym się przed oczami. Ma to swoje plusy – pozwala skupić się na grze filmowymi środkami, jaką prowadzi Fincher. Jest, co podziwiać, bo historia śledztwa szwedzkiego dziennikarza to dwuipółgodzinny strumień potoczystej narracji o najwyższych walorach wizualnych.
„Dziewczyna z tatuażem” pod wieloma względami przypomina „Zodiaka”.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Oba filmy łączą się przez wzgląd na atmosferę, dobór motywów, ton opowieści. Mimo to jest między nimi dziwny dysonans. Nie ma go za to, gdy „Dziewczynę z tatuażem” zestawi się z diametralnie różnym „Ciekawym przypadkiem Benjamina Buttona”. Skąd to podobieństwo? „Dziewczyna z tatuażem” w odróżnieniu od „Zodiaka” jest konstrukcją, która świeci pustkami – czystą narracją, podobnie jak adaptacja opowiadania Fitzgeralda. Mankamenty fabuły nie czynią jednak filmu złym. Nie w przypadku Finchera. Na czym polega tajemnica jego sukcesu? Christopher Nolan przekonywał w „Prestiżu”, że prawdziwy magik nigdy nie zdradza swoich sekretów. Fincher jednak nie ukrywa niczego przed widzem. Prawda leży przed naszymi oczami, nie każdy jednak będzie w stanie ją dojrzeć.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Do rangi metafory kina Finchera urasta dom, w którym uwięzione są bohaterki „Azylu”. Kamera swobodnie wędruje między piętrami, ukazując to, co na co dzień niewidoczne – cegły, rury, kilometry kabli. Reżyser wywinął budynek na drugą stronę, obnażył jego konstrukcję. Tak samo należy postąpić z jego filmami. To trudne, ponieważ publiczność jest w dużej mierze przyzwyczajona do „czytania” filmów i stara się je zrozumieć poprzez kontekst historii, jaką opowiadają. Tymczasem idea przyświecająca Fincherowi jest nad wyraz prosta: nakręcić film, jak najlepiej się da. „Nakręcić”, nie „opowiedzieć”. Różnica jest diametralna. Palahniuk, Fitzgerald, Larsson są mu potrzebni tylko po to, aby zaspokoić laików głodnych mocnych wrażeń. To pod warstwą fabuły kryje się prawdziwy sens filmu, streszczający się w sposobie kadrowania, oświetleniu, montażu – wszystkim, co ma być niewidoczne dla widza. Filmom Finchera należy przyglądać się z bliska. Dopiero wtedy ujawnią swoją prawdziwą naturę. Kto powiedział, że tylko z daleka widok jest piękny?
Fincher nie jest już tym samym reżyserem, co wcześniej, albo inaczej: jest wciąż taki sam, tylko dopiero teraz pokazał swoją prawdziwą twarz. Po bliższych oględzinach z jego filmów wyłania się wizerunek człowieka, który do perfekcji opanował język ruchomych obrazów, ale nie posiada „głosu”. Pod tym względem przypomina reżyserów z okresu kina niemego, dla których konstrukcja była wszystkim. Był to bowiem jedyny sposób, aby „przemówić” do widza. Co nie mniej istotne, oni również nie mieli żadnego filmowego wykształcenia (Fincher jest samoukiem i gardzi wszelkiego rodzaju szkołami filmowymi). Dzięki temu po latach trudów i wyrzeczeń zdobyli tytuł innowatorów i geniuszy. Finchera już nazywa się geniuszem, ale czy potomni będą dla niego równie życzliwi? To się okaże. Do tego czasu jesteśmy skazani na jego zapasy z formą, a on na nasze wybredne gusta.
koniec
16 maja 2012

Komentarze

16 V 2012   18:26:25

Kwestia warsztatowego wyrafinowania "Dziewczyny" prosi się o rozwinięcie. Niewykluczone, że trzeba mnie kopać wyjątkowo ciężkim butem, żebym coś zauważył, ale z całego filmu utkwiła mi pod tym względem w pamięci tylko prezentacja mieszkańców wyspy. A tych brawurowych jazd kamery, które pamiętam z "Azylu" (słabego) i "Fight Clubu" (świetnego) było mi brak.

Już "Benjamin Button" był wizualnie ciekawszy, choć późny Jeunet jest jednak lepszy w roli późnego Jeuneta niż Fincher.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Jsem mořská hvězdice
Jarosław Loretz

22 II 2021

Czy rozgwiazda może być zabójcza? Oczywiście, jeśli tylko jest wielka i na końcu każdego ramienia ma uzębioną paszczę.

więcej »

Z filmu wyjęte: Dwunogi rekin
Jarosław Loretz

15 II 2021

Gdy po pomoście skrada się na paluszkach dwunogi rekin…

więcej »

Z filmu wyjęte: Siła nostalgii
Jarosław Loretz

8 II 2021

Niekiedy warto zerknąć na jakiś starszy polski film – i to wcale nie taki mający na karku pół wieku – żeby zobaczyć, w jak zawrotnym tempie pędzi czas.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

100 najlepszych filmów XXI wieku
— Esensja

30 najlepszych filmów 2012 roku
— Esensja

Najlepsze filmy na prezent
— Esensja

Najlepsze filmy I kwartału 2012 r.
— Esensja

Z patelni w ogień
— Mateusz Kowalski

Do kina marsz: Styczeń 2012
— Esensja

10 filmów o trudnej miłości
— Ewa Drab, Kamil Witek

Filmowy rok 2010: Porażki i sukcesy 2010
— Piotr Dobry, Ewa Drab, Karol Kućmierz, Konrad Wągrowski, Kamil Witek, Artur Zaborski

Filmowy rok 2010: Social Network, czyli trzymanie widza w napięciu samym tekstem
— Piotr Dobry, Karol Kućmierz, Patrycja Rojek, Konrad Wągrowski

„The Social Network” najlepszym filmem roku według Stopklatki i Esensji
— Esensja

Tegoż twórcy

Transatlantyk 2015: Dzień 4
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Kwiecień 2015 (1)
— Piotr Dobry, Alicja Kuciel, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Gorzkie gody
— Jarosław Robak

Tegoż autora

Pozamiatane
— Łukasz Gręda

Ręce opadły
— Łukasz Gręda

Lost
— Łukasz Gręda

Dni jak ścięte wąsy
— Łukasz Gręda

Strzelają się
— Łukasz Gręda

Gumowe kule
— Łukasz Gręda

W ciemność
— Łukasz Gręda

Zaczęło się
— Łukasz Gręda

Słowiańska pełnia
— Łukasz Gręda

Pod wulkanem, czyli potworne kino Wesa Andersona
— Łukasz Gręda

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.