Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 11 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Rupert Julian, Lon Chaney, Ernst Laemmle, Edward Sedgwick
‹Upiór w operze›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułUpiór w operze
Tytuł oryginalnyThe Phantom of the Opera
Data premiery15 listopada 1925
ReżyseriaRupert Julian, Lon Chaney, Ernst Laemmle, Edward Sedgwick
ZdjęciaMilton Bridenbecker, Virgil Miller, Charles Van Enger
Scenariusz
ObsadaLon Chaney, Mary Philbin, Norman Kerry, Arthur Edmund Carewe, Gibson Gowland, John St. Polis, Snitz Edwards, Mary Fabian, Virginia Pearson
MuzykaJoseph Carl Breil, Roy Budd, Carl Davis, Gustav Hinrichs, Gabriel Thibaudeau
Rok produkcji1925
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania93 min
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Klasyka z klasą: Niemy musical

Esensja.pl
Esensja.pl
Lata ’20 i kino grozy – te hasła wywołują skojarzenia przede wszystkim z niemieckim ekspresjonizmem, szalonym doktorem i pewnym hrabią zamieszkującym zamek w Karpatach. Tymczasem, na innym kontynencie, amerykański aktor Lon Chaney z powodzeniem kreował upiory masowej wyobraźni.

Zuzanna Witulska

Klasyka z klasą: Niemy musical

Lata ’20 i kino grozy – te hasła wywołują skojarzenia przede wszystkim z niemieckim ekspresjonizmem, szalonym doktorem i pewnym hrabią zamieszkującym zamek w Karpatach. Tymczasem, na innym kontynencie, amerykański aktor Lon Chaney z powodzeniem kreował upiory masowej wyobraźni.

W naszym cyklu co dwa tygodnie prezentujemy wybrane tytuły należące do klasyki kina. Niekoniecznie bardzo znane, niekoniecznie obsypane nagrodami, ale z pewnością nadal warte uwagi.

Rupert Julian, Lon Chaney, Ernst Laemmle, Edward Sedgwick
‹Upiór w operze›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułUpiór w operze
Tytuł oryginalnyThe Phantom of the Opera
Data premiery15 listopada 1925
ReżyseriaRupert Julian, Lon Chaney, Ernst Laemmle, Edward Sedgwick
ZdjęciaMilton Bridenbecker, Virgil Miller, Charles Van Enger
Scenariusz
ObsadaLon Chaney, Mary Philbin, Norman Kerry, Arthur Edmund Carewe, Gibson Gowland, John St. Polis, Snitz Edwards, Mary Fabian, Virginia Pearson
MuzykaJoseph Carl Breil, Roy Budd, Carl Davis, Gustav Hinrichs, Gabriel Thibaudeau
Rok produkcji1925
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania93 min
Gatunekgroza / horror
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Przełomem w karierze Chaneya był rok 1923 i rola Dzwonnika z Notre Dame. Dwa lata później przyszedł czas na okrutnego strażnika-ciemiężyciela Paryskiej Opery. Jak wieść niesie, zdeformowana twarz Upiora kilkadziesiąt lat temu powodowała masową histerię wśród widzów, ze sporadycznymi omdleniami włącznie. Choć dziś trudno o tak porażający efekt, to kunszt charakteryzacji Chaneya wzbudza nie lada podziw. Zapisał się w historii kina nie tylko jako aktor, ale przede wszyskim mistrz charakteryzacji, pomysłowy twórca makabrycznych masek, inspirujący ludzi kina w dążeniu do urzeczywistniania kolejnych monstrów rodem z powieści gotyckiej czy sennego koszmatu.
Kasowy sukces Upiora w operze pchnął Universal Pictures do wyprodukowania następnych horrorów – Draculi i Frankensteina, które w 1931 roku szturmem podbiły serca publiczności. Upiór… także okazał się hitem, jednakże w jego przypadku nie obyło się bez perturbacji. Pierwsze dwie wersje filmu nie spotkały się z dobrym przyjęciem. Dopiero kobieca ręka Lois Weber, której zawdzięczamy kształt finalnej wersji, przyniosła pozytywne, acz nie przesadnie wylewne opinie krytyków oraz kasowy sukces.
„Mekka miłośników muzyki, Opera Paryska, została zbudowana nad średniowiecznymi salami tortur i od dawna zapomnianymi lochami” – te słowa, rozpoczynające film Ruperta Juliana, zapowiadają straszne wydarzenia, które lada chwila mają mieć miejsce. Historia Upiora szaleńczo zakochanego w śpiewaczce operowej, zaczerpnięta z powieści Gastona Leroux, doczekała się wielu (nie zawsze udanych) adaptacji i powszechnie zakorzeniła się w masowej wyobraźni. Dlatego by nie zanudzać szczegółami porwania i słynnego spadającego żyrandolu, dość wspomnieć, że w filmie Juliana Upiór jaki jest, każdy widzi – przynajmniej z perspektywy głównej bohaterki. Nie dość, że przerażający swą aparycją, to jeszcze przesiąknięty nienawiścią do szpiku kości. Śpiewaczka, w przeciwieństwie do swoich niektórych następczyń, nie doświadczy wątpliwości, w jej sercu nie zagości ni cień żalu nad losem oszpeconego Erika. Od chwili spotkania ze swym tajemniczym protektorem twarzą w twarz pragnie tylko jednego – znaleźć się jak najdalej od niego, najlepiej w ramionach hrabiego Raoula de Chagny. Oglądamy Upiora oczami Christiny i trudniej dostrzec, bądź co bądź, tragiczny charakter tej postaci. Dopiero po zastanowieniu i złapaniu pewnego dystansu, słowa Erika o pragnieniu szczęścia, które należy się wszystkim ludziom tylko nie jemu, uderzają z pewną mocą. Pijany nienawiścią tłum, tratujący Upiora w finałowej scenie (co ciekawe, pierwotne zakończenie nie było aż tak drastyczne, jednak dla potrzeb widzów zdecydowano się na coś „mocniejszego”) mniej przypomina społeczną sprawiedliwość, a bardziej zwykłe barbarzyństwo.
Perypetie fabularne niczym współczesnego widza nie zaskoczą. I nie o zaskakiwanie tu chodzi. Wielbiciele niemego kina wraz z Erikiem mogą udać się na filmową wycieczkę w przeszłość. O jej udanym charakterze, oprócz nieocenionego Lona Chaneya, przesądzi niespotykany w dzisiejszym kinie klimat, osiągany tak grą światła jak i scenagrofią. Widać, że twórcy przystępując do realizacji Upiora… mieli za sobą lekturę filmów kolegów z Niemiec. Początkowo tajemniczy morderca z Opery ujawnia się tylko jako przemykający po ścianach cień. Nastrój grozy doprawia pieczołowicie zbudowany labirynt podziemnych schodów i korytarzy, swego rodzaju uniwersum Upiora, pełny wymyślnych pułapek, dźwigni i zapadni. Nie zabraknie w nim nawet czarnego jeziora, przez które przeprawić się można małą gondolą. Wszystko to zatopione we wszechobecnej ciemności, przerywanej jedynie blaskiem trzymanej w dłoni lampy. Każdy, kto zejdzie w pojedynkę w te podziemia, jest zgubiony. Dopiero uzbrojony w pochodnie i pałki pokaźny tłum zdoła wypędzić Upiora z jego kryjówki.
W filmie ciekawą rolę odgrywa muzyka. Gdyby nie to, że powstał jeszcze w okresie kina niemego, nazwalibyśmy go zapewne musicalem. Tym niemniej nie ma wątpliwości, że pomimo technicznych ograniczeń muzyka – w obrębie świata przedstawionego, której nie słyszymy a możemy się jej jedynie domyślać – jest nieosobowym bohaterem filmu. Akcja dzieję się w operze a część perypetii dotyczy zdolności wokalnych Christiny i Erika. W jaki sposób przybliżyć widzowi ten integralny składnik filmowej rzeczywistości? Pozostaje słowo. I tak, dzięki planszom tekstowym dowiadujemy się między innymi, że głos Erika przypominał „wołanie anioła”, a podczas jednego z przedstawień „muzyka wypełniała sale i korytarze i dotarła nawet do biura dyrekcji”. Choć dźwięku nie ma, to jednocześnie jest. Tak poprzez słowo jak i chorobliwą fascynację Upiora głosem pięknej Christiny.
Czy Upiór w operze po ponad 85 latach się postarzał? Z pewnością. Ja jednak, a przypuszczam, że nie będę w tym odosobniona, nie poczytuję tego za wadę. Po niesmaku, jaki pozostawił film Schumachera z 2005 roku, dobrze udać się w przeszłość z pytaniem, gdzie narodziła się filmowa legenda Upiora z Paryskiej Opery. Odpowiedź jest prosta – w twarzy Lona Chaneya.
koniec
18 sierpnia 2012

Komentarze

18 VIII 2012   19:17:54

Istnieje amerykańskie wydanie "Upiora w Operze" na VHS z podładem muzycznym Ricka Wakemana. Sama ścieżka dźwiękowa jest kapitalna i nadaje filmowi pewien powiew świeżości, jednak pełną wersję obrazu z tą muzyką niezwykle trudno zdobyć.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Władek, dorzuć jakiś futurystyczny gadżet!
Jarosław Loretz

8 VIII 2022

Twórcy filmów pornograficznych też od czasu do czasu próbują nakręcić coś z gatunku science fiction, ale mają o tyle trudniej, że w ich przypadku słowo „budżet” jest Złotym Graalem zza siedmiu mórz. Innymi słowy – nikt w branży już nie pamięta, co to za zwierzę.

więcej »

Z filmu wyjęte: Nie masz na charakteryzatora? Spokojnie, jest jeszcze kiełbasa od cioci Bożenki
Jarosław Loretz

1 VIII 2022

Tak to już jest, że przy braku funduszy trzeba łatać filmową produkcję czym się da. Niekiedy jednak to „czym się da” zaczyna zakrawać na absurd…

więcej »

Nie przegap: Lipiec 2022
Esensja

31 VII 2022

Oto co zrecenzowaliśmy w pierwszej połowie wakacji.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Co nam w kinie gra: Babcia Gandzia
— Sebastian Chosiński, Gabriel Krawczyk, Zuzanna Witulska

Co nam w kinie gra: Dziś jestem blondynką
— Sebastian Chosiński, Zuzanna Witulska

Co nam w kinie gra: Złodzieje rowerów
— Zuzanna Witulska

Co nam w kinie gra: Vincent chce nad morze
— Sebastian Chosiński, Zuzanna Witulska

Transatlantyk 2013: Dzień 7
— Sebastian Chosiński, Gabriel Krawczyk, Zuzanna Witulska

Transatlantyk 2013: Dzień 6
— Sebastian Chosiński, Gabriel Krawczyk, Zuzanna Witulska

Transatlantyk 2013: Dzień 5
— Sebastian Chosiński, Gabriel Krawczyk, Zuzanna Witulska

Transatlantyk 2013: Dzień 4
— Sebastian Chosiński, Gabriel Krawczyk, Zuzanna Witulska

Transatlantyk 2013: Dzień 3
— Sebastian Chosiński, Gabriel Krawczyk, Zuzanna Witulska

Transatlantyk 2013: Dzień 1 i 2
— Sebastian Chosiński, Gabriel Krawczyk, Zuzanna Witulska

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.