Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 5 kwietnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Je-kyu Kang
‹Moja droga›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMoja droga
Tytuł oryginalnyMa-i we-i
ReżyseriaJe-kyu Kang
ZdjęciaMo-gae Lee
Scenariusz
ObsadaDong-gun Jang, Jô Odagiri, Bingbing Fan, In-kwon Kim, Seung-hyeon Han, Jin-seok Yang, Ji-han Do, Hee-won Kim, Yeon-hee Lee
MuzykaDong-jun Lee
Rok produkcji2011
Kraj produkcjiKorea Południowa
Czas trwania137 min
Gatunekakcja, dramat, historyczny, wojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Orient Express: Gdybym mówił językami, a nienawiści bym nie miał…

Esensja.pl
Esensja.pl
Historia przedstawiona w „Mojej drodze” koreańskiego reżysera Kang Je-gyua brzmi na pierwszy rzut oka nieprawdopodobnie. Jak to możliwe? Koreańczyk w mundurze Wehrmachtu wzięty do niewoli przez aliantów podczas inwazji w Normandii? A jednak, jeśli wierzyć twórcom filmu, został on oparty na prawdziwych wydarzeniach. Choć ze zwycięstwem głównego bohatera w biegu maratońskim Igrzysk Olimpijskich w Londynie w 1948 roku wyraźnie przesadzili…

Sebastian Chosiński

Orient Express: Gdybym mówił językami, a nienawiści bym nie miał…

Historia przedstawiona w „Mojej drodze” koreańskiego reżysera Kang Je-gyua brzmi na pierwszy rzut oka nieprawdopodobnie. Jak to możliwe? Koreańczyk w mundurze Wehrmachtu wzięty do niewoli przez aliantów podczas inwazji w Normandii? A jednak, jeśli wierzyć twórcom filmu, został on oparty na prawdziwych wydarzeniach. Choć ze zwycięstwem głównego bohatera w biegu maratońskim Igrzysk Olimpijskich w Londynie w 1948 roku wyraźnie przesadzili…

Je-kyu Kang
‹Moja droga›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMoja droga
Tytuł oryginalnyMa-i we-i
ReżyseriaJe-kyu Kang
ZdjęciaMo-gae Lee
Scenariusz
ObsadaDong-gun Jang, Jô Odagiri, Bingbing Fan, In-kwon Kim, Seung-hyeon Han, Jin-seok Yang, Ji-han Do, Hee-won Kim, Yeon-hee Lee
MuzykaDong-jun Lee
Rok produkcji2011
Kraj produkcjiKorea Południowa
Czas trwania137 min
Gatunekakcja, dramat, historyczny, wojenny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Nieczęsto się zdarza, aby obraz opowiadający o drugiej wojnie światowej, wyprodukowany przez którąś z cenionych i najczęściej honorowanych na festiwalach kinematografii azjatyckich – czytaj: chińską, japońską bądź koreańską – dotyczył spraw europejskich. Przeważnie opowiadają one o działaniach zbrojnych na Dalekim Wschodzie, w rejonie Australii i Oceanii, względnie na Pacyfiku. Pod tym względem „Moja droga” (względnie, w bardziej symbolicznym znaczeniu, „Mój los”) Kang Je-gyua jest zaskakującym wyjątkiem, albowiem ów ceniony koreański reżyser opowiedział historię swego rodaka, który pomiędzy 1939 a 1944 rokiem brał udział w wojnie, nosząc na sobie mundur aż trzech różnych armii – chronologicznie: japońskiej, radzieckiej oraz niemieckiej – a jego szlak bojowy wiódł od rzeki Chałchyn-goł, poprzez Kraj Rad, aż po plaże Normandii. Na dodatek, jak przekonywał Kang, historię tę, której był również współscenarzystą, oparł na autentycznych wydarzeniach (choć na pewno nie wszystko było zgodne z prawdą w stu procentach, o czym będzie jeszcze okazja wspomnieć). Twórca „Mojej drogi”, urodzony przed półwieczem w Anyang niedaleko Seulu, jest autorem kilkunastu zrealizowanych scenariuszy oraz czterech filmów, pod którymi podpisał się jako reżyser. W tej roli zadebiutował w 1996 roku dziełem z okolic fantasy „Eunhaengnamoo chimdae”; trzy lata później nakręcił głośny dramat kryminalny „Shiri”, by po kolejnych pięciu stworzyć obsypane nagrodami „Braterstwo broni” – dramat opowiadający o wojnie domowej na Półwyspie Koreańskim.
Pracę nad „Moją drogą”, której budżet wyniósł ostatecznie trzydzieści miliardów wonów południowokoreańskich (co jest odpowiednikiem około dwudziestu czterech milionów dolarów), Kang rozpoczął w 2007; okres zdjęciowy trwał natomiast od października 2010 do czerwca 2011 roku. Ekipa filmowa „zwiedziła” w tym czasie niemal całą Koreę Południową oraz pojawiła się na… Łotwie. W ojczyźnie reżysera obraz po raz pierwszy pokazany został w grudniu 2011, w Japonii, o której dziejach także przecież opowiada – miesiąc później; na początku lutego bieżącego roku mieli natomiast okazję obejrzeć go widzowie Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie. Historię głównego bohatera, którym jest pochodzący z Seulu biegacz Kim Jun-shik, poznajemy w formie retrospekcji. Po raz pierwszy dowiadujemy się o nim, gdy na ulicach Londynu dobiega właśnie końca maraton olimpijski; spiker komentujący to wydarzenie w pewnym momencie ze zdziwieniem stwierdza, że powoli, ale konsekwentnie na czoło stawki wysuwa się długodystansowiec z nader egzotycznego kraju. Chwilę później akcja cofa się o dwadzieścia lat; zostajemy przeniesieni do Seulu, gdzie wraz z ojcem i młodszą siostrą Eun-su mieszka mniej więcej dziesięcioletni, a może troszkę młodszy, Jun-shik. Korea w tym czasie znajduje się pod panowaniem Kraju Kwitnącej Wiśni; ojciec młodego Kima pracuje w posiadłości należącej do japońskiego wojskowego Hasegawy. Pewnego dnia przybywa z Tokio do dziadka wraz z rodzicami, będący rówieśnikiem Jun-shika, Tatsuo. Chłopców łączy wspólna pasja – bieganie; różni jednak pochodzenie etniczne i społeczne, dzieli ich także, choć jeszcze sobie tego nie uświadamiają, polityka – wszak Hasegawa należy do kasty zwycięzców, a Kim – pokonanych. Trudno się więc dziwić, że od pierwszego spotkania zaczynają ze sobą rywalizować.
Szybko okazuje się, że nie może być między nimi mowy o jakimkolwiek porozumieniu. Gdy sześć lat później rodzina Tatsuo uroczyście świętuje zwycięstwo chłopca w krajowym maratonie, dochodzi do zakończonego tragedią wydarzenia – dostarczony młodemu Hasegawie przez posłańca prezent okazuje się bombą. Nie chcąc dopuścić do śmierci wnuka, jego dziadek rzuca ładunek na ziemię i przykrywa własnym ciałem. Nie ma wątpliwości, że za zamachem stoi koreański ruch oporu; Tatsuo oskarża o śmierć ukochanego dziadka ojca Jun-shika, który zostaje pobity do nieprzytomności i wraz z dziećmi wypędzony z posiadłości Hasegawów. W tym czasie na ulicach Seulu trwa wielka fiesta – do Korei dotarła bowiem wiadomość, że olimpijski bieg maratoński w dalekim Berlinie wygrał rodak Sohn Kee-chung (to akurat stuprocentowa prawda); radości nie psuje nawet fakt, że biegł on w barwach Japonii jako Son Kitei. W tym właśnie momencie Jun-shik postanawia dorównać w przyszłości wielkiemu lekkoatlecie – zdobyć nie tylko sławę dla siebie, ale przede wszystkim przynieść rozgłos uciskanej ojczyźnie. Mijają kolejne dwa lata – Kim utrzymuje rodzinę, pracując jako rikszarz. Codziennie, biegając, przemierza ulice Seulu; by zyskać krzepę, obciąża stopy woreczkami z piaskiem. Nie może mieć jednak wielkich nadziei na start w maratonie podczas zbliżających się Igrzysk Olimpijskich w Tokio1). Japońskie Stowarzyszenie Lekkoatletyczne zadbało bowiem o to, aby z kwalifikacji wykluczyć sportowców koreańskich. Na szczęście ujmuje się za nimi Sohn Kee-chung, któremu Japończycy nie mogą przecież odmówić. W efekcie Jun-shik dostaje swoją szansę i startuje w biegu kwalifikacyjnym, w którym jego rywalem jest między innymi Tatsuo Hasegawa.
Kim wygrywa bieg, w ostatniej chwili wyprzedzając swego najgroźniejszego rywala. Sędziowie, którym obce jest zachowanie fair play, ogłaszają jednak dyskwalifikację Jun-shika, co prowadzi do zamieszek. Zbuntowani Koreańczycy, w tym Kim i jego najbliższy przyjaciel Lee Jong-dae, zostają doprowadzeni przed oblicze sądu, który skazuje ich na karne wcielenie do Cesarskiej Armii Wielkiej Japonii. Kilka miesięcy później trafiają – jako żołnierze Armii Kwantuńskiej – na pogranicze Mandżukuo i Mongolii, by stanąć naprzeciw wojsk radzieckich dowodzonych przez Gieorgija Żukowa. Dane jest młodemu Koreańczykowi walczyć za nieswoje idee w krwawej bitwie nad rzeką Chałchyn-goł, co okazuje się być zaledwie pierwszym kręgiem Piekła; z biegiem czasu Jun-shikowi dane będzie zstąpić do kolejnych. Jako jeniec wojenny, choć bez rzeczywistych praw przysługujących jeńcom, poznaje na własnej skórze okrucieństwo totalitaryzmu sowieckiego, ba! staje się nawet na jakiś czas sołdatem Armii Czerwonej. A i to jeszcze nie koniec wojennych perypetii Kima – ostatecznie ląduje on bowiem, w mundurze Wehrmachtu, jako żołnierz jednego z licznych Batalionów Wschodnich, na plaży francuskiej Normandii. I to niemal w przededniu D-Day. I choć w całym filmie na plan pierwszy wysuwa się przede wszystkim postać Jun-shika, prawie przez cały czas towarzyszy mu, jak złowrogi cień, Tatsuo Hasegawa – najpierw konkuruje z nim w biegach, później zostaje dowódcą oddziału walczącego nad Chałchyn-goł, by ostatecznie, wraz z Kimem, trafić do sowieckiej niewoli jako więzień łagru usytuowanego gdzieś w górach Uralu.
Reżyser „Mojej drogi” bardzo udanie konfrontuje ze sobą te dwie postaci – wywodzącego się z nizin społecznych, zmuszonego od lat młodzieńczych do wzięcia na swoje barki odpowiedzialności za utrzymanie rodziny Jun-shika, oraz mającego arystokratyczne korzenie, wychowywanego w przekonaniu o wielkości własnego narodu, fanatycznego Hasegawę. Oczywiście, nie obywa się przy okazji bez pewnych uproszczeń. Można się bowiem zastanawiać, czy dzielony wspólnie tragiczny los jest rzeczywiście wystarczającym imperatywem pozwalającym doprowadzić do zasypania toporów pomiędzy śmiertelnymi wrogami. To bardziej kwestia wiary (nie tej religijnej) niż zdroworozsądkowej oceny. Za to w porównaniu z przeważającą większością produkcji zachodnioeuropejskich czy amerykańskich, których autorzy podejmują tematykę łagrową – vide „Wichry Kołymy” (2009) Marleen Gorris, „Niepokonani” (2010) Petera Weira – obraz Kanga zaskakuje rzetelnością i dbałością o szczegóły, więcej nawet – w niczym nie ustępuje dziełom rosyjskim. Ani gdy pokazuje codzienność obozową (z wątkiem prania mózgów, jakiemu poddawani są jeńcy azjatyccy), ani w sekwencjach poświęconych rozpaczliwej obronie Moskwy przed nadciągającymi z zachodu wojskami hitlerowskimi (kiedy to komuniści „motywowali” swoich żołnierzy, posyłając do boju tak zwane „zagradotriady” NKWD, mające rozkaz strzelać w plecy każdego, kto cofa się przed wrogiem).
W „Mojej drodze” nie ma miejsca na tani sentymentalizm, choć nie brakuje scen, które ewidentnie wzruszają; mimo to koreański reżyser potrafi również sięgnąć do trzewi i wypruć flaki – dosłownie (na ekranie) i w przenośni (w wyobraźni widza). Kang nie stroni bowiem od brutalności i okrucieństwa, bywa boleśnie naturalistyczny – nie po to jednak, aby szokować dla zwykłego efektu przerażenia; wszystko to służy donioślejszemu celowi – ukazując bestialstwo i szaleństwo wojny, chce wywołać wstrząs, uczulić, przestrzec. Kilka fragmentów długo nie pozwala o sobie zapomnieć: chociażby scena ataku czołgów sowieckich nad Chałchyn-goł, obrona Moskwy przed nazistami, w końcu – próba odparcia desantu aliantów w Normandii szóstego czerwca 1944 roku. Każda prezentuje zupełnie inny rodzaj kinowej batalistyki i każda sfilmowana została perfekcyjnie pod względem technicznym. Takiego rzemiosła nie powstydziliby się ani Steven Spielberg, ani Ridley Scott, którzy – co do tego nie można chyba mieć wątpliwości – byli najważniejszymi nauczycielami Koreańczyka. Fabularnie też jest więcej niż przyzwoicie. Nawet jeśli wydaje nam się, że od początku znamy finał całej historii (to w każdym razie sugeruje wstęp), okazuje się, że wcale tak być nie musi, ponieważ w zakończeniu czeka widzów zaskakujący zwrot akcji.
W postać niezłomnego Kim Jun-shika wcielił się czterdziestoletni dzisiaj Jang Dong-gun, Koreańczyk rodem z Seulu, który oprócz aktorstwa, zajmuje się również śpiewaniem (ma na koncie także kilka płyt). W Polsce może być znany z dramatu science fiction „Utracona pamięć” (2002) Lee Si-myunga, wojennego „Braterstwa broni” (2004) Kanga oraz fantastyczno-historycznej „Przysięgi” (2005) Chińczyka Kaige Chena. Lada dzień natomiast kinową premierę będzie miała uwspółcześniona azjatycka (koprodukowana przez Koreę Południową, Chiny i Singapur) wersja klasycznej europejskiej powieści osiemnastowiecznej Pierre’a Choderlosa de Laclos „Niebezpieczne związki”, pod którą jako reżyser podpisał się rodak Janga Hur Jin-ho. W konkurującego na różnych płaszczyznach z Jun-shikiem Tatsuo Hasegawę zagrał Japończyk Jô Odagiri, urodzony w 1976 roku w Tsuyamie na południu wyspy Honsiu. Na swoim koncie ma on między innymi epizod w przygodowo-sensacyjnej, opartej na mandze Yû Koyamy, „Azumi” (2003) Ryûhei Kitamury; główne role zagrał zaś w dramacie fantasy „Shinobi” (2006) Tena Shimoyamy oraz melodramacie z elementami science fiction „Dmuchana lala” (2009) Hirokazu Koreedy. Przyjaciel Jun-shika, Lee Jong-dae, obdarzony został twarzą – pochodzącego z Pusanu, największego portu Korei Południowej – Kim In-kwona (rocznik 1978), który choć w Europie jest postacią niezbyt znaną, w ojczyźnie cenią go za wiele ról w filmach kinowych i serialach telewizyjnych. Bezsprzecznie wielką gwiazdą w kraju swego urodzenia jest za to Chinka Bingbing Fan („Zagubieni w Pekinie”) – aktorka, piosenkarka i modelka, która wcieliła się w postać pięknej, ale i śmiertelnie niebezpiecznej snajperki Shirai. Stworzenie ścieżki dźwiękowej reżyser powierzył swemu stałemu współpracownikowi Lee Dong-junowi, natomiast za kamerą w roli operatora postawił Lee Mong-gae, który, jak dotychczas, największy rozgłos zyskał dzięki pracy dla Kim Jee-woona (horror „Opowieść o dwóch siostrach”, 2005; komedia przygodowo-sensacyjna „Dobry, zły i zakręcony”, 2008; thriller „Ujrzałem diabła”, 2010).
koniec
9 listopada 2012
1) Zgodnie z decyzją Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego letnie igrzyska 1940 roku miały odbyć się w Tokio. W połowie lipca 1938 roku Japonia jednak, z uwagi na swoje zaangażowanie w konflikty zbrojne na kontynencie azjatyckim, oficjalnie zrezygnowała z ich organizacji. Wówczas MKOl zdecydował o przeniesieniu imprezy do Helsinek. Tam też się nie odbyły z powodu wybuchu drugiej wojny światowej. Co się odwlekło, jednak nie uciekło – Helsinki były gospodarzem olimpiady w 1952 roku, natomiast Tokio – dwanaście lat później.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nie przegap: Marzec 2020
Esensja

31 III 2020

Tradycyjny miesięczny przegląd naszych recenzji, odcinek kolejny.

więcej »

Z filmu wyjęte: Opłakane skutki nieuwagi w trakcie kąpieli
Jarosław Loretz

30 III 2020

Przyjemnie ciepła woda, odprężenie, niekiedy niebezpiecznie balansujące na krawędzi senności. Kto by w tym momencie sprawdzał, czym został zakorkowany odpływ…

więcej »

Z filmu wyjęte: Trudny taniec na trudne czasy
Jarosław Loretz

23 III 2020

Ponieważ ostatnio zaczęły się wyczerpywać sposoby na kreatywne tracenie czasu, nadeszła pora rozejrzeć się po propozycjach serwowanych przez filmowych twórców. Na przykład taki breakdance…

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.