Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 października 2021
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

30 najlepszych filmów fantasy wszech czasów

Esensja.pl
Esensja.pl
« 1 2 3 »

Esensja

30 najlepszych filmów fantasy wszech czasów

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
20. Conan Barbarzyńca
(Conan the Barbarian, 1982, reż. John Milius)
„Willow” zamknął złotą dla fantasy dekadę lat 80. i podsumował podejście do gatunku kładące nacisk bardziej na sorcery niż sword oraz na przygodę przeżywaną przez nietypowych bohaterów. Tymczasem to o kilka lat wcześniejszy „Conan Barbarzyńca” otworzył dla fantasy drzwi do popularności, skupiając się na odmianie zwanej „heroic”, gdzie miecze i muskuły są ważniejsze niż magia, a bohaterami mogą być wyłącznie potężni osiłkowie, albo zmaskulinizowane kobiety. Co też nie było wielkim odkryciem, bo Robert E. Howard, twórca postaci Cymmeryjczyka tworzył jeszcze przed J. R. R. Tolkienem, ale do do tej pory kino brało się raczej za baśniową odmianę fantasy, za przygody mitologicznych herosów czy bohaterów z klasycznych anglosaskich podań. Film Stone’a, De Laurentisa i Miliusa zignorował ten trend i zapoczątkował modę na fantasy nowego typu – ale stał się też katalizatorem gatunku w ogóle. To na fali popularności „Conana” wypłynęły takie kurioza jak „The Beastmaster”, „Barbarian Queen” czy włoskie „Ator l’invincible”, jak i klasyki pokroju „Nieśmiertelnego”, „Legendy” czy „Willow”, nie mówiąc o mniej lub bardziej oficjalnych (i raczej kiepskich) sequelach „Barbarzyńcy” – „Conanie Niszczycielu” i „Czerwonej Sonji”. Wypłynął też Schwarzenegger, który – mimo dobrze przyjętych występów w „Stay Hungry” i „Pumping Iron” – dopiero rolą Cymmeryjczyka otworzył sobie drzwi do kariery i szerokiej rozpoznawalności. I choć przyszły gubernator gra tutaj z wdziękiem austriackiego dębu, na ekranie – tak jak i w literackim pierwowzorze, do którego scenariusz sięga dość swobodnie – liczy się fizyczność bohatera, tak ważna w zakochanych w fitnessie latach 80. Na doznaniach zmysłów opiera się zresztą cały urok tego filmu: muskuły tętniące pod naoliwioną skórą w trakcie walk i uprawiania miłości, miecze kruszące z głośnym łoskotem czaszki wrogów, potężni, odziani w skóry, długowłosi wojownicy i cały ciąg walk, tortur, ucieczek oraz krwawych pojedynków… Choć na papierze wygląda to jak ogłupiająca jatka, to John Milius potrafił ten bardzo ograniczony materiał przedstawić wynieść do rangi audiowizualnego smakołyku, w czym wydatnie pomogła mu staranna scenografia, ładne plenery i znakomicie dopasowana do klimatu i przebiegu akcji muzyka Basila Poledourisa, będąca jedną z najlepszych klasycznych, orkiestrowych ścieżek dźwiękowych w historii kina. Oczywiście można doszukiwać się w „Conanie” pochwały faszyzmu, machismo czy innego fetyszyzmu, ale przecież wiadomo, że nie o to chodzi. Najważniejsze jest żeby zmiażdżyć wrogów, widzieć ich pędzonych przed sobą i słyszeć lament ich kobiet, na Croma!
Jakub Gałka
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
19. Cesarski piekarz
(Císařův pekař a pekařův císař, 1951, reż. Martin Frič)
Akcja filmu „Císařův pekař a pekařův císař” rozgrywa się w rudolfińskiej Pradze. Cesarz Rudolf (wiecznie zapominający o tym, że drugi) Habsburg opętany jest myślą o odnalezieniu Golema, którego jak wieść niesie stworzył niegdyś praski rabin Loew. Przez dwór władcy przewijają się zastępy astrologów, alchemików i magów, którzy mają za zadanie zaspokajać cesarskie żądania – okazuje się jednak, że po pierwsze zamiast eliksiru młodości udaje się im wynaleźć tylko świetną pastę do podłóg, a po drugie, że nie wszyscy są tymi, za których się podają. Siła tego filmu nie leży jednak w historii – mniej lub bardziej bazującej na znanej legendzie o Golemie, wykorzystującej popularny motyw zamiany ról (zawarty już w tytule) i dowcipnie napisanej. Stanowią o niej aktorzy, zwłaszcza świetny Jan Werich, tu w podwójnej roli cesarza i piekarza. Werich, razem z Jiřím Voskovcem twórca słynnego międzywojennego czeskiego teatru Osvobozené divadlo, wnosi do filmu lekkość i bezpretensjonalność. Równie dobrze odgrywa Rudolfa, opętanego żądzą władzy, samolubnego, niespecjalnie przejmującego się, co stanie się z królestwem, jak i tego Rudolfa, który z udręką woła do nieruchomego Golema „porusz się, ożyj, polub mnie, mnie przecież nikt tutaj nie lubi!”. Jego „prosty piekarz z ludu” (film, zwłaszcza w swojej telewizyjnej, dłuższej wersji nie obył się bez pewnych agitatorskich wtrętów, powstał przecież zaledwie trzy lata po objęciu przez komunistów władzy w Czechosłowacji – czemu zresztą zawdzięcza też i to, że nakręcono go w kolorze, jako dzieło eksportowe) jest równie przekonujący, co ekscentryczny cesarz. Równie jasno błyszczy w filmie gwiazda międzywojennego czechosłowackiego kina Nataša Gollová. „Císařův pekař…” nie jest może najwybitniejszym czeskim/czechosłowackim filmem, jaki można by zakwalifikować do gatunku fantasy, ale wysoka pozycja w tym rankingu należy mu się chociażby dlatego, że eksponuje to, co w czeskiej kulturze „fantastycznej” wciąż żywe i aktualne – mit rudolfińskiej Pragi, osnutej tajemnicą alchemicznych dymów oraz mroczną legendę o Golemie, ożywioną wcześniej przez Meyrinka. Film zapisał się w annałach czechosłowackiego kina także dzięki projektowi wspominanej tu wielokrotnie postaci Golema autorstwa Jaroslava Horejca. Do dzisiaj znajduje się ona podobno w magazynach studia Barrandov, stanowi też kanoniczny wizerunek postaci Golema (obecnej od szyldów knajp po stoiska z kiczowatymi suwenirami).
Karolina Ćwiek-Rogalska
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
18. Jazon i Argonauci
(Jason and the Argonauts, 1963, reż. Don Chaffey)
Przednia ekranizacja greckiego mitu o Argonautach, zrealizowana żywo i ze sporym rozmachem, choć pozbawiona znaczących nazwisk w obsadzie. Jednak tym, co wywindowało film na wyżyny, były wyśmienite poklatkowe efekty specjalne, stworzone przez ówczesnego mistrza tej odmiany animacji, Raya Harryhausena, który notabene uznał ten film za swoje szczytowe osiągnięcie w dziedzinie efektów. Dzięki mrówczej pracy Raya i jego pomocników możemy podziwiać budzącego grozę spiżowego giganta Talosa, któremu nawet Herkules nie jest w stanie dać rady, możemy zawiesić oko na ze wszech miar udanych kreacjach Hydry i harpii, a także zachwycić się tworzoną cztery miesiące sekwencją z rewelacyjnie animowanymi szkieletami. Sekwencją, która dopiero trzy dekady później zostanie przyćmiona dzięki wzmożonym wysiłkom ekipy realizującej „Armię ciemności”. Do sukcesu przygód Jazona i jego towarzyszy przyczyniła się też udanie ilustrująca fabułę muzyka będącego wówczas na szczycie popularności Bernarda Herrmanna, swoim zwyczajem kanibalizującego swoje wcześniejsze kompozycje i lepiącego z nich utwory może i nie do końca oryginalne, ale z pewnością wydatnie pomagające w odbiorze filmu.
Jarosław Loretz
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
17. Jak wytresować smoka
(How to Train Your Dragon, 2010, reż. Dean DeBlois, Chris Sanders)
Świetna animacja ze studia DreamWorks, opowiadająca o dręczonej przez hordy rozmaitych, mniej lub bardziej absurdalnych smoków wiosce Wikingów, którą poprzysięga raz na zawsze uwolnić od fruwających gadzin syn wodza, kompletny nieudacznik. Wkrótce okazuje się, że to, co nie poszło w mięśnie, poszło w mózg i chłopak zestrzeliwuje skonstruowaną przez siebie fikuśną maszyną najgroźniejszego, najbardziej przerażającego smoka, na którego nikt dotąd nie śmiał nawet próbować podnieść ręki. Rozradowany idzie go dobić, ale zamiast tego… zaprzyjaźnia się z bestią, z czasem oswajając ją i ucząc się na niej latać, a także poznając dzięki niej obyczaje i przywary smoków, co na przyszłość okazuje się bardzo pomocne. Bajeczka jest przepięknie zrobiona, ma wiele nieprzepartego uroku i jest szalenie daleka od klasycznego hollywoodzkiego moralizatorstwa. W dodatku ma bardzo trafioną kreskę jeśli chodzi o zachowanie i mimikę postaci, a także oferuje nadzwyczaj szeroki wachlarz rodzajów smoków, objawiając tym samym niebanalną wyobraźnię twórców. Owszem, historia nosi piętno fabuły „Avatara” (członek społeczności staje po stronie wroga), zaś smokowi bohatera bliżej do zwariowanej mieszanki kota (co jest swoją drogą niezwykle urocze) z jednym z japońskich pokemonów, niż rzeczywiście do smoka, ale w najmniejszym stopniu nie psuje to przyjemności płynącej z seansu, zwłaszcza że film otrzymał wyjątkowo porządny dubbing.
Jarosław Loretz
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
16. Ostatni smok
(Dragonheart, 1996, reż. Rob Cohen)
Był obie zły król, ktory gnębił okrutnie swój lud. Zginął podczas bitwy ze swoimi poddanymi, a jego syn Einon został ciężko ranny. Zrozpaczona królowa poprosiła sędziwego smoka o uratowanie syna, a ten podzielił się z nim swoim sercem. Rycerz Bowen, ktory miał czuwać nad edukacją młodego króla i wpajać mu zasady kodeksu rycerskiego, poniósł na tym polu klęskę – Einon stał się jeszcze gorszym tyranem niż jego ojciec. Bowen (Dennis Quaid) uważając, że to smocze serce zatruło umysł jego ucznia, w odwecie chce je wszystkie wybić. W zasadzie udaje mu się tego dokonać nad wyraz skutecznie. Jednak ostatni odnaleziony smok uchodzi z życiem i zawiera z Bowenem pakt o nieagresji tlumacząc to powodami czysto ekonomicznymi – wszak jeśli wymrze, to jak będzie na życie zarabiał szlachetny rycerz. Przypuszczam, że ów szkocki akcent, z jakim wypowiada się smok zrobił takie wrażenie na rycerzu. Co było dalej, nawet jeżeli każdy wie, to i tak warto ponownie zobaczyć. Jest to jeden z fajniejszych filmów o smokach, a może i najfajniejszych, ponieważ tytułowy ostatni smok przemawia do nas głosem Seana Connery’ego. Niektórzy nawet twierdzą, że film jest znany tylko i wyłącznie z powodu Seana, ale każdy fan dobrze wie, że to nieprawda.
Alicja Kuciel
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
15. Nieśmiertelny
(Highlander, 1986, reż. Russell Mulcahy)
„Nieśmiertelny” to doskonały przykład tego, za co kochamy kino lat 80. XX wieku – za brutalne produkcje klasy B, często z nutką fantastyki. W filmie Mulcahy’ego tej fantastyki jest co prawda niewiele, właściwie jeden, tytułowy element, ale film – paradoksalnie – doskonale pasuje do naszej definicji fantasy. Średniowieczna sceneria – jest (zacofana, dzika XVI-wieczna Szkocja – co prawda w retrospekcjach, ale zajmujących pół filmu), walki na miecze – są i to częste, magia – jest, pod postacią nieśmiertelności bohaterów. Te elementy stanowią najlepszą część filmu, wyrastając o kilka klas powyżej kryminalno-romantycznej linii fabularnej prowadzonej we współczesności – w niej uwidaczniają się wady tego B-klasowego filmu, czyli kiepskie aktorstwo i średni scenariusz. Na szczęście jest to z nawiązką rekompensowane przez teledyskowy styl Mulcahy’ego, którego preludium jest wrestlingowa walka przeplatana krwawą bitwą szkockich górali, a kulminacją pojedynek wśród neonów i na tle tafli szkła. „Nieśmiertelny” jest zresztą bardzo mocno osadzony w epoce MTV, co dzisiaj może być tylko zaletą ze względów sentymentalnych. Ale prawdziwa magia „Nieśmiertelnego” tkwi w samym pomyśle, który dzięki teledyskowej narracji najfajniej odbiera się przy pierwszym oglądaniu i w pierwszych scenach: na współczesnym parkingu dwóch facetów wyciąga nagle miecze i zaczyna się nimi okładać… A przecież jest jeszcze ładna sceneria Szkocji, wzruszający wątek miłości skazanej na wieczną rozłąkę, kilka humorystycznych scen (np: pojedynek na szpady z pijanym nieśmiertelnym) i pamiętna muzyka Queen. Szkoda tylko, że sequele nie miały już żadnej z tych rzeczy.
Jakub Gałka
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
14. Zaczarowana
(Enchanted, 2007, reż. Kevin Lima)
Jak będzie się zachowywała disneyowska księżniczka w brutalnym świecie rzeczywistym? To pytanie wyjściowe dla twórców filmu. Giselle, główna bohaterka (w tej roli Amy Adams), to delikatna księżniczka, czarująca swym głosem książąt i leśną zwierzynę. Jednak na jej wdzięki nieczuła pozostaje zła królowa-czarownica, która chcąc zniszczyć pogodę ducha (i życie, niekoniecznie w tej kolejności) naszej bohaterki przenosi ją do rzeczywistości niebaśniowej, a całkiem realnej. Zderzenie disneyowskiego entourage’u z teoretycznie cynicznym „naszym światem” (w wydaniu nowojorskim) staje się jednak nie tyle okazją do przewartościowania dla Giselle, ile dla tych nielicznych, którzy w magię Disneya nie wierzą. Księżniczce nikt nie potrafi się oprzeć, ujmuje za serce nawet najbardziej zgorzkniałych i ironicznych osobników, a do sprzątania potrafi zachęcić także karaluchy. Na szczęście do beczki miodu od czasu do czasu twórcy wkładają łyżkę dziegciu, więc film jest strawny nawet dla tych, którzy do historii rodem z Disneya podchodzą jak pies do jeża.
Karolina Ćwiek-Rogalska
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
13. Labirynt
(Labyrinth, 1986, reż. Jim Henson)
„Labirynt” należy do kategorii filmów, które w czasie premiery nie spotkały się ze zrozumieniem ani krytyków, ani widzów; szczęśliwie jednak, obraz doceniono po latach, obecnie można go uznać za jeden z barwniejszych (a na pewno najdziwniejszych) dzieł legitymizujących się etykietką kultowego. Baśń o nastolatce Sarze (granej przez młodziutką Jennifer Connelly), która zagłębia się w magiczny labirynt zamieszkały przez przeróżne fantastyczne bestie, pragnąc uratować swojego brata z rąk podstępnego Króla Goblinów, to dość niecodziennie połączenie fantasy z quasi-musicalem. A David Bowie w roli Króla Goblinów Jaretha z pewnością należy do najbardziej przegiętych antagonistów w historii filmów fantasy, cudownie świadom konwencji; jego kampowa kreacja może przerażać oraz fascynować, ale przede wszystkim bawi. No i piosenki, napisane przez Bowie’ego wespół z Trevorem Jonesem – soundtrack nasycony klimatem lat 80., pop oparty na brzmieniu syntezatorów i nieco histerycznych wokalach, który – mimo upływu lat – nadal się broni (choćby ballady „As The World Falls Down” czy „Within You”). „Labirynt” to dzieło Jima Hensona, choć do powstania filmu przyłożyli się też inni uznani twórcy (producentem był George Lucas, scenariusz napisał Terry Jones), ale największe gratulacje należą się współpracownikom Hensona odpowiedzialnym za stworzenie i animację kukiełek. Dla niektórych „Labirynt” może być filmem nieco ciężkostrawnym, balansującym na granicy kiczu – wielu jednak, w tym redakcja „Esensji”, darzy go w pełni zasłużonym sentymentem.
Jędrzej Burszta
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
12. Zaplątani
(Tangled, 2010, reż. Nathan Greno, Byron Howard)
„Zaplątani”, jubileuszowa, pięćdziesiąta animacja studia Disneya to nad wyraz udana wariacja na temat klasycznej baśni braci Grimm o Roszpunce. Jak to u Disneya, opowieść zostaje dostosowana do naszych czasów i naszych odbiorców – z jednej strony usunięto bardziej drastyczne motywy (choć nie do końca – w dramatycznym finałowym pojedynku nie ma nic z cukierkowości), z drugiej strony ubarwiono film humorem skierowanym do dorosłych widzów, ale bez tak powszechnych popisów parodystycznych. Dodajmy do tego galerię dopracowanych bohaterów – Roszpunka ma cechy dorastającej, odkrywającej uroki świata nastolatki, Flynn to niepozbawiony wad uroczy łotrzyk, fałszywa matka udanie balansuje między udawaną troską, a cynicznym wyrachowaniem, a cały show kradnie genialny policyjny koń Maximus. Efekt całościowy jest więcej niż dobry – „Zaplątani” to kawał znakomitego filmu familijnego – mądrego, dowcipnego, wzruszającego, nie nudzącego ani przez chwilę ni dorosłych, no dzieci, a gdy trzeba – naprawdę wzruszającego. No i oczywiście jak przystało na Disneya – perfekcyjnie wykonanego, ze staranną animacją i przecudną grą świateł oraz przepiękną sceną z lampionami. Można w filmie doszukiwać się poważnieniejszych podtekstów, w relacji fałszywej matki i córki odczytywać z jednej strony młodzieńczy bunt, a z drugiej chorobliwą obawę przed usamodzielnianiem się dziecka, ale nie zmienia to faktu, że „Zaplątani” to przede wszystkim niesamowicie dopracowana baśń dla widza w każdym wieku.
Konrad Wągrowski
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
11. Legenda
(The Legend, 1985, reż. Ridley Scott)
Film nieco zapomniany i często pomijany przy omawianiu filmografii Ridleya Scotta, niesłusznie – to fantasy w postaci najczystszej, mroczna baśń o walce Dobra ze Złem. „Legenda” to majstersztyk pod względem oprawy: piękna scenografia sprawnie korzystająca z warunków studia jednocześnie nie eksponująca nadmiernie przestrzennych ograniczeń (nadal wielkie wrażenie robi niesamowicie sfilmowany, „namalowany” las), urokliwa baśniowa atmosfera i ogólny nastrój dobrze rozegranego patosu. Dbałość o szczegóły to naturalnie znak rozpoznawczy Scotta, któremu zamarzyło się mroczne fantasy (powód, dla którego z realizacji filmu zrezygnowało studio Disneya). Opowieść naszpikowana jest klasycznymi dla fantasy elementami: jednorożce, gobliny, wróżki, elfy, demony i nieodzowny Książe Ciemności, który pragnie zniszczyć magiczną krainę, a przy okazji zdobyć serce niewinnej Księżniczki Lii (w tej roli urocza Mia Sara, która o dziwo kariery nie zrobiła). Głównego bohatera „Legendy” gra natomiast młodziutki Tom Cruise dopiero rozpoczynający karierę (co widać wyraźnie po stanie uzębienia – w powstałym rok później „Top Gun” Cruise szczerzy już zęby schludnie wyprostowane). Dzieło Scotta zachwyca po dziś dzień swoim nastrojem, prezentując fantasy kameralne, pozbawione plenerów i gigantycznych bitew (dziś trudno to sobie wyobrazić), ale za to – jakkolwiek banalnie to brzmi – niepozbawione magicznego uroku. Jednym słowem, kultowy klasyk, którego nie mogło zabraknąć w naszym zestawieniu.
Jędrzej Burszta
« 1 2 3 »

Komentarze

« 1 7 8 9
27 II 2017   22:23:51

Szczerze pidsząc... to był jeden z pierwszych filmów fantasy, jaki widziałam i jako dziecko byłam zachwycona, tudzież poryczałam się, gdy jeden z bohaterów się bohatersko poświęcił.
Ale gdy zdecydowałam powrócić do niego po latach... oj, niestety. Niektóre sceny może jszcze się bronią (spotkanie z pajęczycą-śmiercią) albo czarna forteca rozpadająca się "do góry", ale większość niestety kole w oczy - vide drewniany książę o uśmiechu z reklamy pasty do zębów, czy domalowywane tła, co niestety bardzo widać.

09 IV 2017   13:24:21

Patrzac na tytuly mam wrazenie ze mam do czynienia z banda 12-sto latkow

09 IV 2017   22:14:24

@hjahahahahahhah
Jakieś uzasadnienie, czy tak sobie walnąłeś?

10 IV 2017   09:04:25

Może on nie wie, co to jest fantasy?

16 V 2017   04:00:33

HAHAHA mysli ze w kazdym zestawieniu muszą być takie "natchnione filmy" jak np Odyseja Kubrika, b to przecież takie genialne jest.

22 XI 2018   10:40:26

@Black
Jakieś uzasadnienie, czy tak sobie walnąłeś?

01 V 2020   00:28:12

A gdzie Harry Potter??

01 V 2020   11:17:26

@Maja
Na 29 miejscu

29 VI 2021   16:23:51

Kuźwa, kto to wybierał?

« 1 7 8 9

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Polecieć sobie po kulki
Jarosław Loretz

11 X 2021

Można nakręcić „Ad Astra” z gwiazdorską obsadą za 90 milionów dolarów, ale można podobną historię zaserwować też w cenie wakacji na Balearach. Oczywiście niski budżet niesie za sobą łatwo zauważalne konsekwencje…

więcej »

Z filmu wyjęte: Duchy na dorobku
Jarosław Loretz

4 X 2021

W dalekiej Tajlandii duchy też muszą zarobić jakoś na swoje utrzymanie. Szczególnie łatwo mają te posiadające wyuczony (za życia) zawód – na przykład dentyści.

więcej »

Nie przegap: Wrzesień 2021
Esensja

30 IX 2021

Bez zbędnych słów: oto zestawienie naszych wrześniowych recenzji.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Między okiem smoka a grzybkami Radagasta
— Sebastian Chosiński, Jakub Gałka, Gabriel Krawczyk, Michał Kubalski, Marcin T.P. Łuczyński, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Udana podróż
— Tomasz Markiewka

Niekończąca się opowieść
— Gabriel Krawczyk

„Hobbit” Tolkiena czy „Hobbit” Jacksona?
— Miłosz Cybowski, Jakub Gałka, Mateusz Kowalski, Alicja Kuciel, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Wielka przygoda puka do drzwi!
— Miłosz Cybowski, Jakub Gałka, Alicja Kuciel, Beatrycze Nowicka, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.