Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 maja 2020
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Porażki i sukcesy A.D. 2012

Esensja.pl
Esensja.pl
« 1 2 3 4 6 »
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Sebastian Chosiński: Kino tureckie, przynajmniej to artystyczne, w ogóle trzyma się nieźle. Problem w tym, że niewiele z tamtejszych produkcji dociera na polski rynek. Ale „Pewnego razu…” rzeczywiście należy pochwalić – chociażby za nad wyraz udany mariaż tego, co najlepsze w tradycji europejskiej, z tym, co dla nas, mieszkańców Starego Kontynentu, wciąż jest egzotyczne, by nie rzec obce, ale właśnie dzięki takim filmom coraz bardziej oswajane. Podobną rolę spełnia wiele obrazów irańskich.
Gabriel Krawczyk: Szwedzka „Gra” to podróż do jądra ciemności dzieci, które stanowi dorosły będący tuż obok – sam Haneke jeszcze kilka-, kilkanaście lat temu mógłby popełnić taki obraz. „Valhalla – Mroczny Wojownik” Refna to istny krwawy „Czas Apokalipsy” po wikińsku, romansujący namiętnie z kinem artystycznym. Mistrzostwem świata w innej kategorii jest natomiast „Raid”, perfekcyjny film o sieczce… i tylko o niej. Dla miłośników kopanych gatunków – arcydzieło!
Kamil Witek: Myśląc o zachwytach i patrząc na tytuły, które już wymieniliście brakuje mi „Hugo i jego wynalazek”, o który – mam nadzieję – pokłócę się kiedyś z Łukaszem Grędą, bo dla mnie to najbardziej plastyczny i wysmakowany film roku. Nie łatwo mi też zapomnieć „Nietykalnych”, którzy swym niekłamanym urokiem skradli zasłużenie serca widzów na całym świecie. Świetnie bawiłem się też na „Raj: miłość”, zgrywając się wraz z Ulrichem Seidlem z zachodniej kultury i zarazem samego siebie.
Konrad Wągrowski: Z naszego głosowania wyszło, że lubimy filmy panów o nazwisku Anderson – pierwsze miejsce „Mistrz” Paula Thomasa Andersona, drugie miejsce „Moonrise Kingdom” Wesa Andersona, zapewne przez głupie przeoczenie nie daliśmy trzeciego miejsca „Resident Evil: Retrybucja” Paula W. S. Andersona… Nieprzypadkowo wymieniam nazwiska, bo to obecnie chyba absolutna elita wśród panów na reżyserskim stołku?
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Mateusz Kowalski: No ba. Zwłaszcza ten ostatni, który wręcz podręcznikowo pokazuje jak zaprzepaścić chwałę wyniesioną z „Event Horizon”. Choć scena wjazdu do metra faktycznie w jakiejś tam skali mogła wywierać wrażenie… z jednym zastrzeżeniem: nazwanie tego potworka – „Resident Evil: Retrybucji” – filmem to jak nazwanie „M jak Miłość” dramatem. Dramat się dzieje, ale na oczach widza.
Konrad Wągrowski: Przyznam, że jednak liczyłem na podjęcie tematu twórczości Paula Thomasa i Wesa Andersonów…
Kamil Witek: Może Wes? Po „Moonrise Kingdom” nie spodziewałem się wiele, jakoś wcześniej specyficzny świata Andersona wydawał mi się zbyt dziwaczny i ekstrawagancki jak na moją filmową tolerancję. Jednak obserwując ucieczkę Sama i Suzy od szarzyzny i schematów zatęskniłem na dłuższą chwilę za własnym dzieciństwem. Gdybym Andersonowe zderzenie życia dzieci i dorosłych zobaczył kilkanaście lat temu, nigdy na poważnie nie pomyślałbym o staniu się dorosłym. To takie nudne.
Konrad Wągrowski: Mnie ujęło zaskakujące jednak jak na Andersona ciepło tej opowieści, wyrażane np. przez to, że obowiązkowy wątek śmierci dotyka tylko psa… Niesamowite jest w tym to, że Anderson bezczelnie opowiada o miłości dwunastolatków, nie unika cielesności, a wszystko uchodzi mu płazem… Bo poza tym to typowe dla tego twórcy i zupełnie nietypowe dla wszystkich innych twórców kino. Kino, w którym sam nie potrafię wyjaśnić, dlaczego niektóre rzeczy, na poziomie choćby ujęcia czy kompozycji kadru, potrafią rozśmieszyć do łez, choć jako całość film ma wydźwięk raczej bardzo nostalgiczny… Nie ma drugiego takiego jak Wes Anderson.
• • •
Konrad Wągrowski: Poświęćmy chwilkę blockbusterom. Czy rok 2012 nie można określić mianem rozczarowań? Każdy oczywiście ma odmienne gusty, ale w powszechnym odczuciu największe potencjalne hity – „Mroczny rycerz powstaje” czy „Prometeusz” – zawiodły. „Hobbit” i „Skyfall” mają zróżnicowane recenzje (choć chyba więcej na plus), lepiej wypadają „Avengers”. Czy możemy mówić o zaskoczeniach?
WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Piotr Dobry: 92% dla „Skyfall” na RottenTomatoes nie określiłbym jako „zróżnicowane recenzje”. W Polsce też nie spotkałem się z jawnie negatywną opinią, choć może były, rzadko czytam polskich krytyków. „Avengersów” uważam za niezły, ale zdecydowanie przeceniany blockbuster, w którym sam fakt zebrania do kupy bohaterów z różnych filmów uwzniośla się jako wartość samą w sobie. Poza tymi, zabawnymi niekiedy, integracjami marvelowskich herosów, film nie oferuje nic więcej. Trzeci „Batman” Nolana natomiast mnie nie rozczarował; gdyby tak wyciąć kilka przesłodzonych minut i zrezygnować z nieszczególnie tu pasującego happy endu, byłby to dla mnie zapewne film roku.
Sebastian Chosiński: Tak pozytywne oceny dla „Skyfall” są dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Uwielbiam Bondy i każdy z filmów cyklu oglądałem po kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt razy. I jak nie patrzę na najnowszą produkcję, nijak nie potrafię dostrzec przyczyn takiego uwielbienia widzów. „Skyfall” nie zaangażował mnie emocjonalnie, znudził straszliwie. Choć i tak na tle „Prometeusza” czy ostatniej batmanowskiej części trylogii Nolana wypadł przyzwoicie. Tym większym zaskoczeniem był dla mnie poziom „Avengersów”. I wcale nie uważam, że ich głównym walorem jest nagromadzenie na ekranie lubianych superbohaterów. Sama historia jest wystarczająco wciągająca, a role – bardzo przyzwoicie zagrane.
Piotr Dobry: Role przyzwoite, bo i aktorzy tacyż, ale historia? Nudniejszego przeciwnika nie dało się wymyślić. Dla mnie walorem „Avengersów” były dialogi między bohaterami, często uroczo złośliwe, w czym przodował oczywiście niezrównany Robert Downey Jr. Natomiast cała rozpierducha jakoś mnie nie obeszła, wolałbym chyba, by przegadali cały film.
Grzegorz Fortuna: Loki nudnym przeciwnikiem? Wiele można „Avengersom” zarzucić, ale przecież Loki był tam jednym z najmocniejszych punktów i wypadł o wiele lepiej niż w „Thorze”. Ta jego szekspirowska maniera, połączona z odpowiednim przerysowaniem, dawała niektórym scenom niesamowitego kopa. A sprzeczka z Thorem w parku to małe mistrzostwo, jeśli chodzi o dialogi w tegorocznych blockbusterach.
Piotr Dobry: Sprzeczka była okej, nie przeczę. Ale Lokiego mieliśmy już w „Thorze”, w dodatku ta jego armia pożal-się-Boże-żelaźniaków, po wyobraźni Whedona oczekiwałem po prostu więcej.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Mateusz Kowalski: Zgoda, finał „Avengersów” przypominał trochę spuszczenie powietrza z balonu: niby kupa fajnych pomysłów, niby Loki, ale całość jakaś taka… no, Whedon to to nie był. Nie taki, do którego przywykłem. Nie da się jednak ukryć, że reżyserowi jednak udało się poprowadzić kilka mocnych postaci na raz i zrobił to bez szkody dla żadnej. Do „Skyfall” nawet nie będę wracał – nie przepadam za Agentem 007 i wykazałem się arcyignorancją, oglądając ten film raczej z musu niż z zainteresowania.
Grzegorz Fortuna: Wracając jednak do najlepszych filmów wysokobudżetowych – najlepszym blockbusterem i jednocześnie najlepszym filmem roku był dla mnie „Skyfall”, bo wbiło mnie w fotel to, jak inteligentnie Sam Mendes połączył bondowską tradycję z psychologicznym rozbudowaniem charakterów, znanym z dwóch wcześniejszych Bondów z Craigiem. W „Skyfall” jest tymczasem wszystko: nawiązania do motywów z poprzednich odcinków serii, diabelnie stylowe zdjęcia, znakomicie zagrany czarny charakter i – pozornie niepasująca do filmów o 007 – intymność relacji głównego bohatera z M. Nawet nie marzyłem o tym, że nowy Bond może być aż tak złożony, inteligentny, wciągający i klimatyczny.
Sebastian Chosiński: Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie! Nie mogę tego słuchać! Nie zgadzam się z żadnym powyższym peanem wygłoszonym na temat najnowszego Bonda. Główny rywal agenta 007 jest mdły i nijaki, jego charakterystyka powiela wcześniejsze pomysły, sam film ciągnie się jak flaki z olejem, a onelinery musiał wymyślać jakiś mocno wcięty copywriter, któremu już dawno temu zabrakło inwencji. Klimatu w „Skyfall” nie ma za grosz. Brytyjskie wrzosowiska znacznie lepiej pokazane są w jakiejkolwiek wersji „Psa Baskerville’ów”. Zamiast znakomitej produkcji, jakiej oczekiwałem, Mendes nakręcił pseudofilozoficzne kino akcji. Naprawdę ciężkie do strawienia. Ale dostrzegam w tym też pewien plus – kolejny Bond może być już tylko lepszy.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Grzegorz Fortuna: Nie mam pojęcia, jakie ekranizacje „Psa Baskerville’ów” widziałeś, ale nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek oglądał w kinie tak wspaniale nakręcony pożar – filmując końcówkę „Skyfall”, gdzie cały ekran wypełnia wielka łuna ognia, Deakins osiągnął coś, co po prostu zapiera dech w piersiach. Natomiast Raoul Silva wcale nie jest mdły i nijaki, to bodaj jeden z najciekawszych przeciwników Bonda, i to nawet nie dlatego, że działa z personalnych pobudek, ale dlatego, że wprowadza do filmu – nieobecny w żadnej innej odsłonie – relatywizm moralny, przez co na działania M czy Bonda patrzymy z nieco innej perspektywy. I choć wiem, że zaraz polecą w moją stronę pomidory, to o wiele bardziej podobało mi się takie przedstawienie Bonda – łączące stare z nowym w jeden spójny obraz – niż próba całkowitego odcięcia się od dziedzictwa serii, co próbował zrobić Campbell w „Casino Royale”.
« 1 2 3 4 6 »

Komentarze

09 I 2013   16:24:54

większością się zgadzam, aczkolwiek... Avengers okay, godny uwagi film, ale nie historia (która moim zdaniem była dość denna i nie mam tu na mysli samego Lokiego... jako "zagrożenie" o_O) czyni go filmem interesującm, a wzajemne relacje między bohaterami i resztą świata, słowem: gdyby nie Stark i Hulk to z tego filmu nie byłoby co zbierać... Bo przyznaję, że Downey ukazal mi się jako geniusz zbrodni po raz n-ty.
Dodatkowo "Igrzyska". Proszę... Czekałam na opinię pana Sebastiana, ale jej nie było. Jako entuzjastka całej serii "Hunger games" w wersii książkowej poczułam się niemalże obrażona tym filmem. Czekałam na nią, odliczałam czas do seansu i co? Jedyne czego sie doczekałam to przypomnienie, że nie istnieje "dobra" adaptacja filmowa książki, ponieważ postacie takie jak Cinna, Rue i wiele innych zostały naprawdę boleśnie spłaszczone. Jak w "Eragonie". Jako film- okay, bardzo ciekawy obraz i nowe spojrzenie na główną postać we współczesnym filmie młodzieżowym. Jako adaptacja? Do.. .
A na zakończenie powiem tylko, że z Kac Wawą zgadzam się w 200 %. Ale przydała się. Żeby wszyscy sobie uświadomili, że polskie komedie zmierzają w zdecydowanie złym kierunku :)

09 I 2013   22:13:50

Ode mnie tylko mała uwaga. Z powyższego tekstu można wywnioskować, że reżyserem "Battle Royale" jest Takeshi Kitano, a twórca "Hana-Bi" jedynie zagrał w owym filmie. Za reżyserię "BR" odpowiada weteran Kinji Fukusaku (widział ktoś "47 mieczy zemsty"? Wypas:D).

09 I 2013   22:30:51

Ale dlaczego nikt z Was nie wyczekuje "Gravity" Cuarona? Zapomnieliście, czy hard SF zrobiło się passe? :)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Historia obrazkowa
Jarosław Loretz

25 V 2020

Potrzeba matką wynalazku, czyli jak przekazać szefowi, co się stało. Symultanicznie. Bo wielu nas na jednej sali…

więcej »

Z filmu wyjęte: Podręczna salamandra
Jarosław Loretz

18 V 2020

Któż (z palaczy) by nie chciał darmowej zapalniczki? Wystarczy sięgnąć w trawę, złapać przebierające łapkami zwierzątko i otworzyć mu pyszczek…

więcej »

Weekendowa Bezsensja: Jak poradzić sobie z brakiem dostępu do fryzjera, czyli 10 filmów z niesfornymi włosami
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

13 V 2020

Kwestia zamkniętych zakładów fryzjerskich stała się w ostatnim czasie sprawą narodową. A jak z włosami radzi sobie popkultura? Przyjrzyjmy się, jakie są plusy (i minusy) unikania nożyczek.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Kłopoty to jego specjalność
— Sebastian Chosiński

Klasyczny whodunit w nowej szacie
— Konrad Wągrowski

Wojna, która zakończy wszystkie wojny
— Konrad Wągrowski

Z Londynu do Warszawy
— Sebastian Chosiński

Tylko nazistów mało
— Sebastian Chosiński

Wielkość i małość rodu Laurentów
— Sebastian Chosiński

Forum Kina Europejskiego Cinergia 2018: Jesienna opowieść
— Konrad Wągrowski

Usłyszcie ich krzyk!
— Sebastian Chosiński

Człowiek z rozgoryczenia
— Piotr Dobry

Sztuka? Gdzieś zaginęła. Ale szlak został przetarty
— Gabriel Krawczyk

Tegoż autora

Samotnik bez Imienia
— Sebastian Chosiński

Dark Phoenix – Fatal Wonder Woman
— Sebastian Chosiński

W otchłani jazzu
— Sebastian Chosiński

W kraju zbożem i mlekiem płynącym
— Sebastian Chosiński

Strach z przeszłości
— Sebastian Chosiński

Od Cole’a Portera po Davida Bowiego
— Sebastian Chosiński

Bohaterowie z przypadku, zbrodniarze z wyboru
— Sebastian Chosiński

Wiele hałasu o nic, nic, nic
— Sebastian Chosiński

Ostatni ziemski twardziel (prawdopodobnie)
— Sebastian Chosiński

Miasto w rozkwicie. Ceną jest życie…
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.