Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 13 listopada 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CXC

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

Zapowiedzi

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

10 najlepszych filmów Andrzeja Wajdy

Esensja.pl
Esensja.pl
Na ekranach „Wałęsa”, dyskusja wokół historycznej i artystycznej wartości tego obrazu trwa (pisaliśmy o filmie TUTAJ), my się jednak chcemy oderwać od bieżących spraw i dziś przy okazji niedawnej premiery zaprezentować Wam 10 naszym zdaniem najlepszych filmów Andrzeja Wajdy.

Esensja

10 najlepszych filmów Andrzeja Wajdy

Na ekranach „Wałęsa”, dyskusja wokół historycznej i artystycznej wartości tego obrazu trwa (pisaliśmy o filmie TUTAJ), my się jednak chcemy oderwać od bieżących spraw i dziś przy okazji niedawnej premiery zaprezentować Wam 10 naszym zdaniem najlepszych filmów Andrzeja Wajdy.
1. Ziemia obiecana (1974)
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Podobno, do czasu tego filmu Andrzej Wajda nie nakręcił sceny w której któryś z bohaterów by za coś płacił. Zbyszek Cybulski w „Popiele i diamencie” po prostu wypijał wódkę i odchodził. A w „Ziemi obiecanej” świat kręci się wokół zbijania majątku, kasa determinuje życie bohaterów, zaślepia ich, poszeptuje kolejne decyzje. Chęć pomnożenia dóbr jest ich jedynym drogowskazem. W 1974 roku ten film był jak zła przepowiednia. W Polsce nie narodził się jeszcze kapitalizm, a Wajda już wyczuł jego przyszłą rytmikę. Zastępy pracowników – mrówek co ranek ruszających do fabryk i możnych dorobkiewiczów o bezwzględnych duszach. W momencie powstania „Ziemi obiecanej” ten właśnie klasowy wątek wysuwał się na pierwszy plan. Ale gdy w 2000 roku film ponownie wprowadzono na ekrany kin oczywistym stało się, że realia przebudowały hierarchię wartości przy jego odbiorze. Oczywiście, „Ziemię obiecaną” lekko przyprószył kurz ogólności, kino w końcu zmierza w kierunku szczegółu i zniuansowania. Blisko cztery dekady nie odebrały jednak filmowi Wajdy emocjonalnej mocy i uchwycenia stanu umysłu człowieka w pogoni za bogactwem. Pierwszorzędne aktorstwo Wojciecha Pszoniaka, Daniela Olbrychskiego i Andrzeja Seweryna i oprawa artystyczna filmu – od wystawnych scenografii, cudowną muzykę po mistrzowskie zdjęcia – sprawia, że obcujemy z dziełem totalnym. Rozmach „Ziemi obiecanej” bowiem pod wpływem nie utracił swojego kunsztu i spektakularności. Albo ten film świadczy o wielkości Wajdy albo o słabości polskiego kina. Albo o jednym i drugim.
Urszula Lipińska
2. Kanał (1956)
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Genialny scenariusz Jerzego Stefana Stawińskiego spotkał się z rewelacyjną realizacją pod okiem Andrzeja Wajdy (z wydatnym wsparciem innych młodych reżyserów). Nadal zadziwiające jest, że ledwie dwanaście lat po Powstaniu Warszawskim możliwe było nakręcenie filmu tak ostro ujmującego temat, tak prawdziwego. Dziś, kiedy Powstanie jest coraz silniej mitologizowane, powrót do „Kanału” szokuje. Wajdzie i Stawińskiemu udało się już wtedy pokazać nonsensowność działań, desperację i ogrom rozczarowania, jakie towarzyszyły Powstaniu. A przy tym nadać swemu dziełu siłę uniwersalnej metafory, dzięki której „Kanał” można oglądać jako film wojenny, ale i jako opowieść egzystencjalną, symbolicznie mówiącą o życiu człowieka. Co także ważne, obraz do dziś pozostaje osiągnięciem technicznym i wygląda nowocześnie, a otwierające go pięciominutowe ujęcie, w którym przedstawieni są wszyscy bohaterowie, to jeden z najwybitniejszych momentów polskiego kina.
Michał Chaciński
3. Człowiek z marmuru (1976)
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
O ten film od początku były same awantury. Już w 1963 roku powstał pierwszy scenariusz, którego nie chciano dopuścić do realizacji. Znacznie przebudowany, 13 lat później otrzymał patronat ówczesnego ministra kultury, który oczekiwał od Andrzeja Wajdy uczciwego filmu o latach pięćdziesiątych. Kiedy został zrealizowany, towarzysze obrzucili go na plenum inwektywami i zgodnie stwierdzili, że za to co się stało „powinny głowy polecieć”. Do kin miał zatem nie trafić, ale Wajda zagroził, że wyjedzie do USA i upubliczni tam kopię sprzed ingerencji cenzury. Ostatecznie „Człowiek z marmuru” pokazywany jest w jednym kinie, a po naciskach publiczności w kolejnych dwóch. Zignorowany zostaje w werdykcie 4. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, lecz dziennikarze wręczają reżyserowi swoją nagrodę na schodach. Jak widać nie dało się przejść obok tego filmu obojętnie. Tymczasem „Człowiek z marmuru” to mistrzowska gra z poetyką socrealizmu, mocne postacie i ich kunsztowna kreacja aktorska. Ze współczesnej perspektywy najciekawszy zdaje się jednak pewien mechanizm działania władzy, który uruchomiony został przez narodowy szał na „Człowieka z marmuru”. Bo po co zwalczać wroga? Wystarczy go tylko przerobić na nasze. I tak postanowiono już filmu nie blokować, tylko przepuścić go przez sito lektury partyjnej. Birkut to przecież summa summarum uczciwy komunista, a oskarżani są na ekranie jedynie ludzie będący dawniej u władzy – nie sam system. Sukcesem tego, kto to wszystko wymyślił jest fakt, iż do dziś nie jest do końca pewne, z jakimi intencjami Andrzej Wajda zabierał się za swój film. Tadeusz Konwicki powiedział kiedyś, że plotki o problemach dystrybucyjnych „Człowieka z marmuru” są na pewno wypuszczane przez KC i mają jedynie robić reklamę. „Zobaczycie, że jeszcze szkoły będą pałami pędzili na ten film.” I nie wiadomo, czy mówił poważnie, czy żartował.
Patrycja Rojek
4. Popiół i diament (1958)
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Mierzyć się z „Popiołem i diamentem” Andrzeja Wajdy to zadanie nie lada trudne. W końcu to pierwszy znaczący głos w powojennej Polsce mówiący wprost: nie o taki kraj walczyliśmy. Postać Maćka Chełmickiego, w którego rolę niezwykle odważnie – jak na ówczesny język kina operujący klasycznym aktorstwem – wcielił się Zbigniew Cybulski. Aktor, zamiast przyodziać się w odpowiedni dla epoki strój, założył przeciwsłoneczne okulary i skórzaną kurtkę. Zamiast operować tużpowojennym słownictwem, mówił językiem swojego pokolenia. Do tego doszły specyficzne ruchy i nieco ekspresywnych gestów. Całość stworzyła postać legendę. Maćka, którego postać znalazła w kinematografii naśladowców („Szyfry” Wojciecha J. Hasa) lub z którą próbowano polemizować („Salto” Tadeusza Konwickiego, „Jak być kochaną” Wojciecha J. Hasa). Wajda, tworząc film o akowców szarganym wątpliwościami, sprzeniewierzył się zakazowi podejmowania w sztuce tematyki II wojny światowej jak i AK. Dla zmylenia cenzorów posłużył się powieścią Jerzego Andrzejewskiego, na kanwie której oparto scenariusz. Rzadko się zdarza, żeby książka została zmiażdżona przez jej adaptację. W tym wypadku bez wątpienia tak było. Na dodatek było to wydarzenie w dziejach polskiej kinematografii bezprecedensowe. Diament w popiele!
Artur Zaborski
5. Panny z Wilka (1979)
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Iwaszkiewicz jest rodzimym pisarzem najchętniej adaptowanym przez naszych filmowców. Wajda zaś reżyserem, który najbardziej lubi po jego prozę sięgać. Zekranizował już „Brzezinę” (1970), „Tatarak” (2009) i „Panny z Wilka” właśnie. W tym ostatnim Iwaszkiewicz gra główną rolę jako autor pierwowzoru literackiego i epizodyczną jako aktor. Pojawia się w ramie narracyjnej filmu: widzimy go w pociągu, którym Wiktor do Wilka przyjeżdża, jak i w pociągu, którym Wiktor Wilko opuszcza. Abstrahując od oczywistego wytłumaczenia obecności pisarza w ramie – sympatii i podziwu dlań Wajdy, warto zainteresować się nowym odczytem „Panien z Wilka”. Jarosław Iwaszkiewicz oparł bowiem historię na doświadczeniach własnych – tak przynajmniej twierdzą współcześni badacze jego prozy. Tezę tę – w pewnej mierze przynajmniej – potwierdzają wydane niedawno „Dzienniki” pisarza. Wynikają z nich jasno homoseksualne skłonności autora „Ikara”. Na tej podstawie wywnioskowano, że tytułowe panny, to tak naprawdę… chłopcy. Iwaszkiewicz dawał niegdyś bowiem piątce swoich kuzynów korepetycje. Następnie miał w opowiadaniu każdego z nich sportretować. Poszczególne siostry noszą więc cechy odpowiednich kuzynów, Wiktor zaś ma przypominać samego Iwaszkiewicza. Warto pod takim kątem obejrzeć film jeszcze raz. Taka oryginalna interpretacja w żaden sposób nie umniejsza jego jakości – przeciwnie, winduje go wyżej. Jeśli istnieją dlań jeszcze niezdobyte pułapy.
Artur Zaborski
6. Człowiek z żelaza (1981)
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
„Człowiek z żelaza” niewątpliwie został zrealizowany na społeczne zamówienie. Nieczęsto zdarza się, że potrzeba posiadania konkretnego filmu w dorobku narodowej kinematografii jest tak silna, że zwykli ludzie aktywnie pomagają scenarzyście w pisaniu, podrzucając mu materiały ze swojego życia. Na tym filmie Andrzeja Wajdy współcześnie stawia się jednak często krzyżyk. Że agitka, że plakat, że pokuta za niejednoznaczność politycznych intencji w „Człowieku z marmuru”, a jednocześnie – że artystycznie nie dorasta owemu poprzednikowi do pięt. Niedoskonałości są widoczne gołym okiem. A jednak film stał się kultowy i nawet dzisiaj oszałamia sukcesem frekwencyjnym – od 27 lipca do 12 grudnia 1981 roku obejrzało go ponad 5 milionów widzów. Zdobył też uznanie publiczności zagranicznej, co potwierdza Złota Palma w Cannes i nominacja do Oscara. Sekret sukcesu „Człowieka z żelaza” zdaje się tkwić w tym, że był on po prostu filmem swojego czasu. Gdyby powstał w innym momencie historii, nie zapamiętalibyśmy go jako tak ważnego w polskiej twórczości filmowej. Był filmem do granic współczesnym – realizowanym i pokazywanym na tej samej fali euforii, o której traktuje; bez dystansu, którego pozwoliłyby nabrać wydarzenia końca roku 1981. Dziś, gdy emocje dawno już opadły, trudno jest nam być może zrozumieć fenomen sequela Wajdy. Pamiętać jednak należy, że „Człowiek z żelaza” był dokładnie taki, jaki miał być. Takiego naród potrzebował i taki sobie zamówił. I z tej perspektywy warto na niego spojrzeć.
Patrycja Rojek
7. Niewinni czarodzieje (1960)
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Portret młodego pokolenia (czytelników śp. „Przekroju”!) kreślony w jazzowej Warszawie lat 60. do dziś uderza dwuznacznością romantyzmu – dawno po rewolucji seksualnej, w czasach cynizmu szczególnie aktualną. Wyrafinowana miłosna gra słów i gestów w wykonaniu Pelagii (Krystyna Stypułkowska) i Bazylego (Tadeusz Łomnicki) ujawnia swą szkodliwą sztuczność. W nadmiarze konwencja – nieważne, jak ekscytująca – umieszczona w realnych ramach, traci na atrakcyjności u samych jej sprawców, ujawnia ich ograniczenia i dramat wewnętrzny. Wyjątkowo niepolityczna reprymenda, której Wajda udzielał iście Mickiewiczowskiemu pokoleniu (w filmie deklamującemu zresztą wersy „Dziadów”), „niewinnym młodym czarodziejom”, bojącym się rzeczywistości i zaczarowującym ją bańką cynicznej konwencji, za sprawą cenzury niemogącej ścierpieć jednorazowych miłosnych przygód na ekranie musiała stracić na dosadności. Pelagia we wzorcowym finale nabiera zatem odwagi do przekłucia bańki. I choć zdawać by się mogło, że w łeb wziął tym samym cały zamysł tytułowego zaklinania rzeczywistości, to w sukurs przyszedł Wajdzie Krzysztof Komeda i jego (tutaj godny magisterskiej analizy) jazz – towarzyszący na zmianę to bohaterom, to samym widzom; to sztucznym flirtom, to prawdziwym emocjom. Jak gdyby, gdy słów już brak, za pomocą samego tylko języka muzyki bańka konwencji na powrót zdradziecko otaczać miała niepewną kontynuację romansu. Bo to, jak on się kończy, zależy już tylko od nas i naszego odczytania Wajdowskiego dzieła. Dziś powiedzielibyśmy, że przewrotne dialogi pióra Jerzego Andrzejewskiego, przez Jerzego Skolimowskiego przemienione (ponoć jednej tylko nocy) w doskonały scenariusz, to dzieło miłośnika flirciarskich opowieści, który – jak Tarantino podważa zasady czarnego kryminału – zabawia się gatunkiem romansu, a przy okazji uwspółcześnia i uniwersalizuje ukochaną, „zakochaną” konwencję. Mamy zatem dzieło „meta”, które, jak rzadko bywa, jest nieśmiertelne i uniwersalne.
Gabriel Krawczyk
8. Polowanie na muchy (1969)
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Powstałe w 1969 roku „Polowanie na muchy” opowiada o kryzysie osobowości bezbarwnego Włodka (Zygmunt Malanowicz), spędzającego życie na codziennym kursowaniu między nudną pracą a domem, w którym nikt go nie słucha – ani żyjący telewizją teść, ani odpychająca teściowa, ani upodabniająca się do niej żona. Włodek studiował niegdyś rusycystykę, został z niej jednak usunięty po pięciu semestrach. Kiedy więc wraz z niespodziewanym poznaniem Ireny (Małgorzata Braunek), pięknej studentki polonistyki, pojawia się szansa na powrót do szalonego młodzieńczego życia, z łatwością daje się uwieść tej perspektywie. Po sukcesie „Kanału”, „Popiołu i diamentu” i „Popiołów” Andrzej Wajda – jeszcze młody, a już zaliczany do grona mędrców polskiego kina, kręci komedię. Jedni nie wierzą, że to twór tego samego autora. Drudzy wierzą – i patrzą z niesmakiem na ten bezsensowny eksces. My natomiast z satysfakcją przyznajemy, że „Największemu Polskiemu Reżyserowi” udało się zalotnie puścić oko – choć po latach sam zainteresowany będzie się tego zagorzale wypierał. Tymczasem film zaczął żyć własnym życiem i zyskał grono zagorzałych wielbicieli – którzy nie mają wiele wspólnego z narodowym kultem ogółu twórczości Wajdy. Momentami może się nawet wydawać, że w swojej jedynej komedii reżyser zdobył się na autoparodię – choćby w zabawnym epizodzie obsadzając Daniela Olbrychskiego, czołowego aktora swego kina patriotycznego. W „Polowaniu na muchy” nie ma za to śladu po martyrologii, mitach narodowych i szkolnych lekturach. Pojawiający się w ich miejsce ożywczy luz to ewenement, który w tak pełnym kształcie nie objawił się w filmach Wajdy już ani razu. A szkoda.
Patrycja Rojek
9. Korczak (1990)
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Ostatni, jak na razie, godny uwagi film Andrzeja Wajdy, nakręcony na podstawie scenariusza Agnieszki Holland tuż po politycznym przełomie 1989 roku. Przed laty z tematem tym zmierzył się już Aleksander Ford. Niestety, nakręcony za pieniądze zachodnioniemieckie i izraelskie – już po wygnaniu reżysera z Polski – obraz „Jest pan wolny, doktorze Korczak” (1974) nie spełnił oczekiwań. Nie mógł zresztą tego zrobić. Ford, będący przez lata głównodowodzącym polskiej kinematografii, przyzwyczajony był do idealnych warunków na planie, gdzie nie musiał liczyć się ani z ludźmi, ani z pieniędzmi. Pracując w ograniczeniu, nie potrafił dać z siebie wszystkiego. Wajda takich problemów nie miał, dlatego nakręcił film poruszający, z kolejną wspaniałą kreacją Wojciecha Pszoniaka. Codzienne życie w getcie pokazane zostało przez pryzmat prowadzonego przez Korczaka sierocińca, co nieco zawęziło pole obserwacji. Nie oznacza to, że obraz idealizował rzeczywistość. Wręcz przeciwnie: rozpaczliwe próby ochrony dzieci przed piekłem, jakie rozpętało się na zewnątrz, podkreślają jedynie tragedię mieszkańców getta. W pamięć wbija się jednak zwłaszcza końcowa sekwencja, w której Wajda postanowił zrezygnować z realizmu na rzecz baśniowej wręcz inscenizacji. Tyle że ta baśń mimo wszystko nie miała szczęśliwego zakończenia.
Sebastian Chosiński
10. Danton (1982)
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
„Danton” to w dużej mierze ekranizacja sztuki „Sprawa Dantona”, którą w połowie lat 70. Wajda wystawił na deskach warszawskiego Teatru Powszechnego. Reżyser przymierzał się przez kilka lat do przeniesienia dramatu Stanisławy Przybyszewskiej na ekran, lecz dopiero po odkryciu Gerarda Depardieu w jednym z paryskich teatrów, filmowy „Danton” nabrał realnych kształtów. W założeniu obraz Wajdy miał opierać się na koprodukcji polsko-francuskiej. Studio Gaumont wyłożyło pieniądze, realizację filmu zaplanowano w Polsce. Produkcję zatrzymało jednakże ogłoszenie stanu wojennego, i dopiero po wielu perturbacjach zdjęcia udało się przenieść nad Sekwanę. Te przykre wydarzenia znalazły także swoje odzwierciedlenie w filmie. W „Dantonie” bowiem Wajda zobaczył okazję do przemycenia komentarzu do ówczesnych wydarzeń w Polsce. W płomiennych tyradach Dantona odczytujemy ból i zawód z powolnej klęski rewolucji. Paralelnie do ruchu „Solidarności” obserwujemy brutalne tłamszenie chwilowego szczęścia z pozornej wolności obywateli. Na potrzebę jasnej przeciwwagi postać Dantona w filmie mocno wybielono. Naprzeciw rewolucjonisty ustawiono złego do szpiku kości Robespierre’a, genialnie zagranego zresztą przez Wojciecha Pszoniaka, twarz bezwzględnego terroru, pełną pustych ideologicznych haseł i żądzy władzy za wszelką cenę. Dlatego też „Danton”, choć generalnie spodobał się we Francji, nie został uznany przez Francuzów za wierny historii i przez to za „własny”.
Kamil Witek
koniec
8 października 2013

Komentarze

08 X 2013   11:18:58

Ja bym wyrzucił na koniec "Człowiek z marmuru" i "Człowiek z żelaza", a na 5 miejscu umieścił "Brzezine".
"Wesele" chyba również było niezłe, ale nie pamiętam zbyt dobrze.

12 X 2013   21:40:28

"Pierwszorzędne aktorstwo Wojciecha Pszoniaka, Daniela Olbrzychskiego i Andrzeja Seweryna"
- Pszoniak i Seweryn to wiem, ale kto to ten Olbrzychski?

13 X 2013   09:08:40

Cybulski w "Popiele i diamencie" nie nosił skórzanej kurtki, tylko materiałową, używaną przez US Army "M43".

20 X 2013   16:07:38

@Adam

Ja bym wyrzucił na koniec "Człowiek z marmuru" i "Człowiek z żelaza", a na 5 miejscu umieścił "Brzezine"

Calkowita zgoda. Wczoraj rozmawialem z jednym takim Francuzem. Znal dwa filmy Wajdy "Popiol i diament" i "Brzezine". Polecilem mu "Panny z Wilka" i "Ziemie obiecana". Kiedy zapytal o "Czlowiekow z ..." zmienilem temat.

25 X 2013   11:47:16

@Rico
Nie tylko "Olbrzychski". Ten artykuł został zupełnie pominięty przez redakcyjną korektę. Wstyd.

10 X 2016   20:02:45

Szkoda, że wczoraj, czyli 09.10.2016 zmarł. Tworzył świetne filmy, które nie miały żadnej konkurencji pod względem wykonania i fabuły.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Patriotyzm lokalny. Z grubsza.
Jarosław Loretz

11 XI 2019

Dziś chwila odpoczynku od kina indyjskiego. Zamiast tego proponuję rzut oka na zaoceaniczne podejście do naszego lokalnego patriotyzmu.

więcej »

Z filmu wyjęte: Śmigłowiec rzecz droga
Jarosław Loretz

4 XI 2019

Co zrobić, gdy w filmie potrzebny jest helikopter, ale ekipa nie za bardzo ma skąd wyskrobać na niego pieniądze…?

więcej »

Do kina marsz: Listopad 2019
Esensja

2 XI 2019

A oto pakiet - naprawdę interesujących - zapowiedzi filmowych na listopad. Zróżnicowany wybór tytułów, jak to mówią - każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

więcej »

Polecamy

Patriotyzm lokalny. Z grubsza.

Z filmu wyjęte:

Patriotyzm lokalny. Z grubsza.
— Jarosław Loretz

Śmigłowiec rzecz droga
— Jarosław Loretz

Samochód rzecz święta
— Jarosław Loretz

Idea wiecznie żywa
— Jarosław Loretz

Dalekowschodnie nauki
— Jarosław Loretz

Jubileuszowy ptak
— Jarosław Loretz

Jak w plener, to z przyjaciółmi
— Jarosław Loretz

Pamiętajcie o higienie!
— Jarosław Loretz

Dom jak malowanie
— Jarosław Loretz

Po szkielecie poznasz ich
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.