Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 września 2019
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Najlepsze filmy science fiction – suplement (1)

Esensja.pl
Esensja.pl
Konrad Wągrowski
Redakcyjna dyskusja pokazała, że dalecy byliśmy od jednomyślności w przygotowywaniu naszego rankingu. Od dziś więc zaczynamy publikować zbiory filmów, których w szczególności zabrakło wybranym uczestnikom głosowania. Na początek Wielka Dziesiątka Nieobecnych Konrada Wągrowskiego.

Konrad Wągrowski

Najlepsze filmy science fiction – suplement (1)

Redakcyjna dyskusja pokazała, że dalecy byliśmy od jednomyślności w przygotowywaniu naszego rankingu. Od dziś więc zaczynamy publikować zbiory filmów, których w szczególności zabrakło wybranym uczestnikom głosowania. Na początek Wielka Dziesiątka Nieobecnych Konrada Wągrowskiego.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Alphaville (Alphaville, une étrange aventure de Lemmy Caution, 1965, reż. Jean-Luc Godard)
Przyznam, że fascynuje mnie ten film. I to niekoniecznie już jego warstwa tematyczna – superkomputer rządzący społecznością, ludzie pozbawieni emocji – takie tematy od czasów „Alphaville” fantastyka filmowa przetworzyła już dziesiątki razy, coś, co mogło być w 1965 roku nowatorskie i inspirujące, dziś jest już oczywiste i nieomal banalne. Ale forma, forma tego filmu urzeka nieodmiennie. Połączenie kina SF, czarnego kryminału, kina gangsterskiego, filmowego komiksu, kina francuskiej nowej fali i pewnie jeszcze paru innych poetyk w jednym dziele. Akcja na obcej planecie, ba! obcej galaktyce, na którą można dojechać samochodem. Manifestacyjne unikanie jakiejkolwiek futurystycznej scenografii. Eddie Constantine w roli Lemmy’ego Cautiona zamawiający w hotelu telefoniczną rozmowę międzygalaktyczną. No i oczywiście przepiękna muza Godarda Anna Karina jako Natacha von Braun. „Alphaville” to jeden z tych filmów, do których się wraca – najpierw poznając go jako klasyka SF, potem jako film Godarda, a potem – po prostu szukając możliwych znaczeń i interpretacji i by sprawdzić, czy scena egzekucji na basenie nadal robi tak niesamowite wrażenie.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Ghost in the Shell 2: Innocence (2004, reż. Mamoru Oshii)
„Ghost in the Shell 2” to film niespecjalnie popularny, niespecjalnie znany. A przecież dzieło to nie byle jakie. Po pierwsze – kontynuacja kultowego „Ducha w pancerzu”, jednego z najlepszych wcieleń filmowego cyberpunku. Po drugie – „Innocence” było pierwszym filmem anime nominowanym do Złotej Palmy w Cannes. Przyznać jednak należy, że film do najłatwiejszych nie należy. Nieczęsto spotyka się przecież dzieło fantastycznonaukowe w konwencji czarnego kryminału, przeładowane literackimi nawiązaniami i cytatami, z filozoficznymi dysputami, poruszające kwestie istoty człowieczeństwa, mieszające świat realny z rzeczywistością wirtualną. Niech was jednak to nie przeraża – motyw przewodni jest prosty – dwójka detektywów prowadzi śledztwo w sprawie serii brutalnych morderstw. Oczywiście wiemy, że w jakiś sposób pojawić musi się główna bohaterka poprzedniej części, major Motoko Kusanagi, która całkowicie zrezygnowała ze swej fizycznej powłoki. Jest więc w „Innocence” wątek kryminalny, są świetnie zrobione sceny akcji, jest poważne przesłanie, jest też co podziwiać – wiele scen, ze szczególnym uwzględnieniem cudnej ulicznej parady, po prostu zapiera dech w piersiach.
Istota z innego świata (The Thing from Another World, 1951, reż. Christian Nyby, Howard Hawks)
Ten znakomity film znany dziś jest niestety głównie dzięki remake’owi Johna Carpentera. Ale pierwowzór różni się bardzo od filmu z Kurtem Russellem. Podobne jest zawiązanie akcji – ludzie z polarnej bazy (tu akurat na Alasce) znajdują zagrzebany w lodzie statek kosmiczny. Podczas gdy u Carpentera jego pasażerem był stwór potrafiący kopiować inne organizmy, w filmie Nyby’ego pasażer ma jak najbardziej wyraźne ciało. Jest istotą roślinno-zwierzęcą, żywiącą się krwią i odporną na broń palną. Oczywiście załoga bazy (tu wojskowej) będzie musiała stawić jej czoło. Film nie jest horrorem jak remake, straszy niewiele, bardziej stawiając na konflikt podejścia do przybysza z innej planety. Co ciekawe, rację przyznaje się tu nie naukowcowi próbującemu nawiązać kontakt, lecz prostemu żołnierzowi, który wie, że najpierw trzeba strzelać a potem pytać, a dobry obcy to martwy obcy. Film ma świetny scenariusz z serią błyskotliwych dialogów, jest dobrze zagrany – jego prawdziwym reżyserem był bowiem Howard Hawks, twórca wielu klasycznych westernów (m.in. „Rzeka Czerwnona”, „Rio Bravo”, „Eldorado”) i kryminałów („Człowiek z blizną”, „Wielki sen”). „The Thing from Another World” to pierwsze tak wyraziste filmowe ostrzeżenie przed najazdem z kosmosu, wyrażone przez słynne słowa „Uważajcie na niebo” („Watch the skies!”). Film mający czar produkcji lat 50., ale wybijający się ponad nie stylem i jakością realizacji.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Mad Max 2 – Wojownik szos (Mad Max 2, 1981, reż. George Miller)
Nasza redakcja zdecydowała, że na miejsce w rankingu najlepszych filmów SF zasługuje pierwsza część opowieści o Szalonym Maksie Rockatanskym, a część druga wylądowała w głosowaniu na początku drugiej setki zestawienia. Cóż, vox populi… Ja jednak, podobnie jak wielu fanów, wyżej stawiam kontynuację opowieści o wojowniku spustoszonego świata. Po pierwsze – film ma dużo ciekawszą kreację świata, w którym toczą się wojny o ostatnie zasoby, a resztki cywilizacji wyniszczane są przez coraz bardziej zdegenerowane bandy. Dodajmy, że ten świat stał się wzorem dla niezliczonej liczby postapokaliptycznych nawiązań i symbolem całego nurtu. Po drugie – bo jest zwyczajnie ciekawszy, atrakcyjniejszy od strony sensacyjnej fabuły. Po trzecie wreszcie – bo ma jeden z najbardziej widowiskowych finałów i jednocześnie jeden z najlepszych pościgów samochodowych w historii kina bez wysokich budżetów.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Ostatnia noc (Last Night, 1998, reż. Don McKellar)
Mały, piękny film, który praktycznie niezauważony przemknął przez nasze kina w 2000 roku. Wielka szkoda. „Ostatnia noc” jest właśnie tym, co sugeruje jej tytuł – opowieścią o ostatnich kilku godzinach istnienia świata. Nie wiemy co ma się stać, twórcy specjalnie się nad tym nie pochylają, jedynie pewne fakty – jak choćby to, że mimo faktu, że mamy środek nocy, jest zupełnie jasno – wskazują na to, że coś się dzieje ze Słońcem. Tak czy inaczej los naszej planety jest przesądzony, a co więcej – wszyscy o tym wiedzą. Jak więc spędzić te ostatnie kilka godzin? Można w szalonej ostatniej zabawie, można łamiąc prawo, ale można też do samego końca spełniać swe obowiązki (np. dostarczając ludziom energię elektryczną), bądź w radiu puszczać ostatnią wiązankę ulubionych przebojów. Ale większość ludzi chce po prostu spędzić te chwile z najbliższymi, główna bohaterka próbuje dotrzeć do męża, by wraz z nim oczekiwać na koniec. Klimatyczne, niegłupie, niskobudżetowe, ale autentycznie przejmujące i każące samemu sobie postawić się w takiej sytuacji. Co zrobilibyśmy, wiedząc, że świat ma jeszcze tylko godziny istnienia przed sobą?
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Pierwsi na Księżycu (Первые на Луне, 2005, reż. Aleksei Fedorchenko)
Świetny, choć mało znany rosyjski paradokument fantastycznonaukowy. Jak się okazuje, pod koniec lat 30. w Związku Radzieckim rozwinięto program księżycowy, który miał zakończyć się lądowaniem na naszym satelicie. Film – w śmiertelnie poważnej tonacji – przedstawia przygotowania ekipy do lotu z takimi perełkami jak szkolenie do lotu karła (bo kapsuła mogła być bardzo mała), inwigilacja kosmonautów za pomocą cichych przenośnych kamer (o dużych gabarytach), skąd zresztą wzięły się archiwalne zdjęcia, czy udanie się ekipy naziemnej po starcie rakiety z syberyjskiego kosmodromu aż na Krym, bo tylko tam znajduje się teleskop, którym można było śledzić przebieg lotu. Jak to się kończy? Niejednoznacznie – z jednej strony kontakt z kosmonautą zostaje zerwany, stąd nie można się chwalić zdobyciem Księżyca, z drugiej istnieją dowody, że nie tylko dotarł on do naszego satelity, ale nawet stamtąd wrócił – podobno widziano go potem w Mongolii i Chinach. Film nie tylko bawi doskonale swą paradokumentalną formułą, ale i budzi lekki niepokój, zadając pytania o zderzenie totalitarnej mentalności z rozwojem technologicznym. Tak czy inaczej – Rosjanie byli pierwsi na Księżycu. A obecność tego filmu w zestawieniu z pewnością urozmaiciłaby nasz ranking.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Solaris (2002, reż. Steven Soderbergh)
Szkoda, wielka szkoda, że na ten film w Polsce patrzono jedynie przez pryzmat genialnej powieści Stanisława Lema. Zadziwiające, że polscy krytycy nie rozumieli, że sztuka filmowa rządzi się innymi prawami i nie musi, a nawet nie powinna niewolniczo naśladować literatury. Soderbergh nie pokazał Oceanu, nie wstawił lemowskich rozważań o niemożliwości kontaktu, zamienił Sartoriusa na kobietę, rozbudował sceny ziemskie i położył nacisk na historię miłosną. I co z tego? Ważne, że stworzył przepiękny wizualnie, poważny, złożony, inteligentny film. Film z ambicjami filozoficznymi, ale także dotykający każdego na zwykłym ludzkim poziomie – konsekwencji decyzji, które podejmujemy, tego jak przeżywamy swoje życie, kim stają się dla nas najbliżsi. Warto dać się ponieść tej niespiesznej, poetyckiej opowieści, warto dać jej ponowną szansę, bo wcale nie potrzebuje wielkiego ekranu, by urzekać. Wciąż mam nadzieję, że i tu zajdzie przypadek „Odysei” i „Blade Runnera” – film będzie zyskiwał z czasem, nie pozwalając o sobie zapomnieć przez lata, podczas gdy słuch zaginie po współczesnych blockbusterach.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Solaris (Солярис, 1972, reż. Andriej Tarkowski)
Jak wiadomo, fani fantastyki dzielą się na tych, którzy nie znoszą obu ekranizacji „Solaris” Lema, tych, którzy uważają wersję Tarkowskiego za arcydzieło, a Soderbergha za holywoodzkiego gniota oraz tych, stosunkowo nielicznych, którzy uważają, że Tarkowski przynudzał, a dopiero Soderbergh nakręcił ciekawy film. Ja nie należę do żadnej z tych grup, bo poza tym, że uważam książkę Lema za arcydzieło, to cenię sobie wysoko obydwie najważniejsze jej ekranizacje. Tarkowski podszedł do „Solaris” bardzo poważnie, wykorzystał główne założenia fabuły Lema, ale opowiedział swoją, nacechowaną religijnie opowieść. Jego film nadal jest przejmujący, wieloznaczny, piekielnie nastrojowy i intrygujący. No i nie wyobrażam sobie, by można było zakończenie oglądać bez przechodzącego przez środek pleców dreszczyka.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Star Trek II: Gniew Khana (Star Trek: The Wrath of Khan, 1982, reż. Nicholas Meyer)
Zaprawdę, wiele jest powodów, dla których można polubić „Gniew Khana”, drugą filmową część „Star Treka”, i dla których zasługiwałby na miejsce w pierwszej setce najlepszych filmów SF. Twórcy po ambiwalentnych komentarzach dotyczących „The Motion Picture” poszli po rozum do głowy i jako główną spajająca klamrę wzięli nawiązanie do jednego z najlepszych odcinków serialu, stawiając naprzeciw Kirka naprawdę groźnego i malowniczego przeciwnika. Scenariusz jest spójny, fabuła znakomicie trzyma w napięciu, sceny akcji są mądrze przerywane scenami wyczekiwania i ciekawymi rozmowami na ulubione przez fanów, poważniejsze tematy. Pojedynek dwóch statków kosmicznych wzorowany jest – tak jak w „Gwiezdnych wojnach” – na klasycznych filmach wojennych, tyle tylko, że nie dotyczących jak u Lucasa działań powietrznych, ale morskich (widać tu wyraźny wpływ wojennego klasyka „Enemy Below” z Robertem Mitchumem i Curdem Juergensem w rolach głównych). Film też cieszy różnymi drobniejszymi elementami – ciekawą porucznik Saavik (Kirstie Alley) kultowym testem „Kobayashi Maru”, pionierskim wykorzystaniem grafiki komputerowej w scenie wizualizacji działania programu Genesys. Aktorzy nie udają już, że są w takiej samej formie, jak w serialu, ale ich starzenie staje się jednym z głównych tematów filmów, nadających mu psychologicznej głębi. Ale oczywiście najważniejsze są finałowe sceny poświęcenia Spocka i jego pożegnania z Kirkiem, sceny, które mogły się stać jednymi z najsłynniejszych w historii filmowej SF, gdyby nie zostały zdeprecjonowane w następnych częściach. Ale jednak gdy Kirk mówi, że spośród wszystkich istot, które spotkał na swej kosmicznej drodze Spock był najbardziej ludzki, nadal dreszcz przechodzi po plecach.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Ucieczka z Nowego Jorku (Escape from New York, 1981, reż. John Carpenter)
W zasadzie John Carpenter nie powinien czuć się rozczarowany – na naszej liście znalazły się aż 3 jego filmy („Coś”, „Oni żyją!” i „Ciemna gwiazda”), a przecież on sam nie był nigdy jakimś wybitnym artystą kina, pominięcie czwartej propozycji nie jest więc jakimś wielkim skandalem. No tak, ale w moim mniemaniu „Ucieczka z Nowego Jorku” no, nie jest może najlepszym z filmów Carpentera (to miano przynależy się oczywiście „Coś” („Cosiowi"? „Czemuś"?) ), ale z pewnością jest drugim w kolejności. Opowieść o nieprawdopodobnie charyzmatycznym przestępcy Snake’u Plisskenie („Słyszałem, że nie żyjesz”), wysłanym z misją odnalezienia prezydenta, którego samolot rozbił się na Manhattanie przekształconym w ogromne, samozarządzające sobą więzienie, to kultowy klasyk. Klimatyczne, mroczne, ale i dowcipne (finał!), okraszone galerią malowniczych bohaterów, jest bardzo ciekawym przedstawicielem dystopijnej fantastyki.
• • •
Głosuj w naszym konkursie.
koniec
6 listopada 2013

Komentarze

06 XI 2013   15:12:21

To ja jeszcze prosze o ewentualne dodanie nie wymienionego nigdzie "Impostora" z ciekawą rolą Gary Sinise

06 XI 2013   15:32:22

a "Equilibrium" jak nie było, tak nie ma dalej :/

06 XI 2013   20:36:57

Pełna zgoda odnośnie "Mad Maxa 2"

06 XI 2013   20:50:46

To ja poproszę o 100 najgorszych filmów fantastycznych spod znaku Sandsharks czy The Killer Shrews

06 XI 2013   21:51:26

Panie Konradzie, Pana typy pokazują, że jako naczelny powinien pan częściej tupnąć nogą, uderzyć pięścią w stół i wprowadzić jakieś zalążki dyktatury... Toć same wielkie braki Waszego rankingu pan wymienił. Jeszcze tylko "Akirę" dodałbym koniecznie do tego zestawienia.

07 XI 2013   02:19:19

Bardzo celne dodatki. Brak Solaris, Alphaville i dwojki Mad Maxa (chocby za spowodowanie lawiny nasladownictw i, oczywiscie, te finalowa scene) dziwi niepomiernie.

07 XI 2013   23:16:56

"Ghost in the shell" nagminnie tłumaczony jest jako "Duch w pancerzu". Czy naprawdę nikt nie wie, czym jest shell w informatyce i jak wygląda na ekranie? Proponuję zerknąć na angielską wersję hasła w wikipedii. Czyż nie jest już jaśniej, o co chodzi z tytułem filmu?

08 XI 2013   14:26:23

Alphaville, Ucieczka z Nowego Jorku, Mad Max 2, Solaris... Pierwsza setka rankingu bez tych filmów wygląda śmiesznie. Więcej zamordyzmu w redakcji zdecydowanie konieczne.

16 XI 2013   10:50:19

@mimik
Wszystko ładnie, pięknie, ale GitS to 攻殻機動隊 (Kōkaku Kidōtai) dosłownie po angielsku "Mobile Armored Riot Police". Więc jednak pancerz.

18 XI 2013   14:10:04

"a "Equilibrium" jak nie było, tak nie ma dalej :/" i bardzo dobrze.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Dom jak malowanie
Jarosław Loretz

16 IX 2019

Każdy pewnie marzył, żeby jego dom – nieważne, czy willa, czy niebotyk – stał w zielonym zagajniku. Niektórzy w tej sytuacji sadzą drzewa, a niektórzy po prostu sięgają po… zieloną farbę.

więcej »

Z filmu wyjęte: Po szkielecie poznasz ich
Jarosław Loretz

9 IX 2019

Mawia się, że w łańcuchu ewolucyjnym człowieka wciąż są tzw. zaginione ogniwa, czyli formy pośrednie między małpą a homo sapiens. Niewykluczone, że hinduscy twórcy filmowi odkryli niedawno jedno z takich ogniw.

więcej »

Do kina marsz: Wrzesień 2019
Esensja

6 IX 2019

Zapraszamy na przegląd najciekawszych premier kinowych września 2019.

więcej »

Polecamy

Dom jak malowanie

Z filmu wyjęte:

Dom jak malowanie
— Jarosław Loretz

Po szkielecie poznasz ich
— Jarosław Loretz

Uwaga na glizdoludzi!
— Jarosław Loretz

Rozbrykana rogacizna
— Jarosław Loretz

Polska szkoła plakatu
— Jarosław Loretz

Dlaczego sypanie soli na drogi jest złym pomysłem
— Jarosław Loretz

Drzewa-zabójcy
— Jarosław Loretz

A w zaświatach tańce i swawole
— Jarosław Loretz

Dla chcącego nic trudnego
— Jarosław Loretz

Gdy mści się niechlujstwo
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Tegoż twórcy

Klasyka kina radzieckiego: Dostojewski na stacji kosmicznej
— Sebastian Chosiński

Esensja ogląda: Czerwiec 2015
— Grzegorz Fortuna, Jarosław Robak

Czas post-apokalipsy
— Marta Bałaga

Esensja ogląda: Styczeń 2014 (3)
— Krystian Fred, Michał Kubalski, Daniel Markiewicz, Agnieszka Szady

East Side Story: Niebo tu bywa nad wyraz okrutne
— Sebastian Chosiński

Co nam w kinie gra: Wielki Liberace
— Marta Bałaga

Espoo Ciné 2013: W szafie i za świecznikiem
— Marta Bałaga

Seks, kłamstwa i leki antydepresyjne
— Ewa Drab

Esensja ogląda: Sierpień 2012 (DVD)
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Daniel Markiewicz, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Lipiec 2012
— Sebastian Chosiński, Ewa Drab, Grzegorz Fortuna, Alicja Kuciel, Małgorzata Steciak, Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Kochając Diego, nienawidząc Maradony
— Konrad Wągrowski

Najtrudniejsza decyzja
— Konrad Wągrowski

Ten dziwny przycisk „dojrzewanie”
— Konrad Wągrowski

Sympatyczny seryjny morderca
— Konrad Wągrowski

Finał poniżej oczekiwań
— Konrad Wągrowski

Inwazja ekojaszczurów
— Konrad Wągrowski

Kryminalny egzystencjalizm
— Konrad Wągrowski

900 metrów w pionie
— Konrad Wągrowski

Mam wiersz
— Konrad Wągrowski

Obiecaliśmy już wszystko. Czego jeszcze chcecie?
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.