Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 września 2019
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Najlepsze filmy science fiction – suplement (3)

Esensja.pl
Esensja.pl
Nasz zbiór osobistych suplementów, dzieł, które zdaniem autora zasłużyły na miejsce w setce najlepszych filmów SF wszech czasów kończy wybór Sebastiana Chosińskiego. Oczywiście, nie może w nim zabraknąć propozycji z bloku socjalistycznego.

Sebastian Chosiński

Najlepsze filmy science fiction – suplement (3)

Nasz zbiór osobistych suplementów, dzieł, które zdaniem autora zasłużyły na miejsce w setce najlepszych filmów SF wszech czasów kończy wybór Sebastiana Chosińskiego. Oczywiście, nie może w nim zabraknąć propozycji z bloku socjalistycznego.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Krakatit (reż. Otakar Vávra, 1949)
„Krakatit” – druga, po „Fabryce absolutu”, powieść Karela Čapka – ujrzał światło dzienne w 1924 roku. Książka, opowiadająca o wykryciu materiału wybuchowego o niespotykanej wcześniej mocy, była amalgamatem science fiction, melodramatu i dreszczowca politycznego. Szybko też stała się jednym z najgłośniejszych dzieł fantastyczno-naukowych międzywojnia. Do tego stopnia, że dwa lata po zakończeniu drugiej wojny światowej postanowiono dokonać jej ekranizacji. Nie bez powodu właśnie wtedy – w ludzkiej pamięci wciąż jeszcze bardzo świeże były wspomnienia po eksplozjach jądrowych w Hiroszimie i Nagasaki, a powieściowy Krakatit niebezpiecznie przypominał bombę atomową (mimo że zasada jego działania była oczywiście zupełnie inna). Powieść Čapka swój tytuł zawdzięczała indonezyjskiemu wulkanowi Krakatau, którego erupcja w 1883 roku – a więc zaledwie siedem lat przed narodzinami pisarza – niemal dosłownie wstrząsnęła całym światem. Dość powiedzieć, że huk słyszalny był ponoć na odległość grubo ponad trzech tysięcy kilometrów. Nic dziwnego, że z biegiem czasu dociekliwego Czecha – w końcu filozofa! – zaczęło nurtować pytanie: Jakie skutki dla ludzkości miałoby wynalezienie broni, której moc byłaby porównywalna z potęgą wulkanu? „Krakatit” jest próbą udzielenia na nie odpowiedzi.
Obraz Otakara Vávry jest bardzo wierną adaptacją książki. Jedyne, co reżyser dodał od siebie, to spinające klamrą opowieść sceny rozgrywające się w szpitalu, do którego trafia skrajnie wyczerpany główny bohater. Tym samym całą historię poznajemy jako retrospekcję, na poły senny majak szalonego naukowca. Główną postacią filmu jest inżynier Prokop (nie poznajemy jego imienia), chemik pracujący nad zupełnie nowym materiałem wybuchowym. Naukowiec bardzo szybko poznaje na własnej skórze moc rażenia związku, który ochrzcił – na cześć wspomnianego już wcześniej wulkanu – Krakatitem. Gdy z niewiadomych przyczyn jego niezabezpieczona cząstka wybucha w laboratorium, całe pomieszczenie zostaje doszczętnie zniszczone. Oszołomiony naukowiec ucieka i, bliski szaleństwa, włóczy się po ulicy. Tam w opłakanym stanie znajduje go Jerzy Tomesz, dawny znajomy ze studiów na uniwersytecie. Udziela mu schronienia, ale gdy od majaczącego Prokopa dowiaduje się, nad czym ten pracował, podstępem wyciąga od niego wzór chemiczny substancji i wyjeżdża, pozostawiając przyjaciela samego w swoim domu. Gdy Prokop dochodzi do siebie, próbuje odnaleźć Tomesza i jednocześnie nie dopuścić, aby jego wynalazek posłużył fanatykom politycznym.
Więcej o filmie: „Krakatit”.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Solaris (Солярис, reż. Andriej Tarkowski, 1972)
Film Andrieja Tarkowskiego postrzegany jest w Polsce przede wszystkim przez pryzmat tego, co powiedział / napisał o nim Stanisław Lem, a pisarz wyraził się o drugiej ekranizacji „Solarisu” (o pierwszej wspominamy tutaj) wyjątkowo nieprzychylnie. Swego czasu krążyły nawet legendy na temat konfliktu, jaki wybuchł na planie pomiędzy reżyserem obrazu a twórcą pierwowzoru literackiego, który to spór zakończył się powrotem Lema do Polski. Co by jednak nie mówić o prawie autora do chronienia swojego dzieła, tym razem nasz wielki rodak nie miał racji. Bo choć Tarkowski odszedł daleko od przesłania powieści, to mimo wszystko nakręcił film, który w cuglach powinien – tak, powinien! – załapać się do pierwszej dziesiątki każdego rankingu najlepszych obrazów science fiction. A że w „Esensji” nie załapał się nawet do setki – towarzyszyć temu mogą jedynie łzy niezrozumienia. „Solaris” książkowy i filmowy to utwory może nie skrajnie odmienne, ale na pewno – zwłaszcza w warstwie filozoficzno-teologicznej – bardzo różne. Różnice te mogły być zresztą jeszcze większe, gdyby reżyserowi udało się przeforsować pierwotną wersję scenariusza, która zakładała, że aż dwie trzecie akcji rozgrywać się będzie na Ziemi, a tylko jedna trzecia w przestrzeni kosmicznej. Przeciwko temu bardzo ostro jednak zaprotestował pisarz i w efekcie Tarkowski wycofał się z tego pomysłu. Nie porzucił jednak innej koncepcji. Reżyser uważał bowiem, że film fantastycznonaukowy powinien być maksymalnie niefantastyczny, aby łatwiej było w niego uwierzyć.
Ekranizując Lema, Rosjanin postawił sobie za punkt honoru jak najdalej odejść od science fiction. Co, jak wiemy, spotkało się z całkowitym niezrozumieniem i odrzuceniem przez autora książki. Film Tarkowskiego nasycony został symboliką daleką od poglądów pisarza. Przede wszystkim – choć akcja rozgrywa się w przestrzeni kosmicznej, a bohaterowie noszą uniwersalne imiona – jest dziełem na wskroś rosyjskim. Przekonują o tym już pierwsze sielankowe sekwencje. Samotny Kelvin spacerujący wśród bujnej, rozkwitającej przyrody, późniejsze przybycie gości (Bretona z synkiem), taras willi, na którym przed chwilą właśnie skończono pić kawę – to obrazy niemal żywcem przeniesione ze sztuk Antona Czechowa. Z kolei już na stacji kosmicznej, w czasie licznych dyskusji ze Snautem i Sartoriusem, bohaterowie odwołują się do dziewiętnastowiecznej literatury rosyjskiej – Dostojewskiego i Tołstoja. Nie na darmo Lem dostrzegał w „Solarisie” kolejną wariację na temat „Zbrodni i kary”, a Tarkowski wcale się od tego nie odżegnywał. Krytycy dzieła zwracają również uwagę na jego monotonię i nazbyt teatralną grę aktorską. Uwaga ta dotyczy głównie Donatasa Banionisa (filmowy Kris Kelvin). Z drugiej strony jednak właśnie ta nieśpieszna narracja i oszczędny sposób gry Litwina pozwalają skupić się na tym, co w dziele Tarkowskiego najważniejsze – psychice głównego bohatera i jego wewnętrznej przemianie.
Więcej o filmie: „Solaris”.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Pora deszczów (Гадкие лебеди, reż. Konstantin Łopuszanski, 2006)
Z tą powieścią Braci Strugackich zawsze był problem. „Brzydkie łabędzie” – jeszcze jako nowela – napisane zostały w 1968 roku, nie mogły się jednak wtedy ukazać na łamach czasopisma „Mołodaja Gwardija” z powodu zakazu cenzury. Rękopis, który trafił do tej i innych redakcji, został jednak skopiowany i niebawem znalazł się w obiegu nielegalnym, jako tak zwany samizdat. Ktoś wywiózł go również za granicę, w efekcie czego w 1972 roku książka została, bez zgody autorów, wydana w Republice Federalnej Niemiec. W tym czasie Arkadij i Borys pracowali już nad kolejnym dziełem, które ukończyli w 1982 roku i ostatecznie nadali mu tytuł „Kulawy los”. Już po zakończeniu pracy doszli jednak do wniosku, że można dodać doń – w formie powieści w powieści – nieznane wcześniej, przynajmniej oficjalnie – „Brzydkie łabędzie”. Ale była też druga koncepcja – aby w tej formule zaistniało jeszcze inne dziełko Braci, powieść „Miasto skazane”. I tak w następnych latach (między 1986 a 1989 rokiem) – w różnych czasopismach i wersjach książkowych – pojawiło się kilka wariantów tej samej, zdawałoby się, książki. W Polsce wydano ją pod trzema postaciami: jako „Porę deszczów” (tak przetłumaczono na język polski oryginalny tytuł „Гадкие лебеди”), „Kulawy los” (z dodanymi doń „Brzydkimi łabędziami”) oraz „Miasto skazane”. Z której wersji skorzystał reżyser Konstantin Łopuszanski (którego notabene uhonorowaliśmy, umieszczając w setce najlepszych filmów science fiction inne jego dzieło, nakręcone dwie dekady wcześniej „Listy martwego człowieka”)? Z najwcześniejszej. Stąd też taki, a nie inny tytuł.
W ogólnym zarysie scenariusz filmu zgodny jest z powieścią. Różni się natomiast w szczegółach. Strugaccy nasycili „Porę deszczów” wieloma obrazkami obyczajowymi; dostrzegalny jest w niej również typowy dla nich dystans do bohaterów i przedstawianego świata, jak i swoisty sarkazm. W filmie Łopuszanskiego wszystko to zeszło na dalszy plan. Reżyser uwypuklił natomiast apokaliptyczną wizję miasta i gatunku – czytaj: mokrzaków – skazanego na zagładę. Stąd wszechpanujący deszcz i mrok, obrazy totalnego zniszczenia i upadku. Wizualnie obraz przywodzi na myśl „Blade Runnera”, choć nie należy z tego faktu wyciągać zbyt daleko idących wniosków. Akcja toczy się wolno, bohaterowie lubią pogadać, nie zawsze na temat. To znaczy w pierwszej chwili wydaje nam się, że nie na temat. W rzeczywistości jednak dzięki rozbudowanym dialogom reżyserowi udało się stworzyć kilka interesujących portretów psychologicznych, dalekich od jednoznaczności (vide pisarz Wiktor Baniew czy będący orędownikiem twardego rozprawienia się z mokrzakami Paweł Sumak). Mimo pewnych wad, obraz robi spore wrażenie. W pamięci pozostają przede wszystkim widoki zrujnowanego miasta; obojętnym nie pozostawia widza również ostatnia, niema scena z Irą Baniew (córką Wiktora) w roli głównej. Reżyser stawia w niej pytanie, na które sam odpowiedzi nie udzielił. Ale to dobrze, pozostawił tym samym pole do domysłów, będąc wiernym przesłaniu literackiego pierwowzoru.
Więcej o filmie: „Pora deszczów”.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jutro wstanę rano i oparzę się herbatą (Zítra vstanu a oparím se cajem, reż. Jindřich Polák, 1977)
Choć najbardziej znanym filmem fantastycznonaukowym czeskiego reżysera Jindřicha Poláka jest „Ikaria XB1” (1963), czyli wolna adaptacja „Obłoku Magellana” Stanisława Lema, warto sięgnąć także po nakręconą czternaście lat później komedię science fiction „Jutro wstanę rano i oparzę się herbatą”. Jej akcja rozgrywa się w odległej przyszłości – w epoce, w której podróże w przeszłość są już codziennością. Karel Bureš jest pilotem wehikułu umożliwiającego swobodne przemieszczanie się w czasie. Pewnego dnia w wyniku splotu wyjątkowo tragicznych okoliczności nie może się on pojawić w pracy; zamiast niego zgłasza się jego brat bliźniak, Jan. Wywołuje to masę zabawnych perypetii, ale jest także bolesną lekcją dla Jana, który przekonuje się, że Karel prowadzi (a raczej prowadził) wyjątkowo brudne interesy. Jakie? Między innymi dogadał się z byłymi nazistami, którzy z jego pomocą zaplanowali dostarczenie Adolfowi Hitlerowi… bomby atomowej. Nie trzeba dodawać, że doprowadziłoby to do zwycięstwa III Rzeszy i całkowicie odmieniło losy świata. Jak to w czeskiej komedii bywa, przez dłuższy czas fabuła jest tak zapętlona, że nikt nic nie wie, ale ostatecznie wszystko się wyjaśnia, a Hitler… Przekonajcie się zresztą sami!
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Trudno być bogiem (Es ist nicht leicht ein Gott zu sein, reż. Peter Fleischmann, 1989)
Jeden z niesłusznie zapomnianych filmów science fiction lat 80. ubiegłego wieku. Zrealizowany przez reżysera z Niemiec, w koprodukcji radziecko-niemiecko-francuskiej. Warto jednak dodać, że do powstania tej pierwszej w historii adaptacji powieści „Trudno być bogiem” Braci Strugackich przyłożyli rękę także Polacy: jednym z producentów był Jerzy Hoffman, część zdjęć jest autorstwa Jerzego Gościka, a główną rolę – progresora Antona, czyli don Rumaty – zagrał nieżyjący już Edward Żentara (poza nim w obsadzie znaleźli się jeszcze między innymi Regimantas Adomaitis i Werner Herzog). Anton jest naukowcem; został wysłany na planetę, której poziom rozwoju cywilizacyjnego przypomina ziemskie średniowiecze. Aby móc przyglądać się mieszkańcom (badać ich i zapisywać ich historię), udaje jednego z nich. Nie może jednak w żaden sposób ingerować w bieg wydarzeń, co okazuje się niezwykle trudne, zwłaszcza gdy ma się do czynienia z bezdusznym tyranem. Don Rumata w wykonaniu Żentary to, jak na obiektywnego uczonego przystało, człowiek zdystansowany wobec rzeczywistości, w jakiej się znalazł; gdy jednak doświadcza okrucieństw niesprawiedliwych rządów, nie waha się sięgnąć po miecz i podjąć walkę w obronie uciśnionych. Kto wie, może gdyby chwilę później Związek Radziecki nie zaczął chylić się ku upadkowi, losy obrazu Fleischmanna potoczyłyby się zupełnie inaczej. W każdym razie jest to jedno z tych dzieł, o których należy pamiętać. Chyba że zostanie przyćmione przez nową ekranizację tej kultowej powieści Strugackich autorstwa śp. Aleksieja Germana, która swoją premierę światową będzie miała 13 listopada podczas VIII Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Rzymie.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Utracona pamięć (2009: Lost Memories, reż. Lee Si-myung, 2002)
Monumentalne azjatyckie kino akcji z niezwykle istotnym dla fabuły wątkiem podróży w czasie, a jednocześnie dzieło propagandowe mające pomóc w leczeniu kompleksów Koreańczykom z południa. W świecie wymyślonym przez Lee Si-myunga Korea nie jest niepodległym państwem, a częścią imperium japońskiego; wielu mieszkańców półwyspu dawno już pogodziła się z tym stanem rzeczy, wśród nich jest pracownik Japońskiego Biura Śledczego w Seulu Masayuki Sakamoto, który za partnera ma rodowitego Japończyka – Shojiro Saigo. Obaj starają się rozwikłać tajemnicę zagadkowego ataku terrorystycznego na wystawę zorganizowaną przez Centrum Inoue, za którą to akcją stoi działająca w konspiracji Koreańska Armia Wyzwoleńcza. Śledztwo prowadzi Masayukiego do odkrycia faktu, że dzięki starożytnemu artefaktowi służby specjalne Kraju Kwitnącej Wiśni zmanipulowały przeszłość i zmieniły losy obu państw. Chcąc odwrócić ten proces, Masayuki musi udać się do… 1909 roku. Świetna muzyka, zapierające dech w piersiach sceny akcji oraz klasyczny motyw science fiction w duchu Philipa Dicka. Nie jest to film idealny, ale na pewno twórczo rozwijający idee autora „Ubika”.
• • •
Głosuj w naszym konkursie.
koniec
8 listopada 2013

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Dom jak malowanie
Jarosław Loretz

16 IX 2019

Każdy pewnie marzył, żeby jego dom – nieważne, czy willa, czy niebotyk – stał w zielonym zagajniku. Niektórzy w tej sytuacji sadzą drzewa, a niektórzy po prostu sięgają po… zieloną farbę.

więcej »

Z filmu wyjęte: Po szkielecie poznasz ich
Jarosław Loretz

9 IX 2019

Mawia się, że w łańcuchu ewolucyjnym człowieka wciąż są tzw. zaginione ogniwa, czyli formy pośrednie między małpą a homo sapiens. Niewykluczone, że hinduscy twórcy filmowi odkryli niedawno jedno z takich ogniw.

więcej »

Do kina marsz: Wrzesień 2019
Esensja

6 IX 2019

Zapraszamy na przegląd najciekawszych premier kinowych września 2019.

więcej »

Polecamy

Dom jak malowanie

Z filmu wyjęte:

Dom jak malowanie
— Jarosław Loretz

Po szkielecie poznasz ich
— Jarosław Loretz

Uwaga na glizdoludzi!
— Jarosław Loretz

Rozbrykana rogacizna
— Jarosław Loretz

Polska szkoła plakatu
— Jarosław Loretz

Dlaczego sypanie soli na drogi jest złym pomysłem
— Jarosław Loretz

Drzewa-zabójcy
— Jarosław Loretz

A w zaświatach tańce i swawole
— Jarosław Loretz

Dla chcącego nic trudnego
— Jarosław Loretz

Gdy mści się niechlujstwo
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Tegoż twórcy

Klasyka kina radzieckiego: Dostojewski na stacji kosmicznej
— Sebastian Chosiński

Wyprawa do jądra jasności
— Sebastian Chosiński

Demony wojny według Tarkowskiego
— Sebastian Chosiński

To wielki grzech marnować iskrę Bożą
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Bez nieba gwiaździstego, bez prawa moralnego
— Sebastian Chosiński

Kanibal z Niebuszewa
— Sebastian Chosiński

Olbrzym, którego nie należy się bać
— Sebastian Chosiński

Kim jestem? Czego chcę? Dokąd dążę?
— Sebastian Chosiński

Olof Palme musiał zginąć!
— Sebastian Chosiński

Hodowla Zła w centrum Londynu
— Sebastian Chosiński

Nekrofil z Poznania
— Sebastian Chosiński

Nieprzewidywalna przewidywalność
— Sebastian Chosiński

Wśród skorpionów
— Sebastian Chosiński

Pociągiem do Piekła
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.