Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 marca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXXIV

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray

więcej »

Zapowiedzi

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Zakochany Bilbo, czyli nieznane ekranizacje „Hobbita”

Esensja.pl
Esensja.pl
Sebastian Chosiński, Konrad Wągrowski
Jeśli myślicie, że Peter Jackson jako pierwszy porwał się na ekranizację „Hobbita”, jesteście w dużym błędzie. Jeśli myślicie, że przed nim była tylko wersja animowano-musicalowa, również się mylicie. Zobaczcie u nas cały pakiet ekranizacji książki J.R.R. Tolkiena, ekranizacji, w których palce maczali Amerykanie, Czesi, Rosjanie i Finowie. Ekranizacji, w których mamy Bilba zaręczonego z księżniczką, Bilba jako angielskiego lumpa, czy też Bilba wyglądającego na nieco upośledzonego.

Sebastian Chosiński, Konrad Wągrowski

Zakochany Bilbo, czyli nieznane ekranizacje „Hobbita”

Jeśli myślicie, że Peter Jackson jako pierwszy porwał się na ekranizację „Hobbita”, jesteście w dużym błędzie. Jeśli myślicie, że przed nim była tylko wersja animowano-musicalowa, również się mylicie. Zobaczcie u nas cały pakiet ekranizacji książki J.R.R. Tolkiena, ekranizacji, w których palce maczali Amerykanie, Czesi, Rosjanie i Finowie. Ekranizacji, w których mamy Bilba zaręczonego z księżniczką, Bilba jako angielskiego lumpa, czy też Bilba wyglądającego na nieco upośledzonego.
Hobbit (The Hobbit, 1966, reż. Gene Deitch)
„Hobbit” Gene Deitcha z 1966 to pierwsza w historii ekranizacja dzieła J.R.R. Tolkiena, można więc by rzecz, że dzieło historyczne, a mimo tego do niedawna wręcz całkowicie zapomniane. Bardzo ciekawa jest historia powstania tego dwunastominutowego filmu. Amerykański producent William L. Snyder nabył w połowie lat 60. prawa do zapomnianej już nieco powieści J.R.R. Tolkiena „Hobbit” i zapragnął zekranizować ją w pełnometrażowej wersji animowanej. Do współpracy zaprosił Gene Deitcha, amerykańskiego animatora, pracującego i mieszkającego wówczas w czeskiej Pradze, znanego z realizacji odcinków seriali „Tom i Jerry” oraz „Popeye”. Deitch miał ambitne plany, co do filmu, chciał wdrażać nowe techniki animacji i stworzyć nietuzinkowe dzieło – trwały rozmowy, przygotowywane były prezentacje. W 1966 roku gwałtownie wybuchła moda na Tolkiena, „Władca pierścieni” zaczął zawrotną karierę. Snyder zdał sobie sprawę, że wartość praw do książki idzie gwałtownie w górę i może je odsprzedać z dużym zyskiem bez konieczności jakiejkolwiek pracy. Aby jednak te prawa utrzymać, musiał przedstawić film, poprosił więc Deitcha o stworzenie kilkunastominutowej, nieskomplikowanej wersji dzieła. I taki film właśnie powstał, w formie sfilmowanych statycznych grafik autorstwa czeskiego ilustratora Adolfa Borna, z dodaniem narracji zza kadru.
„Hobbit” Deitcha generalnie korzysta z powieściowych wątków, zabawnie je upraszczając i zmieniając. Nie ma tu mowy o krasnoludach, Dale jest miastem ludzkim, smok (tu zwany Slagiem) niszczy je, pozostawiając przy życiu jedynie troje mieszkańców: Strażnika, generała (!) Thorina Dębową Tarczę i księżniczkę (!) Mikę. Czarodziej Gandalf mówi, że przepowiednia głosi, że, by odzyskać miasto i pokonać smoka, potrzebna jest pomoc Bilbo Bagginsa. Dalej mamy Groany – dziwną krzyżówkę trolli i entów, Golluma (Goloom), zabicie smoka przez Bilba (!) za pomocą klejnotu, no i wreszcie wątek romansowy Bilba i księżniczki! A zresztą – zobaczcie sami:
Hobbit (The Hobbit, 1977, reż. Jules Bass i Arthur Rankin Jr.)
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Kolejna ekranizacja „Hobbita” była animowanym filmem dla dzieci z roku 1977, wyreżyserowaną przez Julesa Bassa i Arthura Rankina Jr. Ta sama ekipa trzy lata później stworzyła w identycznej konwencji „Powrót króla”, będący jednocześnie sequelem do „Hobbita”, jak i w pewnym stopniu do nieukończonego „Władcy pierścieni” Ralpha Bakshi. Są to nie tylko filmy animowane, ale również musicale – piosenek jest w nich więcej niż wierszy w książkach – w „Powrocie króla” śpiewają nawet orki wyruszające na wojnę! Piosenki są raczej jednolite melodycznie, dość jednostajne, można rzec, że usypiające. Infantylnie, dobranockowo, wyglądają też projekty postaci. Krasnoludy przypominają krasnoludki z disneyowskiej „Królewny Śnieżki”, orki wyglądają jak skrzyżowanie Diabła Tasmańskiego z Kojotem z filmów o Strusiu Pędziwiatrze. Co ciekawe, najpaskudniejsze są elfy, zwłaszcza w „Hobbicie"…
„Hobbit” jest stosunkowo wierny książce, ale ze zmianami spowodowanymi skierowaniem filmu do dzieci. Sceny, w książce dramatyczne, złagodzone są tu przez piosenki, a kluczowa, kulminacyjna Bitwa Pięciu Armii jest ukazana czysto schematycznie, jako chaotycznie biegające kropki w różnych kolorach – bez walki, bez krwi, bez dramatów. I tu pojawia się największa zmiana w stosunku do fabuły książki – Bilbo w bitwie udziału nie bierze, siedzi sobie z boku, ogląda, komentując bezsens prowadzenia wojen. I to właśnie jego stosunek do wojaczki poróżni go z Thorinem, nie kwestia klejnotu. Rozumiem, że to taki chwyt wychowawczy, ale nie poradzę nic na to, że dla mnie Bilbo wyszedł tu na tchórza, który, choć wie kto jest dobry, a kto zły, nie raczy pomóc swym przyjaciołom…
Fantastyczna podróż pana Bilbo Bagginsa Hobbita
(Skazochnoe puteshestvie mistera Bilbo Begginsa, Khobbita, 1985, reż. Władimir Łatyszew)
Bilbo Baggins, Gandalf czy też Gollum mówiący z ekranu w języku rosyjskim – to może być już dla zatwardziałych wielbicieli prozy Tolkiena zbytnia ekstrawagancja. Ale skoro po rosyjsku przemawiali do nas bohaterowie Aleksandra Dumasa (Atos, Portos, Aramis i D’Artagnan) oraz Arthura Conan Doyle’a (Sherlock Holmes i doktor Watson), czemuż nie mieliby mieć takiej możliwości bohaterowie „Hobbita” i „Władcy Pierścieni”? W połowie lat 80. ubiegłego wieku na pomysł ten wpadło szefostwo leningradzkiej wytwórni „Lentelefilm”, specjalizującej się w produkcji programów telewizyjnych. W efekcie powstał trwający siedemdziesiąt minut spektakl teatralny, który zarejestrowano w studiu na taśmie filmowej. Adaptacji tekstu podjęli się Tatiana Jakowlewa do spółki z Jewgienijem Wiełtistowem, a za reżyserię odpowiadał nieżyjący już od ponad dwudziestu lat Władimir Łatyszew, ceniony twórca teatralny, przez całą karierę związany najpierw z Kaliningradem, a następnie Leningradem. Dla telewizji realizował on głównie inscenizacje tekstów o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej („Tarantula”, 1982; „Pójść i nie wrócić”, 1987) oraz kryminały o bohaterskiej milicji leningradzkiej („Dzień dla dwojga”, 1985; „Głębia”, 1985). Słowem – sowiecka sztampa. Wyjątkami w twórczości Łatyszewa były jednak dwa spektakle: adaptacja noweli Iwana Bunina „Nathalie” (1988) oraz interesująca nas dzisiaj „Fantastyczna podróż pana Bilbo Bagginsa Hobbita”. Dzieło Tolkiena zostało w miarę wiernie przeniesione na ekran, choć oczywiście nieuniknione były skróty. Narratora opowieści, czyli Tolkiena, zagrał Zinowij Gerdt („Złote cielę”), Bilbo patrzy na widzów oczyma Michaiła Daniłowa („Agonia”), a Gandalf – Iwana Kraski („Taras Bulba”, „Jesteśmy z przyszłości 2”). W krasnoludy, jak i pozostałe postaci, wcielili się już aktorzy nieco mniejszego formatu, choć mający bogaty dorobek teatralny i filmowy; w scenach tanecznych natomiast pojawili się artyści leningradzkiego Teatru Opery i Baletu. Choć spektakl pozbawiony jest zapierających dech w piersiach efektów specjalnych, co znacznie ograniczyło możliwości kreacji Śródziemia, trzeba przyznać, że scenografowie wykonali kawał dobrej roboty; kilkoma prostymi trickami udało się też przedstawić najbardziej fantastyczne elementy powieści (w każdym razie Smaug na pewno nie prezentuje się gorzej niż jego kuzyn w ekranizacji „Wiedźmina”). Znacznie mniejszą wyobraźnią popisali się za to kostiumografowie; dość powiedzieć, że Bilbo przypomina trochę angielskiego lumpa. Podsumowując: intrygująca ciekawostka, której jednak Rosjanie nie muszą się wstydzić.
Hobbici (Hobitit, 1993, reż. Timo Torikka)
Dziewięcioodcinkowy serial fiński „Hobbici” (w sumie aż około 270 minut emisji) jest ekranizacją „Władcy pierścieni”, opowiadanej z punktu widzenia hobbitów, a w szczególności Sama Gamgee, który jest narratorem całej opowieści. Przypomina się tu żart Michała Chacińskiego, który pisał niegdyś o najbardziej wiernej adaptacji „Władcy pierścieni”, jaką miało być odczytanie książki przed ekranem. Tak właśnie wygląda początek fińskiego serialu: stary Sam zaczyna opowiadać historię Pierścienia gromadzie małych hobbiciątek – na szczęście później zaczynają pojawiać się sceny będące inscenizacjami jego opowieści (swoją drogą Sam snuje swą opowieść w taki sposób, że aż dziw, że dzieciaki nie uciekają z krzykiem). Wypada tu zauważyć, że serial jest ekranizacją całej Tokienowskiej opowieści, a „Hobbita” dotyczy jedynie pierwszy odcinek o tytule „Bilbo”. Znajdziemy w nim wstęp do historii Pierścienia, epizod ze Smeagolem i Deagolem, ale przede wszystkim słynną grę w zagadki, jakie zadawali sobie Bilbo i Gollum. Kolejne odcinki, jak wyraźnie dowodzą ich tytuły („Droga”, „Stary las”, „Pod Rozbrykanym Kucykiem”, „Obieżyświat”, „Lórien”, „Mordor”, „Góra Przeznaczenia”, „Oswobodzenie”), to już pozbawiona scen bardziej efektownych historia rodem z „Władcy pierścieni”.
Serial jakością wykonania przypomina to, co niegdyś u nas nazywało się „Teatrem Młodego Widza”. Nieskomplikowana scenografia i charakteryzacja, sceny kręcone wyłącznie w studiu (plenery dla scen na otwartym terenie dodane zostały na etapie postprodukcji), aktorstwo albo zbyt drewniane, albo przerysowane. Bilbo ma wąsy i, szczerze powiedziawszy, wygląda na nieco umysłowo upośledzonego. Warto zwrócić też uwagę na przemianę Smeagola w Golluma (której głównym elementem jest coraz bardziej zredukowana koszula) i efekty specjalne, gdy po założeniu Pierścienia Bilbo niczym diabeł z polskich baśni znika w huku i kłębie dymu. W sumie pewnego rodzaju kuriozum dla fanów, choć nie można odmówić Finom ambicji. Obejrzyjcie zresztą sami:
Niniejszy tekst opowiada tylko o innych wersjach „Hobbita”, ale warto przy tym wspomnieć o ekranizacjach trylogii: „Władcy pierścieni” Ralpha Bakshiego z 1978 roku i „Powrocie Króla” Julesa Bassa i Arthura Rankina Jr. – o których obszerniej pisaliśmy TUTAJ. Dla chętnych również starannie wykonane fanowskie prequele „Władcy pierścieni": „Polowanie na Golluma” (The Hunt for Gollum, 2009, reż. Chris Bouchard) i „Zrodzony z nadziei” („Born of Hope”, 2009, reż. Kate Madison), które możecie obejrzeć TUTAJ i TUTAJ.
koniec
20 grudnia 2013

Komentarze

21 XII 2013   20:13:39

Lata temu (jakieś 20) trafiłem w telewizji na zniekształconą adaptację w polskiej telewizji w ramach teatru dla dzieci. Poza zagadkami niewiele zostało z oryginału, niemniej powinno się liczyć.

30 XII 2013   22:44:39

Gandalf z rosyjskiego Hobbita wygląda niemal jak Pan Kleks:D

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Ćwiczenia pod prysznicem
Jarosław Loretz

18 III 2019

Czyli mozół dawnych kąpieli w nie całkiem historycznej odsłonie.

więcej »

Z filmu wyjęte: Wyścig donikąd
Jarosław Loretz

11 III 2019

Czyli jak wykorzystać panienki lekkich obyczajów ku uciesze rozbrykanej gawiedzi.

więcej »

Z filmu wyjęte: Wycieczka donikąd
Jarosław Loretz

4 III 2019

Czyli uroki wypraw trycyklowych w XIX-wiecznej Bawarii.

więcej »

Polecamy

Ćwiczenia pod prysznicem

Z filmu wyjęte:

Ćwiczenia pod prysznicem
— Jarosław Loretz

Wyścig donikąd
— Jarosław Loretz

Wycieczka donikąd
— Jarosław Loretz

Życie w zawieszeniu
— Jarosław Loretz

Wonder Wheel
— Jarosław Loretz

Zróbmy sobie statuę
— Jarosław Loretz

Szpiedzy z tamtych lat
— Jarosław Loretz

Zła passa Cyganów
— Jarosław Loretz

Rtęć morderczą jest
— Jarosław Loretz

Karnawał osobliwości
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.