Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 maja 2020
w Esensji w Esensjopedii

Trzy cięcia: Mirosław Konarowski. Amant z dyplomem

Esensja.pl
Esensja.pl
Trzy. I tylko trzy! Czasami z kilkunastu, często z kilkudziesięciu, niekiedy nawet z kilkuset. Trzy role – nie zawsze najlepsze, ale za to najbardziej charakterystyczne. Role niekiedy zapomniane, lecz na pewno godne ocalenia.

Sebastian Chosiński

Trzy cięcia: Mirosław Konarowski. Amant z dyplomem

Trzy. I tylko trzy! Czasami z kilkunastu, często z kilkudziesięciu, niekiedy nawet z kilkuset. Trzy role – nie zawsze najlepsze, ale za to najbardziej charakterystyczne. Role niekiedy zapomniane, lecz na pewno godne ocalenia.
Chociaż po dziś dzień gra zarówno w teatrze, jak i w serialach telewizyjnych, nie sposób pozbyć się wrażenia, że najlepsze lata kariery ma już za sobą. Nie dlatego, że nagle zabrakło mu talentu, ale z powodu nad wyraz prozaicznego – polscy twórcy filmowi nie są w stanie zaoferować mu odpowiedniej roli. Może jest zbyt mało charakterystyczny – za ładny i za dobre ma maniery. A może w kinie nad Wisłą zwyczajnie nie ma już zapotrzebowania na role inteligentów pod sześćdziesiątkę? Mirosław Konarowski urodził się w Warszawie w 1952 roku. Studia aktorskie ukończył, jako dwudziestopięciolatek, w stołecznej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej. Miał już wówczas za sobą debiut filmowy i sceniczny. O ten pierwszy zadbał dla niego Jan Batory, kręcąc „Jezior o osobliwości” (1972), o drugi – Adam Hanuszkiewicz, powierzając rolę Aleksieja Bielajewa w inscenizacji „Miesiąca na wsi” Iwana Turgieniewa (1974) na deskach Teatru Narodowego. Do świadomości rodaków wdarł się przebojem dzięki wspomnianemu już Batoremu, który po czterech latach zatrudnił go ponownie – tym razem w głośnym i nad wyraz udanym melodramacie z życia studentów Akademii Muzycznej „Con amore”. Która z młodych wówczas dziewczyn po obejrzeniu tego filmu nie wzdychała do Konarowskiego?
Rola pianisty Andrzeja zaszufladkowała go jednak na długie lata. Kolejni reżyserzy angażowali Konarowskiego według sprawdzonego w pierwszych latach kariery schematu – grał przeważnie młodych, przystojnych, często utalentowanych artystycznie inteligentów, uczniów bądź studentów. Tak było w „Akcji pod Arsenałem” (1977) Jana Łomnickiego, gdzie wcielił się w harcmistrza Szarych Szeregów Tadeusza Zawadzkiego „Zośkę”, we „Wśród nocnej ciszy” (1978) Tadeusza Chmielewskiego, w „Dziecinnych pytaniach” (1981) Janusza Zaorskiego. Nawet gdy dojrzał, nie było mu dane uciec z tej „szufladki” – vide „Cudzoziemka” (1986) Ryszarda Bera. Na szczęście trafiła mu się również eksponowana rola w jednym z najwybitniejszych polskich seriali wszech czasów – w „Domu” (1980-2000) Łomnickiego, gdzie z właściwym sobie humorem i dystansem, które niestety rzadko mógł prezentować na ekranie, zagrał Jurka Korna, przyjaciela ze studiów, a potem współpracownika w FSO na Żeraniu głównego bohatera, Andrzeja Talara. W XXI wieku Konarowski też pojawia się w serialach, ale ich poziom z „Domem” niewiele ma wspólnego („Na dobre i na złe”, „Samo życie”, „Pierwsza miłość”, „Na Wspólnej”). Mniej ambitne role filmowe aktor może na szczęście rekompensować sobie dużo bardziej udanymi kreacjami na deskach teatralnych.
Cięcie pierwsze
„Jezioro osobliwości” (reż. Jan Batory, 1972)
Najpierw była adresowana do młodzieży powieść Krystyny Siesickiej. Ujrzała ona światło dzienne w 1966 roku i szybko zwróciła na siebie uwagę filmowców. Jan Batory – znany wtedy między innymi z historycznego „Podhala w ogniu” (1955), bajkowych „O dwóch takich, co ukradli księżyc” (1962), komedii sensacyjnej „Lekarstwo na miłość” (1965) oraz kilku filmów szpiegowsko-kryminalnych („Ostatni kurs”, 1963; „Spotkanie ze szpiegiem”, 1964; „Ostatni świadek”, 1969) – zaproponował napisanie scenariusza autorce książki; sam służył jej pomocą i fachowymi radami. Główną postacią opowieści jest nastoletnia uczennica liceum Marta (w tej roli debiutująca na ekranie Maria Kowalik). Jej matka, Anna (gra ją Barbara Horawianka), dziennikarka radiowa, jest wdową; pewnego dnia poznaje również samotnego Wiktora Sorokę (Stanisław Zaczyk), z którym po czasie postanawia związać się na trwałe. Do tego momentu utrzymuje tę znajomość w tajemnicy przed córką. Tym większym jest to szokiem dla Marty, gdy dowiaduje się o zamierzeniach matki. Na domiar złego przyszły ojczym dziewczyny okazuje się być ojcem Michała (Mirosław Konarowski), którego poznała nieco wcześniej i zadurzyła się w nim od pierwszego wejrzenia. Marta nie radzi sobie z nową sytuacją – matce nie może wybaczyć „zdrady”, drażni ją sama obecność Wiktora w domu, a uczuć Michała nie jest do końca pewna. W efekcie buntuje się w sposób najgłupszy z możliwych, choć bardzo typowy dla jej wieku – chcąc wzbudzić zazdrość młodego Soroki i tym samym poddać go próbie, flirtuje z jego znajomym, pewnym siebie i playboyowatym Patrykiem. Takie gierki rzadko jednak kończą się szczęśliwie. „Jezioro osobliwości” to bardzo poważny dramat psychologiczny, unikający infantylizmu typowego dla podobnych historii o zakochanych i zbuntowanych nastolatkach. Batory postawił przed młodymi aktorami trudne zadanie, ale wywiązali się oni z niego na medal. Zaskakiwała zwłaszcza dojrzałość niespełna dwudziestoletniego Konarowskiego, który w scenie finałowej musiał wspiąć się na szczyty sztuki aktorskiej, co dla osoby dopiero wkraczającej do zawodu było, jak sam po latach wspominał, ogromnym wyzwaniem.
Cięcie drugie
„Con amore” (reż. Jan Batory, 1976)
Po „Jeziorze osobliwości” Mirosław Konarowski skupił się na studiach aktorskich; na trzecim roku PWST zadebiutował w teatrze, a krótko przed dyplomem zagrał swą drugą – i jednocześnie najsłynniejszą – rolę. Tym razem Batory, który pomiędzy obydwiema produkcjami zdążył nakręcić serial „Karino” (1974), sięgnął po tekst Krystyny Berwińskiej. Książka – to chyba ewenement jak na warunki polskiej – wciąż jeszcze czekała wtedy na druk; reżyser dowiedział się o niej, ponieważ w 1975 roku „Con amore” zostało uhonorowane II nagrodą w zorganizowanym przez wydawnictwo „Czytelnik” konkursie na powieść o tematyce współczesnej. Podobnie jak to miało miejsce w przypadku „Jeziora…”, Batory zlecił napisanie scenariusza autorce. Niewiele ryzykował, bo Berwińska miała duże doświadczenie w branży; była już wtedy uznaną autorką słuchowisk radiowych dla dzieci i młodzieży, pisała także sztuki sceniczne, pracowała jako kierownik literacki w teatrach. „Con amore” to historia czworokąta miłosnego, której osią jest miłość młodego pianisty Andrzeja (w tej roli Konarowski) do dziewczyny jego kolegi ze studiów, Grzegorza (gra go Wojciech Wysocki). Obaj przygotowują się do udziału w konkursie chopinowskim; ich wykładowca, profesor nazywany dobrotliwie „Tatą”, większe nadzieje pokłada w Andrzeju, ale ostatecznie to zapatrzony w siebie, skrajnie egoistyczny Grzegorz dociera do kolejnego etapu. Za sukces płaci jednak wysoką cenę – traci uczucie Ewy (w którą wcieliła się aktorka-niezawodowa, wówczas studentka filologii polskiej Uniwersytetu Warszawskiego, Małgorzata Snopkiewicz, która już nigdy więcej nie stanęła przed kamerą). Nie bez powodu zresztą – w chwili największej próby wybiera bowiem karierę zamiast walkę o zdrowie dziewczyny. Altruistyczny Andrzej postępuje dokładnie na odwrót, a jego poświęcenie sprawia, że nawet zakochana w nim platonicznie Zosia (Joanna Szczepkowska), córka profesora, zaczyna sprzyjać ich uczuciu. Konarowski zagrał postać, która musiała wzbudzać szacunek; inna sprawa, że czuł się w skórze Andrzeja idealnie, obdarzając go zapewne wieloma cechami swego charakteru. Film Batorego zebrał wiele nagród, ale był dla aktora ważny z jeszcze jednego powodu, czysto osobistego – na jego planie poznał Szczepkowską, która niebawem została jego żoną.
Cięcie trzecie
„Cudzoziemka” (reż. Ryszard Ber, 1986)
Po sukcesie „Con amore” Mirosław Konarowski nie mógł narzekać na brak propozycji. Chętnie zatrudniano go i w filmach kinowych, i w spektaklach telewizyjnych; oklaskiwali go widzowie teatrów warszawskich – Narodowego (w sezonie 1977/1978), Współczesnego (w latach 1978-1981), wreszcie Polskiego (1981-1987), do którego trafił na fali zmian wraz z nowym dyrektorem Kazimierzem Dejmkiem. Będąc na etacie w ostatnim z wymienionych, otrzymał propozycję zagrania w „Cudzoziemce” – adaptacji wydanej jeszcze przed drugą wojną światową powieści Marii Kuncewiczowej, którą na ekran postanowił przenieść Ryszard Ber. Reżyser ten miał już wtedy na koncie sporo filmów i przedstawień telewizyjnych, o jego pozycji w branży zdecydowały jednak głównie dwa seriale – znakomita ekranizacja „Lalki” (1977) Bolesława Prusa oraz kontrowersyjnego „Popielca” (1982) Włodzimierza Kłaczyńskiego. W 1983 roku Ber nakręcił dramat historyczny „Thais”, który okazał się klapą artystyczną, choć do kin przyciągnął całkiem sporo widzów (głównie z uwagi na wcale nie tak częste wówczas w kinie polskim bardzo śmiałe sceny rozbierane). Nic więc dziwnego, że w następnych latach reżyser marzył o ekspiacji, przywróceniu marki swemu nazwisku. Dlatego skontaktował się z mieszkającą w Kazimierzu Dolnym Marią Kuncewiczową i zaproponował jej napisanie scenariusza na podstawie własnej powieści. W filmowej „Cudzoziemce” Konarowski gra rolę drugoplanową – Michała, syna profesora Januarego Bądzkiego (wcielił się w niego świętej pamięci Marek Walczewski), który uczy gry na skrzypcach główną – a można i rzec: tytułową – bohaterkę (chyba najlepsza kreacja w karierze Ewy Wiśniewskiej). Młoda Róża zakochuje się w Michale do szaleństwa; gdy opuszcza on Warszawę i jedzie do Petersburga, ona rzuca wszystko i rusza za nim. Miłości nie jest jednak dane rozkwitnąć, Bądzki zrywa znajomość z Różą, w wyniku czego decyduje się ona na powrót do Warszawy. Ten nieszczęśliwy związek rzutuje na jej całe dalsze życie, sprawia, że z czasem staje się kobietą zgorzkniałą, niezadowoloną ze wszystkiego; ostatecznie marnuje też swój talent. Jako stara już kobieta rozpamiętuje przeszłość i wciąż wraca myślami do swej młodzieńczej miłości. Michał Bądzki jest więc w pewnym sensie zaprzeczeniem postaci Andrzeja z „Con amore”, a może trafniej byłoby stwierdzić – to rewers tej samej monety, inny wariant tego samego losu. Konarowski zaś po raz kolejny jest na tyle przekonujący, że widz jest w stanie uwierzyć wiekowej już Róży, iż ciągle nie może o nim zapomnieć.
koniec
26 grudnia 2013

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Historia obrazkowa
Jarosław Loretz

25 V 2020

Potrzeba matką wynalazku, czyli jak przekazać szefowi, co się stało. Symultanicznie. Bo wielu nas na jednej sali…

więcej »

Z filmu wyjęte: Podręczna salamandra
Jarosław Loretz

18 V 2020

Któż (z palaczy) by nie chciał darmowej zapalniczki? Wystarczy sięgnąć w trawę, złapać przebierające łapkami zwierzątko i otworzyć mu pyszczek…

więcej »

Weekendowa Bezsensja: Jak poradzić sobie z brakiem dostępu do fryzjera, czyli 10 filmów z niesfornymi włosami
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

13 V 2020

Kwestia zamkniętych zakładów fryzjerskich stała się w ostatnim czasie sprawą narodową. A jak z włosami radzi sobie popkultura? Przyjrzyjmy się, jakie są plusy (i minusy) unikania nożyczek.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.