Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 września 2021
w Esensji w Esensjopedii

Trzy cięcia: Tadeusz Fijewski. Komediowy aktor dramatyczny

Esensja.pl
Esensja.pl
Trzy. I tylko trzy! Czasami z kilkunastu, często z kilkudziesięciu, niekiedy nawet z kilkuset. Trzy role – nie zawsze najlepsze, ale za to najbardziej charakterystyczne. Role niekiedy zapomniane, lecz na pewno godne ocalenia.

Sebastian Chosiński

Trzy cięcia: Tadeusz Fijewski. Komediowy aktor dramatyczny

Trzy. I tylko trzy! Czasami z kilkunastu, często z kilkudziesięciu, niekiedy nawet z kilkuset. Trzy role – nie zawsze najlepsze, ale za to najbardziej charakterystyczne. Role niekiedy zapomniane, lecz na pewno godne ocalenia.
Miliony Polaków pokochały go dzięki rolom komediowym lub na poły komicznym. Tymczasem to, co najwartościowsze w swojej karierze, stworzył w filmach dramatycznych. Młodzieńcza twarz i jasne włosy predestynowały go przez długie lata do grania postaci sympatycznych łobuziaków, urwisów, na których jednak w chwili próby zawsze można liczyć. Tadeusz Fijewski urodził się w 1911 roku na warszawskim Powiślu w rodzinie robotniczej, bez żadnych tradycji artystycznych. Mimo to aktorem został nie tylko on, ale i jego młodsze rodzeństwo – brat Władysław i siostra Barbara. Zadebiutował, mając zaledwie dziesięć lat – pojawił się jako statysta w „Chorym z urojenia” Moliera na deskach Teatru Polskiego. Być może właśnie wtedy „zaraził” się sceną. Przez następne lata występował w przedstawieniach amatorskich dla dzieci i młodzieży. W 1927 roku wziął udział w konkursie organizowanym przez dziennik „ABC”, dzięki czemu trafił na plan swego pierwszego filmu. W niemym jeszcze dramacie „Zew morza” (1927) Henryka Szaro zagrał głównego bohatera w latach dzieciństwa. Potem pojawił się jeszcze w kilku obrazach tego reżysera, między innymi w „Przedwiośniu” (1928), „Dzikusce” (1928) i do dziś bardzo cenionym „Mocnym człowieku” (1929). Nie straszna okazała się dla niego rewolucja dźwiękowa; w nowych warunkach odnalazł się znakomicie, co potwierdził udanymi występami w dramatach politycznych i społecznych „Legion ulicy” (1932) Aleksandra Forda, „Młody las” (1934) Józefa Lejtesa i „Florian” (1938) Leonarda Buczkowskiego, jak i w komediach, w tym jednej z najsłynniejszych z czasów II Rzeczypospolitej, czyli „Pawle i Gawle” (1938) Mieczysława Krawicza, gdzie wystąpił u boku Eugeniusza Bodo i Adolfa Dymszy. W czasie wojny znalazł się w obozach koncentracyjnych w Oranienburgu i Dachau, skąd wrócił w 1941 roku. Pracował, jak wielu aktorów polskich w tamtych czasach, w barze; nawiązał kontakty z Armią Krajową, jako jej żołnierz wziął udział w powstaniu warszawskim, po klęsce którego ponownie został wywieziony do Niemiec i trafił za obozowe druty.
Wyzwolili go alianci, po czym przez kilka miesięcy występował w zespole estradowym Kazimierza Krukowskiego, który objeżdżał okupowane Niemcy, występując głównie dla rodaków. Gdy doszło do podejmowania ważnych decyzji, Krukowski wyjechał do Anglii, a Fijewski wrócił do Polski. Pierwsze role powojenne zaoferowali mu reżyserzy, z którymi pracował przed Wrześniem 1939 roku – Buczkowski (krótkometrażówka agitacyjna „W chłopskie ręce”, 1946) i Ford („Ulica Graniczna”, 1948). Zagrał też w epizodach w debiutach Stanisława Różewicza („Trudna miłość”, 1953) i Andrzeja Wajdy („Pokolenie”, 1954). Triumfalnym powrotem okazała się niewielka, ale wspaniała rola w – również debiutanckiej – „Pętli” (1957) Wojciecha Jerzego Hasa, która otworzyła nowy rozdział w karierze artysty. Dostrzeżono wreszcie w Fijewskim wybitnego aktora dramatycznego, choć – jakby na przekór temu – przez kolejne trzy lata wcielał się w postać nierozgarniętego pana Anatola w trylogii komediowej Jana Rybkowskiego („Kapelusz pana Anatola”, 1957; „Pan Anatol szuka miliona”, 1958; „Inspekcja pana Anatola”, 1959). Ale potem nadeszły czasy „Pierwszego dnia wolności” (1964) Forda i „Lalki” (1968) Hasa, a pomiędzy nimi lśniące jak brylanciki role woźnicy Hipolita Dymka w krótkometrażówce „Ojciec” (1967) Jerzego Hoffmana i starego Czereśniaka w „Czterech pancernych i psie” (1966-1970) Konrada Nałęckiego. Lata 70. XX wieku znaczone były dla Fijewskiego epizodami w wielkich produkcjach kinowych i telewizyjnych – takich, jak „Chłopi” (1972) Rybkowskiego (gdzie zagrał Kubę, parobka Macieja Boryny), „Noce i dnie” (1975) Jerzego Antczaka (w którym był chłopem w administrowanym przez Bogumiła Niechcica majątku w Serbinowie), „Kazimierz Wielki” (1975) Ewy i Czesława Petelskich (którzy zaufali mu do tego stopnia, że obsadzili jako biskupa Nankera). Ostatni raz pojawił się przed kamerą jako dziadek Foton w psychologicznej „Pełni” Andrzeja Kondratiuka, której premiera odbyła się w listopadzie 1979 roku, czyli równo rok po śmierci aktora.
Cięcie pierwsze
„Ulica Graniczna” (reż. Aleksander Ford, 1948)
Nie jest to film pozbawiony wad ani uproszczeń w obrazie hitlerowskiej okupacji Warszawy. A jednak po wsze czasy powinien zajmować należne mu miejsce wśród najważniejszych dzieł w historii polskiej kinematografii. Zaledwie trzy lata po zakończeniu wojny Aleksander Ford podjął całkiem udaną próbę pokazania skomplikowanych relacji polsko-żydowskich w obliczu nazistowskiego zagrożenia. Zaskakuje przede wszystkim przedstawienie szerokiego spektrum zachowań mieszkańców stolicy: od niechętnego Żydom Kazimierza Wojtana (w tej roli Jerzy Pichelski) – w domyśle polskiego endeka – który pod wpływem dramatycznych wydarzeń zmienia swoje poglądy, poprzez syna dorożkarza Cieplikowskiego (którego gra Fijewski), który nie waha się nawet przez moment, mogąc nieść pomoc swoim żydowskim sąsiadom, aż po volksdeutschów Kuśmiraków. Wzrusza przede wszystkim los zamkniętej w getcie rodziny starego krawca. Portret Libermana (jedyna filmowa rola Władysława Godika) modlącego się do Jehowy na tle płonącego getta na długo pozostaje w pamięci. Podobnie zresztą jak scena, w której Dawidek (czternastoletni Jerzy Złotnicki) decyduje się wrócić kanałem do swoich walczących współbraci. Fijewski, choć w chwili kręcenia „Ulicy Granicznej” miał już prawie czterdziestkę, zagrał… nastolatka (po raz kolejny przydała się jego młodzieńcza twarz) – i wypadł w tej roli bardzo przekonująco, co – wbrew pozorom – musiało być dla dojrzałego już aktora sporym wyzwaniem. Ale też Ford dużo nie ryzykował, znał doskonale możliwości pana Tadeusza, pracowali razem jeszcze przed wojną przy „Legionie ulicy” (1932). Po latach reżyser spotkał się z Fijewskim na planie filmowym jeszcze raz; obsadził go ponownie w ekranizacji dramatu „Pierwszy dzień wolności” Leona Kruczkowskiego (1964), który dla aktora okazał się kolejnym kamieniem milowym w karierze, dla Forda natomiast – ostatnim filmem nakręconym w Polsce. Krótko potem autor „Krzyżaków” wyemigrował bowiem do Szwecji, a docelowo – za Ocean, do Stanów Zjednoczonych. „Ulica Graniczna” – jedno z pierwszych powojennych polskich dzieł filmowych (choć częściowo realizowane w Czechosłowacji) – przez długie lata była najmocniejszym w naszej kinematografii głosem w temacie Holokaustu. Biorąc zaś pod uwagę czasy, w jakich powstała – zaskakująco uczciwym i prawdziwym.
Cięcie drugie
„Pętla” (reż. Wojciech Jerzy Has, 1957)
Po „Ulicy Granicznej” nadeszły cięższe czasy dla Tadeusza Fijewskiego. Co prawda grał w teatrach warszawskich – Nowym i Narodowym – ale role kinowe go omijały. Z perspektywy czasu można uznać, że to nawet lepiej, bo cóż godnego uwagi mógłby zagrać w epoce filmowego socrealizmu? Musiał upaść stalinizm, aby Fijewski wrócił na duży ekran na dobre. Pierwszą z wielkich ról była ta w „Pętli” – debiucie pełnometrażowym Wojciecha Jerzego Hasa. Akcja dzieła rozgrywa się w ciągu dwudziestu czterech godzin, podczas których obserwujemy zakończone klęską heroiczne zmagania głównego bohatera z własnym alkoholizmem. Kuba (w tej roli Gustaw Holoubek) jest artystą, choć chyba trafniej byłoby napisać – byłym artystą. Teraz bowiem spędza czas przede wszystkim na piciu. Pewnego dnia pod naciskiem swojej dziewczyny Krystyny (w tej roli Aleksandra Śląska) postanawia po raz kolejny poddać się leczeniu. Umawia się z nią na godzinę osiemnastą, razem mają pójść do lekarza. Problem jednak w tym, aby do tej osiemnastej dotrwać w stanie nienaruszonym. Nękany telefonami wścibskich przyjaciół, Kuba ucieka z domu. Włóczy się bez celu po ulicach. A świat cały jakby sprzysiągł się przeciwko niemu. Ostatecznie, po wielu perypetiach, ląduje w barze „Pod Orłem”, gdzie sięga po pierwszy kieliszek. Tym samym przekracza granicę, zza której nie ma już odwrotu. Ta droga prowadzi tylko w jedną stronę – w najgłębsze zakamarki Piekła. Hasowi wyszedł wspaniały film o alienacji i odrzuceniu, o tragicznej miłości i niemożności odnalezienia szczęścia. I choć obraz został wyprany z bezpośrednich kontekstów i odwołań politycznych, uważny widz właściwie odczyta pewne sugestie reżysera. „Pętli” nie można bowiem rozpatrywać w oderwaniu od czasu, w którym powstała i o którym opowiada. Kuba to człowiek moralnie złamany, który dawno już stracił szacunek dla siebie i tego, czym się przed laty zajmował. Możemy się tylko domyślać, że najbardziej traumatycznym okresem w jego życiu była epoka stalinowska. To wtedy zaczął pogrążać się w nałogu, szukając w alkoholu ucieczki przed nieludzką rzeczywistością. Niezwykle ważną rolę odgrywa w obrazie Hasa czas. Odliczając kolejne godziny, bohater odlicza czas, który mu jeszcze pozostał; zegar śmierci tyka nieustannie. Jest w „Pętli” wiele scen, które wywołują ciarki na plecach. Chociażby atak delirium Rybickiego w aresztanckiej celi czy pełna napięcia rozmowa Kuby z przypadkowo spotkaną w kawiarni dawną ukochaną (świetny epizod Teresy Szmigielówny). Wszystko jednak przebija kilkuminutowa sekwencja w barze „Pod Orłem”, w której mamy niewątpliwą przyjemność podziwiać kunszt aktorski – choć to i tak zbyt słabo powiedziane! – Tadeusza Fijewskiego, wcielającego się w postać alkoholika-saksofonisty, który ostatecznie pozbawia Kubę nadziei na wyjście z nałogu. Kto wie, czy nie jest to najbardziej wstrząsająca scena w całej historii polskiego kina. Film, nasycony symboliką, po dziś dzień uchodzi za najlepszą ekranizację prozy Marka Hłaski. Głównie dlatego, że najbliższą literackiemu oryginałowi.
Cięcie trzecie
„Lalka” (reż. Wojciech Jerzy Has, 1968)
Pierwsza filmowa adaptacja najgłośniejszego romansu w dziejach polskiej literatury wzbudziła po premierze skrajnie mieszane uczucia. Obraz Wojciecha Jerzego Hasa określano mianem „rewii bibelotów” i „romansu w rupieciarni”; wypominano reżyserowi liczne skróty (między innymi całkowitą rezygnację z „Pamiętnika starego subiekta”) i odejścia od fabuły powieści Bolesława Prusa. Z drugiej strony zachwycano się oprawą plastyczną dzieła i dbałością o szczegóły w oddaniu realiów epoki (na potrzeby obrazu wykonano pięćset kostiumów i ponad dwa tysiące dekoracji i rekwizytów, na które wydano dwanaście milionów złotych, co stanowiło niemal dokładnie jedną trzecią budżetu). Na tym niezwykłym – niekiedy skrajnie naturalistycznym, to znów wyuzdanie surrealistycznym – tle Has, w typowy dla siebie zdystansowany sposób, opowiedział dzieje wielkiej miłości i jeszcze większego miłosnego zawodu. Ambitny kupiec Stanisław Wokulski (w tej roli raczej nie kojarzący się z klasycznym amantem filmowym Mariusz Dmochowski) zakochuje się – oczywiście bez wzajemności – w zubożałej arystokratce Izabeli Łęckiej (obdarzonej nader ponętnymi kształtami Beaty Tyszkiewicz). Człowiek zdolny przenosić góry, dosłownie kruszeje w obliczu (nie)cnoty niewieściej; byłego powstańca i Sybiraka, którego nie złamał carski reżim ani sroga zima syberyjska, owija sobie wokół palca – może i śliczna, ale na pewno nie grzesząca przesadną inteligencją – kobieta z wyższych sfer. Od pierwszych minut pachnie wielką tragedią! Kibicujący Wokulskiemu widz, przeżywa prawdziwe katusze, widząc, jak dumny kupiec płaszczy się przed zdegenerowanymi arystokratami i lokuje swoje czyste i naiwne uczucie w najmniej odpowiednim miejscu. Temu wszystkiemu przygląda się również, grany przez Fijewskiego, Ignacy Rzecki. Mimo że wątek starego subiekta został przez Hasa mocno okrojony, wciąż jest to wielka rola. Rzecki jawi się tu bowiem jako swoista ostoja, fundament tożsamości narodowej i patriotyzmu; nie jest jedynie tym książkowym safandułą, zrzędliwym i niezdarnym, ale ma w sobie moc zdolną wpływać na bieg wydarzeń. Ta rola, choć Fijewskiemu dane było występować na deskach teatralnych i przed kamerą jeszcze przez dekadę, była ukoronowaniem jego przebogatej i różnorodnej kariery aktorskiej.
koniec
4 stycznia 2014

Komentarze

04 I 2014   18:11:10

Niedawno obejrzałem "Pętlę", lecz Fijewskiego znam przede wszystkim jako Kubę z "Chłopów". Wybitny aktor o charakterystycznym głosie i aparycji, wprost idealny do grania pachołków, pijaczków i biedaków (inne jego role mnie ominęły). Dwie uwagi:

1) Kuba, tym razem ten z "Pętli", był chyba inżynierem, nie artystą, w każdym razie w opowiadaniu Hłaski.
2) Uprzejmie proszę o częstsze dzielenie bloku tekstu na akapity, będzie się lepiej czytało.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Spiski, wszędzie spiski
Jarosław Loretz

13 IX 2021

Czy duch może mieć coś wspólnego z demonami, kontrolą umysłu i przybyszami z obcej planety? Ależ oczywiście! W końcu wszystko to są… dżiny. Czy jakoś tak.

więcej »

Z filmu wyjęte: Jubileusz w złocie
Jarosław Loretz

6 IX 2021

W dwusetnym odcinku cyklu proponuję odrobinę złota. Z dalekiej Japonii.

więcej »

Nie przegap: Sierpień 2021
Esensja

31 VIII 2021

Oto podsumowanie naszych recenzji opublikowanych w drugą połowę wakacji.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.