Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 marca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Aleksiej German
‹Trudno być bogiem›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTrudno być bogiem
Tytuł oryginalnyТрудно быть богом
ReżyseriaAleksiej German
ZdjęciaWładimir Iljin, Jurij Klimienko
Scenariusz
ObsadaLeonid Jarmolnik, Jurij Curiło, Natalia Motiewa, Aleksandr Czutko, Jewgienij Gierczakow, Piotr Mierkurjew, Ramiz Ibrahimow, Siergiej Stupnikow, Zurab Kipszydze, Walentin Gołubienko, Leonid Timcunik, Walerij Bołtyszew, Juris Lauciņš, Jurij Nifontow, Walerij Gurjanow, Jurij Aszymchin, Anwar Libabow, Anatolij Szwedierski, Aleksandr Sieliezniow, Vytautas Paukšté, Daniił Isakow, Władimir Jumatow
MuzykaWiktor Lebiediew
Rok produkcji2013
Kraj produkcjiCzechy, Rosja
Czas trwania177 min
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Sputnik 2014: Dzień 5

Esensja.pl
Esensja.pl
Dziś prezentujemy recenzje czterech filmów, które jutro będzie można obejrzeć na festiwalu „Sputnik nad Polską": „Trudno być bogiem”, „Niebiańskie żony łąkowych Maryjczyków”, „Iwan, syn Amira” i „Syn”.

Sebastian Chosiński

Sputnik 2014: Dzień 5

Dziś prezentujemy recenzje czterech filmów, które jutro będzie można obejrzeć na festiwalu „Sputnik nad Polską": „Trudno być bogiem”, „Niebiańskie żony łąkowych Maryjczyków”, „Iwan, syn Amira” i „Syn”.

Aleksiej German
‹Trudno być bogiem›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTrudno być bogiem
Tytuł oryginalnyТрудно быть богом
ReżyseriaAleksiej German
ZdjęciaWładimir Iljin, Jurij Klimienko
Scenariusz
ObsadaLeonid Jarmolnik, Jurij Curiło, Natalia Motiewa, Aleksandr Czutko, Jewgienij Gierczakow, Piotr Mierkurjew, Ramiz Ibrahimow, Siergiej Stupnikow, Zurab Kipszydze, Walentin Gołubienko, Leonid Timcunik, Walerij Bołtyszew, Juris Lauciņš, Jurij Nifontow, Walerij Gurjanow, Jurij Aszymchin, Anwar Libabow, Anatolij Szwedierski, Aleksandr Sieliezniow, Vytautas Paukšté, Daniił Isakow, Władimir Jumatow
MuzykaWiktor Lebiediew
Rok produkcji2013
Kraj produkcjiCzechy, Rosja
Czas trwania177 min
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Trudno być bogiem
(2013, reż. Aleksiej German)
Sebastian Chosiński
To zapewne jeden z najdłużej powstających filmów w dziejach kinematografii rosyjskiej. Od momentu kiedy padł pierwszy klaps na planie do chwili gdy ostatecznie zakończono prace nad postprodukcją i obraz trafił do kin, minęło prawie czternaście lat. Z tego też powodu premiery „Trudno być bogiem” – drugiej już ekranizacji powieści Braci Strugackich – nie doczekał reżyser dzieła, Aleksiej German.
Nie znając powieści Strugackich, widz niewiele zrozumie z narracji. Materia utkana przez Aleksieja Jurjewicza może go wręcz przytłoczyć, zadziałać jak kaftan bezpieczeństwa – unieruchomić i ubezwłasnowolnić. A gdyby nie wstęp czytany przez lektora, wiedza na temat świata, w jakim umieszczono akcję, byłaby jeszcze uboższa. Don Rumata to w rzeczywistości Ziemianin, historyk Anton, pracownik Instytutu Historii Eksperymentalnej, który wysłany został na obcą planetę jako obserwator i badacz miejscowej humanoidalnej cywilizacji. Trafia do Arkanaru, gdzie wtapia się w miejscową społeczność. Jest to dla niego o tyle trudne, że ludzie na tej planecie wegetują na poziomie wiedzy odpowiadającej ziemskiemu średniowieczu. Prawa panują okrutne, a życie ludzkie nie przedstawia większej wartości. Anton, zgodnie z obowiązującymi go zasadami, w żaden sposób nie może wtrącać się w bieg wydarzeń, chyba że otrzyma taki rozkaz. Przygląda się terrorowi wprowadzanemu przez don Rebę, pierwszego ministra Jego Królewskiej Mości, który bez litości każe mordować wszystkich mogących kiedykolwiek w przyszłości zagrozić władzy jego pana. Ofiarami padają więc głównie inteligenci, potrafiący pisać i czytać – w nich bowiem czai się zagrożenie. Początkowo don Rumata stara się, zgodnie z otrzymanymi poleceniami, trzymać na uboczu, ale gdy prześladowania dotykają zakochaną w nim dziewczynę, coś się w nim przełamuje i wkracza do akcji.
Tyle wyczuwamy instynktownie, ponieważ German nie mówi wszystkiego wprost; ba! mówi bardzo, bardzo mało. Mający zakaz ingerowania w zastaną rzeczywistość, Anton nie wytrzymuje i ostatecznie staje po stronie represjonowanych, przeciwko tyrańskim rządom. Zwycięża w nim cząstka człowiecza, znaczona współczuciem dla – cytując Fiodora Dostojewskiego – skrzywdzonych i poniżonych. Czy jednak jeden człowiek jest w stanie zmienić cały świat? Nie oszukujmy się. Strugaccy nie byli optymistami, Aleksiej Jurjewicz tym bardziej do nich nie należał – nie oczekujmy zatem po „Trudno być bogiem” happy endu. Od strony wizualnej film Germana jest majstersztykiem. Realia średniowieczne oddane zostały z niezwykłą wręcz precyzją i konsekwencją. Wraz z bohaterami widz brnie po kolana w błocie; otaczające ich brud i brzydota dorównują jedynie bezprzykładnemu okrucieństwu mieszkańców Arkanaru. Pod tym względem reżyser idzie jeszcze dalej niż twórcy powieści, nie pozostawia żadnej nadziei – ludzie często są gorsi od zwierząt, a ich „wilcza” natura znajduje odzwierciedlenie w fizycznych i psychicznych ułomnościach. A jednak Anton dostrzega w nich ludzi, dlatego narusza zasady i staje w ich obronie.
Chociaż przedstawiona na ekranie wizja świata jest oryginalnym pomysłem Germana, trudno oprzeć się wrażeniu, że kształtując ją w swojej wyobraźni, posiłkował się innymi wielkimi dziełami filmowymi. Pierwsze sekwencje „Trudno być bogiem” przywodzą na myśl „Andrieja Rublowa” (1966) Andrieja Tarkowskiego; ponure krajobrazy i rzucające złowieszcze cienie mury zamczyska kojarzą się natomiast z „Królem Learem” (1970) Grigorija Kozincewa, z kolei ubrany w zbroję don Rumata wygląda jak – wypisz, wymaluj – Don Kichot z ekranizacji (1957) autorstwa tego samego reżysera (notabene opiekuna Germana w LGITMiK-u). Nerwowa, momentami bliska histerii narracja może – zwłaszcza polskiego widza – naprowadzić na porównania z „Na srebrnym globie” (1976-1987) Andrzeja Żuławskiego. Podobny jest w obu filmach również sposób prowadzenia kamery, często podążającej wprost za bohaterem, niekiedy nieznacznie go wyprzedzającej, nierzadko zaglądającej mu prosto w twarz. Z powieści Strugackich scenarzyści, czyli German i Karmalita, wysupłali w zasadzie jeden wątek, obudowali go wokół postaci Antona i wraz z nim puścili w ruch.
Przypomina to trochę uruchomienie efektu domina – cały film zbudowany jest bowiem na drodze, jaką musi pokonać don Rumata, by dotrzeć do celu. Spotyka na niej kolejne osoby, w ciasnych korytarzach przepycha się między nimi, nawiązuje z nimi krótką relację (rozmawia, rzuca jedno zdanie, coś im daje, coś od nich odbiera, wymierza bądź przyjmuje cios), po czym rusza dalej. I nigdy się nie cofa. Jest jak meteoryt, który wdziera się w materię obcego świata, zmieniając go już na zawsze. Taka metoda pracy musiałaby być niezwykle trudna dla całej ekipy – aktorów, reżysera, ale nade wszystko dla oświetleniowców i operatora. Ale opłaciło się, ponieważ wizualnie film poraża. Szkoda jedynie, że nie można tego powiedzieć o warstwie fabularnej. German, zrezygnowawszy z linearnej narracji, przekształcając scenariusz w zlepek pojedynczych scen, powiązanych w zasadzie tylko postacią głównego bohatera, zrezygnował z tego, co było siłą powieści Strugackich – interesującej intrygi. Pod tym względem „Trudno być bogiem” najbardziej przypomina – z wcześniejszych dzieł Aleksieja Jurjewicza – „Mojego przyjaciela Iwana Łapszyna”. Tam także mieliśmy do czynienia z podobnym, choć jednak nie aż tak ekstremalnym, zabiegiem. Jednego możemy być więc pewni: German nakręcił dramat filozoficzno-polityczny (w takiej właśnie kolejności), tak naprawdę całkowicie rezygnując ze sztafażu science fiction. Gdyby nie odautorski wstęp, gdzie mowa jest o misji na obcej planecie, nic nie wskazywałoby na to, że mamy do czynienia z innym światem niż Ziemia.
Kinoteka, sala 1, godz. 19:00

Aleksey Fedorchenko
‹Niebiańskie żony Łąkowych Maryjczyków›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNiebiańskie żony Łąkowych Maryjczyków
Tytuł oryginalnyНебесные жёны луговых мари
Dystrybutor Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
Data premiery17 stycznia 2014
ReżyseriaAleksey Fedorchenko
Scenariusz
ObsadaYuliya Aug, Yana Esipovich, Vasiliy Domrachyov, Darya Ekamasova, Olga Dobrina, Yana Troyanova, Olga Degtyaryova, Aleksandr Ivashkevich
Rok produkcji2012
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania106 min
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Niebiańskie żony Łąkowych Maryjczyków
(2012, reż. Aleksey Fedorchenko)
Sebastian Chosiński
Dwadzieścia trzy nowele, trwające od sześćdziesięciu sekund do dziesięciu minut. Zrealizowane w formie komedii, dramatu, baśni, a nawet horroru. Na ekranie aktorzy zawodowi i naturszczycy. Bohaterki liczące sobie lat dwanaście i sześćdziesiąt. Taaak, „Niebiańskie żony Łąkowych Maryjczyków” Aleksieja Fiedorczenki (reżyseria) i Denisa Osokina (scenariusz) to na pewno dzieło niezwykłe – hermetyczne, ale i fascynujące.
Wszystkie bohaterki filmu – a zaznaczmy: to kobiety są w nim najważniejsze – noszą imiona zaczynające się od litery „O”. To nie przypadek – Aleksiej Fiedorczenko podkreślał w wywiadach, że litera ta wygląda jak koło, jak słońce, zamyka się w niej ludzki los, powtarzalność zdarzeń, ciągłe powroty tych samych pór roku, które odmierzają nieustanny upływ czasu. Materia fabuły utkana została z podań, mitów, legend i baśni Maryjczyków, które – choć zrodzone nierzadko w odległej przeszłości – przeniesione zostały w czasy współczesne, w wieki XX i XXI. I nawet jeżeli nie ma tu ciągu przyczynowo-skutkowego zdarzeń, nowelki te układają się w logiczną całość, stają się etnograficznym pomnikiem zapomnianej kultury. Wyłania się z tego zbiorowy portret narodu osobnego, mocno zakorzenionego w swojej przeszłości – przesądnego i zabobonnego, kultywującego – i w pozytywnym, i w negatywnym znaczeniu tego stwierdzenia – tradycje pradziadów. Tyle że obrazu tego nie należy traktować dosłownie; w przeciwnym razie dostrzeżemy w Maryjczykach jedynie zacofanych cywilizacyjnie, pogrążonych w pogańskim szamanizmie barbarzyńców.
Denis Osokin wraz Fiedorczenką dokonali jedynie reinterpretacji dawnych przekazów, obecnych nierzadko jedynie w tradycji ustnej, przenieśli je w świat dużo lepiej nam znany, aby tym sposobem uwypuklić niezwykłość tej kultury. Na ekranie widzimy więc przebierańców, którzy wędrują od chałupy do chałupy i zaczepiają młode dziewczyny, witając w ten sposób nowy rok (nowela „Oszwika” – imiona kobiet są zarazem tytułami kolejnych fragmentów filmu); kobietę, która podupadła na zdrowiu, ponieważ uraziła Wielką Brzozę („Odocza”); kochankę Wiatru („Onałcza”); ciotkę, która pragnie sposobem magicznym przekazać choć cząstkę swej urody krewnej („Okanaj / Oszaniak”); żonę podejrzewającą męża o zdradę i rozmyślającą nad tym, jak przywiązać go z powrotem do siebie („Onia”); synową przepędzoną z domu przez okrutną teściową („Osika”); uzdolnioną artystycznie dziewczynę, która marzy tylko o tym, aby wyrwać się z prowincji i zadebiutować na wielkiej operowej scenie, czym wzbudza zazdrość, gniew i nienawiść swojego chłopaka („Oszaliak”); żonę pragnącą zemścić się na małżonku z powodu jego braku troski o nią („Orika”); młodą kobietę próbującą zerwać z ponurym nastrojem panującym w domu po śmierci ojca („Osyłaj”); zrozpaczoną nastolatkę, która staje się pośmiewiskiem koleżanek, ponieważ bardziej niż na chłopakach zależy jej na muzyce („Ocwojen”).
Spośród wszystkich opowieści dwie zapadają jednak w pamięć szczególnie, ujmując zmiennymi nastrojami i przenikającymi się wątkami śmiesznymi i strasznymi. To dramatyczna historia Oropti, która zostaje ukarana przez leśną boginię-ducha Owdę za to, że nie chce oddać jej swego męża, oraz opowiastka o młodziutkiej Ormarcze, przeżywającej bardzo specyficzny, ale i niebezpieczny rytuał wstąpienia w dorosłość. Świat rzeczywisty, co zresztą sugeruje już sam tytuł filmu, miesza się w „Niebiańskich żonach…” z magicznym, obok siebie współistnieją ludzie i duchy, szamani i bogowie, a życie i śmierć toczą ze sobą niekończący się spór. Granica między tym, co materialne, dotykalne, a istniejące jedynie w świadomości duchowej bohaterów, jest bardzo starannie zatarta; przekraczają ją oni – a zwłaszcza one – nieustannie. Dzięki temu kolejne nowele mają odmienne charaktery – bywa w nich na przemian śmieszno i strasznie; jedne powodują, że na twarzy widza gości uśmiech, inne mogą przyprawić o ciarki na plecach. Niemal wszystkie natomiast – mocno podszyte są erotyką; najczęściej to właśnie pożądanie (by nie rzec: pierwotna chuć) pcha bohaterów do działania, sprowadza na nich nieszczęścia lub sprawia, że odzyskują dobre samopoczucie. Fiedorczenko odrzuca pruderię, ale też daleki jest od odwagi i prowokacji, jakie pragnął wywołać chociażby Lars von Trier w „Nimfomance”.
Kino Iluzjon, Sala Stolica, godz. 20:30

Maksim Panfiłow
‹Iwan, syn Amira›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułIwan, syn Amira
Tytuł oryginalnyИван сын Амира
ReżyseriaMaksim Panfiłow
ZdjęciaOleg Łukiczow
Scenariusz
ObsadaKarolina Gruszka
Rok produkcji2013
Kraj produkcjiRosja, Uzbekistan
Czas trwania116 min
Gatunekdramat, obyczajowy, psychologiczny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Iwan, syn Amira
(2013, reż. Maksim Panfiłow)
Sebastian Chosiński
Akcja obrazu Panfiłowa rozgrywa się w latach 40. XX wieku. Jego główną bohaterką jest Maria (Masza) Michajłowna, mniej więcej trzydziestoletnia kobieta, która prowadzi spokojne – można by nawet rzec, że sielskie – życie u boku męża, kapitana marynarki wojennej Iwana Alejsiejewicza Istomina. Mieszkają w Sewastopolu na Krymie i mają dwójkę dzieci, córeczkę Anfisę i syna Fiodora. Gdy mąż służy na statku, Masza pracuje w miejscowym domu kultury, gdzie prowadzi zajęcia z dziećmi – uczy ich śpiewać, tańczyć. Szczęście rodzinne przerywa wybuch wojny – Iwan walczy z Niemcami, jego żona, w momencie gdy wojska hitlerowskie podchodzą pod Sewastopol, wraz z dziećmi zostaje ewakuowana na wschód. Ostatecznie trafia do Uzbekistanu – jednak nie do samego Taszkientu, który był jej celem, ale gdzieś na prowincję. Nie jest jej lekko. Wcześniej dowiedziała się bowiem o śmierci swoich rodziców, lekarzy z Kijowa; dotarła do niej również wieść, że mąż zginął w walce z Niemcami. Jakby tych nieszczęść było mało, w drodze rozchorował się Fiodor, a urzędnik uzbecki, zamiast służyć pomocą, zastanawia się jedynie, jak oskubać Istominę z ostatnich rzeczy, które mogłyby spodobać się jego żonie. Pozbawiona wsparcia Masza błąka się po ulicach miasteczka, na ulicy targowej jej synek nagle traci przytomność, a ona nie potrafi nawet dogadać się z miejscowymi handlarzami, którzy albo nie potrafią, albo po prostu nie chcą rozmawiać po rosyjsku. Wreszcie jeden z nich lituje się nad pozbawioną opieki kobietą i zabiera ją oraz dzieci do swojego domu.
Tym mężczyzną jest Amir, sprzedawca żyrandoli. Pojawienie się trójki gości w jego domu nie wzbudza jednak entuzjazmu pozostałych domowników, wszak handlarz musi utrzymać matkę, dwie żony i dwójkę swoich dzieci. Mimo to Uzbek stawia na swoim i nie pozwala Maszy odejść na dalszą poniewierkę. Prawdopodobnie dlatego, że kobieta-Europejka zwyczajnie mu się podoba, fascynuje go swoją – z jego punktu widzenia – egzotyczną urodą. Z biegiem czasu między tą dwójką rodzi się bliższa więź. Amir okazuje się człowiekiem subtelnym i delikatnym, wyrozumiałym i wielkodusznym. Na zadane przez Maszę pytanie, dlaczego nie jest na wojnie, odpowiada: „Bo nie potrafię zabijać ludzi”. Po kilku miesiącach tułaczki Rosjanka znajduje więc w jego domu nadzwyczaj spokojną przystań. Ale czy, biorąc pod uwagę ówczesne wydarzenia rozgrywające się w Związku Radzieckim, nie za spokojną? Słuchając Amira, można bowiem odnieść wrażenie, że głoszone przez niego poglądy pacyfistyczne wystarczyły, aby nie zostać wziętym pod broń do obrony komunistycznej ojczyzny. Mało to realne; za podobne słowa wylądowałby raczej w kompanii karnej na pierwszej linii frontu albo w łagrze. Tymczasem nikt go nie nieopokoi. W miasteczku nie ma nawet żadnych żołnierzy ani enkawudzistów, nikt od Uzbeków niczego nie chce; autorzy scenariusza nie zająknęli się nawet słowem, aby istniały jakieś kołchozy, a praca na roli – czyżby na swoim? – sprawia wszystkim radość. Tak wielką, że wieczorami mają jeszcze siłę i ochotę, aby jeść pilaw i szukać rozrywki, zabawiając się grami planszowymi. Żyć, nie umierać – najlepiej aby taka wojna trwała jak najdłużej!
Trudno się więc dziwić, że w takiej atmosferze, po wielu podchodach ze strony Amira, dochodzi wreszcie do jego zbliżenia z Maszą, którego efektem okazuje się syn. Chłopiec otrzymuje imię Iwan (Wania) na cześć nieżyjącego kapitana Istomina. Tymczasem wojna dobiega końca i oto pewnego dnia w dalekim Uzbekistanie pojawia się w glorii bohatera walk z Niemcami cały i zdrowy Iwan Alejsiejewicz. Nie trzeba chyba dodawać, że najpierw szok przeżywa Masza, a jakiś czas potem sam marynarz. Było, nie było, on też jest człowiekiem wyrozumiałym i postanawia wybaczyć małżonce, którą zabiera z powrotem na Krym. Ba! nie zapomina nawet o zapakowaniu na ciężarówkę młodziutkiego Wani. Piękny to gest, ale czy nie nazbyt idealistyczny? Jak zresztą większość rozwiązań dylematów natury moralnej, jakie pojawiają się w tym filmie. Co prawda, później Istomina zaczynają nawiedzać wątpliwości, a kolega z pracy, Andriej, podpowiada mu nawet dość drastyczny sposób wyjścia z sytuacji, ale widz przez cały czas może być pewien, że na wielki dramat miejsca tu nie ma. I to jest największy minus „Iwana…” – obraz Panfiłowa jest idealnie letni, nie angażuje emocjonalnie, bo też przedstawia okoliczności tak oderwane od rzeczywistości (biorąc na dodatek pod uwagę czas i kraj, w jakim rozgrywają się wydarzenia), że trudno traktować je na poważnie. Rozpisana na kilka lat fabuła sprawia też, że akcja traci na dynamice i wewnętrznej spójności.
Kino Iluzjon, Sala Stolica, godz. 18:00

Arsienij Gonczukow
‹Syn›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSyn
Tytuł oryginalnyСын
ReżyseriaArsienij Gonczukow
ZdjęciaKonstantin Rassołow
Scenariusz
ObsadaAleksiej Czornych, Wadim Andriejew, Olga Małachowa, Lidia Omutnych, Jelena Tonunc, Oksana Erdlej, Janina Kogut, Walerij Bojew, Dmitrij Kurjanow, Nadieżda Isajewa, Siergiej Ziabko
MuzykaStanisław Poliesko
Rok produkcji2014
Kraj produkcjiRosja
Czas trwania93 miny
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Syn
(2014, reż. Arsienij Gonczukow)
Sebastian Chosiński
Czarno-biały, skromny w wyrazie film Gonczukowa jest ponurym, choć niekoniecznie naturalistycznym, portretem współczesnej Rosji. Reżyser zresztą wcale nie aspirował do tego, aby nakręcić wielki fresk oddający współczesność jego ojczyzny. Skupił się na skomplikowanych relacjach rodzinnych, dzięki czemu stworzył fabułę – jest bowiem również autorem scenariusza – której akcja mogłaby równie dobrze rozgrywać się w którymś z miast w Polsce, Niemczech czy Skandynawii. Pod tym względem „Syn” opowiada historię bardzo uniwersalną. Głównym bohaterem dramatu jest dwudziestoparoletni, mieszkający z matką w niewielkim mieszkaniu w bloku, mężczyzna. Andriej jest zamknięty w sobie, inna sprawa, że nie ma za wiele powodów, by cieszyć się z tego, co zgotowało mu życie. Jego matka od lat choruje na schizofrenię; jedynym ratunkiem na ulżenie jej doli, bo o całkowitym wyzdrowieniu nie ma w zasadzie mowy, jest terapia, jaką kobieta może przejść w Niemczech. Lecz na to potrzeba dwóch rzeczy – skierowania z ministerstwa zdrowia i pieniędzy na przekupienie urzędników, którzy są władni wydać odpowiedni dokument.
By zdobyć fundusze Andriej zarabia, handlując nielegalnym towarem – narkotykami bądź sterydami. Trudno się temu jednak dziwić – matka to najbliższa osoba, jaką ma. Dla niej jest w stanie zaryzykować wszystko. Nawet wolność. Gdy wszystko wydaje się wreszcie dopięte na ostatni guzik, przychodzi cios. Po powrocie do mieszkania mężczyzna znajduje kobietę nieżywą na podłodze. Gaśnie ostatecznie – i tak już wcześniej bardzo wątła – nadzieja; znika sens ostatnich lat jego życia. O śmierci matki Andriej zawiadamia telefonicznie pogotowie, po czym wsiada do pociągu i rusza do Moskwy, aby odnaleźć dawno niewidzianych ojca, który od lat ma już nową rodzinę, i żyjącą samotnie Lenę, swoją siostrę. Wkracza w ich życie jak ponure memento, przywołując pamięć o przeszłości, o której oni woleliby zapomnieć. Gonczukow bardzo niespiesznie snuje swoją opowieść; pozwala wybrzmieć tonom i półtonom, co pomaga widzom wgłębić się w skomplikowaną psyche głównego bohatera. Podążając śladem Andrieja – kamera nie traci go z widoku praktycznie przez całe dziewięćdziesiąt minut – stopniowo odkrywają oni także rodzinne tajemnice, stając się uczestnikami dramatu sprzed lat.
Gonczukow umiejętnie rozkłada akcenty, starając się przy tym zachować obiektywizm. Dlatego nikogo nie oskarża, ale też nie usprawiedliwia. Swoje racje mają zarówno Lena, jak i ojciec Andrieja – od widza zależy, jak do nich podejdzie i po której opowie się stronie. Nie zmienia to jednak faktu, że uwaga reżysera przez cały ogniskuje się wokół młodego mężczyzny. Nie licząc zmarłej matki, to on został najbardziej doświadczony przez los; całe dzieciństwo i młodość upłynęły mu przecież w cieniu okrutnej choroby najbliższego mu człowieka. To on musiał radzić sobie z rozpadającą się na cząstki osobowością kobiety; to on wychowywał się bez odpowiednich wzorców, mogąc liczyć jedynie na pomoc starej bibliotekarki, „cioci” Wali. Gonczukow stawia więc pytanie, jakie piętno cała ta sytuacja odcisnęła na Andrieju? Jaką cenę zapłacił za nieswoje winy? Od początku fabuły widz zdaje sobie sprawę, że koniec historii musi być równie dramatyczny jak jej początek; reżyser jednak skutecznie go zwodzi, by skutecznie podgrzać napięcie i zaskoczyć w finale, rozegranym – dla kontrastu – w zimowym krajobrazie.
Kinoteka, Sala 4, godz. 15:00
koniec
24 listopada 2014

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Trudny taniec na trudne czasy
Jarosław Loretz

23 III 2020

Ponieważ ostatnio zaczęły się wyczerpywać sposoby na kreatywne tracenie czasu, nadeszła pora rozejrzeć się po propozycjach serwowanych przez filmowych twórców. Na przykład taki breakdance…

więcej »

Weekendowa Bezsensja: Jeszcze więcej filmowych wirusów
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

22 III 2020

Dla wszystkich, którym mało wirusów, świat filmu przychodzi z odsieczą. Produkcji o tej tematyce jest legion. Poniżej znajdziecie przykład tych, które właśnie ów wirus mają w tytule.

więcej »

10 filmowych epidemii, zaraz i wirusów
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

21 III 2020

Jeśli mamy horror opowiadający o epidemii, to prawie na pewno będzie to epidemia zombie. Nie zawsze jednak tak jest. Poniżej znajduje się lista dziesięciu produkcji z wirusami w roli głównej, bez żywych trupów. W sam raz do nadrobienia w czasie narodowej kwarantanny.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Inne recenzje

Sputnik 2014: Dzień 10
— Sebastian Chosiński, Konrad Wągrowski

Sputnik 2014: Dzień 9
— Sebastian Chosiński

Sputnik 2014: Dzień 8
— Sebastian Chosiński, Konrad Wągrowski

Sputnik 2014: Dzień 7
— Sebastian Chosiński

Bóg w krainie progresorów. Rosyjska filmowa fantastyka naukowa po Andrieju Tarkowskim
— Sebastian Chosiński

Sputnik 2014: Dzień 4
— Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Kamil Witek

Sputnik 2014: Czcij ojca swego i matkę swoją
— Sebastian Chosiński

Sputnik 2014: Dzień 3
— Sebastian Chosiński, Jarek Hirny

Sputnik 2014: Dzień 2
— Sebastian Chosiński

Sputnik 2014: Dzień 1
— Sebastian Chosiński

Z tego cyklu

Na oceanie wielkiego miasta
— Sebastian Chosiński

Dzień 10
— Sebastian Chosiński, Konrad Wągrowski

Wizyta młodej pani
— Sebastian Chosiński

Dzień 9
— Sebastian Chosiński

Dzień 8
— Sebastian Chosiński, Konrad Wągrowski

Uciec z Norylska
— Konrad Wągrowski

Dzień 7
— Sebastian Chosiński

W stepie szerokim…
— Sebastian Chosiński

Dzień 6
— Sebastian Chosiński

Życie jako pasmo niezawinionych niepowodzeń
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.