Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 29 stycznia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CXCII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray

więcej »
WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Porażki i sukcesy 2015

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 4 »
Jak zwykle rok filmowy podsumowujemy redakcyjną dyskusją, Tym razem o tym, że film jest kobietą, że kino gra na nostalgii, a polskie filmy nadal dają radę.

Piotr Dobry, Ewa Drab, Grzegorz Fortuna, Krystian Fred, Jarosław Robak, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski

Porażki i sukcesy 2015

Jak zwykle rok filmowy podsumowujemy redakcyjną dyskusją, Tym razem o tym, że film jest kobietą, że kino gra na nostalgii, a polskie filmy nadal dają radę.
WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Konrad Wągrowski: Proponuję tradycyjnie zacząć rozmowę o roku 2015 od tego, co wam z minionego roku filmowego najbardziej utkwiło w pamięci. Wiecie, „what a day, what a lovely day!”.
Piotr Dobry: Dla mnie filmowy 2015 jest kobietą. Zdaję sobie sprawę, że można było stawiać taką tezę już parokrotnie w ostatnich latach, ale bodaj pierwszy raz naprawdę odniosłem wrażenie, że to, co najlepsze w kinie, automatycznie kojarzy mi się z płcią piękną. Gdzie nie spojrzeć, niezależnie od gatunku, to jakaś „Sufrażystka”, jakieś „Optymistki"; tu „Viviane chce się rozwieść”, a tam spędzamy „Dwa dni, jedną noc” z Marion Cotillard. W „Przebudzeniu Mocy” prym wiedzie Rey, we „W głowie się nie mieści” – Riley, a do tego Radość i Smutek spersonifikowane kobieco. Horror reprezentuje Jay, bohaterka „Coś za mną chodzi”, science fiction – Ava z „Ex Machiny”. Młodzież dostała „Zbuntowaną”, „The DUFF”, „Pitch Perfect 2”, finalne „Igrzyska śmierci"; fani kin studyjnych – „Difret”, „Glorię”, „Victorię”, „Żonę policjanta”, „Party Girl”, „Magical Girl”, długo by wymieniać. Najgłośniejszym dokumentem była „Amy”, pojawił się też w tej niszy znamienny „Jestem Femen” i polska „Aktorka” o Elżbiecie Czyżewskiej. Z kolei w polskim kinie fabularnym rzadko spotykany entuzjazm wywołały „Córki dancingu”. W słabym dla komedii roku liczyły się głównie „Wykolejona” i „Agentka”. Nie jestem wielkim fanem „Sicario”, ale gdy myślę o dwa tysiące piętnastym, miga mi przed oczami również umęczona twarz Emily Blunt. Miga mi też Furiosa, która – o paradoksie! – stanowi moje pierwsze skojarzenie z „Mad Maxem”, jeszcze przed tytułowym bohaterem. Nieźle.
Konrad Wągrowski: Bo Thomas Hardy jest pierwszym Mad Maksem, który był sidekickiem w filmie o Mad Maksie…
Piotr Dobry: Racja. Podobnie przecież Jason Statham był sidekickiem Melissy McCarthy w „Agentce”, a John Boyega – sidekickiem Daisy Ridley w „Przebudzeniu Mocy”. To chyba ta słynna DOBRA ZMIANA.
Grzegorz Fortuna: Rok 2015 zdecydowanie był kobietą, co więcej – był bardzo fajną, silną babką z charakterem. Bardzo mnie cieszy, że nudne, biograficzne buły pokroju wymęczonych „Sufrażystek” orbitowały gdzieś na marginesach kinowego świata, podczas gdy fascynujące i mądre dziewczyny przejęły kino mainstreamowe. Piotr wspomniał już o Furiosie, Rey i emocjach z „W głowie się nie mieści”, a jest przecież jeszcze Ilsa Faust, bodaj najciekawsza bohaterka w uniwersum „Mission: Impossible”.
Krystian Fred: Nie sposób z Wami się nie zgodzić. Jest to jakiś znak czasu, obowiązujących trendów albo – najgorzej! – kondycji współczesnego mężczyzny. Przypomina się „Turysta”, który dość drastycznie obnaża męską słabość. Takiego łomotu (niefizycznego – co chyba boli najbardziej) nie dostaliśmy chyba jeszcze na żadnym seansie.
Jarosław Robak: Może każdy dobry blockbuster musi być choć odrobinę feministyczny? Kilka dni po seansie „Mad Maxa” byłem zażenowany tym, jak „Jurassic World”, każąc Bryce Dallas Howard uciekać w obcasach przed T-Rexem i odnajdywać w sobie instynkt macierzyński, chce zawrócić nas do mentalnych lat pięćdziesiątych. Z kolei Jossowi Whedonowi nie mogę w ostatnich „Avengers” darować ani ckliwego wątku Czarnej Wdowy, ani tego, że z Lindy Cardellini, czyli pamiętnej, buntującej się Lindsay ze świetnego serialu „Freaks and Geeks”, zrobił kurę domową, tęsknie wyczekującą powrotu męża. Oczywiście nie jest tak, że „kwestia kobieca” ostatecznie pogrąża te tytuły – ale chyba nie jest przypadkiem, że inteligentniejsze filmy nakręcono tam, gdzie rozumie się, że kobieta też człowiek – oraz że może być definiowana jakoś inaczej niż przez stosunek do rodziny i macierzyństwa.
Ewa Drab: To prawda, 2015 nie lekceważył kobiet, a co więcej często wysuwał ich rolę na pierwszy plan. Chociaż zazwyczaj Hollywood uczy się zmian wolno, w tej kwestii wydaje się galopować. To dlatego pojawiają się pewne wątpliwości. Po pierwsze, niech to nie będzie zapowiedź skrajności. Chciałabym oglądać na jednym ekranie ciekawe postaci kobiece i męskie. Wolałabym, aby zmiany w obrębie jednego nie odbywały się kosztem drugiego. Jak sami wspomnieliście, panowie grali w tym roku w mainstreamie drugie skrzypce, chyba że film odwoływał się do stereotypów. Ale tam, gdzie pojawiły się szkodliwe klisze w portretowaniu kobiet, tam po prostu brakowało pomysłów na bohaterów w ogóle. We wspomnianym „Jurassic World” nie chodzi nawet o stereotypową postać kobiecą, ale w ogóle o podejście, nomen omen, dinozaura do scenariusza. Inne pytanie: czy warto w ogóle zagłębiać się w to w przypadku blockbusterów?
Piotr Dobry: Tak. I absolutnie nie ma tu mowy o przechyleniu wektora w drugą skrajność. Hollywood wciąż jest szowinistyczne, co widać choćby po listach płac, a te kilka jaskółek wiosny nie czyni. Dostaliśmy przecież zarazem szereg blockbusterów i filmów artystycznych z wyeksponowanymi męskimi rolami, problemami – te wciąż nieliczne żeńskie okazały się po prostu w tym roku ciekawsze.
Ewa Drab: Ale feminizm feminizmem, mnie rok 2015 kojarzy się zupełnie z czymś innym, a mianowicie z powrotami: do znanych bohaterów, emocji z przeszłości i określonych konwencji. Przebudziła się moc w „Gwiezdnych wojnach”, na psychodeliczną pustynię porwał „Mad Max”, w „Spectre” Bond próbował nawiązać do korzeni. Nawet najświeższy odcinek „Szybkich i wściekłych”, chociaż to młoda seria, grał na emocjach fanów, wywołując uczucie nostalgii i tęsknoty za tym, czego już nie ma. Również dobrej jakości science fiction, gatunek ostatnio rzadziej eksploatowany, zdawał się przywoływać czasy „Łowcy androidów”. Czy to oznacza, że kino mainstreamowe nie ma pomysłów? Może, nawet jeśli powroty były w większości dobre, jeśli nie świetne.
Piotr Dobry: Kino mainstreamowe od lat cierpi na brak pomysłów i od lat bazuje na nostalgii. Nie widzę tu nic nadzwyczajnego. Chociaż zgodzę się, że powrót w jednym roku kilku tak maksymalnie kultowych serii nie zdarza się często. Jednak w dwa tysiące szesnastym też zaroi się od bohaterów z lamusa, jak faceci w trykotach, żółwie ninja, Tarzan, Mowgli, Dory z „Gdzie jest Nemo?”, prezydent Whitmore z „Dnia niepodległości"…
Krzysztof Spór: W minionym roku wielkie tematy George’a Lucasa i Stevena Spielberga okazały się nieśmiertelnymi gigantami. Nostalgia jak napisał Piotr słusznie, ale tym razem podkręcona na maxa (notabene). Taki udany skok może się udać tylko co dekadę, może rzadziej a my w jednym roku dostaliśmy gwiezdne opowieści oraz dinozaury. Szaleństwo w kinach trwa. To tylko potwierdziło słuszność wyborów w Hollywood i wyznaczyło drogę na lata. Te wszystkie serie będą nam towarzyszyły przez kolejne lata, dekady. Tym większe brawa dla oryginalnej animacji „W głowie się nie mieści”.
• • •
WASZ EKSTRAKT:
60,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Konrad Wągrowski: Dyskusję właściwą zacznijmy od najlepszych filmów w naszym rankingu. Pierwsze miejsce – co chyba nie jest niespodzianką – najnowszy „Mad Max”. To film fenomen – w rankingu popkulturowego „Empire” zajął pierwsze miejsce, w rankingu zblazowanych krytyków głosujących na potrzeby filmoznawczego „Sight & Sound” zajął miejsce trzecie. Wszyscy ten film doceniają (podejrzewam, że jedynym miejscem, gdzie zostanie pominięty, będzie ranking „Kina”), a przecież mamy do czynienia z dziełem siedemdziesięcioletniego reżysera, który od trzydziestu lat nie zrobił dobrego filmu. Jak to w ogóle możliwe?
Krzysztof Spór: W rankingu „Kina” film zajął 4-5 miejsce, a więc bardzo wysoko. W corocznym podsumowaniu FIPRESCI pokonał całe kino artystyczne i autorskie. Film podobał się bardzo Tadeuszowi Sobolewskiemu! Może się narażę, ale przyznam się szczerze, że zachwyt nad nowym „Mad Maxem” wydaje mi się jednak mocno przesadzony. W fantastycznej otoczce, kapitalnie nakręcony, jest to dla mnie jedynie film o wyprawie „tam i z powrotem”. Oczywiście bardzo widowiskowa to opowieść, ale aż takie uznanie od krytyków jest dla mnie mocno zaskakujące. Jeśli zaś chodzi o George’a Millera, to warto pamiętać, że film ten powstawał wiele lat, wiele osób (zapewne młodszych) wspierało twórcę, wymyślano szalone i ciekawe inscenizacje kaskaderskie, a przede wszystkim kształt nadano w post-produkcji. I trwała ona około 2 lat, a to oznacza, że bardzo mocno „przepracowano” koncepcję tego filmu. „Mad Max” to dla mnie przede wszystkim wizualne i montażowe mistrzostwo i tutaj widzę jego największą siłę.
1 2 3 4 »

Komentarze

13 I 2016   11:00:19

"Neill Blomkamp jest jednym z najbardziej przecenianych współczesnych reżyserów (co każe mocno się bać o nowego „Obcego”)"

Przecież "Obcy" Blomkampa poszedł w odstawkę, bo Scott stwierdził, że teraz to on zrobi następnego "Prometeusza", a Blomkamp ogłosił na Twitterze, że w takim razie zajmie się czymś innym.

"Dzisiaj chyba dopiero docenia się Lucasa, że on jednak próbował w każdym epizodzie zaprezentować coś nowego."

Pamiętam jak po premierze "Mrocznego Widma" narzekano na jego wtórność i wyliczano nawiązania do "Nowej Nadziei" (cudowny chłopak na pustyni spotyka mentora, Rycerza Jedi, który ginie w walce z Sithem; chłopak wysadza coś wielkiego na końcu filmu, rozstrzygając losy bitwy; powracają te same roboty; o wyścigu na Tattoine ktoś napisał, że jest tylko wariacją pościgu z "Powrotu Jedi", co oczywiście było głupotą, ale pokazuje jaki był szał na wyszukiwanie podobieństw), a teraz niektórzy mówią, że choć Lucas zrobił słabe filmy, to przynajmniej próbował robić nowe rzeczy. A prawda jest banalna, tak jak Lucas mieszał zapożyczenia z nowościami, tak samo zrobił Abrams i spółka. Na każdą kliszę z PM da się dopowiedzieć przykładem kliszy z prequelów. Na każdą nowość z prequelów da się odpowiedzieć przykładem nowości w PM.

Zresztą GW zawsze tak działały. Sama "Nowa nadzieja" jest zbiorem klisz. Lucas, opisując Alecowi Guinnesowi postać Obi-Wana, stwierdził, że to taki Gandalf. W pierwszych wersjach scenariusza Obi-Wan wręcz powtarzał słowo w słowo kwestie z "Hobbita". Nie wiem, skąd się wzięło to przekonanie, że GW powinny być jakoś szczególnie oryginalne.

Tak poza tym ciekawa dyskusja, choć oczywiście nie mogło się obyć bez uwagi o "chamskim wyciąganiu pieniędzy" przez PM (a to chamy, zrobili film, który ma 93% na RT, a mogli przecież tak jak wizjoner Lucas zaryzykować i nakręcić nowatorską chałę).

I szkoda, że tak mało Piotra Dobrego w Esensji.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Obcy po taniości
Jarosław Loretz

27 I 2020

Dzisiejszy kadr uczy, że da się zrobić postać obcego do filmu science fiction i tanio, i oryginalnie. Kłopoty zaczynają się wtedy, gdy kamerzysta postanawia uchwycić taki twór w całości, i to w sensownym oświetleniu…

więcej »

Z filmu wyjęte: Śliczne japońskie domki
Jarosław Loretz

20 I 2020

Ileż to razy można się było zachwycić kolorytem japońskich przedmieść, z wąziutkimi uliczkami zabudowanymi urokliwymi, niedużymi domkami o prostej, ale eleganckiej architekturze. Później jednak nadchodzi czas refleksji…

więcej »

50 najlepszych filmów 2019 roku
Esensja

17 I 2020

Jak co roku prezentujemy Wam 50 najlepszych – naszym zdaniem – filmów minionych 12 miesięcy, wybranych spośród tych. które były pokazywane w polskich kinach w oficjalnej dystrybucji.

więcej »

Polecamy

Alejandro González Iñárritu. Amores perros.

Do sedna:

Alejandro González Iñárritu. Amores perros.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky „mother!”
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Noe: Wybrany przez Boga
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Czarny łabędź.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Zapaśnik.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Źródło
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Requiem dla snu
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Pi
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Ostateczny Porządek
— Kamil Witek

Skywalker na sterydach
— Konrad Wągrowski

Krótko o filmach: Anihilacja
— Jarosław Loretz

Esensja ogląda: Marzec 2018 (1)
— Piotr Dobry, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Esensja ogląda: Luty 2018 (2)
— Jarosław Loretz, Anna Nieznaj, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (4)
— Konrad Wągrowski

W poszukiwaniu samego siebie
— Marcin Szałapski

Esensja ogląda: Październik 2017 (3)
— Jarosław Loretz

Muzyka stop!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Niedojechanie
— Borys Jagielski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.