Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 października 2021
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Transmisja z Wrocławia: Pewnego dnia one już będą

Esensja.pl
Esensja.pl
To zdanie, podobnie jak wszystkie dalsze zdania tego tekstu, zostało napisane przy użyciu komputera. Inny komputer spowoduje, że pojawi się ono na czyimś ekranie i, skoro sprawy zaszły aż tak daleko, zapewne zostanie dzięki temu przeczytane.

Paweł Pluta

Transmisja z Wrocławia: Pewnego dnia one już będą

To zdanie, podobnie jak wszystkie dalsze zdania tego tekstu, zostało napisane przy użyciu komputera. Inny komputer spowoduje, że pojawi się ono na czyimś ekranie i, skoro sprawy zaszły aż tak daleko, zapewne zostanie dzięki temu przeczytane.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Po drodze zdanie przejdzie jeszcze przez kilkanaście przynajmniej podobnych maszyn, bezimiennych wykonawców zadań, z których istnienia niewiele osób zdaje sobie sprawę, a jeszcze mniej zwraca na nie uwagę.
Dzięki redakcyjnemu towarzyszowi broni poznałem wreszcie legendę anime – „Ghost in the Shell”. O ile wiem, nie istnieje jakieś bardziej oficjalne tłumaczenie tego tytułu, a znane mi „Duch w pancerzu” raczej nie do końca pasuje. Chyba lepsza byłaby „skorupa”, ale mniejsza o to. Żeby przetłumaczyć owo nieszczęsne wieloznaczne „shell” na podstawie treści, trzeba być w lepszym stanie, niż po dwóch dniach delegacji w niedogrzanej warszawskiej jaskini chaosu w budowie, bo to nie wpływa najlepiej na odczytywanie z ekranu angielskich napisów do japońskich dialogów. Mimo tych trudnych okoliczności warto było, Japończycy jak zwykle zadbali o najdrobniejsze szczegóły, tworząc wizję realistyczną i wiarygodną, chociaż animowaną, a przy tym nie zgubili klimatu całej historii.
Główna bohaterka to cyborg. Zapewne jeden z wielu zatrudnionych w policji. Zapewne, ponieważ w mundurze są nieodróżnialni od ludzi, więc trudno stwierdzić, ilu ich jest. Prawdopodobnie trochę się znajdzie także poza policją, tu i ówdzie się przewijają, momentami nawet wśród przechodniów na ulicy. Pracują razem z ludźmi, wykonują swoje zadania, na ich istnienie mało kto zwraca uwagę. Maszyny.
Kilka dni później telewizja pokazała „Łowcę androidów”. To z kolei dzieło znane mi już od dość dawna, ale kiedy tylko jestem w stanie, korzystam z okazji obejrzenia go. Wprawdzie film pochodzi z przeciwnego końca Ziemi, ale dość w sumie podobny jest do „Ducha w pancerzu” stylem, nastrojem i tematyką. Nawet intryga jest cokolwiek zbliżona, dzieje się wszak również w okolicy policji, no i Deckard to też… Właściwie do końca nie wiadomo, czy on też jest cyborgiem. Reżyser co prawda podaje wykładnię oficjalną, ale nie ma przecież powodu zakładać, że wie, co mówi, zwłaszcza dwadzieścia lat po wypuszczeniu filmu z rąk. Z całą jednak pewnością w świecie „Łowcy androidów” od androidów owych niemal się roi. I tym razem są już naprawdę nieodróżnialne od ludzi, całkowicie biologiczne, chodzą po ulicach nie zwracając na siebie uwagi, wykonują jakieś prace. A jednak maszyny.
Ludzie próbowali zbudować maszynę na swój obraz i podobieństwo chyba od zawsze, ale chociaż mechanicznie nawet jakoś dawało się zasymulować żywy organizm, pozostawał jeden nierozwiązany, za to podstawowy problem. Wciąż brakowało mózgu, a coś musiało przecież taką kukiełką sterować, oczywiście reagując na to, co dzieje się w otoczeniu, a szczególnie na głos swojego pana. Bo też większość, jeżeli nie wszystkie próby miały na celu stworzenie mechanicznego niewolnika; cóż jednak po niewolniku, który umie zrobić jedynie kilka z góry przewidzianych ruchów wymuszanych przez koła zębate i krzywki? Inwestycja opłaciłaby się dopiero wtedy, kiedy urządzenie wykonywałoby dowolny rozkaz. I pewnego dnia pojawił się Eniac.
Tak naprawdę wcale nie był pierwszym elektronicznym komputerem, ale jego nieco starszych poprzedników tajemnica wojskowa zbyt długo trzymała w ukryciu, aby teraz mogli zagrozić legendzie. Ważne jest, że chociaż był jeszcze rozmiarów z grubsza domku jednorodzinnego, potrafił liczyć znacznie szybciej i od człowieka, i od swoich mechanicznych poprzedników, a potrzebował do szczęścia tylko prądu. Fakt, że dużo. Był już zatem duch. Co prawda nie istniała wówczas rozsądnych rozmiarów skorupa, do której można by włożyć jego lampy, ale w laboratoriach elektronicznych igły na końcach sond precyzyjnych woltomierzy kłuły już złącza półprzewodnikowych diod. W ten sposób przez przypadek podczas badania niepozornego elementu powstało zupełnie nowe, przynoszące rewolucję urządzenie, pierwszy tranzystor ostrzowy. On z kolei szybko ustąpił miejsca swoim warstwowym następcom, którzy ewoluowali wraz z technologią wytwarzania od niepozornych metalowych kubeczków z pajęczymi nogami wyprowadzeń, aż do czarnych stonóg układów scalonych łączących na jednej krzemowej płytce kilka, kilkadziesiąt, kilkaset, a wreszcie miliony tranzystorów. Duch zmniejszał się tak szybko, że zmieszczenie go w ciele wydawało się być kwestią już niewielu lat.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Komputery umiały coraz więcej i człowiek mając je w rękach mógł nareszcie zacząć poważnie myśleć o stworzeniu sztucznej inteligencji. I przestraszył się tego, co wymyślił, bo zobaczył w wyobraźni genialną maszynę, która mając mu służyć, sprowadziła go do roli niewolnika. Przestraszył się prędkości myślenia, której w żaden sposób nie mógł dorównać. Powstały zatem Prawa Robotyki, zapewniające człowiekowi bezpieczeństwo, powstały też książki i filmy opisujące zbuntowane roboty, które o tych prawach najwyraźniej nie słyszały. Na jedną tylko rzecz uwagi nie zwracano, mianowicie na to, że komputery z olbrzymią prędkością wykonywały jedynie to, czego nauczył je człowiek, same nie mając absolutnie żadnej inicjatywy. Po prostu nie myślały, a tym dalej było im do inteligencji. To nie maszyn więc trzeba się było obawiać, a obsługujących je ludzi, bo to oni decydowali i nadal decydują o ich zachowaniu.
W końcu stało się jasne, że elektronika mimo wszystko ma jeszcze bardzo daleką drogę do przebycia. Ale zza jej pleców wyłoniła się, chlupiąc płynami ustrojowymi, biologia. Ostatecznie myśląca maszyna już istnieje, każdy nosi taką w głowie, chociaż niektórzy nie dają tego po sobie poznać. Dlaczegóżby więc po pewnych jej korektach nie mógł powstać model Nexus 6, który ma za kilkanaście lat przysporzyć tyle problemów Deckardowi? To jest coś, czego obawiać się można jeszcze bardziej niż metalowego robota. Metal jest ciężki, poruszające go silniki głośne, a wszystko to widać na rentgenie. Biologicznego cyborga nie. Jeżeli tylko umie się odpowiednio manipulować kodem genetycznym, można wyprodukować właściwie wszystko. To też będą maszyny, ale możliwe, że nawet one same nie będą tego wiedzieć. Niestety, nie będzie też wiadomo, co się stanie, gdy któraś się dowie.
Do tego jednak też jest daleko, ale może istnieje droga pośrednia. Mózg z krzemu, sieć neuronowa. Każdy może sobie taką zrobić przy pomocy zwykłego komputera, algorytmy jej działania są banalnie proste. Ale już nie efekty. Taka sieć potrafi się uczyć, potrafi rosnąć, maleć, potrafi przetrwać uszkodzenia bez utraty funkcjonalności. Za to nie potrafi wytłumaczyć, w jaki sposób rozwiązuje stawiane jej zadania, nie umie powiedzieć, po czym rozpoznaje twarz ze zdjęcia. A rozpoznaje. I nie samo to nawet zadziwia najbardziej, a niewidoczny od zewnątrz chaos liczb opisujących sieć. Dopiero spojrzawszy na pozornie bezładnie zamazane megabajty pamięci zaczyna się nie rozumieć, jak to działa.
Takie sieci są jeszcze bardzo specjalizowane, a stawiane im zadania dość proste i ściśle określone. Dostępna moc obliczeniowa rośnie jednak szybko, więc i problemy będą mogły być coraz bardziej złożone. Brakuje, a przynajmniej wydaje mi się, że kilka lat temu, kiedy miałem z tematem dość dużo do czynienia, brakowało pewnych algorytmów, z niektórymi obiecującymi rodzajami sieci nie do końca wiadomo, jak postępować, ale to kwestia czasu.
Chociaż być może także i nie tędy droga, może zresztą w ogóle nie da się stworzyć inteligentnego urządzenia. Istnieje wszak możliwość, że powyżej jakiegoś poziomu nie da się przejść bez dodatkowej ingerencji, bez iskry bożej. Wtedy dotarlibyśmy najwyżej do sztucznego psa, a może tylko do sztucznej ryby, aczkolwiek nie można przecież wykluczyć, że taką ingerencję udałoby się uzyskać. Tylko czy to wtedy miałoby sens? Cała zabawa polega przecież na zrobieniu myślącej maszyny samodzielnie. Ja osobiście jestem przekonany, że jeśli tylko porządek świata to dopuszcza, to ludzie ją zrobią. Na początku prawdopodobnie bez rozgłosu, żeby pracować spokojnie, unikając dbających o zdrowie i życie obywateli urzędów, które niewątpliwie dopatrzą się w rozumnym urządzeniu straszliwych zagrożeń. Wątpliwe też, aby zaczęło się to od wędrujących ulicami myślących robotów, łatwiej zrobić i w spokoju testować osadzone w sieci bezcielesne sztuczne inteligencje, zbieraczy informacji. Ale pewnego dnia po prostu one wśród nas będą, a my, rozmawiając z nimi przez sieć, nawet ich nie rozpoznamy.
koniec
1 stycznia 2002

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Trochę nam nie wyszło
Jarosław Loretz

18 X 2021

Dzisiaj trochę grozy. W kwestii efektów specjalnych.

więcej »

Z filmu wyjęte: Polecieć sobie po kulki
Jarosław Loretz

11 X 2021

Można nakręcić „Ad Astra” z gwiazdorską obsadą za 90 milionów dolarów, ale można podobną historię zaserwować też w cenie wakacji na Balearach. Oczywiście niski budżet niesie za sobą łatwo zauważalne konsekwencje…

więcej »

Z filmu wyjęte: Duchy na dorobku
Jarosław Loretz

4 X 2021

W dalekiej Tajlandii duchy też muszą zarobić jakoś na swoje utrzymanie. Szczególnie łatwo mają te posiadające wyuczony (za życia) zawód – na przykład dentyści.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Prezenty świąteczne 2017: Film
— Esensja

Dobry i Niebrzydki: Ludzie bez duszy, replikanci bez ciała
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Dobry i Niebrzydki: Pancerz bez ducha
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

100 najlepszych filmów animowanych wszech czasów
— Esensja

Najlepsze filmy SF – wybór czytelników
— Esensja

Ranking, który spadł na Ziemię
— Sebastian Chosiński, Artur Chruściel, Jakub Gałka, Jacek Jaciubek, Michał Kubalski, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

100 najlepszych filmów science fiction wszech czasów
— Esensja

Najlepsze pakiety filmowe na prezent
— Esensja

Grudzień 2007
— Esensja

Klasyka pod lupę: Biegnij, Blady, biegnij czyli legenda Blade Runnera
— Michał Chaciński, Konrad Wągrowski

Z tego cyklu

Pan przestępca
— Paweł Pluta

De gustibus cośtam cośtam
— Paweł Pluta

Pudełko z dna szafy
— Paweł Pluta

Druga Japonia
— Paweł Pluta

Punkty styku
— Paweł Pluta

I po legendzie
— Paweł Pluta

Jediowski łeb do interesów
— Paweł Pluta

Swój chłopak
— Paweł Pluta

Relacja na żywo
— Paweł Pluta

Dobór naturalny
— Paweł Pluta

Tegoż autora

Pamiątka z historii
— Paweł Pluta

Hidalgos de putas
— Paweł Pluta

My też mamy Makoare
— Paweł Pluta

El Polcon mexicano
— Paweł Pluta

Elektryczne stosy
— Paweł Pluta

Od Siergieja według możliwości, czytelnikowi według potrzeb
— Paweł Pluta

Ktoś nam znany, ktoś kochany…
— Paweł Pluta

Przejście przez cień
— Paweł Pluta

Druga bije pierwszą
— Michał Chaciński, Paweł Pluta, Eryk Remiezowicz, Konrad Wągrowski

A Słowo było u ludzi
— Paweł Pluta

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.