Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 grudnia 2018
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

50 najlepszych filmów 2016 roku

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 5 »
Jak co roku prezentujemy Wam 50 najlepszych – naszym zdaniem – filmów minionych 12 miesięcy, spośród tych. które były pokazywane w polskich kinach w oficjalnej dystrybucji.

Esensja

50 najlepszych filmów 2016 roku

Jak co roku prezentujemy Wam 50 najlepszych – naszym zdaniem – filmów minionych 12 miesięcy, spośród tych. które były pokazywane w polskich kinach w oficjalnej dystrybucji.
WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
50. Nienasyceni
(2015, reż. Luca Guadagnino)
Niełatwo odczytać, co kieruje bohaterami najnowszego filmu Luki Guadagnino, ale z pewnością bliżej tu do uczuć i pożądania niż rozumu. Reżyser umieszcza na malowniczej włoskiej wysepce na Morzu Śródziemnym czterech ponadprzeciętnie pociągających bohaterów, dorzuca im domek z basenem, słońce i sporo wina – i tylko czeka, aż zaczną przeskakiwać między nimi iskry. Co oczywiście rychło następuje – na ten zmysłowy melodramat o miłosnym czworokącie składają się nieustanne flirty, rzucane tu i ówdzie aluzje, mniejsze i większe sprzeczki i seks, oczywiście, bo w takiej scenerii grzechem byłoby nie zgrzeszyć. Wymowa filmu jest tym bardziej dekadencka, że w tle dramatu namiętności rozgrywa się tragedia imigrantów próbujących przedostać się do Europy przez Morze Śródziemne – rzeczywistość sytego Zachodu i „problemów pierwszego świata” zdaje się zupełnie nieprzystawalna do wyzwań, przed którymi staje Europa (bez obaw, nie jest to kino zaangażowane). Seans „Nienasyconych” nie byłby tak przyjemny, gdyby nie doskonale dobrana obsada – Tilda Swinton w roli rockmanki na zasłużonym urlopie, bez jednej fałszywej nuty wygrywa scenariusz, który każe jej bohaterce leczyć struny głosowe (a jednocześnie udowadnia – jakbyśmy już wcześniej tego nie wiedzieli – że nie będzie lepszego aktora do roli Davida Bowie, jeśli kiedykolwiek powstanie jego filmowa biografia), belgijski aktor Matthias Schoenaerts pod stoickim obejściem skrywa pokłady gniewu i niepewności, Ralph Fiennes świetnie odnajduje się w roli bon vivanta, a seksowna Dakota Johnson, doczekawszy materiału o wiele mniej kuriozalnego niż „50 twarzy Greya”, skutecznie przekonuje, że granica między zepsuciem a wrażliwością nie jest taka oczywista.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
49. Brooklyn
(2015, reż. John Crowley)
To właśnie wielki błękit oczu Ellis/Saoirse Ronan stanowi klucz do sukcesu filmu. „Wszystko rozgrywa się w jej oczach”, potwierdza w wywiadach reżyser John Crowley. Wie, co mówi – w końcu intuicja każe mu filmować Ronan w licznych zbliżeniach, nierzadko przy użyciu światła kontrowego. Aktorka zaś nie tylko brawurowo gra spojrzeniem, oszczędnym gestem, półgrymasem, ale i oddaje postaci własną historię. Tak jak Ellis stopniowo przemienia się z szarej myszki w niezależną kobietę, tak Saoirse z aktorki dziecięcej („Pokuta”, „Nostalgia anioła”), młodzieżowej („Hanna”, „Intruz”, „Jeżeli nadejdzie jutro”) staje się na naszych oczach aktorką dojrzałą, ukształtowaną. Młodzi ludzie w scenariuszach Hornby’ego zawsze zachowują się i rozmawiają jak młodzi ludzie – i „Brooklyn” nie stanowi odstępstwa od tej normy. To niezwykle wartościowa cecha szczególnie w filmie kostiumowym, którego koturnowość per se często wyciska piętno także na dialogach, interakcjach postaci. Tutaj scenografia i rekwizyty są służebne wobec fabuły, nie na odwrót. Ellis rozwija się w imponującej, jako się rzekło, kreacji Ronan, ale również w balansujących między pastelami a intensywnym nasłonecznieniem zdjęciach Yvesa Bélangera, w kostiumach Odile Dicks-Mireaux, symbolizujących różne stany emocjonalne raz to niewinną zielenią, raz to wręcz żarówiastym akcentem z cieplejszej palety. Scenograf François Séguin i dekoratorka wnętrz Suzanne Cloutier dbają o uwydatnienie różnic między stagnacją irlandzkiej pipidówy a szaleństwem Nowego Jorku.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
48. Serce psa
(2015, reż. Laurie Anderson)
Poetycki, filmowy esej. Film Laurie Anderson należy do tych, w które trzeba powoli się zanurzyć i poddać sunącej po ekranie wizji. To przykład ekranowej kontemplacji, fuzji filozofii i języka kina – wymieszanie wielkich słów wprost z Tybetańskiej Księgi Umarłych z traumą 9/11 i miłości do psiego przyjaciela jest tu bardzo przemyślane i konsekwentne. Reżyserce należą się brawa za wytrwałość w kreowaniu ekranowej medytacji. W „sercu psa” tworzy bowiem osobisty kolaż złożony z części składowych z pogranicza filmu, sztuk wizualnych i swoistego performance’u. To bez dwóch zdań piękne i wyjątkowe kino – wizualnie i treściowo.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
47. Fúsi
(2015, reż. Dagur Kári)
Niewiele było w ubiegłym roku filmów równie krzepiących, co uroczy islandzki snuj w reżyserii Dagura Káriego (autora „Nói albinói” i „Zakochani widzą słonie”). Tytułowy bohater (rewelacyjny Gunnar Jónsson) ma czterdzieści kilka lat, sporą nadwagę, jest samotnikiem (i prawiczkiem, oczywiście), mieszka z matką, a w umiarkowanie ekscytującej pracy na lotnisku staje się obiektem szyderstw kolegów. Fúsi codziennie stołuje się w tej samej chińskiej knajpie, wieczorami przesiaduje w samochodzie słuchając tej samej radiowej audycji, a w domu rekonstruuje słynne bitwy na makiecie. Ktoś o mniej stoickim podejściu do życia pewnie załamałby się na jego miejscu, ale bohater filmu Káriego zdaje się pogodzony z losem i świadomością, że nic dobrego go już nie czeka. Osobliwy komfort monotonnej codzienności chwilami coś mu jednak zakłóca – a to groteskowe oskarżenie o pedofilię, a to sprezentowany mu karnet na kurs tańca towarzyskiego, dzięki któremu poznaje atrakcyjną Sjöfn. Nietrudno domyślić się, że za sprawą nowej znajomości do przygnębiająco szarego świata Fúsiego dostanie się trochę światła, a melancholijny, smutno-śmieszny film islandzkiego reżysera okaże się opowieścią o nieco spóźnionym dojrzewaniu. Niby jasna jest intencja twórcy, by podnieść widza na duchu, ale już sposób, w jaki to robi – bez nadmiaru słodyczy i łatwego happy endu, unikając pułapek motywu „geek gets the girl” (i pokazując przy tym, że najważniejsze jest i tak to, czego bohater się o sobie dowiaduje) – nie należy do najbardziej oczywistych.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
46. Nawet góry przeminą
(2015, reż. Zhangke Jia)
W „Nawet góry przeminą” Jia Zhangke udaje się pokazać to, o czym milczą chińscy oficjele i czego zdają się nie zauważać ekonomiści będący pod wrażeniem rekordowego wzrostu gospodarczego w Państwie Środka – ale tym razem robi to w sposób odrobinę zbyt dosadny, a i pod względem sprawności narracji pozostawiający nieco do życzenia. Podobnie jak w swym wcześniejszym, genialnym „Dotyku grzechu” Jia dzieli film na segmenty – tym razem rozgrywające się w odrębnych planach czasowych: 1999, 2014 i 2025 roku. Koniec milenium to w „Nawet góry przeminą” czas entuzjazmu, optymizmu i otwarcia na świat, co świetnie oddaje zestawienie tańca do „Go West” Pet Shop Boys i tradycyjnych obchodów Święta Wiosny. Już tu jednak zauważyć można pęknięcia, które trudno będzie naprawić w przyszłości – ktoś w niezupełnie przejrzysty sposób staje się właścicielem kopalni, a uchodzący za znak nowoczesności i sukcesu Volkswagen Santana okazuje się trudniejszy w obsłudze niż się wydawało. Druga, najbardziej melancholijna część filmu, ukazuje nie tylko jednostkowe niespełnienia i klasowe różnice, ale również dookreśla główny temat „Nawet góry przeminą” – problem tożsamości, która wcale nie okazuje się taka płynna, jak chcieliby postmoderniści. Wprawdzie nikogo nie razi ani tandetne kopiowanie europejskiej architektury, ani wesela elity, łączące elementy zachodnie z miejscowymi, ale już gdy matka z górniczej prowincji nie może znaleźć wspólnego języka z synkiem mieszkającym z ojcem w „zwesternizowanym” Szanghaju, melodramatyczna tkanka filmu odsłania zgoła niewydumany problem. Nawet jeśli Jia nie zawsze jest w swoich metaforach subtelny, to nie można powiedzieć, żeby nie stawiał przy tym prowokujących pytań, a w refleksji nie wychodził poza truizmy o Chinach jako „państwie kontrastów”.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
45. Skarb
(2015, reż. Corneliu Porumboiu)
Twórca świetnego „12:08 od Bukaresztu” ponownie pokazuje, że jest znakomitym ironistą. O ile jednak w jego poprzednim filmie była to ironia zgryźliwa i złośliwa, o tyle w przesympatycznym „Skarbie” mamy do czynienia z ironią całkiem ciepłą. Do Costiego, głównego bohatera filmu przychodzi sąsiad z prośbą o niemałą pożyczkę. Costi odmawia, ale sąsiad jest dosyć uparty. W końcu zdradza swój sekret – podejrzewa, że na starej rodzinnej posiadłości zakopany jest skarb, a pożyczki potrzebuje na wynajem urządzenia do wykrywania metali. Costiemu obiecuje hojny udział w odnalezionym skarbie. Film Porumboiu w przezabawny sposób zderza romantyczne wyobrażenia o poszukiwaniu ukrytych skarbów z przyziemnymi realiami rumuńskiej współczesności i kapitalnie igra z przyzwyczajeniami widza, jak taka historia powinna się rozwijać, negując sprytnie większość z nich i zaskakując nieoczekiwaną pointą.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
44. Egzamin
(2016, reż. Cristian Mungiu)
Romeo, za którego dramatem będziemy podążać przez następne dwie godziny, ma opinię uczciwego lekarza. Nie przyjmuje „okolicznościowych” prezentów, trudno mu wręczyć łapówkę. Swoją córkę wychowuje w zasadzie uczciwości przede wszystkim. Lecz i to, jak wszystko w dzisiejszym świecie, będzie miało swoją cenę.
Zawód transformacją i wyczerpanie walką z pozostałościami systemu widać w głównym bohaterze filmu na każdym kroku. Przyjęta przez Mungiu mało optymistyczna perspektywa to zresztą najbardziej z osobistych ujęć, jakich doświadczamy w „Egzaminie”. Rumuński reżyser, jak każdy zatroskany rodzic, zastanawia się bowiem nad rzeczywistością świata, w jakim przyjdzie żyć jego dzieciom. Wykreowanie jak najlepszych warunków i szans to praca nie następnego, ale obecnego pokolenia. Wszelkie odstępstwa od moralnego systemu wartości czy służenie własnej korzyści, pogłębia tylko obecny stan. Brak długofalowego myślenia wśród każdego z członków społeczeństwa sprawia, ze ten krąg zależności, nepotyzmu i wzajemnie akceptowanej korupcji nigdy nie będzie miał końca.
Reżyserka ręka Cristiana Mungiu zresztą nie ma ciągot do podążania za tylko jednym wątkiem opisywanej historii i udzielaniem szybkich i oczywistych odpowiedzi. W „Za wzgórzami” kreował multum sugestii, które nie znalazły swojego finału. Tu także mistrzowsko operując bohaterami i perspektywą tworzy sieć alegorii i znaków zapytania, które w drobiazgowej i niespiesznej narracji pozostaną w większości w zawieszeniu.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
43. Mów mi Marianna
(2015, reż. Karolina Bielawska)
Nagrodzony na Krakowskim Festiwalu Filmowym dokument Karoliny Bielawskiej to ciekawy przykład filmu, którego realizacja poszła w zupełnie innym kierunku, niż zakładali jego twórcy. W założeniu miała być to opowieść o Mariannie Klapczyńskiej – kobiecie po zmianie płci, która o prawo do tego zabiegu musiała walczyć w sądzie z własnymi rodzicami. W trakcie kręcenia filmu wydarzył się jednak dodatkowy dramat – Marianna został porażona udarem i od tego czasu z trudem próbuje wracać do w miarę normalnego życia. W efekcie powstał film o poszukiwaniu własnej tożsamości, a prawie do własnego życia i ciała, ale też o tym, jak trzeba żyć, gdy walą w gruzy się wszelkie życiowe plany.
WASZ EKSTRAKT:
70,0 (0,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
42. Anomalisa
(2015, reż. Duke Johnson, Charlie Kaufman)
Michael Stone (Dawid Thewlis) jest autorem bestsellerowego poradnika na temat obsługi klienta i popularnym mówcą motywacyjnym. Choć jego praca polega na tym, by mówić innym ludziom jak żyć, sam nie najlepiej sobie z tym radzi. W drodze na kolejne sympozjum zatrzymuje się w hotelu Al Fregoli w Cincinatti. Zamiast przygotowywać się do wystąpienia, nagle postanawia zadzwonić do porzuconej przed laty partnerki Donny (Tom Noonan). Ich spotkanie, pełne wyrzutów i pytań, na które wciąż nie znają odpowiedzi, to dopiero początek dziwnej nocy, podczas której Michael pozna zupełnie wyjątkową jego zdaniem kobietę – nieśmiałą, zakompleksioną Lisę (Jennifer Jason Leigh).
Zrealizowany bez konieczności ciągłego oglądania się na wymogi producentów film udowadnia, że choć od „Synekdochy Nowy Jork” upłynęło już 7 lat, Kaufman wciąż nie boi się ryzyka – zaskakująco ludzkie postaci są tu pokazane z tak zawstydzającym realizmem, że cenzorzy przyznali „Anomalisie” tę samą kategorię, co „Pięćdziesięciu twarzom Greya”.
Choć Anomalisa stanowi najciekawsze wykorzystanie ukochanej przez Jiřiego Trnki techniki od czasu, kiedy Wes Anderson postanowił opowiedzieć o Fantastycznym Panu Lisie, szybko zapomina się o tym, że oglądamy animację. Paradoksalnie jest to chyba najbardziej dojrzałe i intymne dzieło Kaufmana. „Nie lubię mówić, o czym są moje filmy – wtedy odrzucałbym opinie widzów, a dla mnie są one tak samo ważne” – zaznaczał w Wenecji reżyser. W przeciwieństwie do wielu prezentowanych na festiwalu filmów, „Anomalisa” ma do opowiedzenia historię, która nie tylko robi wrażenie techniczną sprawnością, ale też autentycznie porusza. To film, który cholernie boli.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
41. Doktor Strange
(2016, reż. Scott Derrickson)
Od Sherlocka Holmesa do Alana Turinga – Benedict Cumberbatch zdaje się stworzony do ról geniuszy z przerośniętym ego. Jednak jego Stephen Strange, wybitny neurochirurg, playboy i miłośnik gadżetów przedłużających męskość, stopniem arogancji, próżniactwa i cynizmu grubo przewyższa tamte postaci – to w zasadzie antybohater na styku Tony’ego Starka i doktora House’a. I jak w każdej bajce z morałem, a filmy Marvela do takowych predestynują, bohatera spotyka surowa kara za samouwielbienie tudzież drwiący stosunek wobec bliźnich. Luksusowe auto na pełnej prędkości wypada z drogi i dachuje, gruchocząc bezcenne dłonie chirurga. Zdesperowany Strange wyprzedaje majątek, chwytając się każdej deski ratunku. Nie pomagają osiągnięcia nowoczesnej medycyny, to czemu by nie spróbować szarlatanerii na Dalekim Wschodzie. Co prawda i tu nasz egocentryk nie uzyskuje pożądanego panaceum, ale czymże jest nieuleczenie dłoni przy uzdrowieniu duszy!
Fabuła powielająca schematy „Thora” i „Iron Mana”, zdjęcia Bena Davisa („Strażnicy Galaktyki”, „Avengers: Czas Ultrona”), kostiumy Alexandry Byrne („Avengers”, „Thor”), scenografia Charlesa Wooda („Thor: Mroczny świat”), obowiązkowe sceny po napisach końcowych – „Doktor Strange” ani przez chwilę nie pozwala nam zapomnieć, że jesteśmy w uniwersum Marvela. Zarazem jednak wyłamuje się z rutyny – tak jak wcześniej „Ant-Man” okazywał się i filmem superbohaterskim, i sztandarową komedią z repertuaru Paula Rudda, a serialowy „Luke Cage” – miksem konwencji superhero/blaxploitation, tak „Strange” łączy w sobie kolejny odcinek marvelowskiej sagi z regularnym fantasy o czarodziejach w pelerynach.
Humor nie wydaje się wymuszony, co było bolączką kilku innych produkcji Marvela. Przednio wypadają żarty z użyciem „Single Ladies” Beyoncé w świecie mnichów i z pomyleniem zaklęcia z hasłem do Wi-Fi. Cumberbatch zaś z właściwą dla siebie swadą i ujmującą dezynwolturą wciela się w faceta sypiącego sarkastycznymi one-linerami, które śmieszą wyłącznie jego. Brytyjski tercet w składzie Cumberbatch, Tilda Swinton i Chiwetel Ejiofor (Mordo) zdecydowanie podnosi poprzeczkę prestiżu. Androgyniczna, niepokojąca tak, jak tylko ona potrafi – Swinton w roli Starożytnej to strzał w dziesiątkę. Ponadto Azjatów godnie reprezentuje Benedict Wong jako bibliotekarz, postać teoretycznie mniejszej wagi, a bardziej zapadająca w pamięć niż niewykorzystana, niestety, Rachel McAdams w roli stereotypowej dziewczyny/powiernicy bohatera. Pewne defekty nie zmieniają faktu, że Marvel znów dostarczył spektakularnej, a przy tym niegłupiej rozrywki. Niby w duchu inżyniera Mamonia, a jednak jakimś cudem stanowiącej odrębną jakość. Magia.
1 2 3 5 »

Komentarze

13 I 2017   17:25:10

Całkiem zacne zestawienie, wymieniłbym jednak mocno przeciętnych "Nienasyconych", "Doktora Strange" i "Vaianę" na bardzo dobre "Zjawę", "Nienawistną ósemkę" i "Siedem minut po północy". A niechby i tego nieszczęsnego Deadpoola gdzieś wcisnąc.

09 XI 2018   19:25:54

Dzień dobry,
Potrzebujesz zasobów, aby stworzyć własny biznes, dom, firmę, kupić samochód, kupić motocykl, więcej osobistych potrzeb na swoje pytanie. Dajemy pożyczki osobiste w przedziale od 2 000 do 100 000 000 z nominalną stopą procentową 3% niezależnie od kwoty. Prosimy o podanie we wniosku o pożyczkę dokładnej kwoty, którą chcesz pożyczyć i wybranego okresu spłaty. Email: davispasicalloanlender@gmail.com

nazwa wnioskodawcy -------------------------
kraj-------------------
stan---------------------------------
adres------------------------
numer telefonu------------------------
potrzebna kwota pożyczki -----------------------------
wiek----------------------------
Trwanie--------------------------
stan cywilny------------------------------

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Na parkowej ławeczce
Jarosław Loretz

17 XII 2018

Bywa, że wśród zieloności wytchnienia szukają nie tylko przypadkowi spacerowicze, ale również ci, którzy ostatnie tchnienie wydali już jakiś czas temu.

więcej »

Z filmu wyjęte: Zombie a… kobieta?
Jarosław Loretz

10 XII 2018

Przed zombie uciekają wszyscy, nawet… eee… babochłopy.

więcej »

Do kina marsz: Grudzień 2018
Esensja

9 XII 2018

Zapraszamy do zapoznania się ze – spóźnionym, przyznajemy – pakietem najciekawszych zapowiedzi filmowych na grudzień.

więcej »

Polecamy

Na parkowej ławeczce

Z filmu wyjęte:

Na parkowej ławeczce
— Jarosław Loretz

Zombie a… kobieta?
— Jarosław Loretz

Robot a kobieta
— Jarosław Loretz

Gardło Innym Podrzynam Dibbler
— Jarosław Loretz

Zacząć dzień z przytupem
— Jarosław Loretz

Łabędziot
— Jarosław Loretz

Zatokaman i wspólnicy
— Jarosław Loretz

Zatokaman
— Jarosław Loretz

Żeby lepiej słyszeć
— Jarosław Loretz

Ostatnia impreza
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Tegoż twórcy

Lisbeth Bond i najgorsi możliwi Rosjanie
— Sebastian Chosiński

Usłyszcie ich krzyk!
— Sebastian Chosiński

Człowiek z rozgoryczenia
— Piotr Dobry

Sztuka? Gdzieś zaginęła. Ale szlak został przetarty
— Gabriel Krawczyk

Krótko o filmach: Avengers: Wojna bez granic
— Sebastian Chosiński

Thanos kopie tyłki!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wakanda w moim sercu!
— Sebastian Chosiński

Czekając na deus ex machina
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Krótko o filmach: Cloverfield Lane 10 (DVD)
— Jarosław Loretz

Jest gdzieś, lecz nie wiadomo, gdzie…
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.