Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 maja 2018
w Esensji w Esensjopedii

Martin McDonagh
‹Trzy billboardy za Ebbing, Missouri›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTrzy billboardy za Ebbing, Missouri
Tytuł oryginalnyThree Billboards Outside Ebbing, Missouri
Dystrybutor Imperial CinePix
Data premiery2 lutego 2018
ReżyseriaMartin McDonagh
ZdjęciaBen Davis
Scenariusz
ObsadaFrances McDormand, Caleb Landry Jones, Kerry Condon, Sam Rockwell, Darrell Britt-Gibson, Peter Dinklage, Woody Harrelson, Abbie Cornish
MuzykaCarter Burwell
Rok produkcji2017
Kraj produkcjiUSA, Wielka Brytania
Czas trwania115 min
WWW
Gatunekdramat, kryminał
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Dobry i Niebrzydki: Każdy kadr to Ameryka

Esensja.pl
Esensja.pl
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski
Od dziś w kinach jeden z oscarowych faworytów „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri” – i znów nie udało nam się pokłócić. Dzieło Martina McDonagha ma może pewne drobne mankamenty, ale pozostaje filmem znakomitym, nieustannie zaskakującym widza i mądrym w swym przesłaniu.

Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Dobry i Niebrzydki: Każdy kadr to Ameryka

Od dziś w kinach jeden z oscarowych faworytów „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri” – i znów nie udało nam się pokłócić. Dzieło Martina McDonagha ma może pewne drobne mankamenty, ale pozostaje filmem znakomitym, nieustannie zaskakującym widza i mądrym w swym przesłaniu.

Istnieje ryzyko pojawienia się małych spoilerów.

Martin McDonagh
‹Trzy billboardy za Ebbing, Missouri›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTrzy billboardy za Ebbing, Missouri
Tytuł oryginalnyThree Billboards Outside Ebbing, Missouri
Dystrybutor Imperial CinePix
Data premiery2 lutego 2018
ReżyseriaMartin McDonagh
ZdjęciaBen Davis
Scenariusz
ObsadaFrances McDormand, Caleb Landry Jones, Kerry Condon, Sam Rockwell, Darrell Britt-Gibson, Peter Dinklage, Woody Harrelson, Abbie Cornish
MuzykaCarter Burwell
Rok produkcji2017
Kraj produkcjiUSA, Wielka Brytania
Czas trwania115 min
WWW
Gatunekdramat, kryminał
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Konrad Wągrowski: Martin McDonagh jest twórcą dobrze odebranej czarnej komedii sensacyjnej „In Bruges” (polskie miano „Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj” jawi mi się jednym z tytułowych kuriozów), a potem nieco słabiej odebranej… czarnej komedii sensacyjnej „Siedmiu psychopatów”. Oba te filmy dalekie są od przyziemnych problemów naszego świata, będąc raczej surrealistyczną zabawą gatunkiem. Tymczasem najnowszy film McDonagha, jeden z oscarowych faworytów, „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”, mając wciąż elementy czarnego humoru, staje się dziełem zaskakująco realistycznym, dotykającym autentycznych problemów i tematów, mając wręcz wyraźne ambicje oddania ducha współczesnej Ameryki.
Piotr Dobry: Tytuł „Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj” to rzeczywiście ścisła czołówka kuriozów tłumaczeniowych, ale paradoksalnie mógłby dziś służyć za wizytówkę McDonagha. Bo to jest twórca, który zaczął przygodę z kinem od realizacji postmodernistycznych strzelanek, a teraz, jak mówisz, eksploruje zdecydowanie głębsze rejony tego medium. Jednak te ambicje Irlandczyka nie powinny nas zaskakiwać, jeśli wiemy, że zanim chwycił za kamerę, zdobył renomę na Wyspach jako dramatopisarz, autor słynnej trylogii leenańskiej. Choć już wtedy, w drugiej połowie lat 90., był określany mianem „Quentina Tarantino teatru”, zatem ta transgresja towarzyszy mu od początku, to nie jest tak, że on nagle, pierwszy raz w życiu, postanowił zrobić coś ambitnego i wywrotowego zarazem.
KW: Akcja – jak sam tytuł wskazuje – toczy się w stanie Missouri, w środku Ameryki, na północnych rubieżach Pasa Biblijnego. Mildred, zmęczona kobieta w średnim wieku, zostawiona przez męża, który znalazł sobie atrakcyjną młódkę, niedawno utraciła córkę – zgwałconą i zamordowaną przez nieznanych sprawców. Mildred uważa, że policja zbyt szybko zaniechała swych działań, decyduje się więc na nieco desperacki krok. Za ostatnie pieniądze wykupuje tytułowe trzy bilbordy, na których umieszcza hasła wzywające do działania szefa policji. Powoduje to oczywiście negatywne reakcje ze strony policjantów, ale i lokalna społeczność nie jest zachwycona całą sytuacją. Sytuacja zaczyna się (momentami dosłownie) zaogniać, ale historia nie idzie wcale w oczekiwanym kierunku i szykuje całkiem niezły pakiet zwrotów akcji.
PD: To prawda. Film ma poniekąd strukturę klasycznego westernu, gdzie samotny mściciel – w tym wypadku: mścicielka, bardzo adekwatnie do czasów #MeToo – wypowiada wojnę władzom małej mieściny. Z początku spodziewamy się zatem schematu, ale z czasem ani szeryf i jego zastępcy nie okazują się tacy najgorsi, ani nasza „ostatnia sprawiedliwa” nie okazuje się taka szlachetna. Postaci są tu bardzo pocieniowane, McDonagha wyraźnie interesuje szara strefa ludzkich charakterów, a nie płytki podział na dobro i zło. Każdy widz sam będzie musiał sobie wytyczyć granicę, do którego momentu kibicuje tej anielicy zemsty, a od kiedy jej metody uważa już za nie do przyjęcia.
KW: Ostatnia scena filmu mówi jasno – to nie jest opowieść o zemście. To nie jest opowieść o triumfie sprawiedliwości. To nie jest krzepiąca opowieść o amerykańskich wartościach. Ale nadal jest to opowieść o Ameryce. O zapomnianych ludziach centralnych Stanów, którzy całe życie harując, nie są już w stanie nawet zbliżyć się do amerykańskiego snu. O pozbawionych perspektyw młodych. O niewydolności aparatu państwowego. O panującym wciąż rasizmie, kulcie przemocy. Ale też o promyczkach nadziei – ukazywanych w tak kojarzonej z USA tradycją sąsiedzkiej pomocy, budowania wspólnoty – nawet tak dziwnej jak ekipa złożona z białej starszej kobiety, jej czarnoskórej przyjaciółki z pracy i karła, którym ostatecznie w sukurs przyjdzie też policjant-rasista.
PD: Tak, jest to zadziwiająco esencjonalna opowieść o Ameryce, zważywszy na fakt, że stoi za nią Irlandczyk. Ta amerykańskość przebija tu z każdej sceny, i to nie tylko na gruncie fabularnym, bo i w sceneriach, dekoracjach, południowym zaciąganiu aktorów czy inspirowanej lokalnym folklorem muzyce Cartera Burwella, skądinąd stałego współpracownika braci Coenów, z którymi teraz McDonagh jest nagminnie porównywany. I jak widać nie tylko z powodu Frances McDormand i wisielczego humoru. Każdy kadr „Billboardów” to Ameryka.
KW: Czytam teraz sobie arcyciekawe „Obcy we własnym kraju. Gniew i żal amerykańskiej prawicy” Arlie Russell Hochschild, nadrobiłem niedawno też wybitny serial dokumentalny „O.J. Simpson: Made in America” i jakoś te wszystkie doświadczenia łączą się wraz z „Trzema billboardami” w próbie objęcia obecnego ducha Ameryki. Mildred – a przede wszystkim matka Dixona – zresztą doskonale by pasowały na kolejne bohaterki książki Hochschild. Pewnie powinienem zrobić jakieś dokładniejsze badanie, ale wygląda mi na to, że filmowa Ameryka coraz bardziej próbuje mówić o swym kraju – być może na skalę tego, co działo się w latach 70. O Oscarach porozmawiamy obszerniej kiedy indziej, ale spójrz choćby na listę nominantów – przecież „Trzy billboardy”, „Czwarta władza”, „Uciekaj!”, z filmów, które otarły się o nominację, zapewne też „The Florida Project”, to właśnie o owej Ameryce. O Ameryce, w której prezydentem zostaje Donald Trump, ale wcale nie przywołujące jego postaci, nie próbujące uprawiać prostej agitki politycznej, lecz w jakiś sposób zastanawiające się, jak mogło dojść do tego wyboru – nie bezpośrednio, ale mówiąc o bolączkach trapiących współczesne Stany. I dodajmy, że jest to kolejna fala, postkryzysowa, nie mówiąca już o efektach zapaści na rynku pożyczek hipotecznych, ale spoglądająca na sytuacje w bardziej przekrojowy, społeczny sposób.
PD: Z klimatem obecnej Ameryki rezonują także takie tegoroczne tytuły oscarowe, jak „I tak cię kocham”, „Gra o wszystko”, „Mudbound”, „Marshall”, a nawet blockbustery: „Coco”, „Logan”, „Ostatni Jedi"… Długo moglibyśmy się przerzucać, ale grunt że masz rację – kino, ale też literatura, muzyka, cała popkultura jest w tej chwili mocno zaangażowana politycznie. Nie tylko w Ameryce zresztą, choć oczywiście przy ichniejszej podaży rzuca się to w oczy szczególnie mocno.
KW: A osobną sprawą jest to, że już teraz powstają dzieła tak dojrzałe artystycznie jak „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”.
PD: Ten film istotnie ociera się o arcydzieło, a jeśli nim nie jest, to paradoksalnie przez nadambicję McDonagha. Bo on tak bardzo chce nas zaskoczyć, zachwycić, przerazić lub rozśmieszyć – nierzadko symultanicznie – niemal w każdej scenie, że fabuła momentami traci przez to na wiarygodności. Na przykład młodziutka partnerka byłego męża Mildred jest wyłącznie karykaturalnym comic reliefem, wprowadzonym dla doraźnego efektu, a zarazem nikt z tych małomiasteczkowych bigotów nie ma problemu z różnicą wieku między bohaterem Harrelsona a jego żoną graną przez Abbie Cornish. Jest w tym pewna niekonsekwencja. Ale to drobiazgi.
KW: Rozpływamy się nad przesłaniem filmu, wspomniałeś o schemacie westernu, ale nie zapominajmy, że dzieło McDonagha to też bardzo sprawnie poprowadzona historia kryminalno-sensacyjna – choć, jak wspominałem, nie zwieńczona w sposób, jakiego oczekiwałby widz szukający tego rodzaju emocji. Wyczytałem gdzieś opinię, że film „skończył się, gdy zaczynał robić się ciekawy”. Ale też jest to z pewnością świadoma decyzja McDonagha, który doskonale zdaje sobie sprawę, że łatwe, krzepiące rozwiązanie głównych wątków odciągnęłoby – jak to już w kinie amerykańskim tysiące razy bywało – uwagę widza od podstawowego tematu. A, jak powtórzę, nie chodziło tu o dzieło ku pokrzepieniu serc. Po namyśle uważam zakończenie za kolejny majstersztyk, choć sądzę, że nie każdy widz je doceni…
PD: Pomijając przypadki, gdy od razu planowany jest sequel, otwarte zakończenia czasem wynikają z braku pomysłu, ale tutejsze jest wyraźnie przemyślane. I ten niedosyt też stanowi pewną wartość. Myślę, że widzowie, którzy nie lubią mieć wszystkiego podanego na tacy, docenią to (nie)domknięcie.
KW: Ktoś kiedyś powiedział, że dobry film powinien mieć trzy naprawdę dobre sceny. W „Trzech billboardach” jest ich więcej, ale dwie z nich wywarły na mnie niesamowite emocjonalne wrażenie. Mówię tu o retrospektywnej rozmowie matki z córką, z której wynikało, jakie były pośrednie przyczyny tragedii, i podkreślało późniejszy dramat Mildred, oraz o przejmującym liście pożegnalnym szefa policji. Trudno przejść obok tych momentów obojętnie.
PD: Mnie zachwycił już trik z billboardami odsłanianymi stopniowo w pierwszych minutach filmu – ale taki odbiór był możliwy tylko dzięki temu, że przed seansem nie wiedziałem o filmie literalnie nic, nie oglądałem trailerów, nie czytałem streszczenia, słyszałem jedynie o wielkich rolach McDormand i Rockwella. Natomiast do scen, o których wspomniałeś, bezsprzecznie rewelacyjnych, dorzuciłbym jeszcze tę na komisariacie, gdy podczas ostrej i cynicznej wymiany zdań z Mildred bohater Harrelsona niespodziewanie kaszle krwią – na co Mildred, którą znamy dotąd jako żeńską wersję Charlesa Bronsona z „Życzenia śmierci”, reaguje niemal matczyną czułością, momentalnie zmieniając swe nastawienie do szeryfa o sto osiemdziesiąt stopni. To jest tak zagrane, że miałem ciary.
KW: To zresztą jest pierwsza zapowiedź zniuansowania postaci Mildred – bo do tej pory wyglądała na typową amerykańską bohaterkę, która rzuca wyzwanie Systemowi i zwycięża (bądź bohatersko przegrywa). A tu widać, że jest to postać dużo bardziej złożona (i System jest też niejednoznaczny), co zresztą zostaje w filmie wkrótce ugruntowane we wspomnianej przeze mnie przed chwilą scenie retrospektywnej.
Do świetnych scen dorzuciłbym trzy zbliżone, w których bohaterowie robić coś, czego od nich wcale nie oczekiwaliśmy. Red w szpitalu, Mildred wobec byłego męża w knajpie i Dixon ratujący akta w pożarze. No i jeszcze treść listu Willoughby’ego do Dixona. Pięknie McDonagh bawił się z oczekiwaniami widza.
PD: Pięknie, aczkolwiek właśnie reakcję Reda przewidziałem i to był już dla mnie jeden z tych nielicznych momentów „too much”, zachowanie zupełnie niewiarygodne z psychologicznego punktu widzenia. Chociaż jako element pastiszowej przypowieści to się oczywiście broni.
KW: Ach, no i jeszcze piękna reakcja Dixona na wyznanie Mildred, że to ona odpowiada za jego pożarowe obrażenia. Bo „Trzy billboardy” to oczywiście też absolutny koncert aktorstwa. Frances McDormand zmierza prosto po kolejnego Oscara, kreując oszczędnie bardzo złożoną i skomplikowaną wewnętrznie postać, Sam Rockwell gra absolutnie rolę życia, w której jest odpychający, butny, żałosny, wzniosły, budzący gniew, budzący współczucie, zmieniający wciąż percepcję swojej postaci. No i znakomity, solidny Woody Harrelson, który nieco przypomina Marty’ego Harta z „Detektywa”, ale nadaje swej postaci zaskakującego patosu i wzniosłości. Wszyscy grają tu bohaterów złożonych, skomplikowanych i nieoczywistych.
PD: Tak, w filmie mamy prawdziwy popis aktorstwa, na co oczywiście składa się suma talentów obecnych tu wykonawców, ale także, myślę, scenopisarska biegłość McDonagha – no i to, że rozpisując każdego z bohaterów, miał już ponoć w głowie konkretną obsadę. Z częścią aktorów współpracował już zresztą wcześniej, a prócz wymienionej przez ciebie głównej trójki wyróżniłbym jeszcze reprezentantów młodego pokolenia, jak rozchwytywani ostatnio Lucas Hedges („Manchester by the Sea”, „Lady Bird”) czy Caleb Landry Jones („Get Out”, „The Florida Project”). Szczególnie ten drugi tworzy tu w obrębie niewielkiej roli bardzo przejmującą postać wycofanego poczciwca Reda – tym bardziej efektowną, że skrajnie kontrastującą z rolą psychopaty w horrorze Jordana Peele’a.
KW: No, tośmy się pospierali… Pokłócili wręcz! Ale chyba naprawdę nie ma za co „Trzech billboardów” krytykować, nie wchodząc w tryb szukania wad na siłę. Kapitalne kino, któremu życzę jak najlepiej w rozdaniu oscarowym, a wszystkich zachęcam, by dołączyli film Martina McDonagha do listy tytułów, które w tym roku bezwzględnie trzeba zobaczyć.
koniec
2 lutego 2018

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

100 najlepszych filmów XXI wieku
Esensja

23 V 2018

Kolejny Wielki Ranking Esensji! Naprawdę wielki! Bierzemy się za cały XXI wiek, wybierając 100 najlepszych filmów z tego okresu. Naszą listę będziemy publikować przez najbliższe 10 dni. Dziś miejsca 30 – 21.

więcej »

Z filmu wyjęte: Klucz do miasta otworzy każde drzwi
Jarosław Loretz

14 V 2018

Naprawdę. Każde. Niezależnie od rodzaju zamka.

więcej »

Z filmu wyjęte: Gdy masz niepotrzebną połówkę rekina…
Jarosław Loretz

7 V 2018

…i nie stać cię na dekoratora wnętrz.

więcej »

Polecamy

Ranking filmów oscarowych

Oscary 2018:

Ranking filmów oscarowych
— Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Jarosław Robak, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Esensja przyznaje Oscary
— Piotr Dobry, Jarosław Robak, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Najlepsze filmy
— Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Jarosław Robak, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Najlepsi aktorzy
— Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski

Kategorie techniczne
— Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski

Zobacz też

Inne recenzje

100 najlepszych filmów XXI wieku
— Esensja

Najlepsze filmy I kwartału 2018 r.
— Esensja

Oscary 2018: Ranking filmów oscarowych
— Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Jarosław Robak, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Oscary 2018: Najlepsze filmy
— Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Jarosław Robak, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Do kina marsz: Luty 2018
— Esensja

Z tego cyklu

Rzeźnia dla dwojga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Partia na party w czasach Brexitu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Jak smakują Porgi?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Chwała na wysokości?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Podręczne z Kairu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Atak paniki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Czeska babcia w roli Kaja
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Męska wrażliwość nie ma racji bytu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

To nie Ragnarok, tylko Ragnaroczek
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Maj 2013 (3)
— Sebastian Chosiński, Grzegorz Fortuna, Jakub Gałka, Kamil Witek

Esensja ogląda: Styczeń 2013 (Kino)
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Piotr Dobry, Jakub Gałka, Anna Kańtoch, Alicja Kuciel, Beatrycze Nowicka, Agnieszka Szady, Konrad Wągrowski

Jajko Kolumba
— Gabriel Krawczyk

Pan Poduszka, czyli makabryczna gra wyobraźni
— Paweł Piejko

Tegoż autora

Jack Reacher wysiada z autobusu
— Konrad Wągrowski

Krótko o serialach: American Crime Story: Zabójstwo Versace
— Konrad Wągrowski

Krótko o serialach: Z archiwum X (sezon 11)
— Konrad Wągrowski

Bolitar powraca w mroku
— Konrad Wągrowski

Ty i inne dziewczynki
— Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Marzec 2018 (2)
— Sebastian Chosiński, Grzegorz Fortuna, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski

Oscary 2018: Ranking filmów oscarowych
— Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Jarosław Robak, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Esensja ogląda: Marzec 2018 (1)
— Piotr Dobry, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Oscary 2018: Esensja przyznaje Oscary
— Piotr Dobry, Jarosław Robak, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Oscary 2018: Najlepsze filmy
— Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Jarosław Robak, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.