Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 grudnia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Z filmu wyjęte: Klucz do miasta otworzy każde drzwi

Esensja.pl
Esensja.pl
Naprawdę. Każde. Niezależnie od rodzaju zamka.

Jarosław Loretz

Z filmu wyjęte: Klucz do miasta otworzy każde drzwi

Naprawdę. Każde. Niezależnie od rodzaju zamka.
Wielu twórców uważa, że przy produkcji tańszej, głupszej, nie ma co się wysilać na realizm, i jeśli tylko fabuła zahacza o magię, można część rzeczy podać z jawnym pogwałceniem zasad logiki. Jest to zjawisko tym zabawniejsze, że później ten sam twórca na ogół ma do widzów pretensje, że czepiają się zupełnie nieistotnych szczegółów. Bo przecież film jest fantastyczny, a więc i tak ukazane w nim zdarzenia są wyssane z palca. Jedną z takich produkcji jest kanadyjski „Amityville Playhouse”, marny odprysk marnej serii z przeklętym domem. Sednem jego fabuły jest przyjazd do Amityville dziewczyny, która straciła jakiś czas wcześniej rodziców w dziwnym pożarze, w celu objęcia rodzinnej schedy – nieczynnego teatru. Wraz z czwórką znajomych wchodzą do środka, włączają zasilanie i – znalazłszy w piwnicy miejscową dziewczynę, która uwiła tam sobie kryjówkę – stwierdzają, że z budynku nie da się wyjść, komórki nie mają zasięgu, zaś w mroku coś się czai. Wkrótce znika pierwsza osoba… W tym czasie zainteresowany fenomenem Amityville uczelniany wykładowca bohaterki przegryza się przez książki o miasteczku, by wreszcie – już na miejscu – odkryć, że co roku ginie w teatrze sześć osób. Mimo że mieszkańcy są wrogo do niego nastawieni, jeden z nich daje mu… swój klucz do miasta, czyli widoczny na zdjęciu metalowy (bądź tekturowy, tyle że malowany na złoto) 15 centymetrowy, toporny klucz, który… otwiera wszystkie drzwi w mieście. Niezależnie od rodzaju zamka. I tak – ów klucz otwiera widoczny na ilustracji zamek. Jak? No przecież, że tego nie pokazano. Otworzył, i już.
PS. Ponieważ materiału na historię było trochę za mało, twórcy wsadzili do środka przypadkowe, niezwiązane z fabułą rozmowy z brytyjskiego pubu. Bo mogli.
Swoją drogą seria horrorów o Amityville niespodziewanie ostatnio się rozkrzewiła. Oryginalnie był to jeden film, nakręcony w 1979 „Horror Amityville”. Jego umiarkowany sukces spowodował powstanie siedmiu mniej lub bardziej luźnych kontynuacji (na ogół chodziło o przeniesienie do innego domu jakiegoś przedmiotu z oryginalnej lokacji) oraz remake’u, notabene całkiem znośnego na tle serii, puszczonego do kin w 2005 roku. Po sześciu latach ciszy, w roku 2011, powstał nędzny „The Amityville Haunting” (found footage ze stajni The Asylum – więcej nie trzeba mówić). Dwa lata później światło dzienne ujrzał brytyjski „The Amityville Asylum”, iście koszmarny zbuk (akcja rozgrywa się w psychiatryku wybudowanym na miejscu zburzonego domu). W 2015 wyszedł „Amityville Death House” (Eric Roberts w jednym z wielu gniotów braci Polonia), zaś w 2016 nastąpiła powódź. Na rynek trafiły „Amityville: No Escape” (znów found footage, też niedobry), „Amityville: Vanishing Point” (knot za tysiąc dolarów, nakręcony w pensjonacie), „The Amityville Legacy” (godzinny horror z opętaną mechaniczną małpką – jak na serię wręcz wybitny) i „The Amityville Terror” (też strawny, z rodzicami mającymi córkę praktycznie w swoim wieku). W 2017 do kompletu dorzucono „Amityville Exorcism” (ponownie bracia Polonia, tym razem z przeklętymi listewkami z przeklętego domu), „Amityville: Evil Never Dies” (trudno powiedzieć coś bliższego o tym filmie prócz tego, że jest fatalny) oraz „Amityville: The Awakening”, bodaj jedyny z rzeczywiście profesjonalną realizacją (w obsadzie znalazła się Jennifer Jason Leigh; cóż z tego, skoro film zebrał w amerykańskich kinach… 742 dolary). W bieżącym roku natomiast możemy się spodziewać jeszcze „Amityville Cop”. Należy też wspomnieć o dwóch dokumentach – „The Real Amityville Horror” z 2005 i „My Amityville Horror” z 2012.
I wciąż się zastanawiam, czemu akurat teraz tak obsypało nas filmami o Amityville. Bo przecież żaden z tych starych, jak i nowych, tak naprawdę dobry nie jest, i żaden nie zarobił jakichś większych pieniędzy. Kręcenie tych filmów to jakaś forma samoumartwiania się, czy jak…?
koniec
14 maja 2018

Komentarze

14 V 2018   22:54:20

Myślę, że wystarczyło dotknąć zamka kluczem. Takie właściwości w polskim folklorze miała roślina zwana podkownikiem (inaczej złodziejska trawa).

15 V 2018   01:19:35

No i są czary z pukaniem. Też niby działają. ;)

15 V 2018   11:35:14

Ciekawe, o złodziejskiej trawie nie słyszałam :)

15 V 2018   19:17:24

@Jale- zwłaszcza jak się puka "babką" (młotek do wbijania pali)

16 V 2018   13:18:10

Pierwszy i drugi "Amityville" są świetne! Mam też duży sentyment do "Amityville 1992: Najwyższy czas". Ale fakt, większość to gnioty (ale za to z niespodziankami, jak udział Meg Ryan w "trójce"). Ale te wszystkie odpryski spoza głównej serii to jakaś porażka. Dałem radę przełknąć "Haunting" i "Asylum", ale resztę sobie darowałem. Wróciłem dopiero przy "Awakening" i nie był to dobry pomysł.
Wysyp tych Amityvilli wziął się chyba stąd, że jako nazwy faktycznego miejsca nie bardzo można zastrzec sobie tytuł, więc łatwo podpiąć się pod serię.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Na parkowej ławeczce
Jarosław Loretz

17 XII 2018

Bywa, że wśród zieloności wytchnienia szukają nie tylko przypadkowi spacerowicze, ale również ci, którzy ostatnie tchnienie wydali już jakiś czas temu.

więcej »

Z filmu wyjęte: Zombie a… kobieta?
Jarosław Loretz

10 XII 2018

Przed zombie uciekają wszyscy, nawet… eee… babochłopy.

więcej »

Do kina marsz: Grudzień 2018
Esensja

9 XII 2018

Zapraszamy do zapoznania się ze – spóźnionym, przyznajemy – pakietem najciekawszych zapowiedzi filmowych na grudzień.

więcej »

Polecamy

Na parkowej ławeczce

Z filmu wyjęte:

Na parkowej ławeczce
— Jarosław Loretz

Zombie a… kobieta?
— Jarosław Loretz

Robot a kobieta
— Jarosław Loretz

Gardło Innym Podrzynam Dibbler
— Jarosław Loretz

Zacząć dzień z przytupem
— Jarosław Loretz

Łabędziot
— Jarosław Loretz

Zatokaman i wspólnicy
— Jarosław Loretz

Zatokaman
— Jarosław Loretz

Żeby lepiej słyszeć
— Jarosław Loretz

Ostatnia impreza
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Z tego cyklu

Na parkowej ławeczce
— Jarosław Loretz

Zombie a… kobieta?
— Jarosław Loretz

Robot a kobieta
— Jarosław Loretz

Gardło Innym Podrzynam Dibbler
— Jarosław Loretz

Zacząć dzień z przytupem
— Jarosław Loretz

Łabędziot
— Jarosław Loretz

Zatokaman i wspólnicy
— Jarosław Loretz

Zatokaman
— Jarosław Loretz

Żeby lepiej słyszeć
— Jarosław Loretz

Ostatnia impreza
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.