Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 7 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

100 najlepszych filmów XXI wieku. Druga setka

Esensja.pl
Esensja.pl
« 1 2 3 4

Esensja

100 najlepszych filmów XXI wieku. Druga setka

WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
125. Róża
(2011, reż. Wojciech Smarzowski)
Konrad Wągrowski
„Róża” to jeden z najlepszych polskich filmów ostatniego dwudziestolecia, a nawet jeden z najlepszych polskich filmów wszech czasów. Wrażenie oszałamiające, Smarzowski sięgnął wreszcie po nie swój scenariusz (kolejny szok: za znakomity skrypt odpowiada znany wcześniej z zarżnięcia „Wiedźmina” Michał Szczerbic) i opowiedział odrobinę inną od dotychczasowych historię, choć mieszczącej się w skrajnie pesymistycznej estetyce swego kina. „Róża” to opowieść o miłości w wyjątkowo paskudnych czasach (naturalistyczna przemoc to jeden z głównych składników filmu), przedstawiająca losy jednostek na tle zapomnianego dziś dramatu całego narodu mazurskiego, koncertowo zagrana przez Marcina Dorocińskiego, Agatę Kuleszę i resztę aktorskiej ekipy, z szeregiem niezapomnianych scen. „Róża” to także bolesny wyrzut dla naszej historii, ale też uniwersalne pytanie o przyczyny przemocy i opresji. Nie wątpię, że kilka scen przejdzie do historii naszego kina – śmierć jednej z bohaterek pokazana w formie usypiania zmęczonego dziecka, szalony śmiech Lecha Dyblika i Marcina Dorocińskiego, zbiorowy gwałt, skrajnie poruszający finał… Film, o którym pamięta się jeszcze wiele tygodni po seansie.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
124. Kukułka
(2002, reż. Aleksander Rogożkin)
Sebastian Chosiński
Toczona na przełomie lat 1939/40 radziecko-fińska wojna zimowa obnażyła wszelkie niedostatki Armii Czerwonej. Krasnoarmiejcy nie potrafili zmusić do uległości bohaterskich Finów, znakomicie radzących sobie w arktycznych niemal warunkach. Największym utrapieniem dla Rosjan byli znakomici fińscy snajperzy, kryjący się na drzewach i stamtąd ostrzeliwujący wroga (jak chociażby legendarny Simo Häyhä, uznany za najskuteczniejszego snajpera w historii wojen) – z tego powodu Sowieci potocznie nazywali ich „kukułkami”. Obraz Aleksandra Rogożkina jest historią jednej z takich „kukułek”. Rogożkin nasycił „Kukułkę” wieloma akcentami humorystycznymi; najbardziej bawią fragmenty, w których konfrontuje ze sobą trzy kultury – rosyjską, fińską i lapońską. Prowadzi to do wielu nieporozumień, ale i zabawnych sytuacji, które nieco równoważą poważny wydźwięk dzieła.
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
123. Supersamiec
(2007, reż. Greg Mottola)
Konrad Wągrowski
Film idzie po krawędzi – ilość przekleństw przebija chyba dzieła Martian Scorsese, seksualne potrzeby bohaterów pokazywane są również bez większej cenzury, film nie szczędzi widzom takich pomysłów, jak wielka galeria penisów Setha (wśród nich penis zatrzymujący czołgi na placu Tian-an-men). Ale jest to przy okazji bardzo, bardzo śmieszne – w czym z pewnością pomaga doskonale dobrana obsada. Jak przystało na dobry film, elementy komiczne nie są jedynym jego tematem. Z jednej strony to opowieść o całkiem realnych problemach okresu dojrzewania, potrzebie akceptacji, przezwyciężaniu kompleksów. A przecież „Supersamiec” przy tym wszystkim może być odbierany także jak pewna opowieść o traceniu czegoś, co już nigdy nie powróci. O przemijaniu pewnego czasu, za którym zawsze będziemy tęsknić. Najbardziej kluczowa była tu scena na schodach ruchomych, gdy chłopaki odjeżdżają w różnych kierunkach, każdy z inną dziewczyną, ale jeszcze przez chwilę patrzą sobie w oczy… Żadna męska przyjaźń nie przetrwa, gdy w grę zaczną wchodzić kobiety, ale jednak jakiś żal zawsze na trochę zostaje…
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
122. Old Boy
(2003, reż. Chan-wook Park)
Kamila Sławińska
Pierwsza połowa tego filmu łączy w sobie coś z mrocznej tajemnicy Lyncha i chwytającego za gardło napięcia najlepszego Finchera, a przy tym zawiera też dozę zimnego okrucieństwa, jakie spotyka się tylko w najbardziej wyrafinowanych azjatyckich produkcjach – słowem, Chan-Wook Park w szczytowej formie. Choi Min-Sik jest niesamowicie intensywny w głównej roli, co sprawia, ze z każdą minuta oczekiwania rosną… a tu nagle finał okazuje się nieco płaski. Niby relacje między bohaterami – skomplikowane uczucia winy i krzywdy, mechanizmy zemsty i zadośćuczynienia – są interesujące, ale trudno oprzeć się wrażeniu, po tak intensywnym wysiłku fabularnym i stylizacyjnym Parkowi nie starczyło siły na jakieś wnioski z pokręconych losów bohatera. Jeśli porównywać z wcześniejszymi (genialnymi) dokonaniami tego reżysera wypada trochę blado… ale wystarczy obejrzeć np. Kill Bill, żeby nie mieć wątpliwości, że w opowiadaniu o zemście Park bije hollywoodzkich twórców na głowę.
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
121. Incepcja
(2010, reż. Christopher Nolan)
Konrad Wągrowski
„Incepcja” to cholernie odważny film. Mamy do czynienia z pierwszym blockbusterem za ciężkie, w którym cała konstrukcja jest tak złożona, że „przeciętny widz” nie ma najmniejszej szansy na objęcie całości i musi wyjść skonsternowany. A przecież miliony dolarów powinny się zwrócić właśnie dzięki „przeciętnym” widzom. Tymczasem już nawet nie trzy poziomy snu (to większość jest w stanie objąć), ale szereg drobniejszych koncepcji – śnienie świadome, wchodzenie do czyjegoś snu (odpowiecie na szybko czyim snem był każdy z poziomów), sprzężone „kicki” do wybudzenia, limbo, migracje bohaterów między poziomami po śmierci we śnie, istoty z podświadomości – to jednak wymaga cholernej koncentracji, bez której film pozostaje bezładną mieszanką pościgów i strzelanek. Nie zapomnijmy jednak o drobiazgach, które w dużym stopniu decydują o wyjątkowości filmu Nolana (senna ochrona ma za zadanie nie chronić, ale… zabić twory z podświadomości, choć ogólnie pozostają ludźmi, nie otrzymują praktycznie żadnej osobowości, akcja z pakowaniem śpiących lewitujących do windy, wyjeżdżający znienacka ogromny pociąg na środku ulicy…). Wielka musiała być wiarą w magię Nolana, skoro pozwolono mu zrobić taki film za takie pieniądze.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
120. Mama
(2014, reż. Xavier Dolan)
Jarosław Robak
Xavier Dolan kicz potrafi zamienić w wielką sztukę – dość powiedzieć, że najpiękniejsza scena filmu rozgrywa się w rytmie piosenki Céline Dion. Przemyślany soundtrack, intensywne kolory, długaśne – ale nie przydługie – ujęcia, którymi Kanadyjczyk podkreśla magię chwili – wszystko to dostarcza zmysłowej pieszczoty i zamienia skromny, psychologiczny temat poplątanych więzi matki z synem w materię rozbuchanego melodramatu. U Dolana emocje zawsze muszą być gwałtowne, a bohaterowie nietuzinkowi, niemieszczący się w przyciasnych ramach rzeczywistości. Tytułowa bohaterka , samotnie wychowująca nastoletniego syna, nie jest typem cierpiętnicy, ale kobietą pełną temperamentu i seksapilu podkreślanego przez makijaż i odważne ciuchy; chłopak (zjawiskowy Antoine-Oliver Pilon) – chory na ADHD – jest wulkanem, który rozsadza społeczne normy, ale i zaraża energią otoczenie. Ich relacja zdaje się zdaje się dojrzalszą, subtelniej rozkładającą racje wersją debiutanckiego „Zabiłem swoją matkę”, w którym nieustanna histeria i bunt na przemian fascynowały i irytowały. Zachwyca, jak w najnowszym filmie Dolan podporządkowuje efektowne reżyserskie zabiegi fabule – np. eksperymentowanie z proporcjami kadru nie jest tu tylko formalnym popisem, ale doskonale współgra z emocjami bohaterów i dramaturgią.
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
119. Szpieg
(2011, reż. Tomas Alfredson)
Joanna Pienio
Flm stylowy i wyrafinowany jak świetnie skrojony prochowiec najwyższej jakości. Spojrzenia zastępują dialogi, atmosfera oczekiwania i tajemnicy spowija kadry od pierwszego do ostatniego, jeśli zaś chodzi o aktorów – składam ręce do oklasków dla wszystkich razem i każdego z osobna. Mimo że najnowsze dokonanie Alfredsona to istna perełka, nie zdominowało światowych box office’ów i nie stało się najbardziej kasowym wydarzeniem roku. Nie zdobyło nawet prestiżowych nagród, choć miało okazję walczyć o Złotego Lwa na MFF w Wenecji. Mimo to „Szpieg” odniósł wielki sukces – odświeżył i urozmaicił definicję kina szpiegowskiego, a Oldman nakreślił zupełnie nowy obraz brytyjskiego agenta. Obraz dla tych, którzy cenią filmowe szarady bardziej niż nieskomplikowaną rozrywkę.
WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
118. Kieł
(2009, reż. Giorgos Lanthimos)
Urszula Lipińska
Zupełnie nie wiadomo co za kryterium przyłożyć do tego filmu. I bawi, i straszy, i porusza. Gdzieś na poziomie uniwersalnym, „Kieł” pokazuje, że jedna wersja prawdy wypacza światopogląd, a każdy nauczyciel ma nad nami mniejszą lub większą władzę. Wydaje mi się, że w zależności od tego, jak sobie w głowie ustawimy postać ojca takim filmem będzie „Kieł”. Bo kim on jest? Desperatem? Nadopiekuńczym rodzicem? Jednym i drugim? Chce dobrze czy chce źle? Za tę niepewność oceny ukłony w stronę reżysera, bo dzięki niej można przestawiać tory odbioru na kilka sposobów.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
117. Pogorzelisko
(2010, reż. Denis Villeneuve)
„Pogorzelisko” staje się przypowieścią zbudowaną z kontrastów. Kanadyjskie miasto, w którym żyje rodzeństwo – brudno, szaro, domy przy autostradach, śmieci, rdza. Ale to jest ta codzienność, bezpieczna, znajoma stabilizacja. Gdy Jeanne i Simon trafią do rodzinnego kraju matki, złamanego konfliktem zbrojnym, zobaczą inny świat. Niepewnie będą stawiać kroki, bojaźliwie, z pokorą wobec nieznanego, onieśmieleni jego skrajnościami. Choć to rzeczywistość zbrukana wojną, krwią przeszłych pokoleń wymiecionych w bezsensowych walkach, wszystko jest tu skąpane w słońcu, zieleni, wspaniałych krajobrazach. Tak jakby piękno tego miejsca chciało uśpić czujność naszą, czujność bohaterów – wiemy, że pod powierzchnią czai się ból, rozpacz, śmierć. Ale w tej opozycji tkwi siła filmu. Denis Villeneuve starał się dowieść: z gniewu i nienawiści, może narodzić się coś czystego, właściwego. Pozostajemy bezradni wobec ogromu zła, jakie się wydarzyło, jednocześnie wiedząc, jak wiele dobra zrodziło się z tego dramatu.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
116. Głód
(2008, reż. Steve McQueen)
Urszula Lipińska
Steve McQueen znalazł idealny balans między kinem a sztuką wizualną. Łatwo (i pewnie nie całkiem niesłusznie) posądzić „Głód” o nadmierne estetyzowanie tragedii. McQueen odwołuje się bowiem do prawdziwych wydarzeń, które miały miejsce w Imperium Brytyjskim w 1981 roku. Rząd Margaret Thatcher walczył z bojownikami IRA bezpardonowymi środkami i rękami bezlitosnych strażników więziennych. Przeciwko nim staje Bobby Sands (elektryzujący Michael Fassbender) organizując za kratami strajk głodowy. „Głód” opowiadany jest w statycznych, spokojnych kadrach o niezwykłej mocy oddziaływania. Pozbawiony emocjonalnej gwałtowności sposób przedstawienia tej historii w rzeczywistości szarpie widzem na wszystkie strony jakimś dziwnym, ukrytym pod wystudiowaną powierzchnią niepokojem.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
115. Co wiesz o Elly?
(2009, reż. Asghar Farhadi)
Urszula Lipińska
Technika filmowa w służbie dramatyzacji obyczajowego uścisku czy kulturowe tło potęgujące thrillerowe napięcie? Ani jedno, ani drugie wydaje się nie brać góry i może dlatego „Co wiesz o Elly?” robi pionujące wrażenie. Asghar Farhadi czuje kino, wie kiedy przyciąć ujęcie, przekierować kamerę, przenieść perspektywę opowiadania na inną postać, wprowadzić nowego bohatera. Trudna sztuka w kraju, w którym wydaje się, że mało kto słyszał o istnieniu zawodu montażysty. Wystarczy przyjrzeć się kilku scenom poprzedzającym zniknięcie Elly, żeby zauważyć, że reżyser nigdy nie polega na samym, bez wątpienia świetnym scenariuszu, ale ma przemyślany każdy szczegół. Podobnie jak w „Perskim nowym roku” intensyfikuje emocje z wyczuciem godnym Bergmana, buduje napięcie rodem z Hitchcocka przy czym fabularnie ma niewiele wspólnego z tym pierwszym i jeszcze mniej z tym drugim.
WASZ EKSTRAKT:
60,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
114. Poważny człowiek
(2009, reż. Ethan Coen, Joel Coen)
Piotr Pluciński
„Poważny człowiek” nie jest, jak chce tego wielu zachodnich krytyków i recenzentów, pierwszym realistycznym filmem braci Coen, ani tym bardziej minimalistyczną, stricte żydowską wersją „American Beauty”. Przefiltrowane, wyblakłe przedmieścia Minnesoty lat sześćdziesiątych są tu raczej wybiórczą i mocno subiektywną emanacją wspomnień z dzieciństwa samych autorów, zamkniętą na realizm otaczającej ich rzeczywistości w stopniu podobnym, co czasoprzestrzeń „Bartona Finka” i „Big Lebowskiego”. Pozorowany – bo niby wszystko jest tu szare i zwyczajne (a nie jest!) – realizm reszty opowieści jest tym samy przyczynkiem do zderzenia racjonalizmu i duchowości. Dlaczego zdarzenia przyjmują taki, a nie inny obrót? Gdzie szukać uzasadnienia? Jakiego dokonać wyboru? Czy Bóg mnie kocha? Dlaczego Bóg mnie nie kocha? Czy w ogóle istnieje? Dramat sponiewieranego Gopnika staje się niemal dramatem biblijnego Hioba, bezlitośnie doświadczanego przez kaprys siły wyższej, której pochodzenie w tym akurat przypadku nie jest wyraźnie sprecyzowane. Czy to złośliwy Bóg właśnie, czy raczej spiętrzona niegodziwość losu? A może sami Coenowie wystawiają na próbę swojego bohatera?
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
113. Motyl i skafander
(2007, reż. Julian Schnabel)
Michał Chaciński
Pierwsza połowa to jeden z tych momentów, w których czuje się, że twórcy olali pytanie „Ale czy to będzie zrozumiałe dla emeryta w Montanie?” i pojechali z taką formą, jaką uważali za stosowną. Zdjęcia Kamińskiego to nowa jakość w oblekaniu widza w skórę bohatera. Ale trzeba też przyklasnąć temu, że kiedy sztuczka wizualna zaczyna robić się męcząca, panowie zdają sobie z tego sprawę i nie nadużywają jej. Fakt, że w drugiej połowie film nie mówi już nic nowego, tylko prowadzi do przewidywalnych wniosków nie zmienia tego, że to dla mnie jedno z bardziej świeżych doświadczeń w kinie w ostatnich miesiącach. Jedną z ról kina jest wrzucić nas w sytuację ekstremalną i dać poczuć jej smak, zadając przy tym pytanie, kim się wtedy okażę. Schnabel definiuje sytuację na tyle klarownie i daje tyle czasu widzowi, że pozwalał mi odpowiadać sobie na to pytanie przez cały czas seansu.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
112. Sugar Man
(2012, reż. Malik Bendjelloul)
Gabriel Krawczyk
To najciekawiej skonstruowany film muzyczny, jaki miałem okazję obejrzeć. Historia z człowiekiem-widmem w roli głównej i rock’n’rollowymi latami 60. w tle spełnia swoją funkcję tym lepiej, im mniej wie o niej widz z pozaseansowych źródeł. Tutaj odgrywa to szczególną rolę, mamy bowiem do czynienia w rasową opowieścią detektywistyczną. Dochodzenie tyczy się tekściarza porównywanego do samego Boba Dylana (przy czym to ten drugi miał ponoć czyścić buty pierwszemu), który pozostawił po sobie ledwo dwa krążki (wyprzedane w całym nakładzie) i słuch po nim zaginął. Próba rozwikłania tajemnic kariery muzycznej Sixto Rodrigueza staje się portretem wyjątkowej w czasach tak powszechnego celebrytyzmu osobowości, portretem „cichego kontestatora”, burzyciela naszych przyzwyczajeń i wyobrażeń na temat sław i osobistości. „Sugar Man” to wreszcie pean na cześć kulturowych fanów-zapaleńców, dzięki wytrwałości zdolnych ziścić własne pragnienia i własnymi marzeniami tworzyć niejako historię na nowo.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
111. Wieża. Jasny dzień.
(2017, reż. Jagoda Szelc)
Grzegorz Fortuna
Spektakularny debiut reżyserski Jagody Szelc to film jednocześnie zupełnie niespodziewany i kompletnie odstający od wiodących nurtów w polskim kinie. „Wieży. Jasny dzień” równie daleko do małego realizmu co do tradycyjnie pojmowanej gatunkowości; pierwsza część filmu to naturalistyczne kino obyczajowe, a druga – horror czerpiący pełnymi garściami ze słowiańskiego folkloru. Połączenie tych odrębnych rejestrów (doskonale umotywowane także na płaszczyźnie fabularnej, na której oglądamy starcie dwóch bohaterek reprezentujących zupełnie odmienne poglądy na świat) składa się na jeden z najciekawszych i najbardziej odważnych debiutów dekady, w którym artystyczna brawura łączy się z doskonałym wyczuciem filmowej materii, umiejętnością wodzenia widza za nos i budowania osobnych światów. Jest to, mówiąc kolokwialnie, cholernie imponujące, przez co „Wieża…” zostaje w głowie na długie miesiące.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
110. Wyspa
(2006, reż. Paweł Łungin)
Sebastian Chosiński
„Wyspa” to film bardzo liryczny, głęboko ludzki, ekumeniczny, dający wiarę w odpuszczenie grzechów i dostąpienie wiecznego żywota. Wielka w tym zasługa przede wszystkim grającego główną rolę Piotra Mamonowa, który – jako Anatolij – potrafi w jednej chwili niezwykle irytować, by zaledwie kilka sekund później wzruszyć niemal do łez. Nie zdarzyło mu się jednak ani razu przeszarżować, choć pokusę zapewne miał niejedną. Drugim równorzędnym i nie mniej zachwycającym bohaterem obrazu Łungina jest… przyroda – skaliste wybrzeża wyspy, bezkresne przestrzenie pokryte wiecznym śniegiem, wreszcie wszechobecna woda, stanowiąca naturalną barierę odgradzającą mieszkańców ostrowu od zewnętrznego świata. Świata, którego mnisi praktycznie nie znają, a który daje o sobie znać tylko wtedy, gdy do Anatolija przybywają kolejni goście proszący o radę i pomoc. Mimo że akcja filmu rozgrywa się w czasach Breżniewa, polityka jest w nim praktycznie nieobecna. Dzięki temu staje się on dziełem uniwersalnym – równie dobrze akcję można by umieścić w czasach nam współczesnych i wszędzie tam, gdzie są jeszcze ludzie rozmawiający z Bogiem.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
109. Księżniczka Kaguya
(2013, reż. Isao Takahata)
Konrad Wągrowski
Nominowane do Oscara anime, nakręcone przez jednego z wielkich mistrzów gatunku, to z jednej strony przepiękna, wzruszająca baśń, a z drugiej głęboka opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości. Wysmakowana animacja, odmienna o typowego wyobrażenia anime jest wartością samą w sobie – oglądanie pięknych grafik jest wystarczającym powodem, by obejrzeć ten film. Ale fabuła nie ustępuje formie. Z jednej strony mamy tu do czynienia z baśnią, w której piękna dziewczynka o nieznanym pochodzeniu zostaje przygarnięta przez parę biednych wieśniaków (przez swą urodę stając się zresztą dla nich szansą na wystawne życie), by później stać się obiektem zalotów najważniejszych osób w państwie, stawiając im wymagania daleko wykraczające poza „krokodyla daj mi luby”, by w finale poznać całą prawdę o sobie. Z drugiej strony „Księżniczka Kaguya” jawi się jako przypowieść o zagubieniu w świecie, o rozpaczliwym poszukiwaniu własnego ja, własnej tożsamości, odkrywaniu siebie. A w pięknym i smutnym finale nie da się uniknąć łez.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
108. Lego przygoda
(2014, reż. Phil Lord, Chris Miller)
Grzegorz Fortuna
Oto ekranizacja zabawek, która nie tylko nie stara się w prosty sposób wyzyskać popularności marki, ale też zadziwia szaloną liczbą kreatywnych pomysłów i zawiera niegłupie, nieczęsto spotykane w wysokobudżetowych animacjach przesłanie. Trudno zresztą sklasyfikować „Lego Przygodę” jako film dla dzieci – bodaj od czasów pierwszego „Shreka” nie było w kinach takiego wulkanu kreatywności, który przeznaczony byłby raczej dla rodziców, niż dla ich małoletnich pociech. Film Christophera Millera i Phila Lorda może poszczycić się chyba największym stężeniem nawiązań, cytatów i oczek puszczonych do widza na minutę filmu, jakie widziano w kinie. Podczas półtoragodzinnej przygody poznamy między innymi Lego Batmana, Lego Sarumana, załogę Sokoła Millenium w wersji Lego, czy nawet Lego Abrahama Lincolna, a żarty związane z tymi postaciami wymagają znajomości materiałów źródłowych, są pomysłowe i nigdy nie zapuszczają się w rejony kloacznego humoru. Ale to nie wszystko – „Lego Przygoda” jest też mądrą, przemyślaną dystopią, w sprytny sposób zachęcającą do tego, by myśleć po swojemu i nie ulegać masowym gustom.
WASZ EKSTRAKT:
86,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
107. Iniemamocni
(2004, reż. Brad Bird)
Kamila Sławińska
Zadziwiające: w czasach, kiedy mainstreamowe produkcje dla dorosłych robią się coraz bardziej infantylne, filmy animowane – teoretycznie przeznaczone dla najmłodszej widowni – stają się coraz mądrzejsze i bardziej wyrafinowane! Nowa produkcja Pixara najlepszym przykładem: małżeńskie perypetie superbohaterskiej pary zostały tu pokazane dużo trafniej niż w większości filmów obyczajowych dla dorosłych, a humor jest daleko bardziej wysmakowany i inteligentny niż w przeciętnej komedii współczesnej. Poza tym jak zwykle – kapitalny scenariusz, świetnie zaprojektowane postacie, fenomenalne wyczucie kompozycji i dynamiki scen, brawurowe gagi (scena z Edną i wypadki z płaszczami superbohaterów przyprawiła mnie o atak czkawki ze śmiechu). Ciekawe, że jak na standardy Pixara, dość dużo tu przemocy – a jeśli jeszcze doliczyć rekordowo długi czas trwania, przyjdzie stwierdzić, że tak naprawdę to film dla dorosłych.
WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
106. Fish Tank
(2009, reż. Andrea Arnold)
Andrea Arnold w „Fish Tank” krąży w zakamarkach społecznego dramatu spod znaku Kena Loacha i zaułkach fabuł o spełnianiu amerykańskiego snu na brytyjskim blokowisku. Najciekawiej wypada rozwinięcie głównego motywu z „Red Road” i powraca do wątku podglądactwa w bardziej wyrafinowanym wydaniu. Niemal wszyscy bohaterowie skradają się do siebie po cichu, nie patrzą sobie prosto w oczy, potajemnie się podglądają i unikają konfrontacji. Wzajemna fascynacja, strach i ukryte pragnienia zawarte w tych ukradkowych spojrzeniach zyskują nieznośnie duże stężenie emocjonalne. Ułamki życia, które ktoś podejrzał, chcący lub nie, stają się kartą przetargową w kontaktach między bohaterami. Bardziej poetyckie niż społeczne; skupione bardziej na konkretnym człowieku niż zjawisku socjologicznym; rezygnujące z ekstremów na rzecz „coming-of-age story” – Andrea Arnold w swojej wizji kina nie kroczy po śladach wydeptanych przez Kena Loacha czy Mike’a Leigh, tylko znajduje własną ścieżkę.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
105. Paddington 2
(2017, reż. Paul King)
Grzegorz Fortuna
„Paddington 2”, niepozorna kontynuacja przygód najsłynniejszego brytyjskiego niedźwiadka, to prawdopodobnie jedno z największych pozytywnych zaskoczeń minionego roku. Bo kto by się spodziewał, że film, który teoretycznie ma tylko sprzedać tonę pluszaków i zachęcić widzów do wizyty w Londynie, będzie bardziej zachwycający wizualnie i bardziej pomysłowy niż najnowsze dzieła Pixara? Kto mógł przewidzieć, że w ramach uroczego filmu dla dzieci da się zawrzeć subtelne nawiązania do twórczości Charliego Chaplina i Wesa Andersona? „Paddington 2” ma obecnie 100% pozytywnych recenzji na Rotten Tomatoes i nie jest to przypadek. Jeśli więc macie dzieci, zabierzcie je do kina, bo drugiego tak ciepłego, uroczego i wciągającego filmu dla najmłodszych nie będzie na naszych ekranach przez długie miesiące. Jeśli natomiast dzieci nie macie, to i tak obejrzyjcie drugiego „Paddingtona”, bo film Paula Kinga ma w sobie więcej słodyczy niż marmolada.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
104. Feniks
(2014, reż. Christian Petzold)
Sebastian Chosiński
Christian Petzold, znany z nienawiści do prestiżowych dramatów historycznych w stylu „Upadku” i tego, że od lat kategorycznie odmawiał robienia filmów nawiązujących do niemieckiej przeszłości, najnowsze dzieło poświęcił… Żydówce powracającej do domu po koszmarze przeżytym w obozie koncentracyjnym. Christian Petzold główny nacisk kładzie na relacje pomiędzy bohaterami. Bardzo umiejętnie przy tym buduje napięcie. Do tego stopnia, że mimo powolnej, dalekiej od fajerwerków narracji widz przez cały czas siedzi przykuty do fotela i głowi się, jaki będzie koniec tej historii. Przy okazji zadaje sobie też kilka innych, niezwykle istotnych pytań; nie znając odpowiedzi na nie, kobieta nie będzie w stanie zbudować swej nowej egzystencji – wbrew tytułowi, nie odrodzi się jak mityczny ptak. Niemiecki reżyser chętnie korzysta z nagłych cięć i niedopowiedzeń; zamiast wykładać kawę na ławę, woli zmusić do myślenia odbiorcę. Drobnymi kroczkami przesuwa granicę naszej wiedzy, by w pełnym aluzji, subtelnym finale – rozegranym w takt pięknej ballady Kurta Weilla i Ogdena Nasha „Speak Low”– doprowadzić do prawdziwego trzęsienia ziemi. I niemal natychmiast spuścić kurtynę! D
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
103. Legendarne amerykańskie pidżama party
(2010, reż. David Robert Mitchell)
Konrad Wągrowski
Wcześniejsze dzieło twórcy świetnego horroru „Coś za mną chodzi” z pozoru wpisuje się w poetykę „coming-of-age movies – kina o wchodzeniu w dorosłość, przywołujący na myśl „Dazed and Confused” Richarda Linklatera, ale dużo od niego cieplejszy i pogodniejszy. Ostatni dzień wakacji – młodzież idzie na całonocne imprezy. Alkohol leje się strumieniami, zabawa w pełni, ale każdy roztrząsa tradycyjne problemy wieku nastoletniego – podobam się mu/jej? Czy mam zrobić pierwszy krok, czy zaczekać? Czy to na pewno on/ona? Czy pomoże mi zapomnieć o tamtym/tamtej? Wszystko to, bardzo nastrojowe, ciekawie rozegrane w czterech przeplatających się niebanalnych historyjkach z sympatycznymi, barwnymi bohaterami. Pewna baśniowość tej fabuły (świat dorosłych praktycznie nie istnieje, nie ma odrzucenia – każdy jest gdzieś zaproszony, nie pojawiają się większe dramaty) świadczy o tym, że reżyser nie pragnął realistycznego oddania tego okresu życia, ale raczej stworzył coś w rodzaju nostalgicznej wizji tych fascynujących czasów, za którymi – mimo nieuniknionego bólu i porażek – każdy z nas tęskni.
WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
102. Ujrzałem diabła
(2010, reż. Jee-woon Kim)
Joanna Pienio
Produkcja, niczym u Hitchcocka, zaczyna się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie już tylko rośnie. Młodej kobiecie przytrafia się awaria samochodu. Spokojne oczekiwanie na pomoc drogową przerywa pojawienie się dziwnego mężczyzny, który oferuje wsparcie. Dziewczyna odmawia, ale swój opór przypłaca życiem. Bo ów dziwny mężczyzna to psychopata Kyung-chul który z niesłychaną brutalnością zabija gardzące nim kobiety. Gdy narzeczony dziewczyny Soo-hyun dowiaduje się o śmierci swej ukochanej, postanawia odnaleźć sprawcę obrzydliwej zbrodni i zapoznać go ze smakiem prawdziwego cierpienia. Choć ten motyw może brzmieć znajomo i przewidywalnie, to jest całkowitym przeciwieństwem wszystkiego, czego można się po tym niewielkim wprowadzeniu spodziewać. Kim Ji-woon przypomina nam sens powiedzenia, że „zemsta najlepiej smakuje na zimno”. Nie serwuje nam jednak „brutalności dla brutalności” – to raczej ekranizacja kodeksu Hammurabiego niż próba popisania się swoimi chorymi fantazjami. U Kim Ji-woona wszystko ma swoje uzasadnienie, a jego obraz jest przykładem wyrachowanego i przemyślanego turpizmu. „Ujrzałem diabła” budzi niesmak, strach, szokuje i … intryguje. Zagmatwana i nieprzewidywalna historia łączy enigmatyczność „Zagadki zbrodni” z bolesnym naturalizmem „W pogoni”, po kilkakroć potęgując ich nasilenie.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
101. Mary i Max
(2009, reż. Adam Elliot)
Miłosz Cybowski
To naprawdę poruszająca, ale przecież, mimo swojej statyczności, wciągająca historia o przyjaźni między dwojgiem, wydawać by się mogło, bardzo różnych ludzi. Samotna australijska dziewczynka Mary wysyła list do bliżej jej nieznanego mieszkańca USA, Maksa Horovitza. I tak rozpoczyna się przyjaźń tych dwojga skrzywdzonych przez los ludzi, przyjaźń na dobre i na złe. Bo animacja nie oferuje nam jedynie krótkiego epizodu, ale rozciągniętą na długie lata znajomość ze swoimi wzlotami i upadkami. Możemy na zmianę obserwować monotonną codzienność bohaterów, ich zmagania z życiem, sukcesy i porażki, które następnie przelewają na papier i dzielą się z drugą osobą. Dodajmy, że sam sposób animacji (wykorzystano tu bowiem animację poklatkową) idealnie pasuje do opowiedzianej historii, przedstawiając zarówno świat, jak i bohaterów, w sposób daleki od ideału, jaki często spotykamy w bardziej klasycznych dziełach tego gatunku.
• • •
koniec
« 1 2 3 4
28 maja 2018

Komentarze

28 V 2018   19:13:27

A tak z ciekawości, jak by wyglądała "parszywa trzynastka" najgorszych filmów XXI wieku?

28 V 2018   20:32:08

O, i teraz ten ranking jakby tak bardziej "pełny" :)

29 V 2018   10:32:28

Nie zastanawialiśmy się nad najgorszymi. Wybraliśmy ponad 900 filmów, które dobrze wypadały w rocznych podsumowaniach i rankingu dekady, uzupełniliśmy tytułami kina świata, które przychodziły nam do głowy i głosowaliśmy. Nie rozpatrywaliśmy filmów najgorszych. To w ogóle trudny temat, bo przecież nie znamy tysięcy filmów tureckich, hinduskich, których powstaje krocie każdego roku i, po tym, co można obejrzeć na youtube, mogłyby być naprawdę mocnymi kandydatami do wyboru najgorszych filmów świata.

29 V 2018   12:32:01

I podobnie nie znamy tysięcy filmów "egzotycznych", które nie trafiają do naszej dystrybucji, a mogłyby być mocnymi kandydatami do wyboru najlepszych filmów świata. Choć i tak ponad 1/3 filmów nieanglojęzycznych w naszej pierwszej setce robi wrażenie w porównaniu do innych rankingów. Przynajmniej na mnie.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Moda terapeutyczna
Jarosław Loretz

6 XII 2021

Jak połączyć przyjemne z pożytecznym, czy ciuch z recyklingu pomagający radzić sobie z nerwicami. No, może nie tyle radzić, ile uprzyjemniać koegzystencję.

więcej »

Nie przegap: Listopad 2021
Esensja

30 XI 2021

Na coraz dłuższe wieczory proponujemy lekturę naszych listopadowych recenzji.

więcej »

Z filmu wyjęte: Szerokie usta 2: Poszerzenie
Jarosław Loretz

29 XI 2021

Cykl „twarzowy” kończę kadrem znowuż przedstawiającym kobietę, choć trudno się w jej przypadku zdecydować, czy jeszcze się zalicza do homo sapiens, czy jednak już nie.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.