Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 maja 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXXVI

Konkursy

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray

więcej »
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

10 najlepszych filmów science fiction XXI wieku

Esensja.pl
Esensja.pl
Pamiętacie nasz ranking 100 najlepszych filmów XXI wieku? Postanowiliśmy pociąć go na kawałki, wybrać z niego podzbiory gatunkowe i spojrzeć, jak przy okazji wyszły nam wybory bardziej zbliżone tematycznie. Na pierwszy ogień dajemy zestawienie 10 najlepszych filmów fantastycznonaukowych nakręconych po 2000 roku.

Esensja

10 najlepszych filmów science fiction XXI wieku

Pamiętacie nasz ranking 100 najlepszych filmów XXI wieku? Postanowiliśmy pociąć go na kawałki, wybrać z niego podzbiory gatunkowe i spojrzeć, jak przy okazji wyszły nam wybory bardziej zbliżone tematycznie. Na pierwszy ogień dajemy zestawienie 10 najlepszych filmów fantastycznonaukowych nakręconych po 2000 roku.
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
10. Interstellar
(2014, reż. Christopher Nolan)
„Interstellar” Cristophera Nolana irytuje, fascynuje, wzrusza, jest dziełem nierównym, ale z pewnością wciąż jednym z najciekawszych SF ostatnich lat. Podróż, jaką zafundował widzowi w swym filmie Christopher Nolan, jest ogromną przyjemnością. Kiedy w SF mieliśmy tak odważne pomysły, jak wizualizację planety, na której oddziaływanie grawitacji z obiektu o ogromnej masie powoduje nieustające gigantyczne pływy? Kiedy mieliśmy koncepcję, by układ planetarny krążył wokół czarnej dziury, a energii dostarczało mu nie światło gwiezdne, lecz promieniowanie dysku akrecyjnego? Kiedy mieliśmy takie manipulacje czasem i przestrzenią? Kiedy kluczowe sekwencje odbywały się wewnątrz hipersześcianu? Oczywiście, film nie jest wykładem naukowym (patrz wyżej), ale w miły sposób łechcze moją potrzebę naukowych inspiracji. Inspiracji, nie faktów. Fizyki, tak jak i historii, nie należy uczyć się z filmów, ale filmy do takiej nauki mogą właśnie nieźle inspirować. Nolan wciąż potrafi opakować wysokobudżetowe widowisko w swoją osobistą formułę, a do tego dodać szczere emocje i wzruszenia. I chwała mu za to.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
9. Avatar
(2009, reż. James Cameron)
James Cameron posiadł klucz do sukcesu w branży filmowej: jego talentowi do wyciągania pieniędzy z producentów ustępuje tylko umiejętność sięgania do kieszeni widzów. Po rekordowym „Titanicu” i wieloletniej przerwie (od filmowej fantastyki nawet dłuższej niż od filmów fabularnych), twórca „Terminatora” znów zasiadł za sterami superprodukcji. Tym razem po portfele musieli sięgnąć miłośnicy science fiction a na listach najbardziej kasowych filmów wszech czasów pojawiła się nowa pozycja.
Do „Avatara” przylgnęły dwie łatki: rewolucji technologicznej i fabularnego klona „Pocahontas”. W pierwszej z tych kwestii trudno dyskutować, bo bez sukcesu filmu Camerona kino (i telewizja) 3D nie byłyby tam, gdzie są dzisiaj. Całkiem inną rzeczą jest ocena efektów tej rewolucji, bo niewielu twórców skorzystało z trójwymiaru tak dobrze jak reżyser „Avatara” i gdyby miał to być jedyny film 3D w historii, nie byłoby wielkich powodów do rozpaczy. Zarzuty wobec fabuły wydają się o wiele mniej sprawiedliwe. Fakt, nie jest ona zbyt oryginalna i nie brakuje w niej blockbusterowych klisz, ale jeden często przegapiany element wynosi „Avatara” ponad prostą opowieść o szlachetnych dzikusach i zepsutej cywilizacji. Jest nim ekologia Pandory, która biologicznie motywując racje Na’vich przenosi dyskurs z oświeceniowo-romantycznych idealizmów na pole racjonalnej argumentacji. Czy Cameron był świadomy wszystkich konsekwencji pisząc taki a nie inny scenariusz? Być może tak, bo choć zgrzytają przez to łatwe paralele między „Avatarem” a ziemską historią, to film zyskuje niemało.
Z perspektywy historii kina smutną glosę dopisał „Avatarowi” powrót do fantastyki innego wielkiego mistrza gatunku (i nie tylko): rozczarowanie „Prometeuszem” Ridleya Scotta było niemal równie powszechne, co zachwyt wizualnymi aspektami filmu Camerona.
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
8. Incepcja
(2010, reż. Christopher Nolan)
Każdy (albo prawie każdy) zadawał sobie w pamiętnym roku 2010 pytanie – czy bączek przestał się kręcić? Rozgrywana na kilku planach opowieść o świadomym śnieniu dorobiła się czterech Oscarów (za zdjęcia, dźwięk, montaż tegoż oraz efekty specjalne), ale chyba dużo bardziej w pamięci widza pozostawały zakręcone w scenariuszu niemal do niemożliwości kolejne, coraz głębsze, poziomy schodzenia bohaterów w głąb snu. Leonardo DiCaprio jako ścigany zbieg-włamywacz do cudzych snów wraz ze swoją drużyną usiłuje wykonać zadanie polegające na zakradnięciu się do snu i zaszczepieniu w nim pewnej idei (takie działanie to właśnie tytułowa „incepcja”). Zadanie jest dla głównego bohatera o tyle ważne, że wraz z nim może on odzyskać swoje dawne życie i przestać uciekać. W penetrowaniu cudzej podświadomości natrafia jednak na godnego siebie przeciwnika, piętrzącego przeszkody, które wydają się być – no właśnie, nie do końca sprawką samego przeciwnika. Od strony formalnej film jest świetnie zrealizowany – Oscar za zdjęcia i efekty specjalne zdecydowanie zasłużony, obrazowi towarzyszy muzyka w klasycznie zimmerowskim stylu. Oprócz, co oczywiste, głównej roli Leonardo DiCaprio, na uwagę zasługuje znakomicie obsadzony drugi plan (Joseph Gordon-Levitt, Ellen Page, Tom Hardy, Michael Caine i wciąż można wyliczać dalej). Niektórzy zarzucali „Incepcji” przerost formy nad treścią – pewnie ci, którzy zazdrościli Christopherowi Nolanowi odkrycia nowej niszy na rynku.
WASZ EKSTRAKT:
60,0 (75,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
7. Blade Runner 2049
(2017, reż. Denis Villeneuve)
Niesamowity film, zrealizowany z ogromnym poszanowaniem pierwowzoru. O ile w starym „Blade Runnerze” chodziło o człowieka, którego podejrzewamy o to, że być może sam również jest androidem, o tyle w nowej wersji mamy androida, który zaczyna podejrzewać, że bliżej mu do człowieka niż do bezdusznego, sztucznego tworu. Piękna wolta, z eleganckim poszerzeniem dawnego uniwersum (większe miasto, większa bieda, większa emocjonalna pustka) i jednoczesnym podkreśleniem, że realia opowieści to nie nasza przyszłość, a jakiś świat równoległy, w którym Atari i PanAm wciąż istnieją jako ogromne, bogate korporacje. Film ma świetne zdjęcia, zaskakująco przyzwoitą muzykę, chwilami jawnie nawiązującą do Vangelisa, przeuroczą Anę de Armas jako holograficzną kochankę i wiele scen, które po prostu wbijają w fotel – jak choćby widok San Diego zmienionego w gigantyczne złomowisko, rozmowę z kreatorką wspomnień czy bliską finału zażartą walkę. Nad całością unosi się zaś sentymentalny, wyczuwalnie fatalistyczny klimat, pięknie korespondujący z ckliwą liryką starego „Blade Runnera”. Tylko pogratulować reżyserowi talentu.
WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
6. Ex Machina
(2015, reż. Alex Garland)
Najlepszy jak dotąd film, w którym maczał palce Alex Garland, scenarzysta m.in. „Nie opuszczaj mnie” i „28 dni później”, należy ocenić jako kapitalny – przynajmniej na tle współczesnego kina SF. Podobnie jak „Moon” udowadnia, że najważniejsze rzeczy w gatunku doskonale obywają się bez gigantycznych budżetów i rozbuchanych efektów specjalnych. „Ex machinę” można nawet określić mianem „manifestu samoograniczania”. Reżyser postawił na oszczędność w otoczeniu (akcja rozgrywa się w zaledwie paru pokojach), obsadzie, a nawet dialogach. Nie szczędził tylko idei, jakimi naszpikował swoje dzieło. Ale bez obaw – sporo z nich jest tu tylko zaznaczonych, największa praca odbywać ma się w głowie odbiorcy interpretującego minimalistyczne sceny. Większość z tych, które oddziałują najmocniej, jest do przesady statyczna, co jeszcze bardziej świadczy o klasie, z jaką film udało się zrealizować. Dla widzów, którzy lubią w kinie myśleć, pozycja obowiązkowa niezależnie od preferencji gatunkowych.
WASZ EKSTRAKT:
80,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
5. Grawitacja
(2012, reż. Alfonso Cuarón)
Wizualnie „Grawitacja” jest przeżyciem nie do zapomnienia i ze wsparciem technologii 3D daje nam możliwość posmakować kosmicznego spaceru jak nigdy dotąd. Długie ujęcia Emmanuela Lubezkiego, autora zdjęć do filmu, wpasowują się w „Grawitację” w niezwykły sposób – kamera unosi się swobodnie w przestrzeni i obserwuje pracujących astronautów, zbliża i oddala, by za chwilę „wlecieć” w hełm jednego z nich i pozwolić obserwować kosmos jego oczami i raczyć widokami naszej planety. Pomysł dramaturgiczny na łańcuchowe zniszczenie krążących wokół Ziemi sztucznych satelit i stacji kosmicznych wydaje się dość prosty, ale wykorzystany jest bardzo efektywnie. Odłamki po katastrofie okrążają Ziemię i co mniej więcej półtorej godziny uprzykrzają życie bohaterom. A efekty niszczonych w ciszy stacji są spektakularne i wciskają w fotel. Realizmu dodaje fakt, że „Grawitacja”, co zdarza się rzadko, mocno stara się honorować prawa fizyki. Choć głównym zamiarem Cuaróna było nakręcenie trzymającego w napięciu thrillera, to tytułowa grawitacja ma także bardziej metaforyczne znaczenie. Wzniesienie się poza zasięg przyciągania jest dla bohaterów możliwością ucieczki od ludzi, świata i problemów pozostawionych na Ziemi. Pustka i cisza kosmosu daje bezpieczeństwo i spokój. Ale jakże złudne. Takie oderwanie od rzeczywistości przynosi ukojenie tylko, gdy mamy świadomość zaczepienia i możliwości powrotu. Bez grawitacji człowiek staje się tylko dryfującym w przestrzeni kosmonautą. A ostatecznie Ziemia z bliska okazuje się nie mniej piękna niż ta widziana z kosmosu.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
4. Zakochany bez pamięci
(2004, reż. Michel Gondry)
Wiem, jakie pytanie zadacie sobie od razu: czy aby na pewno „Zakochany bez pamięci” to SF? Oczywiście, że tak! „Eternal Sunshine of the Spotless Mind” jest w gruncie rzeczy nakręcony według sprawdzonych reguł gatunku – do naszego świata wprowadzamy nieznaną dotychczas technologię i obserwujemy, jak wpływa na ludzi, jednocześnie próbując coś interesującego o nich powiedzieć. Tu technologią ową będzie urządzenie pozwalające na usuwanie z pamięci wybranych wspomnień. „Zakochany bez pamięci” nie poddaje się więc brzytwie Lema – straci sens, jeśli usuniemy z niego wątek SF. Ale oczywiście nie będę udawał, że naukowe podstawy nowej technologii mają jakiekolwiek znaczenie dla filmu Gondry′ego do scenariusza jednego z najgłośniejszych twórców filmowych skryptów ostatnich lat Charliego Kaufmana. Bo „Zakochany bez pamięci” to film właśnie o naturze… pamięci, ale tez o tym, co właściwie określa ludzi. To film także o ludziach, o międzyludzkich relacjach, o naturze miłości, podany na dodatek w niesamowitej onirycznej formie, zagrany kapitalnie przez Jima Carreya i Kate Winslet, film pobudzający do wielu różnorodnych refleksji, zachęcający do kolejnych seansów (przyznam, że nie da się w tych kilka zdaniach opisać całą jego złożoność). Film jednocześnie dziwny, oryginalny, ale też głęboko ludzki. Film pokazujący jak ciekawe i nietypowe fabuły można tworzyć za pomocą tradycyjnych gadżetów fantastyki naukowej.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
3. Donnie Darko
(2001, reż. Richard Kelly)
Dzieło w doskonały sposób spełniające definicję filmu kultowego. Porażka finansowa w kinach, status przeboju na wideo, film skłaniający do analizy każdej swej sceny z osobna, a jednocześnie wymykający się porównaniom z innymi filmami, sprawdzający się doskonale na co najmniej trzech płaszczyznach: kina SF, kina onirycznego i filmu psychologicznego. Tak czy inaczej, „Donnie Darko” był prawdziwie świeżym oddechem w światowej SF. Zakręcona, osobista wizja twórcy z niesamowitą wyobraźnią, łącząca ze sobą elementy hard SF z motywami bardziej mistycznymi, zahaczającymi o fantasy. Wbrew pozorom, choć po pierwszym seansie trudno w to uwierzyć, wątek SF jest spójny i precyzyjny, oparty na koncepcjach podróży w czasie, choć, prawdę powiedziawszy, bardziej chodzi tu problem powstania nietrwałego równoległego wszechświata, którego nieuchronna zagłada zagraża innym wszechświatom. Jaką rolę w tym wszystkim odgrywa woda i metal, kim są tajemnicze osoby określone mianami „Living Receiver”, „Manipulated Dead”, „Manipulated Living” – tę zagadkę warto rozwiązać samemu. Trudno może w tym przypadku mówić o jakiejś odkrywczej koncepcji, czy rewolucji, ale Kelly zrobił to, co dwa lata wcześniej Wachowscy – wymieszał motywy różnych gatunków fantastyki i uzyskał nową jakość. A przede wszystkim udało mu się coś bardzo istotnego – cała historia skłaniała uważnych widzów do drążenia, analizowania, budowania własnej kompletnej wizji, tego co właściwie wydarzyło się w ciągu tych 28 dni w „Tangent Universe”. Druga sprawa to surrealistyczny klimat filmu, nieodmiennie nasuwający skojarzenia z dziełami Davida Lyncha, choć również bardzo odrębny. Ogromną rolę gra tu muzyka (większość budżetu filmu pochłonęły podobno wydatki na prawa do konkretnych utworów), na przykład przejmujący „For Whom the Bell Tolls” Carmen Daye i Steve’a Bakera, czy doskonale ilustrujący film, od premiery nierozerwalnie z nim związany, znakomity i poruszający „Mad World” Gary’ego Julesa. Wszystko to, co wyżej, mogło jednak przynieść „Donniemu Darko” tylko wielbicieli wśród miłośników fantastyki i filmowego surrealizmu, tymczasem siła oddziaływania filmu sięga dużo dalej. Richard Kelly, czy to świadomie, czy tak po prostu mu wyszło (bo jednak chciał opowiadać o portalach i podróżach w czasie) stworzył film, który okazał się alegorią zagubienia współczesnego młodego człowieka. „Donnie Darko” to swoisty hołd dla tych wszystkich z nas, którzy, zagubieni w młodości, w wyobraźni snuli historie, w których byli prawdziwymi bohaterami. Dla tych, którzy czuli, że wbrew swej woli muszą nosić ten głupi kostium człowieka.
WASZ EKSTRAKT:
95,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
2. WALL·E
(2008, reż. Andrew Stanton)
Film o małym robocie, usiłującym wymościć sobie miejsce wśród stert śmieci, zalegających Ziemię (ukazanych w pięknych, malarskich obrazach opuszczenia i degeneracji), odbiega od zwykłych katastroficznych, ponurych obrazów postapokaliptycznej przyszłości, jakie tak dobrze znamy. WALL-E, choć nie mówi, jest sam w sobie dość wymownym świadectwem tego, co człowiek potrafi zrobić z tym, czego już nie potrzebuje. Nie tylko Matka Ziemia, której oczywiście współczujemy, gdyż jęczy pod tonami niepotrzebnych nikomu popsutych rzeczy, ale także ten robocik został wykorzystany i porzucony przez Ziemian, którzy w międzyczasie wyewoluowali w nieumiejące się samodzielnie poruszać człekohipopotamy. Kibicujemy WALL-Emu w poszukiwaniu jakichś oznak robo-życia i w wielkim, ale beznadziejnym, samotnym sprzątaniu, kibicujemy rodzajowi ludzkiemu w stanięciu (z powrotem) na nogi – dosłownie i w przenośni – i na Ziemi, i z tym proekologicznym przesłaniem czekamy aż do napisów końcowych, by prześledzić na nich re-ewolucję człowiekokształtnych. Romantyczna historia o piszczących robotach? Karaluch jako domowy pupil? Pixar pyta – czemu nie. My możemy zapytać – gdzie ten bezpretensjonalny Pixar z czasów „WALL-Ego"?
WASZ EKSTRAKT:
60,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
1. Mad Max: Na drodze gniewu
(2015, reż. George Miller)
„Mad Max: Na drodze gniewu” to kpina z domorosłych recenzentów, środkowy palec wystawiony geriatrom i filmowy odpowiednik rytualnego tańca wykonanego w świątyni steampunku.
Dawno po nuklearnej zagładzie, gdy krajobraz zaczyna się i kończy na rozciągającej się po horyzont pustyni, a jedyną pozostałością po lepszych czasach jest krążący wokół Ziemi satelita; w świecie, w którym roślinność zanikła, wypalają się także uczucia. Ludzie popadają w szaleństwo. Jedni mianują się bogami. Inni, osłabieni i spragnieni, nie mając innego wyboru, składają tamtym daninę. Jeszcze inni, zniszczeni przez ekologiczną katastrofę, bardziej niż ludzi przypominają półżywych zombie. Są jeszcze dezerterzy ze społeczeństwa i wymiaru moralności: połamani osobistymi tragediami lub spragnieni odkupienia samotni mściciele. W tej postapokaliptycznej galerii osobliwości hierarchia potrzeb siłą rzeczy musi różnić się od naszej. Gdy ropa i woda decydują o przeżyciu, wówczas ryk samochodowych silników przypomina Litanię do Wszystkich Świętych, kierownica pełni funkcję magicznego artefaktu, a osiem cylindrów pod maską staje się ołtarzem dla zmotoryzowanych. Nietrudno odgadnąć, że nabożeństwem na cześć samochodowego Boga będzie pościg. Tutaj celebra ta rozciągnięta jest do niemal dwóch godzin seansu. Tak, „Mad Max: Na drodze gniewu” to kino niemal religijnej ekstazy, film z innego wymiaru.
• • •
Czytaj też:
koniec
15 października 2018

Komentarze

« 1 2
17 X 2018   11:38:13

@El Lagarto
Z całej tej trójki to jednak "Tańczący..." był najbardziej subtelny.

« 1 2

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Tania siła robota
Jarosław Loretz

20 V 2019

Dzidy, blaszane roboty i fotel dentystyczny, a wszystko w rytmie country. Ach, te czasy, gdy przemysł filmowy zdominowany był przez różnej maści entuzjastów-amatorów…

więcej »

Z filmu wyjęte: Samopodający się talerz
Jarosław Loretz

13 V 2019

Jeszcze na chwilę wróćmy do stołu. Na ucztę, gdzie posiłek dociera do stołu o własnych siłach, i własnoręcznie serwuje się na talerzu.

więcej »

Z filmu wyjęte: Chatka niekoniecznie z piernika
Jarosław Loretz

6 V 2019

Co, jeśli ktoś nie ma ochoty na chatkę z piernika? Otóż zawsze można mu zaproponować chatkę z… parówek.

więcej »

Polecamy

Tania siła robota

Z filmu wyjęte:

Tania siła robota
— Jarosław Loretz

Samopodający się talerz
— Jarosław Loretz

Chatka niekoniecznie z piernika
— Jarosław Loretz

Zwrotów nie przyjmujemy. Na ogół.
— Jarosław Loretz

Małe ptaki konsumuje się w całości
— Jarosław Loretz

Makabra (anatomiczna)
— Jarosław Loretz

Rezydencja marzeń (producentów filmowych)
— Jarosław Loretz

Dzielny mały skuter
— Jarosław Loretz

Grunt to dobra służąca
— Jarosław Loretz

Ćwiczenia pod prysznicem
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Tegoż twórcy

Krótko o filmach: Anihilacja
— Jarosław Loretz

Remanent filmowy 2017
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Grzegorz Fortuna, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Esensja ogląda: Grudzień 2017 (4)
— Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Lipiec 2017 (3)
— Sebastian Chosiński, Jarosław Loretz

Niedojechanie
— Borys Jagielski

Dogadajcie się najpierw sami
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Czy kangur na pewno jest kangurem?
— Jarek Tokarski

Esensja ogląda: Lipiec 2016 (3)
— Jarosław Loretz, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Lipiec 2016 (2)
— Sebastian Chosiński, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Gdzie jest pomysł?
— Tomasz Kujawski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.