Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 14 grudnia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXXI

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

Steven Caple Jr.
‹Creed II›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCreed II
Dystrybutor Forum Film
Data premiery23 listopada 2018
ReżyseriaSteven Caple Jr.
ZdjęciaKramer Morgenthau
Scenariusz
ObsadaTessa Thompson, Sylvester Stallone, Michael B. Jordan, Dolph Lundgren, Wood Harris, Florian Munteanu, Russell Hornsby, Phylicia Rashad
MuzykaLudwig Göransson
Rok produkcji2018
Kraj produkcjiUSA
CyklRocky, Creed
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Dobry i Niebrzydki: Zemsta Dragów, czyli bokserska nostalgia

Esensja.pl
Esensja.pl
Piotr Dobry, Konrad Wągrowski
Czy pierwszy sequel spin-offu szóstego sequela filmu z lat 70. może być dobry? Jak się okazuje – nie ma przeciwskazań, by tak było, nawet opowieść w gruncie rzeczy toczy się po wyżłobionych koleinach. Dziś rozmawiamy o „Creedzie 2”, podobno pożegnaniu Sylwestra Stallone’a z rolą Rocky’ego.

Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Dobry i Niebrzydki: Zemsta Dragów, czyli bokserska nostalgia

Czy pierwszy sequel spin-offu szóstego sequela filmu z lat 70. może być dobry? Jak się okazuje – nie ma przeciwskazań, by tak było, nawet opowieść w gruncie rzeczy toczy się po wyżłobionych koleinach. Dziś rozmawiamy o „Creedzie 2”, podobno pożegnaniu Sylwestra Stallone’a z rolą Rocky’ego.

Steven Caple Jr.
‹Creed II›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCreed II
Dystrybutor Forum Film
Data premiery23 listopada 2018
ReżyseriaSteven Caple Jr.
ZdjęciaKramer Morgenthau
Scenariusz
ObsadaTessa Thompson, Sylvester Stallone, Michael B. Jordan, Dolph Lundgren, Wood Harris, Florian Munteanu, Russell Hornsby, Phylicia Rashad
MuzykaLudwig Göransson
Rok produkcji2018
Kraj produkcjiUSA
CyklRocky, Creed
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Piotr Dobry: Pierwszy „Creed” był totalną niespodzianką. Teoretycznie nie mieliśmy podstaw, by spodziewać się powiewu świeżości po siódmej odsłonie sagi o Rockym, dość dziwacznym na pierwszy rzut oka projekcie, który był jednocześnie sequelem, rebootem i spin-offem. A jednak Ryan Coogler rzucił na deski i widzów, i krytyków, bo jakimś cudem bez zgrzytu wpakował „swoje” rewizjonistyczne kino afroamerykańskie do jednej z największych hollywoodzkich mitologii. Więcej pisałem o tym w recenzji. Też wspominasz tak ciepło to nowe otwarcie?
Konrad Wągrowski: Pewnie nie aż tak ciepło jak ty, bo wiem, że kino afroamerykańskie jest ci szczególnie bliskie, ale oczywiście obejrzałem „Creeda” z przyjemnością i zainteresowaniem. Udało się doskonale uwspółcześnić „Rocky’ego”, pomysł z pewnością był dużo lepszy niż wstawianie sześćdziesięcioletniego Stallone’a na ring, dał szansę temu ostatniemu na pokazanie takiego stonowanego, nieco refleksyjnego oblicza we franczyzie, którą przecież kocha i której zawdzięcza całą swoją karierę. A do tego – co nie bez znaczenia – po raz pierwszy od dawna w filmie sportowym do samego końca nie wiedziałem, kto właściwie zwycięży w bokserskim pojedynku.
PD: Teraz dostajemy sequel „Creeda” albo, jak kto woli, ósmego „Rocky’ego”. I nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, ale moim zdaniem „Creed II” w całym głównym wątku sportowym jeszcze bardziej przystaje do uniwersum „Rocky’ego” niż poprzednik. Jeszcze mocniej bazuje na nostalgii. Coogler kierował tę historię na nowe tory, zaś jego następca, Steven Caple Jr., poniekąd z powrotem ją cofa, przywraca stare postaci, odgrzewa stare konflikty, znów oglądamy starcie Creeda z Drago, co jest jak déjà vu względem „Rocky’ego IV”, tyle że tym razem walczą synowie tamtych bohaterów. Czy to regres?
KW: Chyba odrobinę tak, choćby z tego powodu, że fabuła w tej części była raczej przewidywalna, choć oczywiście dla widzów, którzy znają cały cykl „Rocky’ego”. Gdy pojawia się Iwan Drago (znakomicie się prezentujący Dolph Lundgren), od razu wiemy, że jego syn będzie walczył z Creedem, bo przecież to sprawa rodzinna. Skoro walka rozpoczyna się w połowie filmu, wiemy, że Creed musi przegrać, a jego porażka powinna ocierać się o ciężką, śmiertelną kontuzję (tak, wiem, że była tu jednak pewna – całkiem sensowna – niespodzianka). No a potem musi być rewanż… A w międzyczasie obowiązkowy trening w nietypowej scenerii… Chłodnicy Górskiej. Ach, i jeszcze dziecko, również bardzo oczywiste… W czasie filmu robiłem sobie spis reguł, jakimi kierują się filmowe pojedynki bokserskie. Bokser, który jest bardziej aktywny podczas rytuału ważenia – przegrywa. Bokser, który jako pierwszy ruszy do ataku – przegrywa. Jeśli walka jest w połowie filmu, główny bohater w zasadzie nie ma szans… Etc., etc.
PD: Pytałem trochę zaczepnie o ten regres, bo mimo wszystko bardzo mi ten odgrzewany kotlet smakował. Caple Jr. może nie jest tak utalentowanym reżyserem jak Coogler, prowadzi narrację w bardziej oczywisty, mniej zniuansowany sposób, ale akurat walki na ringu filmuje rewelacyjnie, z dramaturgią rosnącą adekwatnie do stawki. Finałowy pojedynek to majstersztyk, bo trzyma w napięciu do ostatniej chwili, mimo że przecież doskonale wiemy, jak to się skończy.
KW: Chodziły słuchy, że sam Stallone miał się wziąć za reżyserię, ale na szczęście do tego nie doszło. Stallone wybitnym reżyserem z pewnością nie jest. Walki Creed - Drago są rzeczywiście bardzo fajnie sfilmowane, choć oczywiście z pewnością miłośnicy boksu zawodowego będą się uśmiechać na widok aż tak wielkiej dynamiki walki. Ale taki już przecież urok filmowego boksu, musi być ciekawszy od prawdziwego. Miałem jedynie zastrzeżenia do montażu walki Creed - Wheeler, zbyt nerwowego i zbyt rwanego, ale rozumiem, że kwestię zdobycia przez Creeda mistrzowskiego pasa trzeba było potraktować skrótowo. Na swój pierwszy tytuł Rocky miał cały film, a Creed dziesięć minut…
PD: Ale o ile w warstwie sportowej opowieść toczy się po wyżłobionych koleinach, o tyle ogromnie mnie ujął cały wątek obyczajowy, gdzie mamy zgoła odwrotną sytuację, bo wyraźny progres. Nieczęsto przecież mamy okazję ogląda na ekranach szczęśliwą, dobrze sytuowaną czarną parę, gdzie nikt z tych dwojga nie diluje, nie jest z gangu, nie wpisuje się w stereotyp. Adonis i Bianca mają swoje przejścia, swoje problemy, ale w żadnym razie nie wynikają one z kontekstów rasowych. Rzadka sytuacja, trochę jak z rewelacyjnego, niepokazywanego niestety w Polsce „Beyond the Lights” Giny Prince-Bythewood o romansie wokalistki i policjanta. Swoją drogą, muszę ci się przyznać, że pierwszy „Rocky” to dla mnie zawsze była przede wszystkim love story z boksem w tle…
KW: Jak oglądałem ten film dzieckiem będąc, to oczywiście te wszystkie miłosne sceny mnie irytowały, bo chciałem boksu, ale po paru latach doszedłem do wniosku, że to oczywiście one decydowały o jakości tego filmu. Przecież Rocky triumfuje nie dlatego, że wygrywa walkę (bo przegrywa, o ile ktoś nie pamięta), ale dlatego, że potrafi zrozumieć swe uczucia do Adrian. W „Creedzie II” wątek obyczajowy jest poprowadzony bardzo ładnie, bo bez melodramatycznej maniery. Oczywiście, są problemy, ale takie normalne, ludzkie. A mamy tu dwie osoby, które się po prostu mocno wspierają i akceptują. I to jest bardzo ładne, i tak bardzo ładnie podkreślone w scenie, gdy Creed wchodzi na ring w Moskwie, a Bianka mu pięknie towarzyszy. Może to i przesłodzone, ale mnie ujęło.
PD: Z pewnością nie działałoby tak emocjonalnie, gdyby nie obsada. Jordan znów świetnie odgrywa pasję i determinację, zespolony na wieki ze swą ikoniczną postacią, coraz to szlachetniejszy Stallone też nie jest gorszy niż w pierwszym „Creedzie”, za którego, przypomnijmy, zgarnął wreszcie po blisko czterdziestu latach Złoty Glob i drugą nominację aktorską do Oscara. Jednak z tego głównego tercetu najbardziej rozłożyła mnie na łopatki Tessa Thompson. Reakcja w scenie oświadczyn? Jak ona to zagrała, słodki Jezu!
KW: A ja bym chciał zobaczyć Tessę Thompson i Michaela B. Jordana w bardziej dramatycznych kreacjach, gdzie mogliby pokazać całą pełnię swego talentu. Z dobrym reżyserem. Nie wiem, może były już takie filmy, tylko ja ich nie znam?
PD: Jordan u Cooglera to zawsze klasa, od „Fruitvale Station” przez „Creeda” po „Czarną Panterę”. Thompson podobnie znakomita w różnych konwencjach, czy to satyryczne „Dear White People” lub „Sorry to Bother You”, czy marvelowski „Thor”. Zgodzę się, że to jeszcze nie są wielkie, oscarowe kreacje, ale młodzi są, wszystko przed nimi.
Natomiast co do rosyjskiej rodziny granej przez Szweda, Dunkę i Rumuna, powiem tyle, że Dolph Lundgren fantastycznie się starzeje, Brigitte Nielsen niestety nieco gorzej, a wielki jak szafa, charyzmatyczny Florian Munteanu w roli Wiktora Drago to castingowy strzał w dziesiątkę.
KW: A mi się strasznie podoba, że udało się ściągnąć wszystkich starych aktorów, nawet do epizodycznych ról. Przecież nikt by się nie obraził, gdyby Ludmiły nie było, bądź zagrała ją inna aktorka, a tu jednak ukłon dla fanów i Czerwona Sonia powraca. A Lundgren ze zniszczoną, ale wciąż przystojną (a może nawet przystojniejszą niż kiedyś) twarzą powinien dostawać więcej ról zgorzkniałych twardzieli. Jest przecież w „Creedzie II” dużo bardziej zniuansowany niż w „Rockym IV”. Jako trener może nie do końca przekonuje (miałem wrażenie, że jego rady sprowadzały się głównie do „Przypierdol mu! Teraz mu przypierdol!”), ale sprawdza się w roli ojca. Ten finał z ręcznikiem i ze wspólnym treningiem to było ładne zwieńczenie wątku Dragów.
PD: Wiesz, Lundgren cały czas dostaje role zgorzkniałych twardzieli, tyle że przeważnie są to rzeczy typu „Gliniarz w przedszkolu 2” lub „Rekinado 5”. Tu wreszcie został wykorzystany w nad wyraz udanym sequelu, który pokazuje, że jeśli historia jest opowiedziana z sercem i odpowiednim drygiem, to nie musi by wielce oryginalna, by poruszać. Trochę casus Mamonia, ale trochę też, myślę, taka nasza tęsknota za prostymi, poczciwymi opowieściami, o które w dobie fajerwerków audio-video paradoksalnie wcale nie tak łatwo.
KW: Ale takie jest właśnie kino, że tak niespecjalnie odkrywczo stwierdzę. Od lat przecież oglądamy wciąż te same historie, a wzruszamy się wtedy, gdy uda się je dobrze opowiedzieć. Wiem doskonale, jak miały na widza zadziałać wszystkie sceny z córeczką, i przecież poddałem się im dokładnie tak, jak to zaplanowali twórcy. A przy okazji oczywiście techniczna biegłość przyjemnie pieści zmysły. Nigdy tyle frajdy nie sprawiały rozbite łuki brwiowe, krew tryskająca z ust i pękające żebra.
PD: To co teraz? Rozmawiamy chwilę po tym, jak Sly w społecznościówkach oficjalnie pożegnał się z rolą, podziękował fanom za te czterdzieści lat wzruszeń i na dobre przekazał rękawice Jordanowi. Tylko czy w to wierzyć? O ile mnie pamięć nie myli, podobne deklaracje wygłaszał po premierze „Rocky’ego Balboy”.
KW: Kurczę, odrobinę mi zabrakło jakiegoś wyrazistszego zakończenia wątku Rocky’ego – mam wrażenie, że trzy ostatnie filmy kończyły się mniej więcej tak samo. Ale nie wiem, jak to miałoby się skończyć. Rocky ginie, osłaniając własnym ciałem swego podopiecznego przed ciosem? Odjeżdża w dal na siwym koniu? Bo przecież z życiem jest już pogodzony. Nie wiem, może choć zagadka czarnych brwi przy siwych włosach mogłaby zostać wyjaśniona (nie zastanawiało cię to?). A może rzeczywiście to już koniec i po prostu Rocky zostanie wspomniany w kolejnej części, gdy wszyscy tęsknie spojrzą na jego zdjęcie…
PD: Ale może faktycznie potencjalny i raczej nieunikniony „Creed III” ma szansę znów tchnąć w to uniwersum nowy ogień właśnie wtedy, gdy okaże się pierwszym „Rockym” bez Stallone’a? Gdy zostawią już rodzinę Drago w spokoju i nie będą też sięgać po rozwiązania typu „to może teraz syn Mr. T?”. Zupełnie nowe rozdanie. Jak to widzisz?
KW: Łatwo nie będzie. Creed ma już wszystko, więc teraz musi coś utracić. Łatwo tu popaść w banał. Problemy rodzinne, kontuzja, choroba, porażka? Życiorysy autentycznych bokserów pełne są zakończeń bez happy endu, ale nie wiem, czy chciałbym oglądać taką opowieść.
PD: Creed odnosi kontuzję i musi zakończyć karierę u szczytu formy, Bianca ostatecznie traci słuch i musi się pożegnać z karierą piosenkarki. Dwoje młodych ludzi, którzy stracili prawie wszystko, ale mają siebie. Gutek by to kupił.
KW: Już wiem! Syn Rocky’ego staje na ringu! Już tu myślałem, że Creed zginie, a na rewanż do Moskwy pojedzie wspomniany wcześniej syn i wtedy pętla się naprawdę domknie (tak naprawdę to tak nie myślałem, ale uznałem to za zabawne). W kolejnej części stoczy więc bratobójczy pojedynek z Creedem…
Właśnie! Creed musi zejść na drugi plan. To jego rywal musi być bohaterem kolejnego filmu. Musi być tak, że nie będziemy wiedzieli, komu kibicować i nie będziemy wiedzieli, kto ostatecznie zatriumfuje. Tylko taki pomysł miałby szansę na naprawdę dobrą opowieść. Mówię serio.
PD: Nie bardzo sobie wyobrażam wprowadzenia na tym etapie zupełnie nowej postaci, która miałaby przyćmić Creeda i odebrać mu choć część naszej sympatii.
KW: A może jednak Drago? Nie chciałbyś poznać dalszych losów Wiktora Drago? On jest tu taką zabawką w rękach głównych bohaterów. A przecież teraz jego sytuacja stała się naprawdę ciekawa… I chyba takie pomysły na sequel (a może raczej jednak na kolejny spin-off) już się pojawiły…
PD: Rosjanin głównym bohaterem hollywoodzkiej franczyzy? Przy obecnej sytuacji geopolitycznej to byłby ciekawy i odważny ruch. I jeszcze żeby Trump mu gratulował zwycięstwa.
KW: A swoją drogą ciekawe, jak silną mitologię stworzył „Rocky IV”. Przecież jak oglądaliśmy go w latach 80., nikt nie twierdził, że to jakieś pamiętne, genialne dzieło. Raczej było postrzegane jako dalsze odcinanie kuponów, o banalnej fabule i przewidywalnym scenariuszu. A tu się okazało, że charyzmatyczny Iwan Drago urósł do miana postaci kultowej i został zapamiętany lepiej niż wielu z pozoru ciekawszych bohaterów tamtego czasu. I „Creed II” ładnie potrafi wygrać sentyment do tamtego mitu.
koniec
3 grudnia 2018

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Zombie a… kobieta?
Jarosław Loretz

10 XII 2018

Przed zombie uciekają wszyscy, nawet… eee… babochłopy.

więcej »

Do kina marsz: Grudzień 2018
Esensja

9 XII 2018

Zapraszamy do zapoznania się ze – spóźnionym, przyznajemy – pakietem najciekawszych zapowiedzi filmowych na grudzień.

więcej »

Z filmu wyjęte: Robot a kobieta
Jarosław Loretz

3 XII 2018

Ach, gdzie te lata 60., kiedy to miłośnik fantastyki był atakowany na każdym kroku wizerunkiem robota dybiącego na cześć niewieścią…

więcej »

Polecamy

Zombie a… kobieta?

Z filmu wyjęte:

Zombie a… kobieta?
— Jarosław Loretz

Robot a kobieta
— Jarosław Loretz

Gardło Innym Podrzynam Dibbler
— Jarosław Loretz

Zacząć dzień z przytupem
— Jarosław Loretz

Łabędziot
— Jarosław Loretz

Zatokaman i wspólnicy
— Jarosław Loretz

Zatokaman
— Jarosław Loretz

Żeby lepiej słyszeć
— Jarosław Loretz

Ostatnia impreza
— Jarosław Loretz

Coś dla gniazdowników
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Inne recenzje

Do kina marsz: Listopad 2018
— Esensja

Z tego cyklu

Norwegia już nigdy nie będzie taka jak przedtem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Duchy, diabły, wilkołaki i steampunkowe mechaniczne skrzaty
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Każdy kadr to Ameryka
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Rzeźnia dla dwojga
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Partia na party w czasach Brexitu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Jak smakują Porgi?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Chwała na wysokości?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Podręczne z Kairu
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Atak paniki
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Coco jest spoko, ale czy to kolejne arcydzieło?
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.