Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 12 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Z filmu wyjęte: Tania siła robota

Esensja.pl
Esensja.pl
Dzidy, blaszane roboty i fotel dentystyczny, a wszystko w rytmie country. Ach, te czasy, gdy przemysł filmowy zdominowany był przez różnej maści entuzjastów-amatorów…

Jarosław Loretz

Z filmu wyjęte: Tania siła robota

Dzidy, blaszane roboty i fotel dentystyczny, a wszystko w rytmie country. Ach, te czasy, gdy przemysł filmowy zdominowany był przez różnej maści entuzjastów-amatorów…
Dzisiejszy kadr prezentuje sędziwe, mające korzenie jeszcze w XVIII wieku, a gdzieniegdzie przejawiane jeszcze w początkach XX wieku przekonanie, że w przyszłości technologia pozwoli na zdjęcie z ludzkich barków ciężaru najbardziej niewdzięcznych prac poprzez… wprowadzenie dwunogich robotów. Będą one wykonywały tę samą pracę, co ludzie, i to dokładnie w ten sam sposób, tyle że będą silniejsze. Choć zarazem i wolniejsze. Jeśli więc wcześniej człowiek otwierał korbą wrota do garażu (tutaj: do jaskini), to teraz tą samą korbą będzie kręcił robot. Nie ma mowy o żadnych guzikach i małych, napędzanych elektrycznie siłownikach. Będzie duży, drogi, blaszany, woniejący smarami robot, krzepko dzierżący w blaszanej dłoni żelazną korbę.
Szczęśliwie w okresie międzywojennym już raczej zdawano sobie sprawę z kuriozalności robotów kręcących korbą czy ganiających po polu z sierpem czy kosą, i jeśli roboty występowały w filmach w tej właśnie roli, to można było mieć pewność, że jest to pozbawiona jakichkolwiek zauważalnych ambicji komedia, i to najczęściej niemożliwie wręcz tania. Powyższy kadr pochodzi z takiej właśnie produkcji – 12-odcinkowego serialu „The Phantom Empire” z 1935 roku – aczkolwiek ciężko stwierdzić, czy robot miał być tam rzeczywiście akcentem komediowym…
Pomysłodawcą serialu był Wallace MacDonald, który podczas wizyty u dentysty zasnął potraktowany podtlenkiem azotu i wyśnił sobie kompletną historię, wliczając w to imiona postaci czy kształt kostiumów. Zaraz po zejściu z fotela pobiegł do domu, spisał ramową historię i pogalopował do studia Mascot Pictures, specjalizującego się w kręceniu podłej jakości westernów (to tu rozwijała się kariera Johna Wayne′a) oraz przygodowych seriali. Koncept przekuto w scenariusz pełnego, 12-odcinkowego serialu (pierwszy odcinek trwał pół godziny, pozostałe miały po 20 minut) przygodowo-westernowego w irytującej dziś manierze „zabili go i uciekł”. Innymi słowy – na końcu każdego odcinka główny bohater i/lub jego pomocnicy spadają samochodem w przepaść lub rozbijają się samolotem o górę, zaś na początku kolejnego odcinka twórcy pokazują nam, jak w ostatniej chwili bohaterom udało się wyskoczyć i wyjść z opałów bez jednego siniaka. Jeden taki serial jest może i zabawny, ale oglądanie takich produkcji w większej liczbie przysparza co najwyżej wrzodów żołądka.
Bohaterem serialu jest Gene Autry we własnej osobie (przez dwie dekady zarabiał kokosy w USA jako śpiewający kowboj). Z pomocą grupki dzieci prowadzi Radio Ranch w okolicy, gdzie co jakiś czas pojawiają się tzw. Thunder Riders – tajemniczy jeźdźcy, których przejazdowi towarzyszy dźwięk gromu. Wkrótce okazuje się, że w niezbyt odległej dolinie jest wejście do Muranii, podziemnego miasta, w którym żyją potomkowie mieszkańców Mu. Mieszkańcy Muranii chcą spokoju, więc dążą do zamknięcia rancza (Gene posiada je w dzierżawie pod warunkiem, że codziennie o 14:00 będzie nadawał kilka minut programu – głównie z piosenkami). Do zamknięcia rancza dąży też szemrany profesor, przymierzający się do wydarcia Muranianom zasobów drogocennego radu. Reszta to pościgi, strzelaniny, intrygi i bieganie w tę i we w tę.
Ponieważ rzecz została nakręcona jako przygodówka skierowana do trochę młodszego widza, dziś ogląda się to po prostu źle. Dialogi są łopatologiczne, z każdorazowym pełnym, formalnym adresowaniem poleceń, za akcent komediowy robi dwóch durniów (wliczając obowiązkową niezdarność czy przebieranie się za kobietę), akcja jest zbudowana ze sztampowych elementów, a efekty są okropnie tandetne – kopułę podziemnego miasta stworzono z durszlaka, „zbudowane” z malowanego na srebrno kartonu roboty „pożyczono” od producentów „Tańczącej Wenus” z 1933 roku (scena ostatecznie nie trafiła do filmu), zaś wrota – te otwierane korbą – zrobiono tak niskie, że za każdym razem jeźdźcy musieli się zginać w pół, żeby nie stuknąć głową w ich krawędź. W tej sytuacji nie ma nawet co mówić o logice serialu i możliwości istnienia 7,5 kilometra pod ziemią miasta, w którym po stu tysiącach lat dochrapano się może i telewizorów, pneumatycznej windy oraz robotów, ale jednocześnie nie potrafiono wyposażyć żołnierzy w nic poza włóczniami oraz prymitywnymi kuszami strzelającymi ordynarnymi nożami.
Dzisiaj serial ogląda się po prostu fatalnie, choć dla kogoś, kto lubi stary kicz i tandetę, seans zapewne będzie interesującym doznaniem.
koniec
20 maja 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Wakacyjny leksykon filmów o żywych trupach. Część 2
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

9 VII 2020

W pierwszym odcinku naszego wakacyjnego cyklu zajmowaliśmy się kultowymi produkcjami George’a A. Romera. Jego pierwsza trylogia o żywych trupach doczekała się licznych remake’ów, którym dziś się przyjrzymy. Co najmniej kilka z nich zasługuje bowiem na szczególną uwagę.

więcej »

Z filmu wyjęte: Z ułańską fantazją
Jarosław Loretz

6 VII 2020

Gdy w gwiazdy lecą biuraliści, zabierają z sobą tradycyjny pakiet wyobrażeń o komforcie…

więcej »

Wakacyjny leksykon filmów o żywych trupach. Część 1
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

2 VII 2020

Wakacje to czas, w którym można się oddać błogiemu odmóżdżeniu (oby nie za bardzo), a najlepiej to osiągnąć oglądając filmy o ożywionych pożeraczach mózgów. A że oferta w tym zakresie jest przeogromna, zaś, niestety, ilość nie idzie w parze z jakością, proponuję cykl prezentujący najciekawsze tytuły poświęcone zombie. W odcinku pierwszym o tym, jak to się zaczęło, czyli o dziełach George’a A. Romera.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Szczury z supermarketu.

Do sedna:

Kevin Smith. Szczury z supermarketu.
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy.
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka.
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata.
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Birdman.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Biutiful.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Babel.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. 21 gramów.
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Z ułańską fantazją
— Jarosław Loretz

Z języczkiem
— Jarosław Loretz

Łyk ambrozji
— Jarosław Loretz

Styropianowa armata
— Jarosław Loretz

Uspokajacz ruchu
— Jarosław Loretz

Muzyka na kościach
— Jarosław Loretz

Historia obrazkowa
— Jarosław Loretz

Podręczna salamandra
— Jarosław Loretz

Wytchnienie po meczu
— Jarosław Loretz

Niezbędne wyposażenie robota
— Jarosław Loretz

Tegoż autora

Krok w dobrą złą stronę
— Jarosław Loretz

Zabiedzona flota: Nielotny
— Jarosław Loretz

Kryminalna grabież czasu
— Jarosław Loretz

Anioł w zielonych kaloszach
— Jarosław Loretz

Krótko o książkach: Wiedźma na słodko
— Jarosław Loretz

Nazwobójca
— Jarosław Loretz

Siódma dusza po kisielu
— Jarosław Loretz

Wąż zwany Hydrą
— Jarosław Loretz

Pół-wampiry i pół-Niemcy
— Jarosław Loretz

Kiedy rozum śpi, budzą się upiory
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.