Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 września 2019
w Esensji w Esensjopedii

Z filmu wyjęte: Nasi w zaświatach

Esensja.pl
Esensja.pl
To raczej oczywiste, że i po drugiej stronie bariery życia spotkamy trochę Polaków. I to takich, którzy próbują komunikować się w rodzimym języku z… Amerykanami. W końcu ze znajomością języków obcych jest u nas – jak zwykle – dość kiepsko…

Jarosław Loretz

Z filmu wyjęte: Nasi w zaświatach

To raczej oczywiste, że i po drugiej stronie bariery życia spotkamy trochę Polaków. I to takich, którzy próbują komunikować się w rodzimym języku z… Amerykanami. W końcu ze znajomością języków obcych jest u nas – jak zwykle – dość kiepsko…
To dość rzadki przypadek, by w kinie stricte hollywoodzkim zobaczyć na ekranie kartki zapełnione zdaniami naskrobanymi w rodzimym, polskim języku. Atrakcję taką zapewnia nam dość świeży horror, „Ouija: Narodziny zła”, goszczący w naszych kinach w październiku 2016 roku. Oczywiście, gdy wczytać się w zawartość kartek, pojawia się wątpliwość – czy rzeczywiście tekst został spisany ręką Polaka. Zastosowane tam zdania są bowiem nieco koślawe, z karkołomnymi konstrukcjami gramatycznymi, co stawia nas przed dwoma możliwościami. Albo autorem zapisków był ktoś, kto niezbyt dobrze opanował sztukę pisania w języku ojczystym, albo twórcy wrzucili jakiś pamiętnikarski tekst do sieciowego translatora i wynik tłumaczenia kazali komuś ręcznie przepisać na kartkę.
Jak by nie było, domniemany autor wspominków pochodził z Krakowa i skończył jako królik doświadczalnym w obozie koncentracyjnym. Co jednocześnie sugeruje, że mógł być Żydem i język polski wcale nie musiał być jego najsilniejszą stroną. Pismo jest jednak na tyle wyraźne, że swobodnie można pokusić się o rozczytanie większej części tekstu widocznego na załączonym obrazku.
I tu dochodzimy do sprawy filmu. Otóż – „Ouija: Narodziny zła” jest prequelem starszego o dwa lata filmu „Diabelska plansza Ouija”, również obecnego swego czasu w naszych kinach. Jednak dla zdrowia psychicznego należy unikać kontaktu z tym starszym filmem, który jest czczą, sztampową partaniną, o tyle dodatkowo irytującą, że twórcy radośnie zaznaczyli na koniec, że rzecz jest praktycznie ekranizacją gry „Ouija” firmy Hasbro. Innymi słowy – film był po prostu nieprzyzwoicie rozdęta reklamówką planszowej gry, bezczelnie puszczoną do kin w dwojakim celu: nabicia sprzedaży gry, i zarobienia przy okazji na frajerach w kinie, oglądających reklamę jako film fabularny. Owszem, w kilku miejscach opowieść miała odrobinę klimatu, ale ani reżyser, ani aktorzy specjalnie się nie popisali i w zasadzie swobodnie można zapomnieć o istnieniu tej produkcji. W przeciwieństwie do „Ouija: Narodziny zła”.
Zdawałoby się, że kontynuacja kasowego hitu (nie da się ukryć – film zarobił na siebie, i to ze zdumiewająco dużą nawiązką1)) będzie siłą rzeczy albo tak samo słaba, albo jeszcze gorsza. Problem w tym, że na stołku reżyserskim zasiadł Mike Flanagan, któremu udało się błysnąć bardzo kulturalnymi horrorami „Absentia” i „Oculus”. No i namieszał w produkcji, bowiem spod jego ręki wyszło dzieło posiadające może i niezbyt emocjonującą fabułę – w końcu znamy połowę jej detali z pierwszego filmu – ale za to wybornie obsadzone, więcej niż przyzwoicie zagrane (czapki z głów dla młodziutkiej Lulu Wilson; scena, gdy z szatańskim uśmiechem opisuje blednącemu chłopakowi siostry odczucia konającego wisielca, zapada naprawdę głęboko w pamięć) i potrafiące wykrzesać z takiej sobie historii dużo gęstego, mrocznego klimatu. Już nie mówiąc o tym, że bohaterowie postępują tutaj zupełnie zdroworozsądkowo, co jest wręcz niespotykane w dobie dzisiejszych amerykańskich horrorów.
Notabene ekipie tak dobrze się współpracowało przy „Narodzinach zła”, że Flanagan zaprosił trzy wiodące aktorki do udziału w jego nowym projekcie, czyli w Netflixowym, 10-odcinkowym serialu „Nawiedzony dom na wzgórzu”. Serialu technicznie porządnym, ale trudnym do przełknięcia ze względu na brak zdecydowania, czy miało być strasznie, czy może jednak familijnie. Bo duchy tak naprawdę niezupełnie służą tam do straszenia. Nie pomogła też wyraźna rozlazłość narracji, choć trzeba przyznać, że finał piątego odcinka jest po prostu majstersztykiem kina grozy. Rewelacyjnie skrojony, sprytnie łączący wątki, i wciskający w fotel tak wizualnie, jak i merytorycznie. Wyłącznie dla tego finału warto rzucić okiem na tę produkcję…
koniec
17 czerwca 2019
1) Przy budżecie marnych 5 milionów dolarów zebrał na świecie ponad sto (tak, sto) milionów.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Po szkielecie poznasz ich
Jarosław Loretz

9 IX 2019

Mawia się, że w łańcuchu ewolucyjnym człowieka wciąż są tzw. zaginione ogniwa, czyli formy pośrednie między małpą a homo sapiens. Niewykluczone, że hinduscy twórcy filmowi odkryli niedawno jedno z takich ogniw.

więcej »

Do kina marsz: Wrzesień 2019
Esensja

6 IX 2019

Zapraszamy na przegląd najciekawszych premier kinowych września 2019.

więcej »

Z filmu wyjęte: Uwaga na glizdoludzi!
Jarosław Loretz

2 IX 2019

Skoro w poprzednim odcinku przerabialiśmy tańczące krowy, to teraz pochylimy się nad krzyżówką człowieka z dżdżownicą. Tak jest, istnieje w historii światowej kinematografii coś takiego.

więcej »

Polecamy

Po szkielecie poznasz ich

Z filmu wyjęte:

Po szkielecie poznasz ich
— Jarosław Loretz

Uwaga na glizdoludzi!
— Jarosław Loretz

Rozbrykana rogacizna
— Jarosław Loretz

Polska szkoła plakatu
— Jarosław Loretz

Dlaczego sypanie soli na drogi jest złym pomysłem
— Jarosław Loretz

Drzewa-zabójcy
— Jarosław Loretz

A w zaświatach tańce i swawole
— Jarosław Loretz

Dla chcącego nic trudnego
— Jarosław Loretz

Gdy mści się niechlujstwo
— Jarosław Loretz

22 tancerzy i świński pęcherz
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Z tego cyklu

Po szkielecie poznasz ich
— Jarosław Loretz

Uwaga na glizdoludzi!
— Jarosław Loretz

Rozbrykana rogacizna
— Jarosław Loretz

Polska szkoła plakatu
— Jarosław Loretz

Dlaczego sypanie soli na drogi jest złym pomysłem
— Jarosław Loretz

Drzewa-zabójcy
— Jarosław Loretz

A w zaświatach tańce i swawole
— Jarosław Loretz

Dla chcącego nic trudnego
— Jarosław Loretz

Gdy mści się niechlujstwo
— Jarosław Loretz

22 tancerzy i świński pęcherz
— Jarosław Loretz

Tegoż autora

Klasyka gryziona po kostkach
— Jarosław Loretz

Wizyta w raju. Ponoć.
— Jarosław Loretz

Bazarki z kosmosu
— Jarosław Loretz

Krótko o książkach: I wśród hałd może być kolorowo
— Jarosław Loretz

Międzygwiezdne czułości
— Jarosław Loretz

Święto zmarłych na ckliwie
— Jarosław Loretz

Brudne szpony bioenergoterapeutów
— Jarosław Loretz

Krótko o filmach: Demoniczne Buenos
— Jarosław Loretz

Kwestia zaufonia
— Jarosław Loretz

Obraz niezdecydowania
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.