Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 4 sierpnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Z filmu wyjęte: Nasi w zaświatach

Esensja.pl
Esensja.pl
To raczej oczywiste, że i po drugiej stronie bariery życia spotkamy trochę Polaków. I to takich, którzy próbują komunikować się w rodzimym języku z… Amerykanami. W końcu ze znajomością języków obcych jest u nas – jak zwykle – dość kiepsko…

Jarosław Loretz

Z filmu wyjęte: Nasi w zaświatach

To raczej oczywiste, że i po drugiej stronie bariery życia spotkamy trochę Polaków. I to takich, którzy próbują komunikować się w rodzimym języku z… Amerykanami. W końcu ze znajomością języków obcych jest u nas – jak zwykle – dość kiepsko…
To dość rzadki przypadek, by w kinie stricte hollywoodzkim zobaczyć na ekranie kartki zapełnione zdaniami naskrobanymi w rodzimym, polskim języku. Atrakcję taką zapewnia nam dość świeży horror, „Ouija: Narodziny zła”, goszczący w naszych kinach w październiku 2016 roku. Oczywiście, gdy wczytać się w zawartość kartek, pojawia się wątpliwość – czy rzeczywiście tekst został spisany ręką Polaka. Zastosowane tam zdania są bowiem nieco koślawe, z karkołomnymi konstrukcjami gramatycznymi, co stawia nas przed dwoma możliwościami. Albo autorem zapisków był ktoś, kto niezbyt dobrze opanował sztukę pisania w języku ojczystym, albo twórcy wrzucili jakiś pamiętnikarski tekst do sieciowego translatora i wynik tłumaczenia kazali komuś ręcznie przepisać na kartkę.
Jak by nie było, domniemany autor wspominków pochodził z Krakowa i skończył jako królik doświadczalnym w obozie koncentracyjnym. Co jednocześnie sugeruje, że mógł być Żydem i język polski wcale nie musiał być jego najsilniejszą stroną. Pismo jest jednak na tyle wyraźne, że swobodnie można pokusić się o rozczytanie większej części tekstu widocznego na załączonym obrazku.
I tu dochodzimy do sprawy filmu. Otóż – „Ouija: Narodziny zła” jest prequelem starszego o dwa lata filmu „Diabelska plansza Ouija”, również obecnego swego czasu w naszych kinach. Jednak dla zdrowia psychicznego należy unikać kontaktu z tym starszym filmem, który jest czczą, sztampową partaniną, o tyle dodatkowo irytującą, że twórcy radośnie zaznaczyli na koniec, że rzecz jest praktycznie ekranizacją gry „Ouija” firmy Hasbro. Innymi słowy – film był po prostu nieprzyzwoicie rozdęta reklamówką planszowej gry, bezczelnie puszczoną do kin w dwojakim celu: nabicia sprzedaży gry, i zarobienia przy okazji na frajerach w kinie, oglądających reklamę jako film fabularny. Owszem, w kilku miejscach opowieść miała odrobinę klimatu, ale ani reżyser, ani aktorzy specjalnie się nie popisali i w zasadzie swobodnie można zapomnieć o istnieniu tej produkcji. W przeciwieństwie do „Ouija: Narodziny zła”.
Zdawałoby się, że kontynuacja kasowego hitu (nie da się ukryć – film zarobił na siebie, i to ze zdumiewająco dużą nawiązką1)) będzie siłą rzeczy albo tak samo słaba, albo jeszcze gorsza. Problem w tym, że na stołku reżyserskim zasiadł Mike Flanagan, któremu udało się błysnąć bardzo kulturalnymi horrorami „Absentia” i „Oculus”. No i namieszał w produkcji, bowiem spod jego ręki wyszło dzieło posiadające może i niezbyt emocjonującą fabułę – w końcu znamy połowę jej detali z pierwszego filmu – ale za to wybornie obsadzone, więcej niż przyzwoicie zagrane (czapki z głów dla młodziutkiej Lulu Wilson; scena, gdy z szatańskim uśmiechem opisuje blednącemu chłopakowi siostry odczucia konającego wisielca, zapada naprawdę głęboko w pamięć) i potrafiące wykrzesać z takiej sobie historii dużo gęstego, mrocznego klimatu. Już nie mówiąc o tym, że bohaterowie postępują tutaj zupełnie zdroworozsądkowo, co jest wręcz niespotykane w dobie dzisiejszych amerykańskich horrorów.
Notabene ekipie tak dobrze się współpracowało przy „Narodzinach zła”, że Flanagan zaprosił trzy wiodące aktorki do udziału w jego nowym projekcie, czyli w Netflixowym, 10-odcinkowym serialu „Nawiedzony dom na wzgórzu”. Serialu technicznie porządnym, ale trudnym do przełknięcia ze względu na brak zdecydowania, czy miało być strasznie, czy może jednak familijnie. Bo duchy tak naprawdę niezupełnie służą tam do straszenia. Nie pomogła też wyraźna rozlazłość narracji, choć trzeba przyznać, że finał piątego odcinka jest po prostu majstersztykiem kina grozy. Rewelacyjnie skrojony, sprytnie łączący wątki, i wciskający w fotel tak wizualnie, jak i merytorycznie. Wyłącznie dla tego finału warto rzucić okiem na tę produkcję…
koniec
17 czerwca 2019
1) Przy budżecie marnych 5 milionów dolarów zebrał na świecie ponad sto (tak, sto) milionów.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Piękno w pełnej krasie
Jarosław Loretz

3 VIII 2020

Pies, piękna kobieta, eleganckie pismo – co mogłoby pójść nie tak z okładką? No cóż, wszystko…

więcej »

Nie przegap: Lipiec 2020
Esensja

31 VII 2020

Jak spędziliśmy pierwszą połowę wakacji? Jak zwykle, pisząc recenzje.

więcej »

Wakacyjny leksykon filmów o żywych trupach. Część 5
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

30 VII 2020

Ponieważ temat poprzedniego odcinka „Wakacyjnego Leksykonu…” nie został jeszcze należycie wyczerpany, zapraszam na uzupełniające zestawienie najlepszych czarnych komedii o żywych trupach.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. W pogoni za Amy.

Do sedna:

Kevin Smith. W pogoni za Amy.
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu.
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy.
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka.
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata.
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Birdman.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Biutiful.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Babel.
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Piękno w pełnej krasie
— Jarosław Loretz

Czasy dla okrasy
— Jarosław Loretz

Prawdziwy nazista czasu się nie boi
— Jarosław Loretz

Dekoracja z Neptuna
— Jarosław Loretz

Z ułańską fantazją
— Jarosław Loretz

Z języczkiem
— Jarosław Loretz

Łyk ambrozji
— Jarosław Loretz

Styropianowa armata
— Jarosław Loretz

Uspokajacz ruchu
— Jarosław Loretz

Muzyka na kościach
— Jarosław Loretz

Tegoż autora

Wątpliwa reklamówka
— Jarosław Loretz

Krok w dobrą złą stronę
— Jarosław Loretz

Zabiedzona flota: Nielotny
— Jarosław Loretz

Kryminalna grabież czasu
— Jarosław Loretz

Anioł w zielonych kaloszach
— Jarosław Loretz

Krótko o książkach: Wiedźma na słodko
— Jarosław Loretz

Nazwobójca
— Jarosław Loretz

Siódma dusza po kisielu
— Jarosław Loretz

Wąż zwany Hydrą
— Jarosław Loretz

Pół-wampiry i pół-Niemcy
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.