Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 lipca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Z filmu wyjęte: Nasi w zaświatach

Esensja.pl
Esensja.pl
To raczej oczywiste, że i po drugiej stronie bariery życia spotkamy trochę Polaków. I to takich, którzy próbują komunikować się w rodzimym języku z… Amerykanami. W końcu ze znajomością języków obcych jest u nas – jak zwykle – dość kiepsko…

Jarosław Loretz

Z filmu wyjęte: Nasi w zaświatach

To raczej oczywiste, że i po drugiej stronie bariery życia spotkamy trochę Polaków. I to takich, którzy próbują komunikować się w rodzimym języku z… Amerykanami. W końcu ze znajomością języków obcych jest u nas – jak zwykle – dość kiepsko…
To dość rzadki przypadek, by w kinie stricte hollywoodzkim zobaczyć na ekranie kartki zapełnione zdaniami naskrobanymi w rodzimym, polskim języku. Atrakcję taką zapewnia nam dość świeży horror, „Ouija: Narodziny zła”, goszczący w naszych kinach w październiku 2016 roku. Oczywiście, gdy wczytać się w zawartość kartek, pojawia się wątpliwość – czy rzeczywiście tekst został spisany ręką Polaka. Zastosowane tam zdania są bowiem nieco koślawe, z karkołomnymi konstrukcjami gramatycznymi, co stawia nas przed dwoma możliwościami. Albo autorem zapisków był ktoś, kto niezbyt dobrze opanował sztukę pisania w języku ojczystym, albo twórcy wrzucili jakiś pamiętnikarski tekst do sieciowego translatora i wynik tłumaczenia kazali komuś ręcznie przepisać na kartkę.
Jak by nie było, domniemany autor wspominków pochodził z Krakowa i skończył jako królik doświadczalnym w obozie koncentracyjnym. Co jednocześnie sugeruje, że mógł być Żydem i język polski wcale nie musiał być jego najsilniejszą stroną. Pismo jest jednak na tyle wyraźne, że swobodnie można pokusić się o rozczytanie większej części tekstu widocznego na załączonym obrazku.
I tu dochodzimy do sprawy filmu. Otóż – „Ouija: Narodziny zła” jest prequelem starszego o dwa lata filmu „Diabelska plansza Ouija”, również obecnego swego czasu w naszych kinach. Jednak dla zdrowia psychicznego należy unikać kontaktu z tym starszym filmem, który jest czczą, sztampową partaniną, o tyle dodatkowo irytującą, że twórcy radośnie zaznaczyli na koniec, że rzecz jest praktycznie ekranizacją gry „Ouija” firmy Hasbro. Innymi słowy – film był po prostu nieprzyzwoicie rozdęta reklamówką planszowej gry, bezczelnie puszczoną do kin w dwojakim celu: nabicia sprzedaży gry, i zarobienia przy okazji na frajerach w kinie, oglądających reklamę jako film fabularny. Owszem, w kilku miejscach opowieść miała odrobinę klimatu, ale ani reżyser, ani aktorzy specjalnie się nie popisali i w zasadzie swobodnie można zapomnieć o istnieniu tej produkcji. W przeciwieństwie do „Ouija: Narodziny zła”.
Zdawałoby się, że kontynuacja kasowego hitu (nie da się ukryć – film zarobił na siebie, i to ze zdumiewająco dużą nawiązką1)) będzie siłą rzeczy albo tak samo słaba, albo jeszcze gorsza. Problem w tym, że na stołku reżyserskim zasiadł Mike Flanagan, któremu udało się błysnąć bardzo kulturalnymi horrorami „Absentia” i „Oculus”. No i namieszał w produkcji, bowiem spod jego ręki wyszło dzieło posiadające może i niezbyt emocjonującą fabułę – w końcu znamy połowę jej detali z pierwszego filmu – ale za to wybornie obsadzone, więcej niż przyzwoicie zagrane (czapki z głów dla młodziutkiej Lulu Wilson; scena, gdy z szatańskim uśmiechem opisuje blednącemu chłopakowi siostry odczucia konającego wisielca, zapada naprawdę głęboko w pamięć) i potrafiące wykrzesać z takiej sobie historii dużo gęstego, mrocznego klimatu. Już nie mówiąc o tym, że bohaterowie postępują tutaj zupełnie zdroworozsądkowo, co jest wręcz niespotykane w dobie dzisiejszych amerykańskich horrorów.
Notabene ekipie tak dobrze się współpracowało przy „Narodzinach zła”, że Flanagan zaprosił trzy wiodące aktorki do udziału w jego nowym projekcie, czyli w Netflixowym, 10-odcinkowym serialu „Nawiedzony dom na wzgórzu”. Serialu technicznie porządnym, ale trudnym do przełknięcia ze względu na brak zdecydowania, czy miało być strasznie, czy może jednak familijnie. Bo duchy tak naprawdę niezupełnie służą tam do straszenia. Nie pomogła też wyraźna rozlazłość narracji, choć trzeba przyznać, że finał piątego odcinka jest po prostu majstersztykiem kina grozy. Rewelacyjnie skrojony, sprytnie łączący wątki, i wciskający w fotel tak wizualnie, jak i merytorycznie. Wyłącznie dla tego finału warto rzucić okiem na tę produkcję…
koniec
17 czerwca 2019
1) Przy budżecie marnych 5 milionów dolarów zebrał na świecie ponad sto (tak, sto) milionów.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Dla chcącego nic trudnego
Jarosław Loretz

22 VII 2019

„El mariachi” kosztował 7 tysięcy dolarów – kwotę niewyobrażalną dla profesjonalnych twórców (no bo na co to starczy – na waciki i colę?). A przecież są filmy jeszcze tańsze…

więcej »

Z filmu wyjęte: Gdy mści się niechlujstwo
Jarosław Loretz

15 VII 2019

Kręcąc filmy osadzone w konkretnej, minionej już epoce, trzeba szczególnie zwracać uwagę na to, co się pokazuje…

więcej »

Serialomaniak.pl: Premiery i powroty seriali – lipiec 2019
Julia Deja

11 VII 2019

Jak na razie lato rozpieszcza nas (czy też męczy – w zależności od gustu) wysokimi temperaturami. Równie gorąco jest wśród serialowych premier. Na nasze ekrany powróci długo oczekiwana kontynuacja „Stranger Things”, zobaczymy też po latach nowy sezon kultowej „Veroniki Mars”. Co jeszcze obejrzymy w lipcu?

więcej »

Polecamy

Dla chcącego nic trudnego

Z filmu wyjęte:

Dla chcącego nic trudnego
— Jarosław Loretz

Gdy mści się niechlujstwo
— Jarosław Loretz

22 tancerzy i świński pęcherz
— Jarosław Loretz

Czy duże dziewczynki lubią krew?
— Jarosław Loretz

Czy małe dziewczynki lubią krew?
— Jarosław Loretz

Nasi w zaświatach
— Jarosław Loretz

Meble na wysoki połysk
— Jarosław Loretz

Limuzyna na miarę naszych możliwości
— Jarosław Loretz

RPG a sprawa Dzikiego Zachodu
— Jarosław Loretz

Tania siła robota
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Z tego cyklu

Dla chcącego nic trudnego
— Jarosław Loretz

Gdy mści się niechlujstwo
— Jarosław Loretz

22 tancerzy i świński pęcherz
— Jarosław Loretz

Czy duże dziewczynki lubią krew?
— Jarosław Loretz

Czy małe dziewczynki lubią krew?
— Jarosław Loretz

Meble na wysoki połysk
— Jarosław Loretz

Limuzyna na miarę naszych możliwości
— Jarosław Loretz

RPG a sprawa Dzikiego Zachodu
— Jarosław Loretz

Tania siła robota
— Jarosław Loretz

Samopodający się talerz
— Jarosław Loretz

Tegoż autora

Święto zmarłych na ckliwie
— Jarosław Loretz

Brudne szpony bioenergoterapeutów
— Jarosław Loretz

Krótko o filmach: Demoniczne Buenos
— Jarosław Loretz

Kwestia zaufonia
— Jarosław Loretz

Obraz niezdecydowania
— Jarosław Loretz

Wędrować też trzeba umieć
— Jarosław Loretz

Krótko o filmach: Houston, mamy kłopot
— Jarosław Loretz

Krótko o filmach: Amisz bez raju
— Jarosław Loretz

Bracula
— Jarosław Loretz

Polska atomem liźnięta
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.