Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 sierpnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Z filmu wyjęte: A w zaświatach tańce i swawole

Esensja.pl
Esensja.pl
Nie wszyscy twórcy uważają, że dom, w którym mieszka Śmierć, musi być posępny i pełen grzechotu kości domownika. Na przykład Ernesto Cortázar z Meksyku uznał, że często trwa tam huczna balanga…

Jarosław Loretz

Z filmu wyjęte: A w zaświatach tańce i swawole

Nie wszyscy twórcy uważają, że dom, w którym mieszka Śmierć, musi być posępny i pełen grzechotu kości domownika. Na przykład Ernesto Cortázar z Meksyku uznał, że często trwa tam huczna balanga…
Dzisiejszy kadr przedstawia grupę szkieletów grających na rozmaitych instrumentach (siedzący pośrodku muzyk dmie w saksofon sporządzony z ręki szkieletu, zaś jego kolega po lewej dmucha w czaszkę jakiegoś większego zwierzęcia, traktując ją jak dużą okarynę). Scena wygląda umiarkowanie normalnie, bowiem twórcy z lat 1950. i 1960. wcale nie tak rzadko miewali pomysły z tańcami szkieletów, czyli aktorów przebranych w czarny strój, na którym wymalowano białe, niekiedy fosforyzujące kości. Jej normalność zaburza jednak stojący obok muzyków szkielet byka lub krowy. Ów element scenografii jest o tyle zaskakujący, że do niczego nie służy, stojąc sobie tam i drażniąc oko samą swoją obecnością. Trudno też zgadnąć, po co Śmierć miałaby trzymać w szeroko pojętym domu szczątki rogacizny…
Cała sekwencja koncertu i tańców (tak, są do tego tańce, i to nie tylko w wykonaniu szkieletów-mężczyzn) jest wykonana ze sporym rozmachem i ładnie urozmaica wyczuwalnie już stary film. A mowa o meksykańskiej komedii „La muerte enamorada” (w luźnym tłumaczeniu „Zakochana Śmierć”) z roku 1951. Film jest do odłowienia na Youtubie, choć raczej w podłej jakości – co zresztą widać po niezbyt urodziwym kadrze – i bez jakichkolwiek napisów. A że w sieci praktycznie nie sposób znaleźć szerszego streszczenia, akcja filmu chwilami jest mocno zagadkowa. Z grubsza jednak chodzi o to, że w biurze sprzedawcy ubezpieczeń na życie, wiodącego dość szczęśliwy, choć niezbyt bogaty żywot, pojawia się Śmierć – żeby nie było: w wersji kobiecej – i obwieszcza, że przyszła kryska na matyska. Bo bohater wielokrotnie mówił, że z chęcią oddałby trochę lat, żeby mieć lepsze życie. No i tak się stało, choć wyszło to na jaw dopiero podczas wizyty Śmierci. Kobieta proponuje więc kilka dni życia ekstra w zamian za zakwaterowanie jej w domu bohatera i pokazanie codziennego życia tak domowego, jak i zewnętrznego. Oczywiście nikt z domowników – a w ich poczet wchodzi żona z może 10-letnią córką, dwie służące i jakiś krewniak, być może szwagier – nie ma pojęcia o prawdziwej naturze gościa. Co więcej, krewniak zaczyna romansować ze Śmiercią, i nawet zaciąga ją do nocnego klubu na popijawę.
Film wyraźnie się już zestarzał i chwilami drażni przesadną manierą slapstickową, ale mimo wszystko posiada sporo uroku. Przede wszystkim – bo w rolę Śmierci wcieliła się Miroslava (Sternova) – Czeszka z pochodzenia, bardzo piękna i zakochana w Meksyku, z wzajemnością zresztą. Niestety, w związkach nie miała szczęścia (pierwszy ukochany zginął na wojnie, drugi – poślubiony – okazał się homoseksualistą, co po paru miesiącach skończyło się rozwodem; potem romansowała jeszcze z meksykańskim aktorem, kubańskim torreadorem, a w końcu hiszpańskim impresariem), w karierze też (przez długi czas bardziej ceniono jej urodę niż talent; w dodatku ze względu na akcent dostawała przeważnie role obcokrajowców), i gdy w końcu zaczęła zdobywać laury i zwróciła uwagę samego Luisa Buñuela, który obsadził ją w głównej roli w „Zbrodniczym życie Archibalda de la Cruz” – popełniła samobójstwo na dwa miesiące przed premierą. Miała wówczas niemal równo 30 lat.
Sporo uroku zapewnił filmowi też Fernando Fernández, posiadający bardzo plastyczną twarz i dobry głos – w końcu był aktorem i śpiewakiem. Natomiast tym, co po prostu urzeka, są dwa świetne kawałki muzyczne (z ogólnej liczby trzech czy czterech). Pierwszy – to wspomniany na początku taniec szkieletów, zaserwowany jako powitanie władczyni w jej domenie (Śmierć bowiem na chwilę wyślizgnęła się w nocy z domu jako dym, żeby zerknąć, co też tam u niej w domu się wyprawia). Drugi – klasycznie latynoski, lamentacyjny zaśpiew bohatera, opłakującego swój los w knajpie. Oczywiście zaraz dołącza się do niego chórek podpitych bywalców i wszyscy wspólnie zaczynają szlochać nad jego nieszczęściem:
koniec
29 lipca 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Polska szkoła plakatu
Jarosław Loretz

19 VIII 2019

Wbrew pozorom hasło „Polska szkoła plakatu” swego czasu znaczyło całkiem dużo. Tak dużo, że dzieła rodzimych plakacistów można było niekiedy zauważyć nawet w zagranicznych filmach. I to tych lepszych.

więcej »

Z filmu wyjęte: Dlaczego sypanie soli na drogi jest złym pomysłem
Jarosław Loretz

12 VIII 2019

Utrapienie rodzimych kierowców, czyli niszcząca podwozia i karoserie samochodów sól, sypana na jezdnie hojną ręką przez pracowników firm działających na zlecenia magistratów, może niekiedy doprowadzić do prawdziwie opłakanych skutków.

więcej »

Z filmu wyjęte: Drzewa-zabójcy
Jarosław Loretz

5 VIII 2019

Zdawałoby się, że coś takiego jak heroiczna walka z drzewami-zabójcami wyskakującymi na jezdnie dróg tuż przed samochody, to sprawa ogólnoświatowa. A tu wychodzi na to, że antydrzewny heroizm to domena wyłącznie polska…

więcej »

Polecamy

Polska szkoła plakatu

Z filmu wyjęte:

Polska szkoła plakatu
— Jarosław Loretz

Dlaczego sypanie soli na drogi jest złym pomysłem
— Jarosław Loretz

Drzewa-zabójcy
— Jarosław Loretz

A w zaświatach tańce i swawole
— Jarosław Loretz

Dla chcącego nic trudnego
— Jarosław Loretz

Gdy mści się niechlujstwo
— Jarosław Loretz

22 tancerzy i świński pęcherz
— Jarosław Loretz

Czy duże dziewczynki lubią krew?
— Jarosław Loretz

Czy małe dziewczynki lubią krew?
— Jarosław Loretz

Nasi w zaświatach
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Z tego cyklu

Polska szkoła plakatu
— Jarosław Loretz

Dlaczego sypanie soli na drogi jest złym pomysłem
— Jarosław Loretz

Drzewa-zabójcy
— Jarosław Loretz

Dla chcącego nic trudnego
— Jarosław Loretz

Gdy mści się niechlujstwo
— Jarosław Loretz

22 tancerzy i świński pęcherz
— Jarosław Loretz

Czy duże dziewczynki lubią krew?
— Jarosław Loretz

Czy małe dziewczynki lubią krew?
— Jarosław Loretz

Nasi w zaświatach
— Jarosław Loretz

Meble na wysoki połysk
— Jarosław Loretz

Tegoż autora

Wizyta w raju. Ponoć.
— Jarosław Loretz

Bazarki z kosmosu
— Jarosław Loretz

Krótko o książkach: I wśród hałd może być kolorowo
— Jarosław Loretz

Międzygwiezdne czułości
— Jarosław Loretz

Święto zmarłych na ckliwie
— Jarosław Loretz

Brudne szpony bioenergoterapeutów
— Jarosław Loretz

Krótko o filmach: Demoniczne Buenos
— Jarosław Loretz

Kwestia zaufonia
— Jarosław Loretz

Obraz niezdecydowania
— Jarosław Loretz

Wędrować też trzeba umieć
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.