Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 stycznia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CXCII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray

więcej »

Z filmu wyjęte: Idea wiecznie żywa

Esensja.pl
Esensja.pl
To prawda, w 1956 roku potępiono okres wypaczeń i zlikwidowano kult jednostki. Zdaje się jednak, że nie we wszystkie zakątki globu informacja ta dotarła z odpowiednią prędkością.

Jarosław Loretz

Z filmu wyjęte: Idea wiecznie żywa

To prawda, w 1956 roku potępiono okres wypaczeń i zlikwidowano kult jednostki. Zdaje się jednak, że nie we wszystkie zakątki globu informacja ta dotarła z odpowiednią prędkością.
Sądząc z indyjskiego kina, niektóre idee docierają na tamtejszą prowincję ze sporym poślizgiem. Na przykład jeszcze w połowie lat 1990-tych można było dostrzec w knajpach na bardziej odludnych obrzeżach Madrasu1) galerię portretów rozmaitych zacnych mężów, wśród których poczesne miejsce zajmowały uroczo kolorowe malunki przedstawiające Józefa Stalina i Włodzimierza Lenina. Można by co prawda uznać, że obrazy powiesił sobie w przestrzeni publicznej jakiś dowcipniś, aczkolwiek o ile wizerunek Lenina jeszcze ujdzie, o tyle Stalin nikogo raczej nie rozbawi. W końcu ręce miał umazane krwią swoich rodaków aż po kolana (no dobrze, krwią cudzych rodaków, bo przede wszystkim Rosjan, a nie Gruzinów). Zastanawia też idea przyświecająca filmowcom, bez głębszej refleksji pchającym galerię w obiektyw kamery.
Powyższy kadr pochodzi z tamilskiego dramatu „Veerappathakkam” (na nasze będzie to „Medal za męstwo”). Zrealizowany w 1994 roku, wypchany po brzegi społecznym zacięciem, opowiada o młodzieńcu, który pod wrażeniem zdarzenia z dzieciństwa – czyli bezkarnego pobicia jego ojca przez policjanta – wstąpił do policji i pełnymi garściami zaczął czerpać korzyści z zajmowanego stanowiska. Łapówki, wziątki i arogancja dają mu na w miarę dostatnie życie, a do tego kontakty z lokalnym bogaczem – lekko tylko zaszantażowanym – pozwalają mu piąć się po szczeblach kariery. Niestety, dowodzenie komisariatem nie przynosi chluby (placówka jest świeżo założona i znajduje się na odludziu), a pacyfikacja targowiska – bo bogaczowi zamarzyła się elegancka, wolna od tłumów ulica – powoduje wręcz nienawiść mieszkańców. Nie układa mu się również w życiu prywatnym, bowiem ukochana wychodzi za innego faceta i dochowuje się dwójki dzieci, zaś wzięta za żonę córka bogacza nie znajduje z bohaterem wspólnego języka.
Punktem przełomowym staje się pacyfikacja robotniczego protestu. W jej wyniku ginie mąż dawnej ukochanej, a ona sama z dziećmi, pozbawiona wszelkich środków do życia, ląduje w błotnistych slumsach. Bohater, wstrząśnięty widokiem slumsów i upadkiem ukochanej, a także śmiercią jej dzieci (otruła je – wraz z kilkoma innymi i samą sobą – nauczycielka, nie mogąca znieść ich i swojej niedoli), odchodzi z policji i zaczyna działać społecznie, wspierając robotniczy ruch, organizując go na nowo i wreszcie stając się jego liderem. Potem są „rozmowy na wysokim szczeblu” (jednym z negocjatorów występujących w imieniu bogatych elit jest żona bohatera), zakończone kolejną pacyfikacją i zranieniem naszego bohatera. Tym razem sprawa przedostaje się do krajowej prasy. Presja społeczna wymusza uznanie postulatów robotniczych, obejmujących głównie wypłatę trochę wyższych, niż głodowe, pensji. A ponieważ jednocześnie bohater włamuje się do domu teścia i wykrada z niego przetrzymywaną tam pod strażą żonę, przy okazji piorąc po pyskach przynajmniej tuzin swoich byłych kumpli z pracy, zostaje za nim wysłany płatny zabójca.
Oczywiście – jak to w kinie indyjskim – wszystko z grubsza kończy się szczęśliwie (nie licząc bogaczy, obitych kijami przez tłum). Warto jednak zauważyć, że w filmie jest jedna, jedyna, bardzo samotna piosenka, a do tego trafia się sporo krwi, przemocy i drastycznych obrazków, wliczając w to scenę trucia dzieci. Tu też jednak nie ma się co dziwić, produkcje tamilskie słyną bowiem z troszkę brutalniejszych historii, i wydatnie mniejszej dawki romantyzmu. Gorzej, że są też przy tym ogólnie toporniejsze, tańsze, a ichniejsi amanci są… no… głównie krzepcy. Uroda czy wdzięk najwyraźniej nie należą do zestawu bardzo pożądanych cech. A niekiedy szkoda…
koniec
21 października 2019
1) 30 maja 2012 roku Komisja Standaryzacji Nazw Geograficznych poza granicami Polski uznała, że nie powinniśmy już używać nazwy Madras, stosując zamiast niej Ćennaj.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

50 najlepszych filmów 2019 roku
Esensja

17 I 2020

Jak co roku prezentujemy Wam 50 najlepszych – naszym zdaniem – filmów minionych 12 miesięcy, wybranych spośród tych. które były pokazywane w polskich kinach w oficjalnej dystrybucji.

więcej »

Z filmu wyjęte: Zygzakiem po Neapolu
Jarosław Loretz

13 I 2020

Niekiedy trafia się film, w którym kamera zahacza o tak nietypowy budynek, że aż kusi wstrzymać seans i uważniej przyjrzeć się architektonicznemu dziełu. Na przykład kamienicy o grubości miniaturowego kredensu.

więcej »

Pożegnania 2019 (4/4)
Jarosław Loretz

11 I 2020

Nadszedł czas na podsumowanie strat szeroko pojętej popkultury w 2019 roku. Dziś miesiące październik-grudzień.

więcej »

Polecamy

Alejandro González Iñárritu. Amores perros.

Do sedna:

Alejandro González Iñárritu. Amores perros.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky „mother!”
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Noe: Wybrany przez Boga
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Czarny łabędź.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Zapaśnik.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Źródło
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Requiem dla snu
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Pi
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Zygzakiem po Neapolu
— Jarosław Loretz

Uwaga, przejście dla pieszych! Do wtorku.
— Jarosław Loretz

Fajerwerki półproduktowe
— Jarosław Loretz

Polska technologia w „Star Treku”
— Jarosław Loretz

Studzienne refleksje
— Jarosław Loretz

Niezgłębione meandry nowoczesnego designu
— Jarosław Loretz

Suspens rzecz niełatwa
— Jarosław Loretz

Wejście piankowego cybernatora
— Jarosław Loretz

Balonowa bujda
— Jarosław Loretz

Patriotyzm lokalny. Z grubsza.
— Jarosław Loretz

Tegoż autora

Kiedy rozum śpi, budzą się upiory
— Jarosław Loretz

Światło wiekuiste
— Jarosław Loretz

Pożegnania 2019 (4/4)
— Jarosław Loretz

Pożegnania 2019 (3/4)
— Jarosław Loretz

Pożegnania 2019 (2/4)
— Jarosław Loretz

Pożegnania 2019 (1/4)
— Jarosław Loretz

Krótko o filmach: Rodowe dziedzictwo
— Jarosław Loretz

Niania średnio tania
— Jarosław Loretz

Krótko o filmach: Ciałem y duchem
— Jarosław Loretz

Krótko o książkach: Lektura w splotach
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.