Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 13 listopada 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CXC

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

Zapowiedzi

Z filmu wyjęte: Idea wiecznie żywa

Esensja.pl
Esensja.pl
To prawda, w 1956 roku potępiono okres wypaczeń i zlikwidowano kult jednostki. Zdaje się jednak, że nie we wszystkie zakątki globu informacja ta dotarła z odpowiednią prędkością.

Jarosław Loretz

Z filmu wyjęte: Idea wiecznie żywa

To prawda, w 1956 roku potępiono okres wypaczeń i zlikwidowano kult jednostki. Zdaje się jednak, że nie we wszystkie zakątki globu informacja ta dotarła z odpowiednią prędkością.
Sądząc z indyjskiego kina, niektóre idee docierają na tamtejszą prowincję ze sporym poślizgiem. Na przykład jeszcze w połowie lat 1990-tych można było dostrzec w knajpach na bardziej odludnych obrzeżach Madrasu1) galerię portretów rozmaitych zacnych mężów, wśród których poczesne miejsce zajmowały uroczo kolorowe malunki przedstawiające Józefa Stalina i Włodzimierza Lenina. Można by co prawda uznać, że obrazy powiesił sobie w przestrzeni publicznej jakiś dowcipniś, aczkolwiek o ile wizerunek Lenina jeszcze ujdzie, o tyle Stalin nikogo raczej nie rozbawi. W końcu ręce miał umazane krwią swoich rodaków aż po kolana (no dobrze, krwią cudzych rodaków, bo przede wszystkim Rosjan, a nie Gruzinów). Zastanawia też idea przyświecająca filmowcom, bez głębszej refleksji pchającym galerię w obiektyw kamery.
Powyższy kadr pochodzi z tamilskiego dramatu „Veerappathakkam” (na nasze będzie to „Medal za męstwo”). Zrealizowany w 1994 roku, wypchany po brzegi społecznym zacięciem, opowiada o młodzieńcu, który pod wrażeniem zdarzenia z dzieciństwa – czyli bezkarnego pobicia jego ojca przez policjanta – wstąpił do policji i pełnymi garściami zaczął czerpać korzyści z zajmowanego stanowiska. Łapówki, wziątki i arogancja dają mu na w miarę dostatnie życie, a do tego kontakty z lokalnym bogaczem – lekko tylko zaszantażowanym – pozwalają mu piąć się po szczeblach kariery. Niestety, dowodzenie komisariatem nie przynosi chluby (placówka jest świeżo założona i znajduje się na odludziu), a pacyfikacja targowiska – bo bogaczowi zamarzyła się elegancka, wolna od tłumów ulica – powoduje wręcz nienawiść mieszkańców. Nie układa mu się również w życiu prywatnym, bowiem ukochana wychodzi za innego faceta i dochowuje się dwójki dzieci, zaś wzięta za żonę córka bogacza nie znajduje z bohaterem wspólnego języka.
Punktem przełomowym staje się pacyfikacja robotniczego protestu. W jej wyniku ginie mąż dawnej ukochanej, a ona sama z dziećmi, pozbawiona wszelkich środków do życia, ląduje w błotnistych slumsach. Bohater, wstrząśnięty widokiem slumsów i upadkiem ukochanej, a także śmiercią jej dzieci (otruła je – wraz z kilkoma innymi i samą sobą – nauczycielka, nie mogąca znieść ich i swojej niedoli), odchodzi z policji i zaczyna działać społecznie, wspierając robotniczy ruch, organizując go na nowo i wreszcie stając się jego liderem. Potem są „rozmowy na wysokim szczeblu” (jednym z negocjatorów występujących w imieniu bogatych elit jest żona bohatera), zakończone kolejną pacyfikacją i zranieniem naszego bohatera. Tym razem sprawa przedostaje się do krajowej prasy. Presja społeczna wymusza uznanie postulatów robotniczych, obejmujących głównie wypłatę trochę wyższych, niż głodowe, pensji. A ponieważ jednocześnie bohater włamuje się do domu teścia i wykrada z niego przetrzymywaną tam pod strażą żonę, przy okazji piorąc po pyskach przynajmniej tuzin swoich byłych kumpli z pracy, zostaje za nim wysłany płatny zabójca.
Oczywiście – jak to w kinie indyjskim – wszystko z grubsza kończy się szczęśliwie (nie licząc bogaczy, obitych kijami przez tłum). Warto jednak zauważyć, że w filmie jest jedna, jedyna, bardzo samotna piosenka, a do tego trafia się sporo krwi, przemocy i drastycznych obrazków, wliczając w to scenę trucia dzieci. Tu też jednak nie ma się co dziwić, produkcje tamilskie słyną bowiem z troszkę brutalniejszych historii, i wydatnie mniejszej dawki romantyzmu. Gorzej, że są też przy tym ogólnie toporniejsze, tańsze, a ichniejsi amanci są… no… głównie krzepcy. Uroda czy wdzięk najwyraźniej nie należą do zestawu bardzo pożądanych cech. A niekiedy szkoda…
koniec
21 października 2019
1) 30 maja 2012 roku Komisja Standaryzacji Nazw Geograficznych poza granicami Polski uznała, że nie powinniśmy już używać nazwy Madras, stosując zamiast niej Ćennaj.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Patriotyzm lokalny. Z grubsza.
Jarosław Loretz

11 XI 2019

Dziś chwila odpoczynku od kina indyjskiego. Zamiast tego proponuję rzut oka na zaoceaniczne podejście do naszego lokalnego patriotyzmu.

więcej »

Z filmu wyjęte: Śmigłowiec rzecz droga
Jarosław Loretz

4 XI 2019

Co zrobić, gdy w filmie potrzebny jest helikopter, ale ekipa nie za bardzo ma skąd wyskrobać na niego pieniądze…?

więcej »

Do kina marsz: Listopad 2019
Esensja

2 XI 2019

A oto pakiet - naprawdę interesujących - zapowiedzi filmowych na listopad. Zróżnicowany wybór tytułów, jak to mówią - każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

więcej »

Polecamy

Patriotyzm lokalny. Z grubsza.

Z filmu wyjęte:

Patriotyzm lokalny. Z grubsza.
— Jarosław Loretz

Śmigłowiec rzecz droga
— Jarosław Loretz

Samochód rzecz święta
— Jarosław Loretz

Idea wiecznie żywa
— Jarosław Loretz

Dalekowschodnie nauki
— Jarosław Loretz

Jubileuszowy ptak
— Jarosław Loretz

Jak w plener, to z przyjaciółmi
— Jarosław Loretz

Pamiętajcie o higienie!
— Jarosław Loretz

Dom jak malowanie
— Jarosław Loretz

Po szkielecie poznasz ich
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Z tego cyklu

Patriotyzm lokalny. Z grubsza.
— Jarosław Loretz

Śmigłowiec rzecz droga
— Jarosław Loretz

Samochód rzecz święta
— Jarosław Loretz

Dalekowschodnie nauki
— Jarosław Loretz

Jubileuszowy ptak
— Jarosław Loretz

Jak w plener, to z przyjaciółmi
— Jarosław Loretz

Pamiętajcie o higienie!
— Jarosław Loretz

Dom jak malowanie
— Jarosław Loretz

Po szkielecie poznasz ich
— Jarosław Loretz

Uwaga na glizdoludzi!
— Jarosław Loretz

Tegoż autora

Niania średnio tania
— Jarosław Loretz

Krótko o filmach: Ciałem y duchem
— Jarosław Loretz

Krótko o książkach: Lektura w splotach
— Jarosław Loretz

Klasyka gryziona po kostkach
— Jarosław Loretz

Wizyta w raju. Ponoć.
— Jarosław Loretz

Bazarki z kosmosu
— Jarosław Loretz

Krótko o książkach: I wśród hałd może być kolorowo
— Jarosław Loretz

Międzygwiezdne czułości
— Jarosław Loretz

Święto zmarłych na ckliwie
— Jarosław Loretz

Brudne szpony bioenergoterapeutów
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.