Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 lutego 2020
w Esensji w Esensjopedii

Z filmu wyjęte: Śmigłowiec rzecz droga

Esensja.pl
Esensja.pl
Co zrobić, gdy w filmie potrzebny jest helikopter, ale ekipa nie za bardzo ma skąd wyskrobać na niego pieniądze…?

Jarosław Loretz

Z filmu wyjęte: Śmigłowiec rzecz droga

Co zrobić, gdy w filmie potrzebny jest helikopter, ale ekipa nie za bardzo ma skąd wyskrobać na niego pieniądze…?
Zostańmy jeszcze na chwilę w Indiach, kraju, gdzie każdy zmechanizowany wehikuł był swego czasu na wagę złota. Nawet ten tandetnie zbudowany. Jak ustaliliśmy w poprzednim odcinku cyklu, samochody cieszyły się w tamtym rejonie uwielbieniem swoich właścicieli i jeśli kiedykolwiek kończyły w płomieniach (naturalnie mówimy o przemyśle filmowym), to wyłącznie jako wybebeszone z wszelkich użytecznych elementów skorupy. Podobną czcią otaczano maszyny latające, z tym że w ich przypadku nikt o zdrowych zmysłach nawet nie śmiał zasugerować, że w scenariuszu mogłaby znaleźć się scena ich rozbicia. Dlaczego? Ano – w Indiach siódmej i ósmej dekady XX wieku śmigłowce i samoloty były niebywałą rzadkością, niedostępną zwykłym śmiertelnikom. Oczywiście jeśli nie liczyć urzędników wysokiego szczebla oraz pilotów wojskowych. W efekcie, jeśli w scenariuszu przewidziano jakieś lotnicze ekscesy, ekipa najczęściej jechała za granicę – na przykład do Anglii albo na Mauritius – i tam wynajmowała samolot czy śmigłowiec.
Naturalnie możliwości takie mieli tylko filmowcy z odpowiednim zapleczem finansowym. Ci biedniejsi musieli kombinować. Za jeden z najbardziej kuriozalnych przykładów takiego kombinowania można uznać zrealizowany w 1983 roku tamilski film „Sattam” (po polsku z grubsza „Prawo”). Jest to tani remake starszego o trzy lata, nakręconego w hindi1) thrillera „Dostana” („Przyjaźń”), mającego już dzisiaj status klasyka. Fabuła obu filmów jest zasadniczo taka sama. Ich bohaterami są dwaj serdeczni przyjaciele: policjant (w „Dostanie” Amitabh Bachchan) i adwokat (tamże: Shatrughan Sinha). Gdy obaj zakochują się w jednej kobiecie, policjant z grzeczności wycofuje się z umizgów. Niestety, ponieważ śliski mocodawca adwokata ma jakiś interes w skłóceniu przyjaciół (m.in. chodzi o ucięcie przecieków o przemycie złota), podrzuca adwokatowi zdjęcia ze spotkania policjanta ze wspomnianą kobietą, co na pewien czas – praktycznie do finału filmu – kończy przyjaźń. Reszta to ganianie policjanta za różnymi bandziorami, zakończone „rozbuchaną” finałową walką, w poczet której wchodzi pościg samochodu i śmigłowca za próbującą wystartować awionetką.
Podczas gdy „Dostana”, z kilkoma samochodowymi pościgami i kręconą w Anglii sceną lotniskową, aż pachnie pieniędzmi, to „Sattam"… no cóż… Pachnie tym, czym pachną dżentelmeni nocujący w kartonach. Budżet filmu był tak skąpy, że wszelkie sceny pościgów po prostu żywcem przeklejono ze starszego filmu, dodając tylko sekwencje wsiadania bohatera – granego oczywiście przez kogoś zupełnie innego – do samochodu o mniej więcej podobnym kolorze karoserii, co w oryginale. Oczywiście nie mogło być w tym momencie mowy o jakimkolwiek śmigłowcu, więc do scen lotniczych – istotnych, bo z płóz śmigłowca zwisał w „Dostanie” Bachchan – użyto zawieszonej na dźwigu, wymalowanej na biało blaszanej, kwadratowej platformy z dokręconymi prymitywnymi bardziej pływakami niż płozami. Rzecz może by się nawet nie wydała, ale taśma filmowa była droga, a ekipa pewnie kiepsko opłacana, więc machnięto ręką i nie nakręcono dubla w sytuacji, gdy wiatr wepchnął platformę głębiej w kadr kamery, pokazując, że płozy i brzuch śmigłowca może i są, ale reszta maszyny poszła sobie na kawę.
W efekcie „Dostanę” ogląda się dziś średnio, choć w miarę przyjemnie (z biegiem czasu nabrała interesującego posmaku kiczu), natomiast tamilski „Sattam” – słabo zagrany, fatalnie zrealizowany i literalnie drętwy – należałoby czym prędzej gdzieś zakopać, zalać betonem, a kopczyk obsadzić barszczem Sosnowskiego.
koniec
4 listopada 2019
1) Jest to dość nietypowa praktyka, bo zazwyczaj kopiowanie fabuł szło w drugą stronę: najpierw powstawał w miarę surowy, nieco bliższy europejskiemu kinu film w języku tamilskim bądź telugu, a dopiero potem kręcono dosłodzoną, dopiosenkowaną wersję w hindi.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Zupa z wkładką
Jarosław Loretz

17 II 2020

Przysłowiowe wkładki mięsne w zupie to utrapienie dziś już nie tak częste, jak ongiś, ale wciąż wiosłująca łapkami w posiłku mucha czy osa może przykuć naszą uwagę. Kiedyś trafiały się też wkładki większe, jak choćby myszy. Ileż wówczas wrzasku! A pomyśleć, co by się działo, gdyby ktoś rzeczywiście trafił na wkładkę z dzisiejszego kadru…

więcej »

Z filmu wyjęte: (Nie)życie toczy się dalej
Jarosław Loretz

10 II 2020

Co robią zombie, gdy nie śledzi ich obiektyw kamery hollywoodzkiego zdjęciowca? No cóż, niekoniecznie ganiają za świeżymi mózgami…

więcej »

Do kina marsz: Luty 2020
Esensja

7 II 2020

Luty w kinach nie zapowiada się jakoś rewelacyjnie, ale kilka propozycji wygląda interesująco.

więcej »

Polecamy

Alejandro González Iñárritu. Babel.

Do sedna:

Alejandro González Iñárritu. Babel.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. 21 gramów.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Amores perros.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky „mother!”
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Noe: Wybrany przez Boga
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Czarny łabędź.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Zapaśnik.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Źródło
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Requiem dla snu
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Pi
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Zupa z wkładką
— Jarosław Loretz

(Nie)życie toczy się dalej
— Jarosław Loretz

Planowanie na szybko
— Jarosław Loretz

Obcy po taniości
— Jarosław Loretz

Śliczne japońskie domki
— Jarosław Loretz

Zygzakiem po Neapolu
— Jarosław Loretz

Uwaga, przejście dla pieszych! Do wtorku.
— Jarosław Loretz

Fajerwerki półproduktowe
— Jarosław Loretz

Polska technologia w „Star Treku”
— Jarosław Loretz

Studzienne refleksje
— Jarosław Loretz

Tegoż autora

Nazwobójca
— Jarosław Loretz

Siódma dusza po kisielu
— Jarosław Loretz

Wąż zwany Hydrą
— Jarosław Loretz

Pół-wampiry i pół-Niemcy
— Jarosław Loretz

Kiedy rozum śpi, budzą się upiory
— Jarosław Loretz

Światło wiekuiste
— Jarosław Loretz

Pożegnania 2019 (4/4)
— Jarosław Loretz

Pożegnania 2019 (3/4)
— Jarosław Loretz

Pożegnania 2019 (2/4)
— Jarosław Loretz

Pożegnania 2019 (1/4)
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.