Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 5 grudnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Z filmu wyjęte: Fajerwerki półproduktowe

Esensja.pl
Esensja.pl
Zbliża się Nowy Rok, proponuję więc kadr z materiałami pirotechniczymi. Nie do końca jednak użytecznymi.

Jarosław Loretz

Z filmu wyjęte: Fajerwerki półproduktowe

Zbliża się Nowy Rok, proponuję więc kadr z materiałami pirotechniczymi. Nie do końca jednak użytecznymi.
Kino indyjskie dawniejszych lat – w rozumieniu przynajmniej dwóch dekad wstecz – było kinem cierpiącym na brak wszystkiego poza entuzjazmem. Kamery bywały przeciętne, taśmy filmowe przypadkowe, operatorzy z łapanki (to akurat nie zmieniło się do dziś), scenarzyści leniwi, kule pistoletowe i karabinowe latały wyłącznie w wyobraźni, a koncepcja specjalisty od scenografii dopiero się wykluwała, bo najpierw trzeba było wrzucić do encyklopedii słowo „scenograf”. W efekcie co i rusz trafiały się w tamtejszych filmach kuriozalne kwiatki, które w połączeniu z uporczywymi pląsami i śpiewem raczej budziły u zagranicznego widza wesołość niż zainteresowanie przebiegiem fabuły.
Nie jest w tej kwestii żadnym wyjątkiem nakręcony w 1995 roku film „Rozgrywka” (w oryginale „Baazi”). Początkowo historia jest całkiem przyjemnie zrobiona, tym bardziej, że głównego bohatera, młodego policjanta z ambicjami oczyszczenia kraju z terrorystycznej bandyterki, gra przesympatyczny Aamir Khan. Gdy do wątku sensacyjnego, obfitującego w strzelaniny i mordobicia, dołącza wątek romantyczny, robi się jeszcze milej, bo na zadurzone w bohaterze dziewczę, dziennikarkę z zawodu, wybrano śliczną Mamtę Kulkarni. Niestety, z grubsza w połowie wszystko to idzie w rurę. Tępieni przez bohatera bandyci, niezdolni do zaszantażowania go (rodzice kiedyś zamordowani, brak rodzeństwa, brak narzeczonej), wrabiają go w morderstwo córki przychylnego dotąd bohaterowi oficjela. Fabuła zaczyna się rwać (dziwna strzelanina na komendzie, późniejszy powrót na służbę), scenarzysta jak z rękawa sypie dziwnymi pomysłami (podrabiane odciski palców), a intryga dociera do chwili, gdy całość wciąga na fabularny tyłek gatki „Szklanej pułapki”.
W tym momencie kicz wylewa się każdą szparą monitora, bo nie dość, że terroryści są bladym cieniem tych z oryginalnej, hollywoodzkiej produkcji, że bohaterowi naprawdę jest daleko do Bruce′a Willisa, to jeszcze spróbowano weprzeć widzowi, że wielkie, jasno oświetlone, dobrze wyposażone biurowe sale, z całą wiązką korytarzy wind i schodów, mieszczą się w niewykończonym, betonowym ogryzku o kilku piętrach, z których każde ma może ze 40 metrów kwadratowych powierzchni. A wisienką na torcie – dosłownie! – jest sklecony z dykty „śmigłowiec”, przyszpilony na szczycie „wieżowca”. A ponieważ jest z dykty, bez skrępowania można go było na koniec spalić.
Finisz całej historii jest po prostu zniewalająco żenujący, co jest przykre zważywszy na to, że pierwsza połowa filmu była naprawdę przyjemna, a chwilami nawet dowcipna. W sposób intencjonalny, żeby nie było.
Co zaś mieści się na dzisiejszym kadrze? Otóż jest to KONTRABANDA. Ale po kolei. W filmie bohater zatrzymuje na szosie – w zasadzie jednym strzałem – cysternę, i żeby udowodnić obecnym w pobliżu policjantom, że zatrzymanie było słuszne, strzela w korpus zbiornika. Z pistoletu. Oczywiście nic nie wybucha, bo przez dziurę wysypują się karabinowe naboje (w sumie to głowy bym nie dał, że nie da się takiego naboju odpalić pistoletową kulą, zwłaszcza rykoszetującą po obłych ściankach zbiornika), będące częścią przemycanej w środku kontrabandy. I pięknie, tyle że: a) wysypują się nie tyle naboje, ile puste łuski, których posiadanie raczej nie jest zakazane; b) dziura po „pistoletowej kuli” posiada rozczulająco monstrualne rozmiary (będzie chyba z 10 centymetrów, i to w grubej blasze) i jest równiutko przycięta; c) we wnętrzu „zbiornika” jest całkiem jasno, co oznacza, że ów „zbiornik” był tylko położoną na bok ćwiartką jakiegoś bojlera, w której siedział dżentelmen podsypujący z torebki „kontrabandę”. Bo oczywiście łuski lecą wąskim strumyczkiem. Żeby w ogóle leciały, a nie ugrzęzły wiązką w wylocie.
W ten czy inny sposób „Rozgrywka” potrafi więc zapewnić trochę rozrywki, aczkolwiek uprzedzam, że finałowi bliżej jest do festiwalu obciachu niż do zwieńczenia sensacyjnej intrygi.
koniec
30 grudnia 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nie przegap: Listopad 2020
Esensja

30 XI 2020

Gdzieniegdzie spadł juz pierwszy śnieg, najwyższy czas zaopatrzyć się w rozrywkę na zimowe wieczory. Lektura naszych listopadowych recenzji może pomóc wam w wyborze.

więcej »

Z filmu wyjęte: Widz? Jaki widz?
Jarosław Loretz

30 XI 2020

Próby straszenia epoką lodowcową niektórym wychodzą lepiej, a niektórym… no cóż, wcale.

więcej »

Z filmu wyjęte: Jurajska uczta
Jarosław Loretz

23 XI 2020

W przypadku, gdyby kiedykolwiek na ulicach naszych miast (i wsi) pojawiły się nieduże żarłoczne dinozaury, twórcy filmowi spieszą z instruktażem, które części ciała należy chronić w pierwszej kolejności. I nie, wcale nie chodzi o oczy. Większymi z gadów nie ma się przy tym co przejmować – nie będą wybrzydzać i po prostu połkną człowieka w całości.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Widz? Jaki widz?
— Jarosław Loretz

Jurajska uczta
— Jarosław Loretz

Bracia w technologii
— Jarosław Loretz

Wtopić się w tłum
— Jarosław Loretz

Wbrew regułom
— Jarosław Loretz

Herosem będąc
— Jarosław Loretz

Ogień (bez)nadziei
— Jarosław Loretz

Skrawkowy rekin
— Jarosław Loretz

Pośladkowampiry, czyli jak nie być oryginalnym
— Jarosław Loretz

Poznaj wiek wampira po słojach jego
— Jarosław Loretz

Tegoż autora

Podboje i wyboje
— Jarosław Loretz

Wątpliwa reklamówka
— Jarosław Loretz

Krok w dobrą złą stronę
— Jarosław Loretz

Zabiedzona flota: Nielotny
— Jarosław Loretz

Kryminalna grabież czasu
— Jarosław Loretz

Anioł w zielonych kaloszach
— Jarosław Loretz

Krótko o książkach: Wiedźma na słodko
— Jarosław Loretz

Nazwobójca
— Jarosław Loretz

Siódma dusza po kisielu
— Jarosław Loretz

Wąż zwany Hydrą
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.