Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 stycznia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CXCII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray

więcej »

Zapowiedzi

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

50 najlepszych filmów 2019 roku

Esensja.pl
Esensja.pl
« 1 2 3 4 5 »

Esensja

50 najlepszych filmów 2019 roku

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
40. Baranek Shaun. Farmageddon
(2019, reż. Will Becher, Richard Phelan)
„Farmageddon” zaczyna się z rozmachem – na innej planecie. Mały latający spodek przybywa na Ziemię, ląduje w angielskim lesie, czego świadkiem jest samotny miłośnik frytek z lokalnego fast fooda. Jedyny pasażer statku opuszcza pokład i… oczywiście trafia na farmę, na której akurat Shaun testuje różne pomysły na urozmaicenie owczego życia i (przy okazji) wkurzenie Bitzera. Szybko okazuje się, że przybysz nie jest żadnym Obcym czy Predatorem, a jedynie niespecjalnie samodzielną młodą kosmitką, która w swą podróż wyruszyła niejako przypadkiem i tak naprawdę trzeba jej pomóc wrócić na rodzinną planetę. Czym zajmie się oczywiście Shaun. A w tym czasie właściciel farmy wpadnie na genialny pomysł monetyzowania kosmicznej wizyty.
Fabuła nie należydo najoryginalniejszych i w gruncie rzeczy jest całkiem przewidywalna. Nie zabraknie „phone home”, nie zabraknie ekipy rządowych tropicieli kosmitów. Nie zabraknie licznych nawiązań do ufologicznej klasyki – oprócz dominującego „E.T.” nie zabraknie też „Bliskich spotkań trzeciego stopnia”, „Z Archiwum X”, ale też „2001: Odysei kosmicznej” czy też zapomnianego już „Spotkania” („The Arrival”, 1996). Przyznać należy, że cytaty wplecione są w fabułę elegancko i sprytne i nie sprawiają wrażenia odcinania kuponów. Liczne nawiązania popkulturowe są zresztą znakiem rozpoznawczym nie tylko „Baranka Shauna”, ale i całej twórczości studia Aardman.
„Farmageddon” najlepszy jest gdy nabija się z fantastycznonaukowej i ufologicznej konwencji. Gdy żartuje z kręgów w zbożu, gdy wprowadza ekipę poszukiwaczy kosmitów cały czas chodzących w zasłaniających całe ciało sterylnych kombinezonach, gdy w ich siedzibie dumna tablica podaje liczbę schwytanych latających spodków (zmienia się od 0000 do 0001, by z powrotem – nie bez łez – spaść na zero). A poza tym? Nawiązania do klasyków dla wtajemniczonych, obowiązkowe zabawne potyczki między Shaunem i Bitzerem i bardzo ciepła, sympatyczna nieskomplikowana fabuła dla całej rodziny.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
39. (Nie)znajomi
(2019, reż. Tadeusz Sliwa)
Polski remake w swym głównym założeniu jest wierny oryginałowi. Pewnego wieczoru na kolacji spotyka się siódemka znajomych – dwa małżeństwa, para, która chodzi ze sobą od niedawno i jedna osoba, która miała przyjść z partnerką, ale ta się rozchorowała. Wszyscy sprawiają wrażenie dobrze poukładanych osób, żyjących w stabilnych związkach, może z drobnymi przywarami, ale bez większych sekretów. Rozmowa schodzi na temat telefonów komórkowych – a konkretnie tego, co ludzie w nich mogą ukrywać. Jedna z uczestniczek kolacji proponuje grę: przez cały wieczór każdy ma ujawniać wszystkie SMS-y i MMS-y, które do niego przychodzą, a wszystkie rozmowy ma przeprowadzać z włączonym głośnikiem, tak by wszyscy mogli je słyszeć. Z pewnymi oporami ekipa godzi się na tę grę.
Co jest zaskakujące to fakt, że nawet gdy znamy włoski pierwowzór (jak autor tej recenzji), to i tak filmy będziemy obserwować z dużym zainteresowaniem. Zaryzykuję wręcz twierdzenie, że podczas gdy „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” był przede wszystkim ciekawą zabawą formalną, polska wersja porusza realne problemy i tematy. Z jednej strony decyduje o tym udane osadzenie filmu w realiach polskiej klasy średniej (nie ma tu zgrzytu, przeniesienie fabuły w polskie warunki udaje się zupełnie bezboleśnie) z jej wszystkimi obawami i napięciami, z drugiej – znakomite wykonanie. Reżyseria jest pierwszorzędna, aktorstwo znakomite. Dobrze radzi sobie jak zwykle Tomasz Kot i Kasia Smutniak, dają radę Michał Żurawski i Aleksandra Domańska, świetny jest wcielający się w jedynego samotnika Wojtka Wojciech Żołądkowicz, ale show kradną Łukasz Simlat i Maja Ostaszewska. On jest znakomity przez cały film, ona powoli się rozkręca, ale w finale daje prawdziwy koncert aktorstwa, poruszając widza i nadając filmowi dużo poważniejszego wydźwięku niż by się mogło wydawać. Do tego obecny w oryginale wątek homoseksualny wybrzmiewa dużo dobitniej we współczesnej Polsce, a i rezygnacja z wzięcia całości w nawias w finale, jaka miała miejsce w pierwowzorze, wychodzi filmowi na dobre. W sumie więc „(Nie)znajomi” stają się nieoczekiwanie silnym argumentem za kręceniem remake’ów.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
38. Free Solo
(2018, reż. Jimmy Chin, Elizabeth Chai Vasarhelyi)
Film udanie balansuje między zarysowaniem sylwetki Honnolda, a relacją z pionierskiej wspinaczki. Opowieść o głównym bohaterze filmu ukazuje go z sympatią, ale też szczerze, bez ukrywania, że dla wielu osób może być on osobą zbyt ekscentryczną. Honnold nie ukrywa, że najprawdopodobniej ma lekki syndrom Aspergera, że relacje z innymi ludźmi nie układają mu się idealnie, że woli samotność w górach i nie potrafi żyć bez wspinaczkowych emocji. Do tego dochodzi podany na chłodno szokujący fakt – zdecydowana większość wspinaczkowych znajomych Honnolda już nie żyje, zginęli oczywiście w górach. Tym bardziej zaskakujące jest, że Alexowi udaj się stworzyć związek z sympatyczną Sanni McCandles, choć jest to związek na jego warunkach. Sanni musi zaakceptować fakt, że góry dla Alexa zawsze będą najważniejsze, że będzie musiała wciąż niepokoić się, czy jej chłopak wyjdzie żywy z kolejnej wyprawy, a nawet zaakceptować fakt, że z Alex jawnie mówi, że nie może zakładać, że zawsze będą razem. Sam zdaje się czerpać z tego związku ciepło, ale też nie opuszczają go myśli, czy aby na pewno jest to dobre dla jego pasji. Czy kobieta u jego boku nie będzie go rozpraszała, czy pojawiające się kontuzje nie są aby efektem odejścia od samotnego stylu życia. Ale jednak związek zdaje się być udany i dla obojga satysfakcjonujący.
Ale to z pewnością nie warstwa obyczajowa zadecydowała o sukcesie „Free Solo” i Oscarze dla najlepszego dokumentu 2018 roku. Film jest bowiem przede wszystkim opowieścią o ataku na El Capitan. O przygotowywaniach, planach i z finałową, dwudziestominutową, zapierającą dech w piersiach relacją z samej wspinaczki. To niesamowite filmowe osiągnięcie – bowiem przed ekipą stał dylemat, w jaki sposób nagrywać wyczyn Honnolda, by nie wpłynąć na jego decyzje, by jakiś element – choćby obecność członka ekipy, czy zbyt blisko przelatujący dron – nie doprowadził do tragedii. Emocje ekipy oglądającej całą akcję są szczere, ale przy tym udaje się też nakręcić naprawdę niesamowity materiał, pokazujący zarówno wspinaczkową technikę, decyzje, jakie muszą być podejmowane, ale też nieprawdopodobne ujęcia przyrody, przepaści, wysokości i ogromy ryzyka, jakie podejmuje Honnold. Chociaż widz wie, jaki będzie finał (nikt przecież nie będzie pokazywał na ekranie autentycznej śmierci) i tak siedzi na krawędzi fotela podczas niesamowitej finałowej sekwencji, niosącej w sobie nie mniej emocji niż niejeden film akcji.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
37. Boże ciało
(2019, reż. Jan Komasa)
Jan Komasa to w polskiej kinematografii twórca o bodaj najbardziej hollywoodzkiej wrażliwości. To nie jest zarzut: ten reżyser wie, że język i schematy współczesnego, popularnego kina wcale nie muszą umniejszać wagi podejmowanych tematów. I jakkolwiek rezultaty poprzednich prób Komasy bywały połowicznie satysfakcjonujące – „Sala samobójców” i „Miasto 44” lepsze wrażenie robiły raczej na poziomie pojedynczych scen, niż całości – tak „Boże ciało” okazuje się filmem dojrzałym, w którym reżyser skutecznie powściągnął pewne skłonności do efekciarstwa. Fabuła inspirowana jest prawdziwą historią chłopaka z zakładu poprawczego, który podszywał się pod księdza – ktoś mógłby zrobić z tego zaangażowane kino społeczne, ktoś inny kolejną krytykę polskiego kościoła. Komasa niby korzysta z jednego i drugiego, ale wydaje się być zupełnie poza polskimi, lokalnymi kontekstami – przy niewielkich zmianach w scenariuszu, tę historię można by opowiedzieć w Szwecji czy w Ohio; na boisku, w chórze czy w szkole. Każde z tych miejsc może się stać tłem do opowieści o wspólnocie przechodzącej traumę, potrzebującej spoiwa; o rodzącym się dobru i chęci pomagania innym. „Boże ciało” jest filmem o takim chrześcijaństwie, którego istota tkwi poza religijnymi zakazami, paciorkami i formułkami – które może posługiwać się hiphopowym językiem, tańcem, terapeutycznym krzykiem. Które na dobrą sprawę nie potrzebuje instytucjonalnego Kościoła – choć, co Komasa zabawnie zauważa, to jednak założenie przez bohatera sutanny daje mu posłuch i budzi zaufanie konieczne do wniknięcia w społeczność i zmierzenia się z jej problemami. Pisząc o „Bożym Ciele” nie można nie wspomnieć o znakomitych aktorach – fantastyczny w roli głównej jest Bartosz Bielenia, chłopak, którego fizys na zawsze powinna predestynować do ról psychopatów, tworzy wiarygodną, przejmującą kreację trochę cwaniaka-bandyty, trochę outsidera, który niespodziewanie odnajduje powołanie; znakomite są również Eliza Rycembel i Aleksandra Konieczna. Może film Komasy ostatecznie nie jest produkcją, która nie budzi żadnych wątpliwości – ale chyba największą z nich pozostaje pytanie, jakim sposobem to „Boże ciało” nie wyjechało z festiwalu w Gdyni ze Złotym Lwem.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
36. Spider-Man: Daleko od domu
(2019, reż. Jon Watts)
W kolejnym filmie z Uniwersum Marvela twórcy poszli kilkoma tropami jednocześnie – połączyli motywy „Amerykanina w Europie”, nastoletniej, licealnej miłości i superbohaterskiego, pełnego zagrożeń kina akcji. O dziwo, udało się to bez większych zgrzytów. Spider-Man z twarzą Toma Hollanda jest nadal najlepszym z dotychczasowych Pajączków i mimo jego 23 lat można nadal uwierzyć w szesnastoletniość ekranowego Petera, nieporadność w kontaktach z dziewczynami oraz naiwność. Dzięki temu elementy komiczne, ograne zarówno w serii National Lampoon z Chevym Chase’em, jak i w nastoletnich, szkolnych komediach Johna Hughesa, nie rażą – czy jest to niespodziewane zauroczenie, czy przesądny nauczyciel, czy też hołd wideo dla zmarłych Avengersów, opisany Comic Sansem.
Jednocześnie film porusza (choć bez przesadnego patosu) poważne kwestie: cyfrowego szantażu, manipulacji obrazem, pojęcia prawdy (aż chciałoby się powiedzieć: jest prawda czasów, o których mówimy, i prawda ekranu, prawda…). To, co na małą skalę robi jeden z kolegów Petera z klasy w szwajcarskim zajeździe, na dużą skalę robi przeciwnik Spideya na ulicach Londynu, szermując tym samym orężem – manipulacją i kontekstem, w którym umieszczane są teoretycznie jednoznaczne obrazy.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
35. I młodzi pozostaną
(2018, reż. Peter Jackson)
Nowozelandzki twórca nie chciał w swym filmie opowiadać całego tła konfliktu, politycznych przyczyn za nim stojących, przebiegu działań wojennych. „I młodzi pozostaną” (tytuł zapożyczony ze słynnego wiersza Lawrence’a Binyona „Dla poległych”, napisanego już po pierwszych kilku tygodniach wojny) to w zamierzeniu Jacksona opowieść o żołnierskim doświadczeniu, żołnierskim losie. Film zdaje się być podzielony na pięć nieformalnych części: zaciąg, szkolenie, życie w okopach, życie na tyłach, szturm i walka, zakończenie wojny i powrót do domu tych, którzy ocaleli. Wszystko to opowiedziane z punktu widzenia żołnierza brytyjskiego, ale Peter Jackson podkreśla, że tak jest tylko ze względów narracyjnych – wprowadzenie opowieści z punktu widzenia innej armii mogłoby skomplikować film, a nie wniosło by wiele do samej opowieści. Bo według twórcy ten zbiór doświadczeń jest właściwy dla każdej nacji, która brała udział w Wielkiej Wojnie i film jest poświęcony pamięci żołnierzy wszystkich narodowości walczących w tym konflikcie.
Realizacja naprawdę rzuca na kolana. Stare dokumenty są znakomicie dobrane do tematów, a wywiady z żołnierzami wyglądają, jakby były nagrywane bezpośrednio do pokazywanych scenek. Nie każdy temat był oczywiście utrwalony na filmach. Gdy mowa o wizytach w burdelach (z bliżej niewiadomych powodów, nikt w latach 1914-18 nie kręcił o tym dokumentów), ilustrowane jest to satyrycznymi rysunkami z epoki. Większy problem jest ze scenami walk. Oczywiście i podczas tego nikt nie biegał z kamerą (najwyżej pokazywany jest moment wyjścia z okopów, bądź artyleryjskiego ostrzału), a wiadomo, że są to kwestie absolutnie kluczowe dla opowieści o I wojnie światowej. Zdecydowano się wykorzystać ilustracje propagandowe z epoki, z nałożonymi na nie najbardziej wstrząsającymi opisami. Pokazano też pobitewne zwłoki żołnierzy, skontrastowane z uśmiechniętymi twarzami młodych chłopców ze scen spoza bitewnego pola. Efekt jest piorunujący. Ale też część „bitewna”, choć oczywiście najważniejsza i najbardziej intensywna nie jest jedyną, w której budzą się silne emocje. Rekrutacja 15- i 16-latków, męczarnie szkoleń, piekło życia w okopach też mogą wywrzeć silny wrażenie na widzu. Zwłaszcza ten ostatni temat, symbol zmagań w I wojnie światowej, pokazany jest w filmie z naturalistyczną dosłownością. Mowa o nieustannym zagrożeniu, strachu, wszędzie czyhającej śmierci. Mowa o warunkach życia, o spaniu na ziemi, o wodzie zalewającej okopy, w której tonęli żołnierze, o smrodzie, braku higieny, zapachu rozkładających się zwłok. Mowa o śmiertelnym zmęczeniu, wycieńczeniu organizmu, chorobach i wyniszczonej psychice. O nieludzkim doświadczeniu, które na zawsze odbiło się na pokoleniu dorastającym w tym czasie. Oczywiście dotyczy to tych, którzy przeżyli, bo ponad milion brytyjskich żołnierzy do domu już nie wróciło. A ci, którzy przeżyli, nie potrafili już wrócić do normalnego świata. Jednego jednak byli pewni – że tak straszliwe doświadczenie musi spowodować, że ten konflikt będzie Wojną, Która Zakończy Wszystkie Wojny…
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
34. Świadkowie Putina
(2018, reż. Witalij Manski)
„Świadkowie Putina” to taki trochę, można rzec, spin-off innego dokumentu – filmu, jaki kręcił na przełomie roku 1999 i 2000 Witalij Manski na temat ówczesnych wyborów prezydenckich w Rosji i pierwszych miesięcy rządów Władimira Putina. Mając wstęp za kulisy, mógł filmować sztab wyborczy przyszłego władcy Rosji, spędził też czas z oczekującym na wyniki wraz ze swą rodziną Borysem Jelcynem, miał też możliwość rozmawiania z Putinem po jego pierwszych prezydenckich decyzjach. Po latach sięgnął po te materiały, dodał w niektórych miejscach swój komentarz z offu i zaprezentował jako „Świadków Putnina”.
Bardzo ciekawe jest to historyczne spojrzenie na czas, w którym kształtował się obraz współczesnej Rosji. Rzuca się w oczy pewien niepokój podczas oczekiwania na wyniki wyborów, czyli rzecz współcześnie raczej zupełnie niemożliwa, co świadczy, że jakieś zalążki demokracji mogły w Rosji wówczas kiełkować, ale późniejsze lata skutecznie – co podkreśla Manski – cofnęły kraj do starych, dobrych czasów. Świetnie wypada obraz Jelcyna, który namaszcza przecież Putina na stanowisko, a potem, co widać w filmie, zostaje przez niego odtrącony już jako niepotrzebny balast. W rozmowach z Putinem jest on nieodgadniony, ale jeszcze wówczas pozujący na demokratę. Manski zdaje się przedstawiać zwrotny moment dziejowy, jako czas, w którym jeszcze Rosja mogła pójść w zupełnie różnych kierunkach. Czy była szansa, by wszystko potoczyło się inaczej?
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
33. Kafarnaum
(2018, reż. Nadine Labaki)
Wyreżyserowane przez libańską reżyserkę Nadine Labaki „Kafarnaum” to poruszający obraz przyspieszonego dorastania w biednej dzielnicy Bejrutu. Zaledwie 12-letni Zain (niesamowity naturszczyk Zain Al Rafeea) pozywa swoich rodziców za to, że się urodził. Co doprowadziło go do tak desperackiego kroku? Jak musi wyglądać czyjeś dzieciństwo, żeby zdecydować się na coś takiego? Otóż bohater tak naprawdę nie ma możliwości przeżycia prawdziwego dzieciństwa. Po druzgocących wydarzeniach rodzinnych musi sam o siebie zadbać.
Pokazanie biednej dzielnicy z wykorzystaniem dynamicznego montażu i kamery z ręki może kojarzyć się z nagrodzonym Oscarem filmem Danny′ego Boyle′a „Slumdog. Milioner z ulicy”. Libańska reżyserka nie korzysta jednak z teledyskowej estetyki, ponieważ bardziej zależy jej na realistycznej konwencji. W bardzo ciekawy sposób pokazuje relację Zaina z dzieckiem, które jeszcze nie potrafi mówić. Bohater zaczyna zastępować mu rodzica, a film niespodziewanie skręca w rejony kina drogi oraz komedii kumpelskiej. Najlepsze sceny to te, w których wędrują razem po ulicach i próbują sobie poradzić w otaczającej ich rzeczywistości.
„Kafarnaum” przedstawia na tyle skrajną sytuację, że łatwo zarzucić tej produkcji emocjonalne szantażowanie widza. Tylko że kiedy rodzice odwracają się od własnych dzieci, a cały system państwowy pozostaje milczący, to jak można opowiedzieć o tym inaczej? Labaki nie stosuje półśrodków i pragnie potrząsnąć odbiorcami na tyle, żeby wyszli ze strefy komfortu i spojrzeli na zupełnie inne realia. Dosłownie przemawia głosem opuszczonych, zostawionych na pastwę losu, ponieważ sama wciela się w rolę filmowej adwokatki chłopaka.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
32. Irlandczyk
(2019, reż. Martin Scorsese)
Oglądanie „Irlandczyka” Martina Scorsese nie należy do najłatwiejszych doświadczeń – nie tylko dlatego, że cały seans trwa trzy i pół godziny. Niełatwo przyzwyczaić się do komputerowego odmłodzenia aktorów – Robert De Niro jest grubo po siedemdziesiątce i niestety, choć spece od CGI dwoili się i troili, nie porusza się jak mężczyzna o ćwierć, czy o pół wieku młodszy. Gdy tylko uda się nam przezwyciężyć wrażenie sztuczności, pojawia się kolejny problem – już gdzieś widzieliśmy te miejsca, sytuacje, takich bohaterów. Długo wydaje się, że Scorsese, przy pomocy aktorów ze swoich najsłynniejszych filmów, próbuje nakręcić jeszcze jedną, typową gangsterską historię – i choć nie można „Irlandczykowi” odmówić rozmachu, trudno znaleźć w nim ślady tej samej werwy, która cechowała „Chłopców z ferajny” czy „Kasyno”. Na tle tych tytułów „Irlandczyk” wypadać może niemal jako kino starcze. Tyle że właśnie w tym sęk – najnowszy film reżysera nie chce się ścigać z „Chłopcami z ferajny”; im dłużej trwa seans, tym bliżej tu refleksjom i nastrojowi rodem z religijnych filmów reżysera: „Milczenia” czy „Kundun”. Opowieść o Franku Sheeranie, mafijnym mordercy, który nie zadawał pytań, tylko robił, co mu kazano, z czasem zamienia się w film o stojącym u progu śmierci mężczyźnie, który orientuje się, że może dla spokoju duszy kilka pytań powinien sobie jednak przez te wszystkie lata zadać – i że teraz może być już na to zbyt trudno i zbyt późno. Rozpisana na kilka dekad historia Sheerana to też kawał historii USA – bohater nie jest może aktorem najważniejszych wydarzeń z drugiej połowy XX wieku – wygrana JFK w wyborach prezydenckich, klęska inwazji w Zatoce Świń, zamach w Dallas, dojście do władzy Nixona – ale nie pozostają one bez wpływu na jego życie (a, jak się okazuje, chwilami zbieżne interesy polityków i mafii, powodowały, że bohater stał od tych wydarzeń naprawdę niedaleko). Przy wszystkich wątpliwościach co do odmładzania obsady, De Niro, Joe Pesci i Al Pacino grają tu jedne z najlepszych swoich ról w ostatnich latach.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
31. Szczęśliwy Lazzaro
(2018, reż. Alice Rohrwacher)
Tytułowy bohater prowadzi nieskomplikowane życie w odizolowanej od świata zewnętrznego wiejskiej społeczności. Ze zdziwieniem obserwujemy , że wszyscy mieszkańcy Inviolaty są nie tylko uzależnieni ekonomicznie od markizy Alfonsiny de Luny, ale nie zdają sobie sprawy z przemian, jakie zaszły we Włoszech. W efekcie chociaż obecne są tutaj pewne zdobycze techniki XX wieku, to w majątku markizy panują stosunki niczym sto lat wcześniej. Obserwujemy więc, jak są wykorzystywani biedni wieśniacy, którzy z kolei większością uciążliwych prac obciążają Lazzara. Ten zaś nie tylko posłusznie je wykonuje, ale czyni to z uśmiechem na ustach! Bycie pomocnym dla innych najwyraźniej sprawia mu przyjemność, a za sprawą swej prostoty ducha nie dostrzega niczego złego w działaniach innych ludzi.
Sytuacja jednak się komplikuje, kiedy w majątku pojawia się Tancredi – młody syn markizy. Będziemy bowiem świadkami zadzierzgnięcia się niecodziennej więzi, która połączy go i Lazzara, a z kolei bunt Tancrediego przeciwko matce zachwieje status quo w Inviolacie. W efekcie mieszkańcy wioski będą zaś musieli zmierzyć się ze współczesnością, a tytułowy bohater okaże się jeszcze bardziej niezwykła postacią, niż mogło się to nam wydawać. Nie da się też ukryć, że to właśnie występujący w tej roli Adriano Tardiolo w dużej mierze przyczynił się do tego, że „Szczęśliwy Lazzaro” wywiera na widzach tak wielkie wrażenie. W filmie Alice Rohrwacher znalazło się więc miejsce na ukazanie kapitalistycznego wyzysku (najpierw w wersji bezwzględnego posiadacza ziemskiego, później bezosobowej machiny bankowej), jak i rozważania na temat ludzkiej natury. Kontrast między postawą prostaczka Lazzaro a zachowaniem Tancrediego czy mieszkańców wioski prowokuje bowiem do przemyśleń, szczególnie ze względu na finał tej opowieści. Jednocześnie „Szczęśliwy Lazzaro” urzeka niepowtarzalnym klimatem, w którym nostalgia miesza się z nutką komizmu, a przedstawione na ekranie wydarzenia nie zawsze dają się racjonalnie wytłumaczyć. To po prostu kawałek pierwszorzędnego kina!
« 1 2 3 4 5 »

Komentarze

15 I 2020   12:59:29

"Toy Story 4" to zaprzeczenie poprzednich odcinków serii. Mówiło się wtedy, że zadaniem zabawki jest bawienie dzieci. Potem w 3 to ładnie rozszerzono, że nie tylko chodzi o jedno dziecko, ale o dzieci różne. A w 4 okazuje się, że najważniejsze jest samozadowolenie samej zabawki i jak nie jest ulubioną zabawką dziecka, to może się na nie wypiąć i ruszyć w świat. W 5 Chudy powinien założyć grupę wyzwolicieli zabawek i przekonywać je o samostanowieniu. I kiedy nastąpi ogólnoświatowy bunt w 6 części to zabawki będą bawiły się dziećmi. Osobiście byłem baaaardzo rozczarowany po seansie.

15 I 2020   17:19:39

Jak nie będzie "Johna Wicka 3", to się, kurka wodna, na sztuce filmowej nie znacie! :P

16 I 2020   08:28:52

@dk - rety ale się wynudziłem przez ostatnią godzinę. Błagałem już by któryś któregoś zabił i skończyli ze sobą walczyć. Co za dużo to niezdrowo.

16 I 2020   10:18:28

To ciekawe. Normalnie zasypiam na 90% współczesnych scen akcji, ale wszystkie części Johna Wicka dostarczyły mi świetnej zabawy od pierwszej do ostatniej minuty. Nie miałem wrażenia przesytu, może dlatego, że jest on wpisany w absurdalną konwencję tych filmów (trochę podobnie jak wostatnim Mad Maxie). Marzyłoby mi się, żeby wszyscy filmowcy z takim pietyzmem podchodzili do tworzenia scen akcji jak w JW i M:I.

Tak poza tym, Avengers wpadli na tę samą pozycję, co rok temu. Ciekawe, czy Ariemu Asterowi też się uda?
(A na pierwszym miejscu co? Znowu kameralna historia od Netflixa czy znowu nieanglojęzyczny przebój roku zgarniający wszystki możliwe nagrody? ;))

16 I 2020   10:19:08

Oczywiście pomyliły mi się tabelki, komentarz powyżej to mój.

16 I 2020   10:58:48

Żeby nie było rozczarowań od razu zdradzę, że "John Wick 3" zajął w naszym głosowaniu 87 miejsce.

16 I 2020   11:43:51

Pierwszy "John Wick" sprawił, że banan nie schodził mi z ust. Ale potem przesadzali z długością pojedynczych walk. Podobny problem mam z "Niezniszczalnymi". Konwencja-konwencją, ale jedynka była najlepsza.

17 I 2020   11:34:07

Radość, że Midsommar i Na noże tak wysoko, to były dobre filmy :)

17 I 2020   15:18:35

To był bardzo dobry filmowo rok, jedynie animacje wypadły tym razem ubogo, oby w 2020 się to zmieniło i oby w czołówce roku znalazły się nie tylko 2 filmy Pixara.

Najbardziej nośnym tematem były nierówności społeczne, plus dostaliśmy odrobinę więcej postaci kobiecych w głównych rolach i ich perspektywy.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Śliczne japońskie domki
Jarosław Loretz

20 I 2020

Ileż to razy można się było zachwycić kolorytem japońskich przedmieść, z wąziutkimi uliczkami zabudowanymi urokliwymi, niedużymi domkami o prostej, ale eleganckiej architekturze. Później jednak nadchodzi czas refleksji…

więcej »

Z filmu wyjęte: Zygzakiem po Neapolu
Jarosław Loretz

13 I 2020

Niekiedy trafia się film, w którym kamera zahacza o tak nietypowy budynek, że aż kusi wstrzymać seans i uważniej przyjrzeć się architektonicznemu dziełu. Na przykład kamienicy o grubości miniaturowego kredensu.

więcej »

Pożegnania 2019 (4/4)
Jarosław Loretz

11 I 2020

Nadszedł czas na podsumowanie strat szeroko pojętej popkultury w 2019 roku. Dziś miesiące październik-grudzień.

więcej »

Polecamy

Alejandro González Iñárritu. Amores perros.

Do sedna:

Alejandro González Iñárritu. Amores perros.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky „mother!”
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Noe: Wybrany przez Boga
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Czarny łabędź.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Zapaśnik.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Źródło
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Requiem dla snu
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Pi
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Światło wiekuiste
— Jarosław Loretz

Suplement filmowy 2019
— Adam Lewandowski, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

Do kina marsz: Styczeń 2020
— Esensja

Klasyczny whodunit w nowej szacie
— Konrad Wągrowski

Nie przegap: Listopad 2019
— Esensja

Mąż i Żona
— Kamil Witek

Here’s Danny!
— Konrad Wągrowski

Bliskie spotkania owczego stopnia
— Konrad Wągrowski

Wojna, która zakończy wszystkie wojny
— Konrad Wągrowski

Do kina marsz: Listopad 2019
— Esensja

Tegoż twórcy

Jak radzić sobie z nienawiścią
— Sebastian Chosiński

Krótko o filmach: Han Solo
— Marcin Osuch

Wszystko zostaje w rodzinie
— Joanna Najbor

Krótko o filmach: Han Solo
— Sebastian Chosiński

Krótko o filmach: Avengers: Wojna bez granic
— Sebastian Chosiński

Pozwól Wookieemu wygrać
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Solo, ale w drużynie
— Konrad Wągrowski

Thanos kopie tyłki!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Krótko o filmach: Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi
— Marcin Osuch

Czekając na deus ex machina
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.