Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 lutego 2020
w Esensji w Esensjopedii

Z filmu wyjęte: Śliczne japońskie domki

Esensja.pl
Esensja.pl
Ileż to razy można się było zachwycić kolorytem japońskich przedmieść, z wąziutkimi uliczkami zabudowanymi urokliwymi, niedużymi domkami o prostej, ale eleganckiej architekturze. Później jednak nadchodzi czas refleksji…

Jarosław Loretz

Z filmu wyjęte: Śliczne japońskie domki

Ileż to razy można się było zachwycić kolorytem japońskich przedmieść, z wąziutkimi uliczkami zabudowanymi urokliwymi, niedużymi domkami o prostej, ale eleganckiej architekturze. Później jednak nadchodzi czas refleksji…
Oglądając dowolny japoński film, którego akcja choć na chwilę zahacza o przedmieścia, można poczuć ukłucie zazdrości na widok domów, w jakich mieszkają bohaterowie. Malutkie wille utopione w zieleni (no dobrze, tej zieleni często jest tyle, co bluszcz napłakał), skromne z wyglądu, z niedużym pięterkiem, takie w sam raz na ciche życie, od czasu do czasu słodzone dźwiękiem cykad. Sielanka po prostu. No dobrze, o co więc chodzi z tą refleksją? Otóż Japonia jest niedużym, ale gęsto zaludnionym krajem, a co za tym idzie – skoro Japończycy w lwiej części mieszkają w małych domkach, doskonale sprawdzających się w przypadku trzęsień ziemi, to tych domków musi być – brzydko mówiąc – w ciul. Przy oglądaniu przeciętnego filmu, z bohaterami spacerującymi uliczką, jest to może prawda nieoczywista, ale za widocznymi po bokach ślicznymi domkami są jeszcze inne śliczne domki, a za nimi kolejne, za tamtymi zaś jeszcze kolejne, a potem… No cóż… Kolejne, i kolejne, i kolejne…
Filmem, który uświadamia nam, jak w rzeczywistości wyglądają takie słodkie osiedla willowe, jest najświeższa odsłona japońskiej aktorskiej „Godzilli”, wypuszczona na rynek w 2016 roku. W jednej ze sen widać, jak gadzina majestatycznie kroczy przez przedmieścia Tokio, z wdziękiem orząc długą bruzdę w poprzek szeregu willowych… w zasadzie rojowisk. Notabene warto zwrócić uwagę, że w środeczku tego wszystkie tkwi swojskie blokowisko. Bo i owszem, Japończycy miewają i klasyczne blokowiska. Co by jednak nie mówić, na widok gęstej, monotonnej zabudowy można poczuć się ździebko nieswojo i docenić naszą rodzimą architekturę. Może biedną, może też niekiedy pełną ścisku, ale mimo wszystko bardziej urozmaiconą i oferującą ciutkę więcej oddechu.
Sam zaś film, mimo że miał stanowić rekompensatę za kolejną nieudaną wersję hollywoodzką, rozczarowuje. Owszem, znowu wsadzono w kombinezon aktora (według listy płac był nim Mansai Nomura), znowu skupiono się na deptaniu miast i artyleryjskim ostrzale intruza, znowu wsadzono w pysk kaiju radioaktywny promień, ale jednocześnie uznano, że warto zrobić z całej historii swego rodzaju ni to moralitet, ni to alegorię, w której Godzilla tak naprawdę stanowi symbol trudnej do okiełznania siły atomu. Mówiąc wprost: Godzilla to Fukushima. Zrodzona przez morski żywioł – jest radioaktywna, nieprzewidywalna, eksperci nic nie umieją na jej temat powiedzieć, procedur na działanie w takiej sytuacji nie ma, a politycy boją się podjąć jakąkolwiek decyzję, bo przecież mogą sobie złamać karierę. W tym momencie można liczyć wyłącznie na poświęcenie szeregowych obywateli.
W Japonii te odniesienia były na tyle czytelne, że film zgarnął szereg prestiżowych nagród, jednak poza granicami kraju został przyjęty dość chłodno. Choćby dlatego, że duża część akcji to tak naprawdę różnego rodzaju narady i rozmowy, z rzadka tylko przeplatane wybrykami Godzilli. Inną przyczyną jest brak bohatera indywidualnego – przede wszystkim mamy tu grupy debatujących polityków, sprzeczających się ze sobą specjalistów czy wypracowujących plan działania wojskowych. Do tego drażni ponowny restart uniwersum Godzilli. W tym świecie – ewidentnie naszym, z naszą technologią i politykami – potwór pojawia się bowiem po raz pierwszy. Nikt nie wie, do czego jest zdolny, nikt nie wie, jak z nim walczyć, ba!, nikt dotąd nawet nie słyszał słowa GojiraGodzilla! Skutek był taki, że od tego czasu powstały jeszcze trzy filmy z potworem, tyle że animowane, odżyła natomiast amerykańska franczyza, wypluwając do kin w czerwcu zeszłego roku „Godzillę II: Król potworów” i szykując na jesień bieżącego roku „Godzillę kontra Kong"…
koniec
20 stycznia 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Na spokojny sen
Jarosław Loretz

24 II 2020

Zdawałoby się sprawą oczywistą, że w przypadku nocowania w domu posądzanym o zjawiska nadprzyrodzone należy wpierw zadbać o usunięcie z sypialni zbędnej dekoracji. Najwyraźniej jednak nie wszyscy podzielają ten pogląd.

więcej »

Z filmu wyjęte: Zupa z wkładką
Jarosław Loretz

17 II 2020

Przysłowiowe wkładki mięsne w zupie to utrapienie dziś już nie tak częste, jak ongiś, ale wciąż wiosłująca łapkami w posiłku mucha czy osa może przykuć naszą uwagę. Kiedyś trafiały się też wkładki większe, jak choćby myszy. Ileż wówczas wrzasku! A pomyśleć, co by się działo, gdyby ktoś rzeczywiście trafił na wkładkę z dzisiejszego kadru…

więcej »

Z filmu wyjęte: (Nie)życie toczy się dalej
Jarosław Loretz

10 II 2020

Co robią zombie, gdy nie śledzi ich obiektyw kamery hollywoodzkiego zdjęciowca? No cóż, niekoniecznie ganiają za świeżymi mózgami…

więcej »

Polecamy

Alejandro González Iñárritu. Babel.

Do sedna:

Alejandro González Iñárritu. Babel.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. 21 gramów.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Amores perros.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky „mother!”
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Noe: Wybrany przez Boga
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Czarny łabędź.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Zapaśnik.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Źródło
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Requiem dla snu
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky. Pi
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Na spokojny sen
— Jarosław Loretz

Zupa z wkładką
— Jarosław Loretz

(Nie)życie toczy się dalej
— Jarosław Loretz

Planowanie na szybko
— Jarosław Loretz

Obcy po taniości
— Jarosław Loretz

Zygzakiem po Neapolu
— Jarosław Loretz

Uwaga, przejście dla pieszych! Do wtorku.
— Jarosław Loretz

Fajerwerki półproduktowe
— Jarosław Loretz

Polska technologia w „Star Treku”
— Jarosław Loretz

Studzienne refleksje
— Jarosław Loretz

Tegoż autora

Nazwobójca
— Jarosław Loretz

Siódma dusza po kisielu
— Jarosław Loretz

Wąż zwany Hydrą
— Jarosław Loretz

Pół-wampiry i pół-Niemcy
— Jarosław Loretz

Kiedy rozum śpi, budzą się upiory
— Jarosław Loretz

Światło wiekuiste
— Jarosław Loretz

Pożegnania 2019 (4/4)
— Jarosław Loretz

Pożegnania 2019 (3/4)
— Jarosław Loretz

Pożegnania 2019 (2/4)
— Jarosław Loretz

Pożegnania 2019 (1/4)
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.