Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 31 maja 2020
w Esensji w Esensjopedii

Z filmu wyjęte: Śliczne japońskie domki

Esensja.pl
Esensja.pl
Ileż to razy można się było zachwycić kolorytem japońskich przedmieść, z wąziutkimi uliczkami zabudowanymi urokliwymi, niedużymi domkami o prostej, ale eleganckiej architekturze. Później jednak nadchodzi czas refleksji…

Jarosław Loretz

Z filmu wyjęte: Śliczne japońskie domki

Ileż to razy można się było zachwycić kolorytem japońskich przedmieść, z wąziutkimi uliczkami zabudowanymi urokliwymi, niedużymi domkami o prostej, ale eleganckiej architekturze. Później jednak nadchodzi czas refleksji…
Oglądając dowolny japoński film, którego akcja choć na chwilę zahacza o przedmieścia, można poczuć ukłucie zazdrości na widok domów, w jakich mieszkają bohaterowie. Malutkie wille utopione w zieleni (no dobrze, tej zieleni często jest tyle, co bluszcz napłakał), skromne z wyglądu, z niedużym pięterkiem, takie w sam raz na ciche życie, od czasu do czasu słodzone dźwiękiem cykad. Sielanka po prostu. No dobrze, o co więc chodzi z tą refleksją? Otóż Japonia jest niedużym, ale gęsto zaludnionym krajem, a co za tym idzie – skoro Japończycy w lwiej części mieszkają w małych domkach, doskonale sprawdzających się w przypadku trzęsień ziemi, to tych domków musi być – brzydko mówiąc – w ciul. Przy oglądaniu przeciętnego filmu, z bohaterami spacerującymi uliczką, jest to może prawda nieoczywista, ale za widocznymi po bokach ślicznymi domkami są jeszcze inne śliczne domki, a za nimi kolejne, za tamtymi zaś jeszcze kolejne, a potem… No cóż… Kolejne, i kolejne, i kolejne…
Filmem, który uświadamia nam, jak w rzeczywistości wyglądają takie słodkie osiedla willowe, jest najświeższa odsłona japońskiej aktorskiej „Godzilli”, wypuszczona na rynek w 2016 roku. W jednej ze sen widać, jak gadzina majestatycznie kroczy przez przedmieścia Tokio, z wdziękiem orząc długą bruzdę w poprzek szeregu willowych… w zasadzie rojowisk. Notabene warto zwrócić uwagę, że w środeczku tego wszystkie tkwi swojskie blokowisko. Bo i owszem, Japończycy miewają i klasyczne blokowiska. Co by jednak nie mówić, na widok gęstej, monotonnej zabudowy można poczuć się ździebko nieswojo i docenić naszą rodzimą architekturę. Może biedną, może też niekiedy pełną ścisku, ale mimo wszystko bardziej urozmaiconą i oferującą ciutkę więcej oddechu.
Sam zaś film, mimo że miał stanowić rekompensatę za kolejną nieudaną wersję hollywoodzką, rozczarowuje. Owszem, znowu wsadzono w kombinezon aktora (według listy płac był nim Mansai Nomura), znowu skupiono się na deptaniu miast i artyleryjskim ostrzale intruza, znowu wsadzono w pysk kaiju radioaktywny promień, ale jednocześnie uznano, że warto zrobić z całej historii swego rodzaju ni to moralitet, ni to alegorię, w której Godzilla tak naprawdę stanowi symbol trudnej do okiełznania siły atomu. Mówiąc wprost: Godzilla to Fukushima. Zrodzona przez morski żywioł – jest radioaktywna, nieprzewidywalna, eksperci nic nie umieją na jej temat powiedzieć, procedur na działanie w takiej sytuacji nie ma, a politycy boją się podjąć jakąkolwiek decyzję, bo przecież mogą sobie złamać karierę. W tym momencie można liczyć wyłącznie na poświęcenie szeregowych obywateli.
W Japonii te odniesienia były na tyle czytelne, że film zgarnął szereg prestiżowych nagród, jednak poza granicami kraju został przyjęty dość chłodno. Choćby dlatego, że duża część akcji to tak naprawdę różnego rodzaju narady i rozmowy, z rzadka tylko przeplatane wybrykami Godzilli. Inną przyczyną jest brak bohatera indywidualnego – przede wszystkim mamy tu grupy debatujących polityków, sprzeczających się ze sobą specjalistów czy wypracowujących plan działania wojskowych. Do tego drażni ponowny restart uniwersum Godzilli. W tym świecie – ewidentnie naszym, z naszą technologią i politykami – potwór pojawia się bowiem po raz pierwszy. Nikt nie wie, do czego jest zdolny, nikt nie wie, jak z nim walczyć, ba!, nikt dotąd nawet nie słyszał słowa GojiraGodzilla! Skutek był taki, że od tego czasu powstały jeszcze trzy filmy z potworem, tyle że animowane, odżyła natomiast amerykańska franczyza, wypluwając do kin w czerwcu zeszłego roku „Godzillę II: Król potworów” i szykując na jesień bieżącego roku „Godzillę kontra Kong"…
koniec
20 stycznia 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Historia obrazkowa
Jarosław Loretz

25 V 2020

Potrzeba matką wynalazku, czyli jak przekazać szefowi, co się stało. Symultanicznie. Bo wielu nas na jednej sali…

więcej »

Z filmu wyjęte: Podręczna salamandra
Jarosław Loretz

18 V 2020

Któż (z palaczy) by nie chciał darmowej zapalniczki? Wystarczy sięgnąć w trawę, złapać przebierające łapkami zwierzątko i otworzyć mu pyszczek…

więcej »

Weekendowa Bezsensja: Jak poradzić sobie z brakiem dostępu do fryzjera, czyli 10 filmów z niesfornymi włosami
Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

13 V 2020

Kwestia zamkniętych zakładów fryzjerskich stała się w ostatnim czasie sprawą narodową. A jak z włosami radzi sobie popkultura? Przyjrzyjmy się, jakie są plusy (i minusy) unikania nożyczek.

więcej »

Polecamy

Richard Kelly. Pułapka.

Do sedna:

Richard Kelly. Pułapka.
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata.
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Birdman.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Biutiful.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Babel.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. 21 gramów.
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Amores perros.
— Marcin Knyszyński

Darren Aronofsky „mother!”
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Historia obrazkowa
— Jarosław Loretz

Podręczna salamandra
— Jarosław Loretz

Wytchnienie po meczu
— Jarosław Loretz

Niezbędne wyposażenie robota
— Jarosław Loretz

Koleś, robisz to niewłaściwie!
— Jarosław Loretz

Ekologiczne obuwie
— Jarosław Loretz

Komunikat bezpieczeństwa
— Jarosław Loretz

Polska zaraza w Albionie
— Jarosław Loretz

Opłakane skutki nieuwagi w trakcie kąpieli
— Jarosław Loretz

Trudny taniec na trudne czasy
— Jarosław Loretz

Tegoż autora

Zabiedzona flota: Nielotny
— Jarosław Loretz

Kryminalna grabież czasu
— Jarosław Loretz

Anioł w zielonych kaloszach
— Jarosław Loretz

Krótko o książkach: Wiedźma na słodko
— Jarosław Loretz

Nazwobójca
— Jarosław Loretz

Siódma dusza po kisielu
— Jarosław Loretz

Wąż zwany Hydrą
— Jarosław Loretz

Pół-wampiry i pół-Niemcy
— Jarosław Loretz

Kiedy rozum śpi, budzą się upiory
— Jarosław Loretz

Światło wiekuiste
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.