Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 29 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

George Clooney
‹Good Night and Good Luck›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGood Night and Good Luck
Tytuł oryginalnyGood Night, and Good Luck.
Dystrybutor Kino Świat
Data premiery24 lutego 2006
ReżyseriaGeorge Clooney
ZdjęciaRobert Elswit
Scenariusz
ObsadaDavid Strathairn, Robert Downey Jr., Patricia Clarkson, Ray Wise, Frank Langella, Jeff Daniels, George Clooney, Tate Donovan, Thomas McCarthy, Matt Ross, Robert John Burke, Grant Heslov
Rok produkcji2005
Kraj produkcjiFrancja, Japonia, USA, Wielka Brytania
Czas trwania93 min
WWW
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Halo, chciałbym nawiązać dialog: Good Night and Good Luck

Esensja.pl
Esensja.pl
Piotr Dobry, Bartosz Sztybor
W pierwszych dniach lutego dwaj dziennikarze Esensji przeprowadzili rozmowę o pewnym niebanalnym filmie. Oto jej zapis. Dobrej lektury i… powodzenia. W dzisiejszym odcinku: „Good Night and Good Luck”. Piotr Dobry ocenił film na 90%, a Bartosz Sztybor zupełnie odwrotnie: na 80%.

Piotr Dobry, Bartosz Sztybor

Halo, chciałbym nawiązać dialog: Good Night and Good Luck

W pierwszych dniach lutego dwaj dziennikarze Esensji przeprowadzili rozmowę o pewnym niebanalnym filmie. Oto jej zapis. Dobrej lektury i… powodzenia. W dzisiejszym odcinku: „Good Night and Good Luck”. Piotr Dobry ocenił film na 90%, a Bartosz Sztybor zupełnie odwrotnie: na 80%.

George Clooney
‹Good Night and Good Luck›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGood Night and Good Luck
Tytuł oryginalnyGood Night, and Good Luck.
Dystrybutor Kino Świat
Data premiery24 lutego 2006
ReżyseriaGeorge Clooney
ZdjęciaRobert Elswit
Scenariusz
ObsadaDavid Strathairn, Robert Downey Jr., Patricia Clarkson, Ray Wise, Frank Langella, Jeff Daniels, George Clooney, Tate Donovan, Thomas McCarthy, Matt Ross, Robert John Burke, Grant Heslov
Rok produkcji2005
Kraj produkcjiFrancja, Japonia, USA, Wielka Brytania
Czas trwania93 min
WWW
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Co dwa tygodnie Dobry i Sztybor prowadzą dialog. Zazwyczaj rozmowa tyczy filmów. Różnych filmów. Z Europy i Azji. Z ogromnych wytwórni hollywoodzkich i malutkich siedlisk niezależności. Z początków kinematografii i aktualnych repertuarów. Z rąk uznanych reżyserów i raczkujących artystów. Z białymi uczniakami gwałcącymi szarlotki i czarnymi buntownikami grającymi w kosza. Z Rutgerem Hauerem i bez niego.

Piotr Dobry:Wybrałem „Good Night and Good Luck”, bo chcę, by czytelnicy poznali kolejnego mojego faworyta oskarowego. Mojego lub naszego – tego jeszcze nie wiem. No właśnie – mojego czy naszego?
Bartosz Sztybor: Chyba też, choć do końca nie jestem jeszcze przekonany, ale na pewno wygrywa pojedynek z „Brokeback Mountain”. Bardziej jednak czekam i liczę na „Syrianę”.
PD: Ale Syrianie będziesz mógł kibicować tylko w dwóch kategoriach. Ważnych, ale jednak „Good Night…” ma nominacji o cztery więcej. W tym dla najlepszego filmu. Tu póki co wygrywa dla Ciebie, jak powiedziałeś, z „Brokeback Mountain”. Z „Monachium” też?
BS: No i tutaj zaczyna się problem, bo trudno powiedzieć. „Monachium” jest świetne i na pewno bardziej emocjonujące, ale jednak „Good Night…” ma też sporo mocnych punktów.
PD: Potrafiłbyś wymienić jeden najmocniejszy?
BS: Raczej nie.
PD: Ale spodziewałeś się filmu nieco lepszego i trochę się rozczarowałeś, czy raczej okazał się dokładnie taki, jaki sądziłeś, że będzie?
BS: Po tym, co mi mówiłeś, to spodziewałem się odrobinę lepszego pod względem klimatu, chyba. Ale otrzymałem rzecz albo i kilka rzeczy, których się wcale nie spodziewałem. No i mam mieszane uczucia.
PD: Klimat Cię nie wciągnął? To dla mnie jeden z bardziej klimatycznych filmów ostatnich lat. Te telewizyjne wnętrza, urokliwe dzięki czarno-białej taśmie… Ten Murrow kopcący na wizji jednego szluga za drugim… Ten jazz…
BS: Fakt, klimat jest, ale nie zahipnotyzował mnie. Jest kilka wręcz genialnych scen, ale raczej na zasadzie klimatu treści, a nie klimatu obrazu.
PD: Czego więc dotyczą te mieszane uczucia?
BS: Samej postaci Murrowa i tego, w jaki sposób został wykorzystany w filmie.
PD: Węszysz podstęp? Że niby naprawdę nie był tak dobry?
BS: Nie, nie, nie chodzi o dobroć czy jego charakter, bo w moim mniemaniu on jest właśnie tylko (albo aż) puzzlem w układance Clooney’a. Z jednej strony to genialny zabieg, ale z drugiej trochę niewłaściwy. Podobało mi się to, bo „Good Night…” jest jedną wielką parafrazą, w której postaci są zbiorem uniwersalnych – dla tej historii – cech. Nie podobał mi się natomiast, bo dostrzegłem, że Murrow jest świetną postacią. Tutaj nie rozwinął się jednak, a ten człowiek zasługuje na swój własny film, nie parafrazę.
PD: Ale gdyby Clooney bardziej skupił się na Murrowie, mogłaby mu wyjść dość standardowa biografia. Tego byś chciał? A tak zmieścił tu przecież strasznie dużo treści. O samym Murrowie możesz sobie poczytać. Zostałeś zresztą do tego zachęcony, jak widać, co jest tylko kolejną zaletą tego filmu.
BS: Dlatego mam mieszane uczucia, bo domyślam się, że rozwój postaci Murrowa mógłby być jednoznaczny z tą „standardową biografią”. Rzeczywiście mogę sobie o nim poczytać i film mnie zachęcił do poznania postaci, ale zauważ, że Murrow nie musiał być bohaterem. Dlatego uważam, że Clooney odwalił mistrzowską robotę, bo chyba żaden inny współczesny reżyser nie potrafi się w taki sposób posługiwać mową ezopową.
PD: Ciekawie to ująłeś. Nie mogę się nie zgodzić. Wiesz, nawet przez chwilę żałowałem, że nie znalazły rozwinięcia losy małżeństwa granego przez Downey’a Juniora i Clarkson. Wzruszyli mnie.
Dobry naczelny powinien umieć opieprzać. Reprymenda Konrada poskutkowała - w tym odcinku nie znajdziecie żadnego wulgaryzmu.
Dobry naczelny powinien umieć opieprzać. Reprymenda Konrada poskutkowała - w tym odcinku nie znajdziecie żadnego wulgaryzmu.
BS: No właśnie. To mnie trochę otępiło emocjonalnie, bo to jedyny film, w którym nie mogłem utożsamić się z postaciami (brak emocji), a idealnie wychodziło mi utożsamienie się z historią.
PD: Hmm, ja jednak znalazłem tu emocje. Film – oparty przecież głównie na dialogach – trzymał mnie w napięciu do końca. U Spielberga miałem nagłe zrywy, ale też chwilowe pustki. Tutaj odwrotnie – nie było ani jednego silnego bodźca, ale melancholia, wzruszenie, zachwyt wywołany linijką dialogową czy aktorskim gestem, to też emocje. Niebywałe, że tu każda, nawet z pozoru najmniej licząca się postać zapada w pamięć. Do tej pory pamiętam choćby udręczoną minę Hollenbecka granego znakomicie przez Ray’a Wise’a. Zgodzisz się, że mamy tu jeden z najlepszych aktorskich zespołów w dziejach kina?
BS: Tak, zgadzam się, że oni świetnie grają. Ale w tym filmie są aktorzy, a nie ma postaci, tylko zbiór – tym razem – peryfraz jakichś zachowań. I, wyjątkowo, nie uważam tego za wadę, bo jest to świetny i od początku do końca zamierzony zabieg.
PD: Może i tak, ale prócz tego że są zbiorem peryfraz, są też postaciami. Na przykład wspomniany Hollenbeck. Nie mogłeś się nie przejąć jego losem. Nie mogłeś mu nie współczuć. Tak samo jak nie mogłeś nie kibicować Murrowowi i Fredowi Friendly w ich krucjacie przeciw McCarthy’emu.
BS: No właśnie nie współczułem im jako postaciom, tylko wszystkim tym, którzy taką sytuację mieli i mają. Współczułem ich odpowiednikom historycznym, ale nie im. Może to dziwne, ale da się zobaczyć różnicę.
PD: Ach, do tego również pijesz. W takim razie racja. Też współczując filmowemu Hollenbeckowi, myślałem głównie o prawdziwym Hollenbecku i tuzinach podobnych Hollenbecków. Ale teraz pytanie – czy to, że zamiast zwyczajowych postaci dostajemy peryfrazy, znaczy, że aktorzy nie do końca wywiązali się z zadania, czy może wywiązali się aż nadto?
BS: Ja cały czas uważam, że to sukces i geniusz wszystkich, którzy ten film tworzyli. Ale nie mogę się pozbyć wrażenia, że te same historyczne postaci straciły trochę na swojej… nie wiem… „historyczności”?
PD: Może i trochę straciły przez sprowadzenie ich do roli ekwiwalentów, ale zważ na to, ile zyskały poprzez sam fakt podjęcia przez Clooney’a tematu. Kto wcześniej w Europie słyszał o Murrowie, nie mówiąc już o Fredzie Friendlym, Wershbach, Hollenbecku i innych?
BS: Domyślam się, że niewielki odsetek telewizyjnych zapaleńców i historyków.
PD: Ano właśnie. A teraz realne jest to, czego życzył sobie Clooney w wywiadach – że jakiś obdarzony dziennikarską smykałką dzieciak pomyśli: „Chcę być taki jak Murrow”. Również w Polsce.
BS: Ja tak pomyślałem.
PD: Ja też, choć bardziej miałem na myśli cechy niż konkretną branżę. Ciebie też, mam nadzieję, nie ciągnie do dziennikarstwa politycznego.
BS: Czemu nie? Chciałbym potrafić wygarnąć politykom to, co każdy o nich myśli, a boi się powiedzieć. Na przykład Durczok mógłby pokusić się teraz o coś podobnego.
PD: Nawet jeśli chciałby, nie zrobiłby tego poprzez świadomość utraty swojej pozycji, kasy itd. Zważ na to, że Murrow sam też by się nie porwał na McCarthy’ego. Stał za nim cały zespół. Imponująco zgrany kolektyw.
BS: Ale Durczok aktualnie jest odcięty od kasy i powoli będzie tracił swoją pozycję, aż nie zrobi czegoś przełomowego. Chyba, że znowu zacznie się marnować w jakimś programie publicystycznym innej telewizji. A odnośnie Murrowa, to nie wiem, czy mogę się zgodzić. On i tak by to zrobił, nawet bez poparcia, a rozmawiając ze swoimi współpracownikami na te tematy, chciał się po prostu upewnić, czy nie stanie im się krzywda.
PD: Nie zrobiłby tego bez poparcia Friendly’ego. Inni byli albo mu równorzędni, albo „pod nim”, więc nie musiał się z nimi liczyć. Niemniej wszyscy, co do jednego, stanęli za nim murem. Trudno o przykład podobnego zachowania w dzisiejszych mediach.
Dobry naczelny powinien umieć śpiewać. Konrad pobiera lekcje u najlepszych. W tle wyraźnie oszołomiony umiejętnościami wokalnymi kolegi Michał Chaciński.
Dobry naczelny powinien umieć śpiewać. Konrad pobiera lekcje u najlepszych. W tle wyraźnie oszołomiony umiejętnościami wokalnymi kolegi Michał Chaciński.
BS: A Ty znasz dzisiejsze media, jak własną kieszeń.
PD: Znam trochę bardziej niż statystyczny obywatel. Nawet pracuję w zgranym zespole, ale tu nie ma co porównywać. Zupełnie inna skala.
BS: No ale co Ty porównujesz swój zespół do zespołu Murrowa, który pracował z nimi kilka lat i wszystko tworzyli razem. Wydaje mi się, że niektóre polskie stacje i poszczególne programy mają taki klimat.
PD: No to przecież mówię, że nie ma co porównywać! Może i niektóre programy mają taki „klimat”, ale wątpię, by mieli też tylu lojalnych, odważnych ludzi, by w podobnej sytuacji ani jedna osoba nie skrewiła.
BS: Oj, za bardzo idealizujesz. Wydaje mi się, że jest sporo takich zespołów.
PD: Że jak? Ja idealizuję? To Twoja wiara w ludzką lojalność jest zadziwiająco idealistyczna. Pewnie dlatego, że jeszcze nigdy nie pracowałeś na etacie.
BS: Chodziło mi, że idealizujesz Murrow’s squad. I co do tego wszystkiego ma etat? Etat etatowi nierówny i jak ktoś ma do dupy współpracowników, to nie znaczy, że wszyscy muszą mieć.
PD: Pewnie, że nie wszyscy, ale branża medialna jest akurat ostatnią, w której bym szukał świętych.
BS: Fakt, politycy są bardziej zżyci.
PD: Oni są poza konkurencją.
BS: Mniejsza o to. Ważne, że ludzie nie są tacy nielojalni, za jakich ich uważasz.
PD: Ani tacy lojalni, za jakich Ty ich uważasz. Nie generalizuję, po prostu przejechałem się już więcej razy niż mogłem się spodziewać, stąd ten dystans.
BS: No ale na czym się przejechałeś. Na współpracy z jakimś mośkiem, co to za przykład. Nie miałeś okazji współpracować z poważnym zespołem. A jeśli za taki zespół uznać Esensję, to wydaje mi się, że gdybyś wyszedł ze szczerą, choć powszechnie obrazoburczą inicjatywą / opinią, to wszyscy by Cię poparli.
PD: Ale co to jest według Ciebie „poważny zespół”? Co do Esensji, to nie wydaje mi się. Wiele tu fantastycznych osób, ale też zbyt wiele indywidualności na pełną zgodę w jakiejś – kontrowersyjnej w dodatku – inicjatywie.
BS: Ale tam też byli indywidualiści, ale tylko idiota nie potrafi działać kolektywnie dla słusznych celów. A poważny zespół, to zespół zżyty, który pracuje wspólnie nawet po dwanaście godzin non stop.
PD: Jak możesz twierdzić, że tam byli indywidualiści, skoro nie ma tam postaci jako takich lub są nakreślone pobieżnie?
BS: Bo chyba rozmawiamy o ich historycznych odpowiednikach, nie?
PD: Nawet jeśli, to co, przestudiowałeś już ich biografie?
BS: Wyobraź sobie, że troszkę poczytałem o całej sprawie. A poza tym logiczne jest, że osoby pracujące nad takim programem mają swoje osobiste zadania, co czyni ich indywidualistami nawet w najmniejszym stopniu.
PD: Dobra, bo widzę, że zmierzamy ku filozoficznym analizom indywidualizmu i jego stopni. Powiedz mi lepiej, kogo typujesz do nagrody Akademii za główną rolę męską. Ja, muszę przyznać, mam ciężki orzech do zgryzienia. Z jednej strony Heath Ledger – chodząca emocja, z drugiej David Strathairn – kwintesencja stoicyzmu. Dwie tyleż wyborne, co skrajnie różne role i tym samym spory dyskomfort dla mnie jako kibica.
BS: Strathairn na pewno, ale czekam na Kapotynga.
PD: Ano prawda, „Capote” może jeszcze sporo namieszać i to nie tylko w tej kategorii. Niemniej wydaje mi się, że jeśli chodzi o film roku, to zostanę przy „Good Night and Good Luck”. A Ty, po naszej rozmowie, parę godzin po seansie, już go przetrawiwszy, jesteś może nieco bliżej rozstrzygnięcia sporu „Good Night and Good Luck” vs. „Monachium”?
BS: Niestety, w dalszym ciągu nie, chociaż Akademia wybrałaby „Good Night…”, gdyby nie było „kowbojów gejów”.
PD: Nie będę bardzo zawiedziony, jeśli te przewidywania się potwierdzą. Oba filmy bardzo mi się podobały, ale „Good Night…” jest mi jednak bliższe przez to, że opowiada o rzeczach mi bliższych.
BS: To dobrze, bo już myślałem, że bliższe Ci są męskie miłości.
PD: Właśnie mi niechcący uświadomiłeś, że jakby spojrzeć mniej powierzchownie, to jednak „Brokeback Mountain” opowiada o rzeczach mi bliższych. Może gdyby nie ten jazz…
BS: A jazz nie tylko był fajnym przerywnikiem muzycznym, ale też świetnym komentarzem do wydarzeń przyszłych i przeszłych. Może zwróciłeś uwagę na to, że „Good Night and Good Luck” ma budowę antycznego dramatu, a utwory jazzowe w wykonaniu potężnej Afro-Amerykanki pełnią funkcję chóru. Natomiast podzielone na dwie części wystąpienie Murrowa, to prolog i epilog, a dodatkowo ładna klamerka. A to dopiero drugi film Clooney’a. W debiucie kopiował Coenów i Soderbergha, a tutaj wytycza nowe kierunki. Pod wrażeniem.
PD: Pod wrażeniem. Facet na mojej prywatnej liście ulubionych postaci popkultury awansował o jakieś kilkaset oczek.
BS: Aight.
koniec
18 lutego 2006

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Szerokie usta
Jarosław Loretz

22 XI 2021

Prawem serii dzisiaj trzecia kobieca twarz. Tym razem ludzka, choć nikomu bym nie życzył doświadczania tak szerokiego rozwarcia szczęk.

więcej »

Z filmu wyjęte: Głębokie gardło
Jarosław Loretz

15 XI 2021

Zdarzają się dni, gdy w gardle szaleje pożar. Niestety, niektórzy filmowcy potrafią to wziąć śmiertelnie serio.

więcej »

Z filmu wyjęte: Uśmiech umila życie
Jarosław Loretz

8 XI 2021

Czy tak pięknie uśmiechnięta starsza pani może kryć jakąś tajemnicę? Otóż – jak najbardziej. I wcale nie chodzi o to, że owa dama nie do końca jest tym, na kogo wygląda.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Porażki i sukcesy A.D. 2006
— Esensja

Słowem i bezgłośną odwagą
— Ewa Drab

Rok 2005 w USA (w telegraficznym skrócie)
— Kamila Sławińska

Zgryźliwi prorocy: Edycja 2, styczeń 2006
— Piotr Dobry, Bartosz Sztybor, Konrad Wągrowski

Z tego cyklu

Wszystko zostaje w rodzinie
— Piotr Dobry, Bartosz Sztybor

Kobieta w błękitnej wodzie
— Piotr Dobry, Bartosz Sztybor

16 przecznic
— Piotr Dobry, Bartosz Sztybor

Skok przez płot
— Piotr Dobry, Bartosz Sztybor

Kult
— Piotr Dobry, Bartosz Sztybor

Kumple na zabój
— Piotr Dobry, Bartosz Sztybor

Omen
— Piotr Dobry, Bartosz Sztybor

Tsotsi
— Piotr Dobry, Bartosz Sztybor

Sky High
— Piotr Dobry, Bartosz Sztybor

Wszystko gra
— Piotr Dobry, Bartosz Sztybor

Tegoż twórcy

Co nam w kinie gra: Obrońcy skarbów
— Marta Bałaga

Esensja ogląda: Luty 2014
— Sebastian Chosiński, Karolina Ćwiek-Rogalska, Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Jarosław Loretz

Berlinale 2014: Mission: Impossible
— Marta Bałaga

Polityka jest tylko dla dużych chłopców
— Jakub Gałka

Nowości: Listopad 2003
— Piotr Dobry

Niepotrzebnie sfilmowany umysł
— Piotr Dobry

Tegoż autora

Dobry i Niebrzydki: Zemsta Dragów, czyli bokserska nostalgia
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Polska nie musi wstawać z kolan, za to może wstać z kanapy
— Piotr Dobry

Dobry i Niebrzydki: Norwegia już nigdy nie będzie taka jak przedtem
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Dobry i Niebrzydki: Duchy, diabły, wilkołaki i steampunkowe mechaniczne skrzaty
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

Człowiek z rozgoryczenia
— Piotr Dobry

Oscary 2018: Ranking filmów oscarowych
— Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Jarosław Robak, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Esensja ogląda: Marzec 2018 (1)
— Piotr Dobry, Marcin Mroziuk, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Oscary 2018: Esensja przyznaje Oscary
— Piotr Dobry, Jarosław Robak, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Oscary 2018: Najlepsze filmy
— Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Jarosław Robak, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Oscary 2018: Najlepsi aktorzy
— Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Krzysztof Spór, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.