Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 10 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Z filmu wyjęte: Ekoterroryści

Esensja.pl
Esensja.pl
Finezja metafor stosowanych przez filmowych twórców potrafi niekiedy zamiast szacunku wzbudzić co najwyżej niezdrowy rechot.

Jarosław Loretz

Z filmu wyjęte: Ekoterroryści

Finezja metafor stosowanych przez filmowych twórców potrafi niekiedy zamiast szacunku wzbudzić co najwyżej niezdrowy rechot.
Dzisiejszy kadr przedstawia kobietę z czymś, co wedle twórców miało być wyrafinowaną wersją pasa szahida, czyli noszonej przez islamskich terrorystów-samobójców wiązki ładunków wybuchowych. Jednak zamiast lasek dynamitu czy kostek semtexu kobieta ma przyczepione… dwie książki. Podczas gdy idea rzeczywistego pasa szahida jest jasna (zabrać ze sobą w zaświaty jak najwięcej przeciwników religijnych bądź politycznych), to grożenie komukolwiek dwoma przylepionymi do brzucha książkami jest… no… najdelikatniej mówiąc niemądre.
Źródłem, z którego pochodzi niniejszy kadr, jest – co chyba było dość łatwo się domyślić – nowa ekranizacja powieści Raya Bradbury’ego, „451° Fahrenheita”, popełniona w 2018 roku. Zdawałoby się, że wobec starej wersji, nakręconej przez Truffauta w 1966 roku i trącącej już ogromnym stadem wyliniałych myszy, to żadna sztuka nakręcić film lepszy w odbiorze. Wystarczyłoby nieco unowocześnić realia, lekko podkręcić dynamikę i zaserwować wysoką jakość techniczną produkcji. Otóż nic z tego. Owszem, technicznie film stoi na zadowalająco wysokim poziomie, na dynamikę w zasadzie też nie ma co narzekać, natomiast co do realiów… No cóż… Tu doszło do tragedii…
Owszem, twórcy unowocześnili realia, wprowadzając obok książek również inne nośniki informacji. Zrobili to jednak fatalnie nieudolnie, każą strażakom palić m.in. płyty CD i DVD, a także dyski komputerowe czy po prostu całe komputery i nośniki USB. Wygląda to dość głupio, bowiem w przypadku książki ogień jest oczywistym środkiem destrukcji, natomiast pobieżnie polana podpałką buda komputera będzie palić się raczej niechętnie, nie gwarantując zniszczenia zawartości dysków. Co więcej, twórcy zdecydowali się wprowadzić odrębną nazwę na ogół nośników i generalnie informacji – graffiti. Co jest o tyle zastanawiające, że skoro graffiti to książki, płyty, kasety VHS i magnetofonowe, ale także i strony internetowe oraz pliki elektroniczne, to w takim razie jak nazywają się mazane po ścianach budynków bohomazy? Po co było tworzyć nową nazwę, i czemu nie została ona u nas przetłumaczona jako np. bibuła? Zmieniono też nazwę Internetu – na Dziewiątkę. Bo tak. Ale to nie koniec zmian. Postanowiono też pogrzebać przy podstawach historii, wyraźnie ją spłycając, barbaryzując i przycinając do horyzontów myślowych mniej wybrednego widza.
Ponieważ mało kto już pamięta o paleniu książek za Hitlera, a także „polowaniu na czarownice” McCarthy’ego – a właśnie te zjawiska leżały u podstaw pomysłu na powieść o dzielnych strażakach – twórcy zdecydowali się oprzeć historię na odwołaniach do politycznej poprawności. To właśnie poprawność miała spowodować, że zaczęto wycofywać z rynku kolejne książki, depczące uczucia feministek, homoseksualistów czy mniejszości narodowych. W efekcie – co znowu stoi w poprzek idei Bradbury’ego – zostały dostępne trzy książki (bodaj przełożone na pismo symboliczne): Biblia, „Do latarni morskiej” Virginii Woolf i „Moby Dick” Hermana Melville’a. Że Biblia, to wiadomo, choć jest to bez sensu, skoro kryterium było usuwanie tekstów kontrowersyjnych dla najmniejszych z mniejszości społecznych czy religijnych. Ale dlaczego akurat „Do latarni morskiej” i „Moby Dick"? No cóż, bo tak.
Kolejną niekorzystną zmianą było zakotwiczenie historii w realnych koordynatach – akcja rozgrywa się bowiem w jednym z miast USA, i to położonym niedaleko kanadyjskiej granicy. Samo w sobie nie jest to może tragedią, ale jednocześnie czemuś uznano, że rewolucja kulturalna miała miejsce wyłącznie w Stanach Zjednoczonych (jest mowa o drugiej wojnie secesyjnej) i w sąsiedniej Kanadzie żadnych restrykcji dotyczących „graffiti” najwyraźniej nie ma. Mimo to ewentualne ocalenie dziedzictwa amerykańskiej kultury (bo w grę wchodzą nie tylko książki, ale i… filmy), polegające na przetransferowaniu jej do Kanady, ma przynieść światu odrodzenie, gdyż… No w sumie nie wiadomo, czemu, skoro kulturę tępi się jedynie w USA. W tym filmie jest tyle dziur, że aż się przykro robi na myśl o zawrotach głowy, jakie musi mieć obracający się w grobie Bradbury…
Wracając zaś do kadru – to właśnie takie prymitywne odniesienie do obecnych czasów, po partacku przełożone na język filmu. Postać kobiety z książkowym pasem szahida ma bowiem symbolizować osobę ginącą za wiarę – w tym wypadku wolną myśl. Co jest gestem tyleż bezsensownym, co i pustym, bowiem kobieta i tak wchodzi na stos płonących książek (sama je podpaliła – widać trzymane przez nią zapałki na tyle wielgachne, żeby nawet najgorszy krótkowidz je dojrzał), więc to, czy będzie miała na sobie jeszcze dwie dodatkowe, absolutnie nic nie zmieni. Należy więc czym prędzej zapomnieć o nowej wersji „451° Fahrenheita” i – niestety – przeprosić się z tą mającą na karku już bite półwiecze.
koniec
25 stycznia 2021

Komentarze

26 I 2021   17:37:27

Może to Necronomicon i Księga Robali? Razem miałyby potencjał małej atomówki ;-p

27 I 2021   09:30:38

Co do "Moby Dicka", to książka opowiada o krwawych polowaniach na wieloryby. Temat mocno niepoprawny politycznie. Co prawda na statku Pequod harpunnikami są też przedstawiciele mniejszości etnicznych (przybysz z Oceanii, Indianin...), ale robią to samo co inni biali, patriarchalni mężczyźni (czyli zabijają wieloryby). No i nie brakuje w "Moby Dicku" nawiązań biblijnych.

Co do Kanady, to w wielu względach wyprzedza USA w poprawności politycznej.Gdybym miał gdzieś uciekać z książkami i filmami, to kierowałbym się raczej do Meksyku (na Kubę bym nie liczył).

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Wsiąść do pociągu… i nie móc wyjechać
Jarosław Loretz

3 V 2021

Na lewo dom, na prawo dom, a w salon szyna wiedzie. To bardzo głęboka Rosja, nikt już stąd nie wyjedzie.

więcej »

Nie przegap: Kwiecień 2021
Esensja

30 IV 2021

Dla tych, którzy w majówkę chcą nadrobić zaległości, podręczny spis naszych recenzji opublikowanych w kwietniu.

więcej »

Z filmu wyjęte: Szybciej niż światło
Jarosław Loretz

26 IV 2021

Podróże kosmiczne kształcą. Zwłaszcza te z tańszych filmów, bo tam horyzonty widza poszerzają się metodami najbardziej niekonwencjonalnymi.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Wsiąść do pociągu… i nie móc wyjechać
— Jarosław Loretz

Szybciej niż światło
— Jarosław Loretz

Uwaga na roboty domowe
— Jarosław Loretz

Prehistoria, panie dzieju
— Jarosław Loretz

A na co mi ta noga…
— Jarosław Loretz

Kosmiczny wędkarz
— Jarosław Loretz

Za wysokie progi
— Jarosław Loretz

Techniczne faux pas
— Jarosław Loretz

Odpocząć w brzuchu
— Jarosław Loretz

Nadmiar filmów szkodzi
— Jarosław Loretz

Tegoż autora

Pożegnania 2020 (4/4)
— Jarosław Loretz

Pożegnania 2020 (3/4)
— Jarosław Loretz

Pożegnania 2020 (2/4)
— Jarosław Loretz

Pożegnania 2020 (1/4)
— Jarosław Loretz

Podboje i wyboje
— Jarosław Loretz

Wątpliwa reklamówka
— Jarosław Loretz

Krok w dobrą złą stronę
— Jarosław Loretz

Zabiedzona flota: Nielotny
— Jarosław Loretz

Kryminalna grabież czasu
— Jarosław Loretz

Anioł w zielonych kaloszach
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.