Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Stephen Frears
‹Królowa›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKrólowa
Tytuł oryginalnyThe Queen
Dystrybutor SPI
Data premiery26 stycznia 2007
ReżyseriaStephen Frears
ZdjęciaAffonso Beato
Scenariusz
ObsadaHelen Mirren, Michael Sheen, James Cromwell, Sylvia Syms, Alex Jennings, Helen McCrory, Jake Taylor Shantos, Dash Barber
MuzykaAlexandre Desplat
Rok produkcji2006
Kraj produkcjiFrancja, Wielka Brytania, Włochy
Czas trwania97 min
WWW
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Królowa Śnieżka i 32 zęby premiera

Esensja.pl
Esensja.pl
Czy Frears jada flaki z olejem? Czy garnitur zębowy Tony’ego Blaira jest dobrze skrojony? Czy królowa brytyjska pije Lodową i czy ją to rozgrzewa? Czy w mojej pięknej pralni po Nowym Roku skoczyły ceny? Czy księżna Diana była wspaniałym człowiekiem? Nad wszystkimi powyższymi kwestiami, oprócz ostatniej, zastanawiają się Urszula Lipińska i Przemysław Ćwik.

Przemysław Ćwik, Urszula Lipińska

Królowa Śnieżka i 32 zęby premiera

Czy Frears jada flaki z olejem? Czy garnitur zębowy Tony’ego Blaira jest dobrze skrojony? Czy królowa brytyjska pije Lodową i czy ją to rozgrzewa? Czy w mojej pięknej pralni po Nowym Roku skoczyły ceny? Czy księżna Diana była wspaniałym człowiekiem? Nad wszystkimi powyższymi kwestiami, oprócz ostatniej, zastanawiają się Urszula Lipińska i Przemysław Ćwik.

Stephen Frears
‹Królowa›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKrólowa
Tytuł oryginalnyThe Queen
Dystrybutor SPI
Data premiery26 stycznia 2007
ReżyseriaStephen Frears
ZdjęciaAffonso Beato
Scenariusz
ObsadaHelen Mirren, Michael Sheen, James Cromwell, Sylvia Syms, Alex Jennings, Helen McCrory, Jake Taylor Shantos, Dash Barber
MuzykaAlexandre Desplat
Rok produkcji2006
Kraj produkcjiFrancja, Wielka Brytania, Włochy
Czas trwania97 min
WWW
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Przemek Ćwik: Na wstępie gratuluję odważnej recenzji – dałaś Frearsowi popalić, idąc zupełnie pod prąd opinii krytycznofilmowych. Ucieszył mnie Twój tekst, bo mimo że mamy trochę rozbieżne spojrzenia na niektóre kwestie dotyczące „Królowej”, to niezbyt mnie przekonują powszechne fanfary na cześć tego filmu. Bez większych rozterek zgadzam się przynajmniej z jednym z Twoich wniosków: temu filmowi brak „mięsa”. Ale przechodząc do konkretów: naprawdę uważasz, że drugi plan jest źle zagrany? Nie wiem, czy to dobrze o mnie świadczy, ale dałem się uwieść Tony’emu, podobnie zresztą jak całej reszcie aktorów…
Ula Lipińska: TAK. Wystarczył jeden błazeński uśmiech filmowego Blaira, żeby mnie wystarczająco zniesmaczyć na cały seans.
PĆ: Oj, Ty chyba nie lubisz tego prawdziwego Blaira! On w realu bodajże też się tak uśmiecha…
UL: Właśnie między prawdziwym a filmowym Blairem jest jedna bardzo drobniutka różnica. Prawdziwy Tony wprawdzie uśmiecha się jak Grinch, ale ten filmowy przekracza tę cieniutką granicę i wygląda straszliwie groteskowo…
PĆ: W tym miejscu niuanse dotyczące uśmiechu Tony’ego idą zbyt daleko, żeby nie pozostawić ich kwestii indywidualnego odbioru. Szczególnie że nieczęsto widzę, jak uśmiecha się realny Blair. Podchwycę natomiast ostatni wyraz Twojej wypowiedzi i pożalę się, że – abstrahując od „kwalifikacji” uśmiechu Blaira – zabrakło mi w tym filmie groteski właśnie. Po prostu lubię przerysowanie jako środek wyrazu, realizm średnio mnie rusza. Taka właśnie – realistyczna (nie wiem, czy przesadzę, jeśli stwierdzę, że momentami niemal w reportażowym stylu) i ostatecznie nieco nudnawa – jest „Królowa”. I, zważywszy na temat filmu, nie jestem pewien, czy mogła być inna.
UL: Tu tkwiła pułapka pokazania miejsca skostniałego, sztucznego i jednoczesnego niezdystansowania widza od tego, co ogląda. W końcu siłą napędową „Królowej” są emocje, nie wydarzenia. Skoro uważasz film za nieco nudnawy, to wydaje mi się, iż właśnie dlatego, że tym razem Fears nie znalazł dobrego zastępstwa dla wydarzeń. To mogły być przekonująco wygrane emocje, porządne zbudowanie nastroju martwoty dworu – cokolwiek, co wyglądałoby na zrodzone z zamiaru reżysera, a nie z przypadku, i tworzyłoby w miary spójny obraz.
PĆ: Właśnie, „Królowa” nie ma nastroju, wszystko rejestrowane jest z bliska, momentami niemal jak z ukrytej kamery. Brakuje mi tu jakiejś oprawy, może przekroczenia realizmu – dystansu, który dałby szerszą perspektywę. Zwyczajnie mam wątpliwości, czy reżyser powiedział coś ważnego. Słabo znam Frearsa, ale byłem naocznym świadkiem tylko jednego jego wyśmienitego przedsięwzięcia („Niebezpiecznych związków” nie widziałem) – w „Mojej pięknej pralni” kino społeczne (dla mnie niemal z definicji nudne) zostało wzięte w jakiś dziwaczny, nadrealistyczny nawias. Film miał zupełnie niezborną fabułę, akcji niewiele więcej niż „Królowa”, ale nastrojem oddziaływał znakomicie.
UL: Dotykasz tu rzeczywiście jednej z poważnych wad „Królowej”, a mianowicie braku stylu. Rzecz jasna brak stylu rzuca się w oczy, kiedy nie ma nic do powiedzenia, a trzeba czymś zapełnić taśmę filmową. Są tu sceny wrzucone bez myślenia – nie o tym, jak będą wyglądać w ogóle, ale jak będą wyglądać i komponować się w sąsiedztwie innych scen. Gdyby to był przemyślany pod tym względem film, nie mam wątpliwości, że nie śmielibyśmy wysunąć argumentu o ubogiej treści. Przecież ludzkimi emocjami da się wymalować naprawdę piękne filmy i Frears zawsze to potrafił. Pozostaje mi tylko polecić Ci „Niewidocznych”, jako dowód, że facet takie filmy umie kręcić i „Pralnia” nie jest w jego dorobku odosobnionym przypadkiem…
PĆ: Zatem chętnie odkurzę jakiegoś starego Frearsa. A wracając do wątku Blaira – też miałem na początku wrażenie, że film jest zbyt problairowski (piszesz o tym w recenzji). Ale może jest tak, że „Królowa” nie mówi o politykach jako politykach, czyli jednostkach dzierżących władzę i skłonnych do nadużyć (to mogłoby się skończyć banałem), tylko o politykach-ludziach, posiadających życie emocjonalne, a jednocześnie również podległych swoistej władzy w formie presji tabloidów czy stabloidyzowanej opinii publicznej. Jak dla mnie, to właśnie głównie brukowce i bezwolność tłumu są negatywnymi „bohaterami” „Królowej” – na ich szarym tle Frears był w stanie nadać ludzkie kształty bytom medialnym o nazwach „Tony Blair” i „Elżbieta II”. Na dobrą sprawę uważam ten film również za „proelżbietański” – przynajmniej ja wyszedłem z seansu z precedensowym uczuciem szacunku do Elżbiety II.
Królowa Śnieżka i krasnoludek...
Królowa Śnieżka i krasnoludek...
UL: Ja również wyszłam z seansu z szacunkiem do Elżbiety jako osoby i kobiety dzierżącej władzę, natomiast – paradoksalnie – nie odczuwałam szacunku do monarchii jako ustroju. Być może to wypływa z trochę nierównego rozłożenia racji w filmie: chyba w żaden sposób nie wytacza się argumentu w obronie takiego sposobu sprawowania władzy, natomiast cały czas i z każdej strony ta monarchia jest atakowana.
PĆ: Wydaje mi się, że w tym nie ma paradoksu – nie znam współcześnie dobrego uzasadnienia szacunku dla monarchii, natomiast oddzieliłbym w tym filmie kwestie polityczno-ustrojowe od polityczno-ludzkich: Elżbieta (królowa nie dzierży już przecież realnej władzy) to trochę inaczej ukształtowany człowiek bardzo starej daty, w końcu pobierała nauki u Churchilla. Królowa nagle musi się odnaleźć w dość opresyjnej rzeczywistości, w której tłuszcza ma większą moc decyzyjną niż sam zmieszany już z błotem monarcha. Frears, ukazując Elżbietę II w całym jej lodowym dostojeństwie, braku wylewności, milcząco godnym znoszeniu cierpienia itp. (niemal jako antytezę wyłażącej na ulice tłuszczy – no, gdyby nie te gumiaki), czyli przypisując jej przymioty właściwe monarsze, pewnie nie tyle broni monarchii, ile wskazuje na braki demokracji – ustroju, w którym szacunek dla człowieka jest (i tu paradoks) nie większy niż w warunkach monarchii. Monarchia kierowała się pewnymi rygorami, miała autorytety, wzorce osobowe. W demokracji górę bierze swawola – bo przecież nie wolność – masy, instynkt stadny.
Z drugiej strony, oczywiście fajnie by było gdyby Frears jakoś bardziej krytycznie odniósł się do tego bezhołowia, czyli zakapiorów zakochanych w księżnej Barbie – tu zresztą byłoby miejsce dla groteski. Ale twórcy (mam tu jeszcze na myśli scenarzystę Petera Morgana) w ogóle unikają „ataków”, raczej portretują bohaterów z domieszką sympatii bądź ironii – albo jednego i drugiego zarazem. Jeśli nawet Blair jest tu nieco faworyzowany, to nie bez korzyści dla wizerunku Elżbiety II: Tony jest (za?) bardzo sympatyczny, ale spoza dworu chyba tylko on rozumie królową i broni jej. No i poniekąd również za jego pośrednictwem królowa budzi naszą (przynajmniej moją) sympatię.
UL: Moją sympatię postać królowej wzbudziła właśnie dzięki Mirren i – odwrotnie niż Ty – odniosłam właśnie wrażenie, że Blair nie rozumie królowej i nie rozumie „jej świata”. Natomiast to, co chyba najbardziej mnie u Frearsa zmartwiło, to iż postać królowej – jeszcze raz powtórzę: aktorski majstersztyk – jednak nie potrafiła tu odwrócić uwagi od takiego właśnie myślenia – że Blair jest sympatyczniejszy, że jest przyszłością i może wpuścić trochę świeżego spojrzenia w skostniałe struktury itd. Ale jednocześnie nie będzie w tych poczynaniach w żaden sposób ostrożny. Ja jednak miałam wrażenie, że on próbuje ją pozyskać „dla cierpiącego narodu” niż „dla ratowania jej wizerunku”, co mi jasno wykreśliło układ sympatii w tym filmie. Poza tym zobacz, jaka jest różnica w sportretowaniu królowej i Blaira. Są zagrani na kompletnie innej nucie – ona wycieniowana, zniuansowana, a on – straszliwie jednowymiarowy. Ona w swoim działaniu musi brać i bierze szereg okoliczności pod uwagę, on wydaje się wszystko czytać strasznie prosto, łatwo, nonszalancko, byle zadowolić naród.
PĆ: Częściowo nie rozumie, a częściowo – zupełnie słusznie – nie akceptuje. Natomiast chyba jako jedyny stara się pojąć i uszanować królową, jako osobę ukształtowaną przez inne warunki historyczne i obyczajowe. Tych ostatnich sam Blair do końca nie musi rozumieć, my zresztą też ich nie rozumiemy. Frearsowski Blair reprezentuje jakby „optymalny” punkt widzenia na całą sprawę – zdroworozsądkowy, ironiczny, a jednocześnie wyrozumiały i pozbawiony cynizmu. Stąd nie jestem przekonany, że Blair jest jednowymiarowy, a królowa jest pod tym względem jego antytezą. Monarchini jest poddana większej presji w tej całej historii związanej ze śmiercią Diany, więc zrozumiałe, że wobec drastycznie zmieniających się okoliczności musi pokazać więcej odcieni, wygenerować więcej psychologicznego napięcia. Blair jest luzakiem, ekstrawertykiem, gniecie w sobie mniej emocji, ale nie wiem, na ile to daje podstawę do stawiania zarzutów o jednowymiarowość. Tony też nie ma wyklarowanego od pierwszej sceny oglądu całej sprawy. Pojawia się na audiencji sceptyczny, nawet z pewnym ironicznym nastawieniem. Królowa szybko gasi go powagą i zawiłą etykietą. Ciekawie się ogląda, jak Blair, choćby w konfrontacji z opinią swojej żony, układa sobie w głowie swój stosunek do Elżbiety II. Zmiana nastawienia nie jest zbyt radykalna, ale to dobrze – w przeciwnym razie byłaby niewiarygodna. Po którejś konwersacji królowa zwyczajnie zaczyna Blairowi imponować, co nie przeszkadza mu w doznawaniu irytacji na jej upór dotyczący reakcji Dworu na śmierć Diany.
...oraz 32 zęby premiera (policzcie!).
...oraz 32 zęby premiera (policzcie!).
UL: Tyle że wszystkie subtelności, jakie można tu było elegancko wyrysować i które sugerujesz, są podane w strasznie siermiężny sposób. Ja się czułam, jakbym oglądała dwa inne filmy następnie sklejone w jeden. Pierwszą część pod tytułem „Królowa” w reżyserii Stephena Frearsa w Mirren w roli głównej. Drugą, pod tytułem „Błazeństwa Blaira”, zrobioną przez krzyżówkę Giacomo Battiato i Edem Woodem.
PĆ: Chyba znowu – to subtelna kwestia odbioru… Mnie się podobały obie postacie, Tony niewiele mniej niż królowa. Może dałem się złowić na populistyczną wędkę i w ogóle wyszedł ze mnie elektorat Samoobrony, ale nie poradzę i już. W każdym razie zanim „Królowa” mnie znudziła, całkiem nieźle mnie zabawiła kostycznym stosunkiem do skostnienia dworu. Błyskotliwa ironia Frearsa i Morgana to moim zdaniem główny obok aktorstwa atut filmu.
UL: I tutaj wchodzimy na terytorium tego, jak „Królowa” wygląda na tle twórczości Frearsa w ogóle. Owszem, zgadzam się, że cała monarchia to dziś skostniałe i niezrozumiałe dla nas zjawisko, sztuczne i spętane zupełnie niedzisiejszymi tradycjami. Ale przyjrzyj się, jak to widzowi wyłożono w filmie – poprzez pokazywanie głupawych ludzi dworu i ich ośmieszanie. I to mnie u Frearsa zmartwiło najbardziej. Że nie nabija się z tradycji i ich zamierzchłości, a z ludzi – będących poniekąd tych tradycji ofiarami. Tu widzę ten brak szacunku – on śmieje się z ludzi, którzy przecież sami sobie tego losu nie wybrali, a nie z otaczającego ich świata sztywnej etykiety. I to Frears! Facet, który zawsze skupiał się na człowieku, tym, jak ten człowiek odnajduje się w życiowym dramacie, jak stara się przeżyć nawet zepchnięty, w ten czy inny sposób, na margines społeczeństwa.
PĆ: Jak to ofiarami? Czy Robespierre jest ofiarą myśli utopijnej i wizji lepszego porządku społecznego? Po pierwsze, każdy trafia na świat w określonych warunkach historycznych, społecznych itp., ale to nie znaczy, że powinno się przenosić odpowiedzialność z jednostki na „układ”. Po drugie, jak można śmiać się z obyczajów, nie śmiejąc się z ludzi, którzy są tych obyczajów nośnikami? Ponadto, co innego robi Frears w „Królowej”, jeśli nie skupia się na człowieku i tym, jak odnajduje się on(a) w życiowym dramacie? Elżbieta właśnie znajduje się na marginesie społeczeństwa, tylko że przeciwstawnym do tego, który rozumiemy zazwyczaj przez to wyrażenie. Mimo wszystko jest to margines…
Mam nadzieję, że nie okazałem się zapalczywym obrońcą „Królowej”, bo w gruncie rzeczy zgadzam się z Tobą, że temu filmowi brakuje nieco „mięsa”. Czyli, wyrażając się bez ozdobników: „Królowa” trochę przynudza.
UL: Tu właśnie też mnie Fears zawiódł – mnóstwo jest w „Królowej” scen nieniosących ze sobą żadnego znaczenia. To przecież czas, który wcale nie musiał być koniecznie wypełniony wydarzeniami czy zwrotami akcji – równie dobrze mogły to być kadry jakoś ładniej oprawiające to, co na ekranie wytwarza Helen Mirren. Przyznam szczerze, że niestety, ale były w tym filmie momenty, w których opuszczało mnie wrażenie, że jego autor kontroluje sytuację i wie, co robi.
PĆ: Oboje widzieliśmy ten film ponad miesiąc temu i przyznam, że w tej chwili nie potrafię dokonać szczegółowych ustaleń odnośnie akcji, ale w drugiej połowie „Królowa” przeradza się w „snuja” i wlecze, jakby bez świadomości miejsca przeznaczenia – przynajmniej takie odniosłem wrażenie. Uważam, że jednak przydałby się jakiś zwrot akcji, na przykład Vin Diesel w cameo szofera strzelającego kilka popisów na szosie. Po seansie miałem odczucie, że wychodzę z filmu niebanalnego, ale… No właśnie, nie bardzo wiem, co poza tym.
UL: Ja miałam natomiast wrażenie, że to był film jak najbardziej z zadatkami na niebanalny, wyjątkowy film, ale dobrych chęciach się skończyło. Doceniam ciekawy pomysł, chylę czoło przed Mirren. Ale jednocześnie jak na niebanalny film, „Królowa” zbyt często zniża się do poziomu przeciętności zarówno w treści, jak i wykonaniu. A zdarzają się jej spadki ostro poniżej przyzwoitego filmowego rzemiosła. Po prostu w całokształcie tego filmu zdarzają się mocno zgrzytające kawałki. Kilkakrotnie miałam wrażenie, że Frearsowi zabrakło serca i materiału nawet na tak króciutki film.
PĆ: Wiesz, taka wątpliwość mnie naszła – czy aby nie wyczerpaliśmy już tematu i nie stajemy się jak druga połowa „Królowej”? Życzmy Frearsowi i serca, i materiału, i „czego tam sobie zamarzy” w 2007 roku. A tymczasem muszę lecieć po bułeczki, bo mi piekarnię zaraz zamkną…
koniec
30 stycznia 2007

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Moda terapeutyczna
Jarosław Loretz

6 XII 2021

Jak połączyć przyjemne z pożytecznym, czy ciuch z recyklingu pomagający radzić sobie z nerwicami. No, może nie tyle radzić, ile uprzyjemniać koegzystencję.

więcej »

Nie przegap: Listopad 2021
Esensja

30 XI 2021

Na coraz dłuższe wieczory proponujemy lekturę naszych listopadowych recenzji.

więcej »

Z filmu wyjęte: Szerokie usta 2: Poszerzenie
Jarosław Loretz

29 XI 2021

Cykl „twarzowy” kończę kadrem znowuż przedstawiającym kobietę, choć trudno się w jej przypadku zdecydować, czy jeszcze się zalicza do homo sapiens, czy jednak już nie.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Porażki i sukcesy A.D. 2007
— Michał Chaciński, Piotr Dobry, Ewa Drab, Urszula Lipińska, Łukasz Twaróg, Kamil Witek, Konrad Wągrowski

„Małe dzieci” najlepszym filmem 2007 roku według Esensji i Stopklatki
— Esensja

„Małe dzieci” najlepszym filmem I kwartału 2007 w polskich kinach
— Esensja

Kalosze nie czynią filmu
— Urszula Lipińska

Jest dobrze, ale nie bardzo
— Piotr Dobry

Rok 2006 w USA (w telegraficznym skrócie)
— Kamila Sławińska

Tegoż twórcy

Esensja ogląda: Luty 2014
— Sebastian Chosiński, Karolina Ćwiek-Rogalska, Piotr Dobry, Grzegorz Fortuna, Jarosław Loretz

Niebezpieczny związek z popkulturą
— Artur Zaborski

Tegoż autora

Bez wstydu, ale tylko w ciemności
— Urszula Lipińska

Lepiej się nie zbliżać
— Urszula Lipińska

Zagrożenie życia
— Urszula Lipińska

Dwugłos o „Daas”
— Urszula Lipińska, Michał Oleszczyk

Bieg po prawdę
— Urszula Lipińska

Gdynia 2011 (2): Panorama Polskiego Kina
— Urszula Lipińska, Konrad Wągrowski, Artur Zaborski

Gdynia 2011 (1): Filmy konkursowe
— Urszula Lipińska, Konrad Wągrowski, Artur Zaborski

ENH, czyli ponad pół setki filmów (2)
— Ewa Drab, Karol Kućmierz, Urszula Lipińska, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

ENH, czyli ponad pół setki filmów (1)
— Ewa Drab, Karol Kućmierz, Urszula Lipińska, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Matka, żona i kochanka
— Urszula Lipińska

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.