Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Ang Lee
‹Przyczajony tygrys, ukryty smok›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPrzyczajony tygrys, ukryty smok
Tytuł oryginalnyWo hu cang long
Dystrybutor Syrena
Data premiery9 marca 2001
ReżyseriaAng Lee
ZdjęciaPeter Pau
Scenariusz
ObsadaZiyi Zhang, Yun-Fat Chow, Michelle Yeoh
MuzykaYong King
Rok produkcji2000
Kraj produkcjiChiny, Hong Kong, Tajwan, USA
Czas trwania120 min
WWW
Gatunekakcja, fantasy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Retrotetrycy: 2001

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 4 »
Esensyjni tetrycy rozwijają serwis wstecz, uzupełniając oceny i notki dla wybranych filmów sprzed powstania serwisu. Dziś czas na prezentację wyników z roku 2001 (decyduje data polskiej premiery). Spośród 10 wybranych przez nas filmów najwyższą ocenę zyskał oscarowy obraz Anga Lee „Przyczajony tygrys, ukryty smok”. Zapoznajcie się z całą dziesiątką.

Esensja

Retrotetrycy: 2001

Esensyjni tetrycy rozwijają serwis wstecz, uzupełniając oceny i notki dla wybranych filmów sprzed powstania serwisu. Dziś czas na prezentację wyników z roku 2001 (decyduje data polskiej premiery). Spośród 10 wybranych przez nas filmów najwyższą ocenę zyskał oscarowy obraz Anga Lee „Przyczajony tygrys, ukryty smok”. Zapoznajcie się z całą dziesiątką.

Ang Lee
‹Przyczajony tygrys, ukryty smok›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPrzyczajony tygrys, ukryty smok
Tytuł oryginalnyWo hu cang long
Dystrybutor Syrena
Data premiery9 marca 2001
ReżyseriaAng Lee
ZdjęciaPeter Pau
Scenariusz
ObsadaZiyi Zhang, Yun-Fat Chow, Michelle Yeoh
MuzykaYong King
Rok produkcji2000
Kraj produkcjiChiny, Hong Kong, Tajwan, USA
Czas trwania120 min
WWW
Gatunekakcja, fantasy
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
1. Przyczajony tygrys, ukryty smok [8.50]
PD – Piotr Dobry [6]
Film dla popkultury ważny, dziś już kultowy – świadczą o tym choćby setki cytatów, parodii i nawiązań obecnych w kinie, telewizji, prasie (felieton KoLCa „Przyczajony tygrys, ukryty Calvin”), a nawet polskim rapie („Przyczajony hip, ukryty hop” Tedego). Na mnie jednak wielkiego wrażenia nie zrobił – owszem, ładne to było, momentami bardzo ładne, ale jakoś tak wolę kopanki w stylu Jackiego Chana – ekwilibrystyczne, lecz z poszanowaniem praw grawitacji. Niemniej wdzięczny jestem Angowi Lee za rozkręcenie mody na wuxia, dzięki czemu mogłem mile spędzić czas na przebijających „Przyczajonego…” widowiskowością i miodnością filmach Zhanga.
BF – Bartek Fukiet [10]
Oczarowanie. Tak kojarzy mi się dzieło Anga Lee, które obejrzałem po raz pierwszy (i nie ostatni) podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego, zakochując się bezkrytycznie i 4ever. Cudownie odjechana wyprawa w krainę fantazji, gdzie ludzie biegają po gałązkach i toczą wydłużone powietrzne pojedynki na miecze, zupełnie nie przejmując się prawami grawitacji. Lee zainspirował dziesiątki naśladownictw, ale to jemu należy się palma pierwszeństwa oraz zasługa zaszczepienia chińskiej mitologii i kina wuxia na gruncie filmowego mainstreamu.
JS – Jakub Socha [7]
Choć Anga Lee najbardziej lubię z „Burzy lodowej” i „Tajemnicy Brokeback Mountain”, to przyznam, że i ten film jest świetny. I nie tylko dlatego, że był pierwszym, który na tak szeroką skalę przedstawiał historie z dalekiego wschodu, unieważniając Newtonowskie prawa i stawiając na kopany balet. Jest jeszcze coś, co – oprócz bajecznych scen walki rozegranych całkowicie bez bluzgów krwi – świadczy na korzyść tego filmu. Otóż film Lee nie daje się podciągnąć pod jakieś podejrzane budowanie mocarskiego PR-u, nie ogrzewa się w państwowym mecenasie, nie umacnia zbrodniczego systemu, jak choćby kopane filmy autora „Zawiesić czerwone latarnie”. Trzyma się on konsekwentnie formuły przypowieści, poetycko i uczciwie.
KS – Kamila Sławińska [10]
Już w pierwszych, pełnych osłupiałego zachwytu po końcowych napisach czuło się, że to klasyk, który wyznaczy kierunek setkom mniej i bardziej utalentowanych naśladowców – i tak się właśnie stało. Ci, co oglądając film w 2001 roku, widzieli w nim jedynie historię miłosną w orientalnych dekoracjach, muszą dziś przyznać, że nie docenili siły oddziaływania tego obrazu ani niezwykłego artyzmu jego twórców, dzięki któremu egzotyczna historia, odegrana przez aktorów znanych dotąd jedynie garstce entuzjastów, poruszyła i zainspirowała miliony widzów na całym świecie. Nawet gdyby Ang Lee nie wyreżyserował w życiu nic więcej, ten obraz zagwarantowałby mu miejsce na filmowym Panteonie. Nie tylko z uwagi na przepych realizacyjny i niesamowite sceny walk, na wspomnienie których dreszcz przebiega po kręgosłupie (któż, kto raz ją zobaczył, może zapomnieć scenę bitwy w bambusowym lesie!) – ale za odwagę przeniesienia marginalnego, praktycznie nieznanego Zachodowi nurtu wuxia do mainstreamu. „Przyczajony tygrys…” to uniwersalny triumf wyobraźni, jeden z tych filmów, które uzmysławiają widzowi w pełni magiczną potęgę kina, w którym wszystko jest możliwe. Nie mówiąc już o tym, że każda z najdrobniejszych części tego filmowego dzieła – od zdjęć i scenografii po niezapomnianą muzykę Tan Duna – to majstersztyk sam w sobie. Niewiele przychodzi mi do głowy filmów, które z taką klasą łączyłyby w sobie rozmach wizji i intymność spojrzenia na bohaterów i ich losy; to trzeba zobaczyć.
MW – Michał Walkiewicz [9]
Zderzenie Wschodu z Zachodem. Klasyczną wuxię Ang Lee obdarzył potoczystą narracją i inkrustował pobocznymi wątkami, przez co film jest bardziej przyswajalny niż późniejsze „Hero” i „Dom Latających Sztyletów” Zhanga Yimou. Więcej tu także zrozumiałych dla Europejczyka dylematów i pełnokrwistych postaci, których motywacje należycie pogłębiono. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż dla wszystkich, począwszy od scenarzysty, na synchronizatorze dźwięku skończywszy, to życiowy sukces. Niezasłużona oscarowa porażka z „Gladiatorem”.
KW – Konrad Wągrowski [9]
Już nie chodzi nawet o przepiękne zdjęcia. Rzecz nie w ślicznej muzyce. Nie tylko w znakomitej choreografii walk. A nawet cudowna scena pojedynku/rozmowy w gałęziach drzew (w której Ang Lee najlepiej udowadnia, to o czym kino wuxia wiedziało od dawna – że walki pokazują przede wszystkim stan duszy bohaterów) nie jest kluczowa. Najważniejsze dla mnie jest to, że Ang Lee, zanurzając się w świat popularnej kultury chińskiej, potrafi wywołać u widza zachodniego szczere wzruszenie. Płakałem na koniec tego filmu i wcale się tego nie wstydzę.

Darren Aronofsky
‹Requiem dla snu›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRequiem dla snu
Tytuł oryginalnyRequiem for a Dream
Dystrybutor Gutek Film
Data premiery16 marca 2001
ReżyseriaDarren Aronofsky
ZdjęciaMatthew Libatique
Scenariusz
ObsadaMarlon Wayans, Ellen Burstyn, Jennifer Connelly, Jared Leto
MuzykaClint Mansell
Rok produkcji2000
Kraj produkcjiUSA
Czas trwania102 min
WWW
Gatunekdramat
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
2. Requiem dla snu [8.43]
DA – Darek Arest [10]
Niechby już po tym filmie Aronofsky nie zrobił niczego innego. Nie musi. Sekwencje montażowe z „Requiem…” to elementarz kina współczesnego, a każde studium uzależnienia w sztuce, bez jego uwzględnienia byłoby kalekie. Sensualne, mocne przeżycie, dalekie od chwytów naturalistycznych. Jak zwykle powierzchowna akcja stała się dla reżysera pretekstem do wycieczki formalnej, jednej z najważniejszych dla kina ostatniej dekady. Podejrzewam, że wszystko, na co w przyszłości widzowie i krytycy filmów Aronofsky’ego będą narzekać, dostało tu idealny kontekst, formę i dawkę.
PD – Piotr Dobry [7]
Nie będę ukrywał, że w takim samym stopniu mnie zmęczył, co zafascynował. To must-see, film, który każdy (no, może poza epileptykami) powinien zobaczyć, lecz w moim przypadku na jeden raz. W przeciwieństwie do genialnego soundtracku, do którego nawet dziś potrafię wrócić, kiedy mam deprechę. Co jeszcze? Znakomita Burstyn, bardzo dobra Connelly, lecz przede wszystkim szacun dla Aronofsky’ego za wyciśnięcie jakimś cudem z Marlona Wayansa tak świetnej roli dramatycznej. Mimo wszystko, pozostając przy zbliżonej tematyce – „Trainspotting” rusza mnie o wiele bardziej.
BF – Bartek Fukiet [10]
Filmowe łup w głowę. Tak mi się kojarzy po latach „Requiem…” i mimo że nie pamiętam szczegółów, wciąż siedzi w mojej czaszce kilka scen z tego filmu, do dziś wspominam poruszające ekshibicjonizmem kreacje Burstyn i Connelly. Powiedziałem sobie dawno temu, że nie zbezczeszczę zdjęć Matthew Libatique’a seansem na ekranie telewizora i wciąż czekam na moment, kiedy dorobię się domowego projektora. „Requiem dla snu” jest w pierwszej piątce filmów, które rozdziewiczą ten sprzęt.
JS – Jakub Socha [6]
Dziwna fascynacja tym filmem trochę mnie dziwi. Temat nieprzyjemny, reżyser z undergroundu, a wszyscy oglądają i chwalą. Doszło nawet do tego, że utwór Kronos Quartet – motyw przewodni ścieżki dźwiękowej do filmu – pojawił się ostatnio w reklamie. I choć podoba mi się w tym filmie prawie wszystko: aktorstwo, zdjęcia, montaż no i muzyka, to jakoś nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nie tędy droga. Aronofsky połączył wszystkie elementu tak, że „Requiem dla snu” ogląda się jak jeden wielki narkotyczny drive. No właśnie „narkotyczny drive”, a „life is life”. „Requiem dla snu” jest jednym wielkim, efektownym – nierzadko efekciarskim – teledyskiem, który jakoś niepotrzebnie uwzniośla temat. To cierpienie ludzi, którzy krążą wokół Needle Park, uchwycone w „Narkomanach”, jest, mimo upływu lat, najbardziej przejmującym obrazem narkotycznego uzależnienia. U Schatzberga dramatem bowiem było samo życie, u Aronofskiego jest nim jedynie jego wizualizacja.
KS – Kamila Sławińska [9]
Seans jest doświadczeniem emocjonalnym porównywalnym jedynie z czołowym zderzeniem z rozpędzonym pociągiem: niewiele znam osób, które odważyły się obejrzeć „Requiem” więcej niż raz. Jednak fenomenalne połączenie niesamowitej klasy aktorstwa i odważnej, nie stroniącej od eksperymentu reżyserii, jakiej mieliśmy prawo oczekiwać od twórcy „Pi”, sprawia, że film Aronofsky’ego zapamiętuje się nie tylko jako porażającą opowieść o pułapkach nałogu, ale i jako niesamowite doświadczenie artystyczne. Nie ma tu ani jednej słabej roli, nawet Marlon Wayans zaskakuje niesamowitą siłą wyrazu; Burstyn i Connely pokazują klasę o wiele większą niż w kreacjach, za które dostały Oskara. Eksperymentalne chwyty zupełnie nie zaciemniają przekazu całości – nawet wręcz przeciwnie: mroczna wizja z powieści Shelby’ego staje się jeszcze bardziej przejmująca i aktualna w tym nowatorskim, nowoczesnym i pozbawionym łatwego moralizowania ujęciu. Zdjęcia Libatique’a, śmiały montaż Rabinovitza, a zwłaszcza piękna muzyka Mansella w powalającej interpretacji Kronos Quartet zapadają w pamięć może nawet bardziej niż losy bohaterów, zbyt tragiczne, by wspominać je często bez szkody dla zdrowia psychicznego.
MW – Michał Walkiewicz [9]
„Kino na gazie” ma swoich sztandarowych przedstawicieli i przedstawicielki: Jerry’ego Schatzberga, Lili Fini Zanuck, Danny’ego Boyle’a. Narkomani z ich filmów za początkowy wzlot płacą bolesnym upadkiem. Jednak w finale „Requiem…” nie słyszymy fałszywych obietnic, a bohaterowie nie mają kaca moralnego. Im dalej od ostatniego seansu tego współczesnego horroru (a oglądam go podejrzanie często), tym mocniej przemawiają do mnie racjonalne argumenty: wtórność, przerost formy nad treścią, gra na emocjach. Kiedy oglądam go po raz kolejny, reżsyeria Aronofsky’ego, muzyka Mansella, zdjęcia Libatique’a i montaż Rabinowitza umieszczają mnie na okołoziemskiej orbicie. Dziewczyna ciosa mi kołki na głowie za platoniczne uczucie do Jennifer Connelly, ale cóż mogę poradzić: jedna jest wybitna, druga, ilekroć ją widzę na ekranie, wybitna mi się wydaje.
KW – Konrad Wągrowski [8]
Mocne, drapieżne i mądre, a na pewno prekursorskie w ukazywaniu wyniszczających nałogów na ekranie. Nie podejmuję się porównywać z „Trainspotting”, to jednak estetycznie rzeczy odmienne, obie pozycje obowiązkowe dla każdego kinomana. W „Requiem dla snu” nie jest najważniejsza świetna rola Ellen Burstyn, nie szokujące sceny, agresywny montaż – najważniejsze jest narastające tempo tego filmu, kapitalnie uosabiające szaleństwo do jakiego doprowadzani są bohaterowie, mające niesamowitą kumulację w ostatniej pół godzinie filmu.
1 2 3 4 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Trochę nam nie wyszło
Jarosław Loretz

18 X 2021

Dzisiaj trochę grozy. W kwestii efektów specjalnych.

więcej »

Z filmu wyjęte: Polecieć sobie po kulki
Jarosław Loretz

11 X 2021

Można nakręcić „Ad Astra” z gwiazdorską obsadą za 90 milionów dolarów, ale można podobną historię zaserwować też w cenie wakacji na Balearach. Oczywiście niski budżet niesie za sobą łatwo zauważalne konsekwencje…

więcej »

Z filmu wyjęte: Duchy na dorobku
Jarosław Loretz

4 X 2021

W dalekiej Tajlandii duchy też muszą zarobić jakoś na swoje utrzymanie. Szczególnie łatwo mają te posiadające wyuczony (za życia) zawód – na przykład dentyści.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Do sedna: Darren Aronofsky. Requiem dla snu
— Marcin Knyszyński

50 najlepszych filmów superbohaterskich
— Esensja

Rodzina, ach, rodzina. O filmach M. Night Shyamalana
— Łukasz Żurek

100 najlepszych filmów dekady
— Esensja

Dobry i Niebrzydki: Czas zakładać czerwone slipy na niebieskie pończochy!
— Piotr Dobry, Konrad Wągrowski

M. Night Shyamalan: Tajemnica wyjątkowości
— Ewa Drab

Strach siedzi w nas, czyli kino grozy pod lupą (2)
— Michał Chaciński, Sebastian Chosiński, Piotr Dobry, Michał Kubalski, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Rozmowy na zadany temat: Kino superbohaterskie, „Batman Początek” i diabli wiedzą co jeszcze
— Daniel Gizicki, Tomasz Kontny, Krzysztof Lipka-Chudzik

Klucz Curtisa
— Witold Werner

DVD: Przyczajony tygrys, ukryty smok
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.