Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 października 2021
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Grudzień 2007

Esensja.pl
Esensja.pl
Zapraszamy na ostatnie popkuriozum 2007 roku. Tym razem po raz pierwszy mieliśmy możliwość uhonorować naszą antynagrodą tekst z dziennika „Polska”. Wśród nominacji także materiały z portalu Wirtualna Polska, opis wydania DVD, teksty z „Tele Tygodnia” i „Filmu”. Nominacji nie uniknęła też … „Esensja”.

Esensja

Grudzień 2007

Zapraszamy na ostatnie popkuriozum 2007 roku. Tym razem po raz pierwszy mieliśmy możliwość uhonorować naszą antynagrodą tekst z dziennika „Polska”. Wśród nominacji także materiały z portalu Wirtualna Polska, opis wydania DVD, teksty z „Tele Tygodnia” i „Filmu”. Nominacji nie uniknęła też … „Esensja”.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

O nagrodzie „Popkuriozum Miesiąca” czytaj TUTAJ

Popkuriozum Miesiąca – grudzień 2007
Hubert Kropielnicki – „Magia filmowej składanki” („Polska”, 1 grudnia 2007)
Długo czekaliśmy na tekst, który poziomem popkuriozalności sięgnie naszego dotychczasowego faworyta – „Barbie u rzeźnika” z „Wprost”. Doczekaliśmy się w tekście Huberta Kropielnickiego na temat pakietu „Blade Runnera”, w którym autor ubolewa nad bezczelnością Ridleya Scotta, który sprzedaje 5 wersji tego samego filmu, przez lata masakrując jego pierwotną wersję. W rzeczywistości autor tekstu zupełnie nie zna historii powstawania „Blade Runnera”. Ale po kolei:
Nikt dotąd nie okazał się na tyle bezczelny, żeby w jedną okładkę wcisnąć pięć (powtórzmy to wersalami: PIĘĆ!) egzemplarzy tego samego filmu.
To nie jest pięć egzemplarzy – to pięć wersji filmu.
Sam najjaśniejszy Steven Spielberg zręcznie zahandlował w roku 2002 ulepszoną wersją swojego „E.T.”, w której gumowy kosmita uzyskał nową, cyfrowo animowaną osobowość.
W rzeczywistości w nowej wersji „E.T” zostało komputerowo poprawionych kilka ujęć, E.T. w większości pozostał, jaki był w 1982 r.
Kiedy pisarz Philip K. Dick w roku 1968 opublikował kameralne opowiadanko „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?”…
„Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?” to pełnowymiarowa powieść Dicka, a nie żadne kameralne opowiadanko.
Ludzkość wycwaniła się do tego stopnia, że niebezpieczne zadania wykonują za nią roboty.
W „Blade Runnerze” nie ma nic na temat robotów. Replikanci nie są robotami.
Oprócz fenomenalnej odporności fizycznej nic nie różni tych istot od ludzi…
Siła? Rezultat testu Voighta-Kampfa?
…z wyjątkiem tego, że z sekundową dokładnością znają datę własnej śmierci.
Bardzo ciekawe. I zapewne dlatego też Leon próbuje wyciągnąć od Deckarda datę swojej produkcji i informację, ile czasu mu zostało. Pewnie chce sprawdzić Deckarda, bo po co byłaby mu taka informacja, skoro „z sekundową dokładnością zna datę własnej śmierci”.
Stworzone superistoty mają ludzką wrażliwość, więc wszczynają bunt. I nie chodzi wcale o fortunę czy władzę, lecz wyłącznie o to, by żyć chwilkę dłużej, niż im to przeznaczono. Obojętne, czy będzie to rok, godzina czy sekunda. Liczy się tylko cud niewiadomej podarowany ludziom przez naturę, robotom zaś odebrany z całą ludzką bezwzględnością.
Jak widać, autor brnie dalej…
Tryby marketingowej machiny są nieubłagane, więc jeszcze przed premierą Ridley Scott chwycił w garść nożyce i rozpętał piekło. Najpierw film okazał się zbyt krwawy jak na purytańskie USA. Stąd w boksie, który właśnie trafia na nasz rynek, dwie premierowe wersje: światowa (pełna) i amerykańska, łagodniejsza. Potem, u początków lat 90. zeszłego wieku, przyszła era DVD. Co zrobić? Banał! Poetyka srebrnej płyty polega na tym, żeby było więcej towaru pod tym samym szyldem. Więc Ridley drapie się po głowie i bez skrupułów rozpycha swoje zwarte, malarskie arcydzieło pustymi wizualiami rodem z bazaru: powracającą jak czkawka wizją białego jednorożca w zwolnionym tempie pomykającego po soczystej trawie.
Scena z jednorożcem jest jedna i została wprowadzona do pierwszej wersji filmu, zaś wycięta w wersji, która poszła do kin w 1982 roku. W wersji reżyserskiej z 1992 r. (uwaga – płyta DVD została wynaleziona w 1993 roku!) scena została przywrócona.
Aż wreszcie, w początkach XXI wieku, rusza chiński rynek konsumencki. „Chińcyki”, panie, kupią wszystko! Więc reżyser znów sięga po nożyce i wycina z filmu narrację Harrisona Forda, który w oryginale drwiąco komentuje obyczajowość i nadmiar chińskich imigrantów w Los Angeles. Po to, żeby się wielomiliardowy klient nie obraził…
Pomijając bzdurność argumentu o „Chińcykach”, pierwsza wersja filmu również nie miała narracji. Została ona dodana po tym, jak na próbnych pokazach publiczność twierdziła, że film jest niezrozumiały. Już w wersji reżyserskiej z 1992 roku nie było narracji (bo była ona oparta w dużej mierze na wersji pierwotnej) i nikt po nożyczki nie sięgał na początku XXI wieku…
Popkuriozum w pełni zasłużone.
Nominacje
Tomasz Lada – „Łowca androidów” (Tele Tydzień)
Z reguły nie zaglądamy w poszukiwaniu popkuriozów do „Tele Tygodnia”, bo byłoby to przerażającym pójściem na łatwiznę, ale z okazji recenzji pakietu „Blade Runnera” raz się skusiliśmy. I czytamy:
Listopad 2019 roku. Do Los Angeles przybywa grupa zbuntowanych robotów z planety Nexus 6.
I wszystko jasne.
• • •
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Hanna Węsierska „Kto się boi science fiction?” (Wirtualna Polska)
Pani Hanna Węsierska pisze w Wirtualnej Polsce felieton o możliwościach polskiej kinematografii w zakresie tematyki science fiction. Pania Hanna pisze, my się czepiamy.
Jest coś, co się w kinie polskim nie zdarza. Coś, co ludzie kochają. Coś, co było raz, no góra dwa (no dobra trzy) i nie widać szans, żeby pojawiło się znów. Chodzi o gatunek. O science-fiction.
Wydawać by się mogło, że to taka prosta, „widzo-genna” formuła filmu. Bierzemy Ufo (polskiego NOL-a), kilka zielonych obcych, niezbadane formy życia (obojętnie jakiego), odrobinę galaretowej masy, najlepiej w kolorze szarym, zagadkę oraz odrobinę grozy wrzucamy do wora i…
…wychodzi nam „Test Pilota Pirxa
Przypomnijcie nam, proszę, gdzie w „Teście Pilota Pirxa” mamy UFO, zielonych obcych, galaretową masę w kolorze szarym…
Proszę państwa, proszę zauważyć – wychodzi nam to już w roku 1978! I w tych zamierzchłych czasach mamy i kombinezony kosmiczne, i roboty, i doskonałą fabułę. I grozę. I akcję. Wszystko wręcz modelowo i na poziomie światowym. Okazuje się – można.
W zasadzie w popkuriozum nie rozmawiamy o rozbieżności gustów, ale pisanie o „Teście pilota Pirxa”, że jest to film „na poziomie światowym”, wydaje nam się lekką przesadą…
Potem przychodzą lata 80, trochę większe możliwości, jeśli chodzi o efekty i co się pojawia? Pojawia się Piotr Szulkin i jego „O Bi o ba”, czy „Ga, Ga chwała bohaterom”. Przepiękne kino. (…) Czas się zmienia, naród chce się śmiać, robi się coraz więcej komedii, i co? Pojawia się klasyk lekkiego sf – „Seksmisja”.
Czas się nie zmienia, tylko zagina, bo „Seksmisja” (1984) jest chronologicznie wcześniejsza niż „O bi, o ba” (1985), czy „Ga, Ga – chwała bohaterom” (1986).
Pojawia się klasyk lekkiego sf – „Seksmisja”. Fajne, lekkie, dowcipne, inteligentne, a nadal w kosmosie, prawda?
„Seksmisja”? W kosmosie? W zasadzie wiemy, że w jakimś sensie wszystko jest w kosmosie, ale chyba nie o to chodziło?
Nawet Kanadyjczycy potrafią wydłubać w temacie (seriali – przyp. Esensja) coś całkiem strawnego. Taki „Stargate Atlantis” – ile to ma sezonów? Osiemset? I jak niewiele trzeba by je budować dalej.
„Stargate Atlantis” nie jest serialem kanadyjskim, tylko kręconym w Kanadzie. Przez amerykańskie studio. „Stargate Atlantis” ma jak na razie sezonów całe 3 z kawałkiem (wyemitowanych).
Czego np. uczy nas kultowy serial „Star trek”? Tego, że obcy różnią się od nas doklejonymi z plasteliny spiczastymi uszami, odrobiną niebieskiej farby na czole, czy rurą wystającą ze środka czaszki.
Gdzie w „Star Treku” była rura wystająca ze środka czaszki?
Cała wymowa tego felietonu (przy braku wiedzy na temat budżetów zachodnich produkcji, w tym telewizyjnych, możliwości technicznych etc.) budzi nasz ogromny sprzeciw – ale w nominacji ograniczamy się do błędów w faktach. A tych jak najbardziej wystarcza na nominację.
• • •
„Death Proof” (wydanie DVD)
Na okładce kolekcjonerskiego, dwupłytowego wydania „Death Proof” (dystrybucja Kino Świat) można przeczytać:
Mike Kaskader (Kurt Russell) to facet, który lubi seks, alkohol i ostrą jazdę. Ale przede wszystkim kocha zabijać. Zwłaszcza młode, seksowne dziewczyny, na które działa jak magnez. Mike nie podejrzewa jednak, że cztery długonogie piękności przygotowały mu krwawą zemstę…
Po kolei:
— Kaskader Mike, a nie Mike Kaskader.
— Nic nie wiadomo o tym, żeby lubił seks.
— Kaskader Mike alkohol tyka dopiero w ostatnich minutach filmu, a i wtedy po to, żeby odkazić ranę i zmniejszyć szok po postrzale. W barze natomiast opowiada o tym, jak to pije wodę sodową, po której zamawia margaritę bezalkoholową.
— Młode seksowne dziewczyny boją się Mike’a lub wyśmiewają go.
— Magnez to pierwiastek, a przyciąga magnes.
— Dziewczyny nic nie przygotowały – zostały zaatakowane na drodze i od razu zareagowały. I to w trójkę, a nie w czwórkę.
— Trudno mówić o zemście, skoro dziewczyny nic nie wiedzą o losie pierwszej czwórki.
Nieźle, jak na tak krótką notkę…
• • •
Recenzja Michała Walkiewicza „Nigdy nie mów żegnaj” z "Filmu"
Obszerne omówienie nominacji znajdziecie TUTAJ.
• • •
Esensja
Po popkuriozum listopadowym rozpętała się (głownie na naszym blogu) mała burza – zarzucano nam słabe uargumentowanie nominacji, niesłuszność podjętych decyzji, nieśledzenie rzeczywiście istotnych trendów i popkuriozogennych tytułów. I choć nadal podtrzymujemy krytykę wytypowanych w zeszłym miesiącu tekstów, to jesteśmy zmuszeni przyznać krytykom nieco racji.
Popkuriozum musi być jak żona Cezara – bez skazy. Musi opisywać jednoznaczne bzdury i dokładnie punktować ich bzdurność. Musi pokazywać przypadki naprawdę bez wątpliwości. Jeśli w miesiącu nie będzie takiego przypadku (mało prawdopodobne, ale możliwe) – nagrody być nie powinno.
Pospieszne nieco przygotowanie zeszłomiesięcznych nominacji, co zaowocowało słabą argumentacją i koniecznością tłumaczenia intencji na blogu, powtórzyć się już nie może. Mamy nadzieję, że przykłady z grudnia, z którymi właśnie się zapoznaliście, nie budzą żadnych wątpliwości. Bijemy się więc w pierś i sami sobie przyznajemy nominację za grudzień 2007.
• • •
Wyniki poprzednich edycji:
koniec
17 stycznia 2008

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Polecieć sobie po kulki
Jarosław Loretz

11 X 2021

Można nakręcić „Ad Astra” z gwiazdorską obsadą za 90 milionów dolarów, ale można podobną historię zaserwować też w cenie wakacji na Balearach. Oczywiście niski budżet niesie za sobą łatwo zauważalne konsekwencje…

więcej »

Z filmu wyjęte: Duchy na dorobku
Jarosław Loretz

4 X 2021

W dalekiej Tajlandii duchy też muszą zarobić jakoś na swoje utrzymanie. Szczególnie łatwo mają te posiadające wyuczony (za życia) zawód – na przykład dentyści.

więcej »

Nie przegap: Wrzesień 2021
Esensja

30 IX 2021

Bez zbędnych słów: oto zestawienie naszych wrześniowych recenzji.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.