Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Kinowe porażki i sukcesy 2001

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 3 5 »
O filmach na polskich ekranach w roku 2001 rozmawiają Michał Chaciński, Artur Długosz, Jarosław Loretz, Eryk Remiezowicz, Konrad Wągrowski i Grzegorz Wiśniewski.

Esensja

Kinowe porażki i sukcesy 2001

O filmach na polskich ekranach w roku 2001 rozmawiają Michał Chaciński, Artur Długosz, Jarosław Loretz, Eryk Remiezowicz, Konrad Wągrowski i Grzegorz Wiśniewski.
Rozmiary kolczyków w Hollywood powoli przekraczają granice zdrowego rozsądku... [Kadr z filmu 'Moulin Rouge']
Rozmiary kolczyków w Hollywood powoli przekraczają granice zdrowego rozsądku... [Kadr z filmu 'Moulin Rouge']
Michał Chaciński: Rok temu w tekście podsumowującym sytuację w polskich kinach w 2000 roku napisaliśmy w Esensji, że to był dziwacznie rozbity rok - kino poważniejsze dało nam wtedy serię najlepszych tytułów od długich lat, a kino komercyjne odwrotnie - mnóstwo nieudanych filmów. Mam wrażenie, że w tym roku niestety sytuacja wyglądała jeszcze gorzej. W kinie ambitniejszym pojawiło się wprawdzie kilka bardzo dobrych pozycji, ale moim zdaniem w skali globalnej to był jednak dla niego w najlepszym razie średni rok. Za to kino rozrywkowe, wakacyjne, czy jakkolwiek to nazwać, zawiodło w tym roku na całej linii. Nie pamiętam od długich lat, żeby na ekranie w ciągu kilku miesięcy pojawiła się taka seria fatalnych filmów - od "Mumia powraca", przez "Pearl Harbor", do "Tomb Raidera". W kinach to były chyba najgorsze wakacje, jakie pamiętam.
Eryk Remiezowicz: Dla mnie jest to dowód na malejący brak wyobraźni i pomysłowości filmowców. Drugi dowód to pojawienie się czegoś, co nazwałbym kinem "pseudohistorycznym". Reprezentowany jest ów trend przez dwa filmy - "Obłędny rycerz" i "Moulin Rouge". Robiąc taki film, wyrywa się z dawnych epok elementy działające najbardziej na wyobraźnię i łączy z dzisiejszą mentalnością i muzyką. Powstały koktajl zapewne przyprawia historyków o palpitację, ale mnie osobiście jak najbardziej odpowiada.
MCh: Mnie to też nie przeszkadza i, szczerze mówiąc, nie sądzę, że ktoś traktuje to aż tak poważnie. Nad dokładnością wizji, czy zgodnością historyczna można się zastanawiać przy filmach, które faktycznie próbują jakoś realistycznie naśladować historyczne okresy (jak, powiedzmy "Gladiator", czy "Pearl Harbor"), ale w obu wspomnianych przez Ciebie filmach te wszystkie anachronizmy były po prostu integralną częścią wizji twórców. W "Moulin Rouge" zresztą dało to moim zdaniem fenomenalne efekty, których chyba jednak nie dałoby się osiągnąć przy faktycznym kankanie i z muzyką z końca XIX wieku.
Konrad Wągrowski: Ja jestem jednak rokiem bardzo rozczarowany. O ile większość fatalnych filmów starałem się ominąć wielkim łukiem, to ogólny poziom tych dobrych też nie rzucał na kolana. Dochodziło do tego, że bywały takie tygodnie, w których, choć chciałem wybrać się do kina, do żadnego z tytułów nie byłem na tyle przekonany, żeby ryzykować wydanie pieniędzy. Nie obejrzeliśmy chyba żadnego filmu, o którym moglibyśmy bez wahania powiedzieć, że wejdzie do historii kina (poza może "Moulin Rouge" Luhrmanna) - a sądzę, że patrząc choćby na lata poprzednie możemy to przyznać "Szeregowcowi Ryanowi" czy "Matrix". Ale także niewiele było filmów było takich, o których bez wahania możemy powiedzieć, że były po prostu dobre.
MCh: Aż tak bardzo jednak bym nie przesadzał. Pierwsza polowa roku - ta w której trafiają do nas najlepsze filmy zza oceanu, walczące o Oscary i szereg innych nagród, była jednak przyzwoita. Ale o tym za moment, przy omówieniu filmów ambitniejszych.
KW: Wracając do tytułów mających zapewnić rozrywkę - nie rozczarowałem się "Dziennikiem Bridget Jones", choć jednak nie dorównuje ten tytuł "Czterem weselom i pogrzebowi" czy "Notting Hill". Poza tym w rozrywce bardzo, bardzo słabo. Nie ma ani dobrych obrazów przygodowych, a i proste komedie, które w ostatnich mocno trzymały poziom ("Zakazany owoc", "Depresja gangstera", "Jak ugryźć 10 milionów", "Poznaj mojego tatę") w tym roku niezbyt dopisały. Kino przygodowe - "Pearl Harbor" to rozdział osobny, nie mogę dodać niczego do tego co wraz z Gregiem Wiśniewskim napisaliście w swych recenzjach - spółka Bruckheimer-Bay (ja się bawiłem świetnie na "Armageddonie", "Con-Air", a zwłaszcza "Twierdzy") zapomniała jakie filmy robić powinna. Jednoznacznie negatywne oceny "Tomb Raidera" odstraszyły mnie skutecznie od tego obrazu. Nic w 2001 nie obejrzeliśmy na miarę zeszłorocznego "Gladiatora", który jako obraz rozrywkowy sprawdzał się moim zdaniem znakomicie.
Artur Długosz: Wspomniałeś "Bridget Jones", którego pierwowzoru literackiego nie czytałem, ale film był dla mnie jednym z największym rozczarowań. Nie żebym się po tym tytule czegoś wielkiego spodziewał, ale ponoć miał to być film śmieszny i zabawny, niekiedy absurdalny; w każdym bądź razie miał się plasować gdzieś nad poziomem zero. Niestety osobiście wpasował mi się gdzieś dużo niżej, a nieprzyjemne wrażenie po jego obejrzeniu na tyle długo mnie prześladowało, że przez pewien czas referowałem do tego filmu jako jednostki symbolizującej zły film, po prostu zły. Nawet całkiem dobra obsada aktorska niczego nie uratowała, bo ten film jest przede wszystkim opowiedziany niewłaściwym filmowym językiem. Z drugiej strony miażdżące oceny "Tomb Raidera" wydają się być przesadzone.
MCh: A ja zgodzę się z Konradem, że w wysokobudżetowym kinie rozrywkowym nie pojawiło się w tym roku naprawdę nic, co warto byłoby zapisać z podkreśleniem. Jeśli najlepszą komedią roku jest film animowany, a relatywnie najlepszym filmem "akcji" zostaje w najlepszym razie przyzwoity "Park Jurajski 3", to o kinie "popularnym" świadczy to fatalnie.
Grzegorz Wiśniewski: Mnie akurat trudno chyba będzie sformułować jakąś w miarę obiektywną diagnozę. Mam wrażenie, że w zeszłym roku doznałem przesytu kliszą fabularną, stępiała moja filmowa ciekawość. Wiele filmów, na które wcześniej czekałem, w momencie premiery nie zdołało mnie przyciągnąć do kina - paradoksalnie dlatego może nie oceniam roku 2001 aż tak krytycznie. Przyznaję, że przemysł filmowy radził sobie kiepsko, jednak nie jestem w stanie przytoczyć na poparcie tej tezy żadnych globalnych argumentów. Po wstępnych recenzjach zasłyszanych z miarodajnych źródeł odpuściłem sobie zarówno "AI" jak i "Planetę małp", a rok podsumowuję mając w miarę świeżo w pamięci "Shreka", "Billy′ego Elliota" czy "Przyczajonego Tygrysa...". Oceniałbym sytuację gorzej, ale udało mi się ominąć wszystkie rafy. Stąd mój skromny - i raczej niezaangażowany - optymizm.
A tam, uważasz, jest taki dziwny kraj, w którym faceci nie noszą sukienek. [Kadr z filmu 'Przyczajony tygrys, ukryty smok']
A tam, uważasz, jest taki dziwny kraj, w którym faceci nie noszą sukienek. [Kadr z filmu 'Przyczajony tygrys, ukryty smok']
AD: "AI" faktycznie należało sobie odpuścić, przekonałem się o tym na sali kinowej, troszkę za późno. W ogóle twórcy, po których należało się czegoś znośnego spodziewać a wręcz wymagać tego od nich, zawiedli na całej linii, "Sztuczna inteligencja" jest tego świetna egzemplifikacją. Za to wymieniony "Przyczajony tygrys, ukryty smok" ... hmm.., to było naprawdę nowe przeżycie. Zresztą, co tu dużo, mówić, ja lubię poetyke filmów wschodu.
Jarosław Loretz: Ja też, dlatego w pamięci zachowam wspaniałe, przypomniane ostatnio w telewizji "Chińskie duchy", a nie "Przyczajonego tygrysa...", który jak dla mnie jest dziwacznym melanżem kultury wschodniej i zachodniej (tej ostatniej odczuwalnej głównie w sposobie realizacji filmu), która nie zaowocowała czymś naprawdę wybitnym. Z jednym jednak się zgodzę - na tle pulpy, jaką proponowali w kinach dystrybutorzy, film wypadł całkiem nieźle. Zwłaszcza, że film, na który czekałem, czyli "Planeta małp", okazał się fatalnym nieporozumieniem. Reżyser, którego nazwisko do tej pory gwarantowało rozrywkę na dość wysokim, stale utrzymywanym poziomie, nagle zaserwował film bardzo zły. Jedyne, co w nim nie kulało, to scenografia oraz muzyka. Reszta - przykro mi to mówić - do kosza. Jedyny wniosek, jaki stąd wypływa - Burton nigdy nie powinien był się wikłać w filmy sf. Podobnie jak Reitman. Jego "Ewolucja" nie dość, że była durna, to jeszcze nie była wcale tak zabawna, jak się zapowiadała.
I przy okazji wspomnę może jeszcze o jednym filmie, który został pominięty, a chyba niesłusznie. Mam na myśli obraz "Stary, gdzie moja bryka?". Komedia bardzo lekka, miejscami głupkowata, zasługiwała na uwagę, choć przeszła jakoś tak bez większego echa. A w sumie szkoda.
KW: Ja unikam jak ognia w kinie dwóch tematów - filmów o emerytowanych amerykańskich bejsbolistach i tzw. "komedii młodzieżowych". :-) Dlatego tez, dodatkowo zniechęcony przez zwiastun, z tego filmu zrezygnowałem. Natomiast uważam, że ów melanż kultury wschodniej i zachodniej jest akurat zaletą "Tygrysa i smoka". To pierwszy film, który kulturę chińska przedstawia w wersji akceptowalnej dla zachodniego widza.
FANTASTYKA NIE TAK FANTASTYCZNA
MCh: Pewnym plusem jest to, że kino SF weszło jakby na nieco wyższy poziom, ale to też związane było raczej z faktem, że niżej niż w 2000 roku chyba nie dałoby się upaść. Dublet "Misja na Marsa" + "Czerwona planeta" mógł wykończyć każdego fana fantastyki. W tym roku w sumie nadal nie pojawił się żaden film SF, który uznałbym za zupełnie udany, ale jednak było trochę lepiej. Moim zdaniem, ani Spielberg ze "Sztuczną inteligencją" ani Tim Burton z "Planetą małp" nie spełnili nadziei fanów SF, ale przynajmniej dało się te filmy oglądać.
AD: Krótki komentarz pod adres "Sztucznej inteligencji", przed którym nie mogę się powstrzymać.. To byłby całkiem niezły film, gdyby powstał, kiedy miał powstać. A tak okazało się, że wszystkie wykorzystane w filmie wątki zostały wyeksploatowane do granic możliwości w ciągu ostatnich 20 lat i w sumie jest to film o niczym. Strasznie się wynudziłem, film zdecydowanie jest za długi i nie wprowadza niczego nowego w rejony, po których się porusza, nawet źdźbła oryginalności. I naprawdę nie ma wytłumaczenia dla mnie osobiście jego produkcja w takiej postaci, w jakiej go widziałem. Spielbergowi zabrakło chyba dystansu do tematu sprzed grubo ponad kilkudziesięciu lat.
1 2 3 5 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Trochę nam nie wyszło
Jarosław Loretz

18 X 2021

Dzisiaj trochę grozy. W kwestii efektów specjalnych.

więcej »

Z filmu wyjęte: Polecieć sobie po kulki
Jarosław Loretz

11 X 2021

Można nakręcić „Ad Astra” z gwiazdorską obsadą za 90 milionów dolarów, ale można podobną historię zaserwować też w cenie wakacji na Balearach. Oczywiście niski budżet niesie za sobą łatwo zauważalne konsekwencje…

więcej »

Z filmu wyjęte: Duchy na dorobku
Jarosław Loretz

4 X 2021

W dalekiej Tajlandii duchy też muszą zarobić jakoś na swoje utrzymanie. Szczególnie łatwo mają te posiadające wyuczony (za życia) zawód – na przykład dentyści.

więcej »

Polecamy

Kevin Smith. Sprzedawcy 2

Do sedna:

Kevin Smith. Sprzedawcy 2
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Jay i Cichy Bob kontratakują
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Dogma
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. W pogoni za Amy
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Szczury z supermarketu
— Marcin Knyszyński

Kevin Smith. Sprzedawcy
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Pułapka
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Koniec świata
— Marcin Knyszyński

Richard Kelly. Donnie Darko
— Marcin Knyszyński

Alejandro González Iñárritu. Zjawa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.