Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 lipca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXXVII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

Zapowiedzi

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray

więcej »
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

40 najlepszych soundtracków wszech czasów

Esensja.pl
Esensja.pl
« 1 2 3 »

Sebastian Chosiński, Paweł Franczak, Wojciech Gołąbowski, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jacek Sobczyński, Konrad Wągrowski

40 najlepszych soundtracków wszech czasów

Michael Nyman – „Fortepian” („The Piano”) (1993)
Piękny film Jane Campion z nie mniej piękną i porywającą muzyką angielskiego kompozytora, idealnie podkreślającą cudowną przyrodę Nowej Zelandii. Nyman stworzył utwory fortepianowe, które kojarzyć się mogą z Beethovenowskim „Dla Elizy” – są równie melodyjne i romantyczne. Znakomita płyta na wieczór we dwoje z ukochaną.
Goblin – „Głęboka czerwień” („Profondo Rosso”) (1975) oraz „Suspiria” (1977)
Dwie płyty tego samego wykonawcy będące oprawą muzyczną dwóch horrorów Daria Argento. Włoski rock progresywny w szczytowej formie. Muzyka, która świetnie się sprawdza nie tylko jako ścieżka dźwiękowa do filmu, ale też w roli pełnoprawnego dzieła oddzielonego od obrazu. Nie da się tego słuchać z obojętnością. Jeśli oddacie się tej muzyce bez reszty, z upływem czasu zaczniecie czuć ciarki przebiegające wam po plecach i rozglądać się z przestrachem w poszukiwaniu psychopatycznego mordercy.
Bee Gees – „Gorączka sobotniej nocy” („Saturday Night Fever”) (1977)
Kto nie pamięta Johna Travolty ubranego w biały garnitur, tańczącego do utworów Bee Gees? To symbol dyskotek lat siedemdziesiątych. Utwory braci Gibb przetrwały próbę czasu i wciąż się ich świetnie słucha. Nawet dziś, gdy DJ puści „Stayin’ Alive”, „Night Fever”, czy „You Should Be Dancing”, tłok na parkiecie jest murowany.
John Williams – „Gwiezdne wojny” („Star Wars Trilogy”) (1993/2004)
Tego soundtracku nikomu chyba nie trzeba przedstawiać. Gdy włączam płytę, najpierw oczami wyobraźni widzę napis: „Dawno, dawno temu w odległej galaktyce”, a następnie w głośniku wybucha nieśmiertelny motyw przewodni. A dalej jest jeszcze lepiej: „The Imperial March”, „Han Solo and the Princess”… Świetnie też się słucha uroczej melodii towarzyszącej pojawieniu się Ewoków czy zakręconego zespołu Cantina Band. Absolutna klasyka.
Galt MacDermot – „Hair” (1979)
W filmie – pozornie niemożliwy do autonomicznego odbioru zbiór utworów, które wydają się zastępować jego scenariusz. Na płycie – kapitalny zestaw znakomicie skonstruowanych przebojów, bez których nie obejdzie się żadna potańcówka w klimacie Różowych Lat 70.
Pieter Bourke i Lisa Gerrard – „Informator” („The Insider”) (1999)
Michael Mann zawsze bardzo dba o wizualną i dźwiękową warstwę swych filmów – nie inaczej było w przypadku „Informatora”. Do współpracy zaprosił Lisę Gerrard i Pietera Bourke’a, którzy nasycili film muzyką zróżnicowaną, złożoną z fragmentów o zabarwieniu orientalnym, instrumentalnych ballad, eksperymentów dźwiękowych, motywów bardziej dramatycznych. Soundtrack uzupełnia dynamiczne „Safe from Harm” Massive Attack (w filmie słyszalne tylko przez chwilę, ale zarówno tekstem, jak i muzyką doskonale do niego pasujące). Trudno sobie wyobrazić niektóre sceny „Informatora” – w szczególności wewnętrzne dylematy Jeffreya Wiganda – bez tej pięknej ilustracji muzycznej.
Tim Rice, Andrew Lloyd Webber – „Jesus Christ Superstar” (1973)
Nawet epatujący przemocą Mel Gibson w „Pasji” nie stworzył tak poruszającej i przejmującej wizji ukrzyżowania Chrystusa jak Webber i Rice w swoim dziele. Świetna, osadzona głęboko w korzeniach psychodelicznego rocka muzyka, mocne teksty i niezwykła emocjonalność. Ta płyta jest jak modlitwa.
Tangerine Dream – „Legenda” („Legend”) (1985)
Niemiecka legenda rocka elektronicznego nagrała w sumie muzykę do kilkudziesięciu filmów. Złośliwi twierdzą, że sam Edgar Froese nie byłby w stanie podać dokładnej liczby wydanych przez siebie płyt. Ilość, niestety, nieczęsto przechodziła w jakość. Tym razem jednak jest zupełnie inaczej. Muzyka nagrana do klasycznego filmu fantasy Ridleya Scotta ujmuje przede wszystkim delikatnością i zwiewnymi motywami. Na osoby polujące na ten soundtrack czyha jednak pewna pułapka – wydano bowiem dwie ścieżki dźwiękowe z „Legendy”, a na alternatywnym krążku znalazły się kompozycje Jerry’ego Goldsmitha. Przed tym albumem się wystrzegajcie, bo to typowa dla amerykańskiego muzyka masówka.
Różni wykonawcy – „Lśnienie” („The Shining”) (1980)
Wzorzec użycia muzyki w celach wywoływania u potencjalnego odbiorcy silnych, a niekiedy traumatycznych wrażeń zmysłowych w filmowych horrorach. Mówiąc bardziej po naszemu: tak się straszy widzów.
Penderecki i Ligeti w roli twórców ścieżki dźwiękowej do czasu ekranizacji „Lśnienia” brzmiało jak profanacja. Dopiero Kubrick pokazał, że współczesna mu awangarda muzyki symfonicznej to nie tylko intelektualny chłód, że może też być źródłem potężnych emocji. Niekoniecznie miłych. Na pewno niezapomnianych.
Więcej tu: „Jak brzmi strach?”.
Aimee Mann – „Magnolia” (1999)
Czy jest drugi taki przypadek, gdy soundtrack nie powstaje na potrzeby filmu, ale film jest… ekranizacją soundtracku? Tak właśnie stało się w przypadku „Magnolii”. Reżyser Paul Thomas Anderson do tego stopnia zakochał się w smutnych balladach Aimee Mann, że postanowił w oparciu o jej teksty stworzyć film. Rzeczywiście, w „Magnolii” mnóstwo jest właściwego dla piosenek Mann smutku, melancholii, rezygnacji, a przede wszystkim samotności. Piękną kulminacją filmu jest chwila, gdy wszyscy bohaterowie śpiewają w różnych miejscach miasta jednocześnie piosenkę „Wise Up”, a jej tekst doskonale oddaje stan ducha każdego z nich.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Różni wykonawcy – „Między słowami” („Lost in Translation”) (2004)
Leniwa kompilacja nastrojowych snujów (to nie zarzut!) skąpana w shoegaze’owo-elektronicznym sosie. Zaprzeczenie tezy Kazimierza Górskiego, jakoby „nazwiska nie grały”. Plus fantastyczne „Too Young” francuskiej grupy Phoenix. Do posłuchania nie tylko w sunącej przez miasto taksówce.
Różni wykonawcy – „Odyseja kosmiczna 2001” („2001: A Space Odyssey”) (1968)
„Nasi kompozytorzy muzyki filmowej, jakkolwiek dobrzy by nie byli, nie są Beethovenami, Mozartami czy Brahmsami. Po co więc wykorzystywać słabszą muzykę, podczas gdy mamy taką mnogość wspaniałej muzyki symfonicznej z przeszłości i teraźniejszości?” – tak Stanley Kubrick tłumaczył obecność na ścieżce dźwiękowej Ryszarda i Johanna Straussów, Chaczaturiana i Ligetiego. Miał najwidoczniej rację, skoro sceny walca stacji kosmicznych i „odkrycia narzędzia” na trwale wpisały się w zbiorową świadomość ludzkości.
Nino Rota – „Ojciec chrzestny” („The Godfather”) (1972)
Wszyscy znamy fenomenalny motyw przewodni z „Ojca chrzestnego”, ale mało kto pamięta, że w filmie pojawia się on jedynie w scenach, w których akcja toczy się na Sycylii (podczas wygnania tamże Michaela Corleone). Ta muzyka doskonale oddawała klimat wysuszonej, gorącej wyspy, na której honor i zemsta są ważniejsze od czegokolwiek innego. Dziś skojarzenie jest nieco prostsze – słyszymy muzykę, myślimy: mafia. Ale i tak nam się podoba.
Peter Gabriel – „Ostatnie kuszenie Chrystusa” („The Last Temptation of Christ”) (1989)
Muzyczny absolut. Gdzieś na styku liryzmu europejskiej muzyki klasycznej, orientalnej duchowości i płomiennego afrykańskiego rytmu zrodziła się rzecz wybitna, rzecz unikalna. „Pasja” oznacza zaangażowanie i cierpienie: na tej płycie Gabriel stworzył muzyczną definicję tego słowa. Szkoda, że tak niewielu ludzi mogło obejrzeć go w naszym kraju; szkoda że tak niewielu wysłuchało ścieżki dźwiękowej – „Passion” zostawia w sercu trwały ślad.
Ennio Morricone – „Pewnego razu na Dzikim Zachodzie” („Once Upon a Time in the West”) (1969)
W zasadzie w tym miejscu mogłaby się znaleźć ścieżka dźwiękowa skomponowana przez Włocha do jakiegokolwiek innego spaghetti westernu. Wybór padł jednak na „Once Upon a Time…” z powodu najbardziej znanego utworu na płycie, czyli „Man with a Harmonica”. W muzyce Morricone pobrzmiewają typowe dla całego gatunku filmowego (czyli włoskiej odmiany opowieści o Dzikim Zachodzie) niepokój i moralna ambiwalencja, a największą jej siłą są pozostające w uszach po wsze czasy motywy. Nie inaczej ma się rzecz z soundtrackami z „Trylogii dolara” czy „Garści dynamitu”.
« 1 2 3 »

Komentarze

18 VII 2013   15:04:22

[i]Penderecki (…) w roli twórców ścieżki dźwiękowej do czasu ekranizacji „Lśnienia” brzmiało jak profanacja.[/i]

Bzdura. Penderecki napisał np. muzykę do "Pamiętnika znalezionego w Saragossie".

18 VII 2013   16:27:53

"Rękopis.." powstał przed "Lśnieniem", więc wszystko się zgadza ;)

05 XII 2014   11:49:11

Filadelfia by się przydała na liście :)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Gdy mści się niechlujstwo
Jarosław Loretz

15 VII 2019

Kręcąc filmy osadzone w konkretnej, minionej już epoce, trzeba szczególnie zwracać uwagę na to, co się pokazuje…

więcej »

Serialomaniak.pl: Premiery i powroty seriali – lipiec 2019
Julia Deja

11 VII 2019

Jak na razie lato rozpieszcza nas (czy też męczy – w zależności od gustu) wysokimi temperaturami. Równie gorąco jest wśród serialowych premier. Na nasze ekrany powróci długo oczekiwana kontynuacja „Stranger Things”, zobaczymy też po latach nowy sezon kultowej „Veroniki Mars”. Co jeszcze obejrzymy w lipcu?

więcej »

Z filmu wyjęte: 22 tancerzy i świński pęcherz
Jarosław Loretz

8 VII 2019

Dziś coś dla sympatyków piłki nożnej. Czyli ranna piłka na noszach i „samolot” w wykonaniu jednego z zawodników.

więcej »

Polecamy

Gdy mści się niechlujstwo

Z filmu wyjęte:

Gdy mści się niechlujstwo
— Jarosław Loretz

22 tancerzy i świński pęcherz
— Jarosław Loretz

Czy duże dziewczynki lubią krew?
— Jarosław Loretz

Czy małe dziewczynki lubią krew?
— Jarosław Loretz

Nasi w zaświatach
— Jarosław Loretz

Meble na wysoki połysk
— Jarosław Loretz

Limuzyna na miarę naszych możliwości
— Jarosław Loretz

RPG a sprawa Dzikiego Zachodu
— Jarosław Loretz

Tania siła robota
— Jarosław Loretz

Samopodający się talerz
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Tegoż twórcy

Wszyscy jesteśmy Patersonami
— Piotr Dobry

Tydzień z życia kierowcy
— Kamil Witek

Co nam w kinie gra: 2001: Odyseja kosmiczna
— Konrad Wągrowski, Michał Chaciński

Konkurs na recenzję filmową: Depresja wampira
— Maciej Rumiancew

Stare dobre małżeństwo
— Miłosz Cybowski

Co nam w kinie gra: Tylko kochankowie przeżyją
— Kamil Witek

Esensja ogląda: Grudzień 2013 (6)
— Sebastian Chosiński, Gabriel Krawczyk, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski

Esensja ogląda: Grudzień 2013 (1)
— Gabriel Krawczyk, Konrad Wągrowski

4. American Film Festival: Od zmierzchu do świtu
— Kamil Witek

Nagrajmy jak za dawnych lat
— Łukasz Izbiński

Tegoż autora

Batmany, Które Są Złe
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Stary Thanos nie rdzewieje
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Lepiej byłoby już pozostać w Paryżu!
— Sebastian Chosiński

Birdman znad Missisipi i Missouri
— Sebastian Chosiński

Piekło ludzi wolnych
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Batman metalem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ten dziwny przycisk „dojrzewanie”
— Konrad Wągrowski

Sympatyczny seryjny morderca
— Konrad Wągrowski

Finał poniżej oczekiwań
— Konrad Wągrowski

Jak Tommy Lee Jones (razy trzy) w „Ściganej”…
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.