Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 stycznia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Filmy

Magazyn CLXXXII

Podręcznik

Kulturowskaz MadBooks Serialomaniak.pl Skapiec.pl

Nowości

kinowe

więcej »

dvd i blu-ray (wybrane)

więcej »

Zapowiedzi

kinowe (wybrane)

więcej »

dvd i blu-ray

więcej »

Wojny klonów: Zakochany w Xenie Vader w czerni je miętówki w krypcie Exara Kuna

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
Jak wygląda codzienne życie imperialnego szturmowca? Czy Sokoła Milenium można wykorzystać jako zapalniczkę? Skąd Lucas wziął pomysły na gwiezdną sagę? Czy wszyscy Jedi wyginęli w Epizodzie III? I co wspólnego ma Yoda ze zdrową żywnością? To wszystko i jeszcze więcej w przeglądzie fanowskich filmów nakręconych (lub zmontowanych) przez wielbicieli „Gwiezdnych wojen”.

Agnieszka ‘Achika’ Szady

Wojny klonów: Zakochany w Xenie Vader w czerni je miętówki w krypcie Exara Kuna

Jak wygląda codzienne życie imperialnego szturmowca? Czy Sokoła Milenium można wykorzystać jako zapalniczkę? Skąd Lucas wziął pomysły na gwiezdną sagę? Czy wszyscy Jedi wyginęli w Epizodzie III? I co wspólnego ma Yoda ze zdrową żywnością? To wszystko i jeszcze więcej w przeglądzie fanowskich filmów nakręconych (lub zmontowanych) przez wielbicieli „Gwiezdnych wojen”.
Chyba żadna inna grupa fanów nie nakręciła tylu własnych filmów co wielbiciele „Gwiezdnych wojen”. Istnieją co prawda rozmaite filmiki związane na przykład z „Władcą Pierścieni”, jednak w większości są to humorystyczne montaże scen z trylogii Petera Jacksona (na przykład słynna wersja będąca udawanym teledyskiem do piosenki pewnego rumuńskiego zespołu).
Filmy fanowskie (zwane również fanfilmami) to praktycznie odrębna gałąź sztuki, odbywają się nawet oficjalne konkursy w tej dziedzinie. Niektóre z produkcji stoją na bardzo wysokim poziomie jeśli chodzi o popisy kaskaderskie i efekty specjalne, nie mówiąc już o takich szczegółach jak profesjonalnie zrobiona czołówka i napisy końcowe. Można je podzielić na filmy aktorskie, animacje oraz filmy powstałe z użyciem ujęć z oryginalnej sagi.
1. Bawimy się klockami.
W tej kategorii najbardziej znane – i chyba najbardziej interesujące oraz godne polecenia – są „Grocery Store Wars”: historia Luke’a, Obi-Wana i Rebelii opowiedziana przez… ekologicznie hodowane warzywa, które w supermarkecie walczą z żywnością pryskaną, faszerowaną chemią i genetycznie modyfikowaną. Być może z powodu tego edukacyjnego przesłania dialogi mają doskonałą jakość dźwiękową, dzięki czemu łatwo mogą je zrozumieć fani, dla których angielski nie jest rodzimym językiem.
Niezwykle popularne są animacje klocków Lego – jedną z lepszych jest prościutka, acz niezwykle zabawna „Lego Wars: The Han Solo Affair”, w której Leia, Chewie i Luke oraz Boba Fett, Vader i szturmowcy uganiają się korytarzami Miasta Chmur, wyrywając sobie zamrożonego Hana Solo. Bywają też animacje robione za pomocą grafiki komputerowej, na przykład zapomniana już humoreska utrzymana w estetyce obrazków rysowanych myszą w programie Paint, przedstawiająca problemy z włączeniem miecza świetlnego przez kolejnych aktorów grających Luke’a.
2. Wstąp do armii imperialnej, zanim ona wstąpi do ciebie!
Z dość oczywistych względów realizatorskich najbardziej popularnymi bohaterami fanfilmów są postacie noszące maski: Vader, szturmowcy, różnej maści łowcy nagród. Z równie oczywistych względów akcja bardzo często rozgrywa się na jakiejś lesistej planecie lub – w najlepszym wypadku – w postindustrialnych ruinach. W każdym razie tak zazwyczaj było w starszych produkcjach, na przykład sprzed ośmiu-dziesięciu lat. Chyba że ktoś miał dostęp do pustyni, jak twórcy legendarnego już „Troops” – jednego z pierwszych starwarsowych fanfilmów, nakręconego w 1997 roku.
Kevin Rubio, którego komediowy potencjał fani znają z komiksu „Tag i Bink kopnęli w kalendarz” , użył formy paradokumentalnej, przedstawiając zwykły dzień z życia zwykłego szturmowca na Tatooine; tytuł „Troops” jest nawiązaniem do amerykańskiego dokumentalnego serialu „Cops” („Gliny”), ukazującego pracę policji. Na niezbyt wyraźnych, skaczących, kręconych z ręki ujęciach widzimy szturmowców kontrolujących grupkę Jawów w poszukiwaniu zaginionych robotów, a następnie wezwanych do interwencji w sprawie domowej awantury u niejakich państwa Larsów. Pochodząca z serialu „Cops” piosenka „Bad Boys”, która stanowi podkład muzyczny, jest zabawnym komentarzem do całości – szczególnie dla widzów o prorebelianckim nastawieniu.
Nawiązaniem do kultowych „Troopsów” jest „I.M.P.S.”, zaplanowany jako serial, choć od premiery w 2005 roku ukazał się tylko jeden odcinek. Ten film również pokazuje szturmowców jako kogoś w rodzaju policjantów, tym razem patrolujących niebezpieczne dzielnice dużego miasta, w którym spotkać można na przykład… Predatora z kolekcją czaszek Alienów. Film jest nakręcony na bardzo profesjonalnym poziomie, choć – podobnie jak w produkcji Kevina Rubio – polskim widzom może sprawiać problem zrozumienie dialogów: szturmowcy porozumiewają się przez mikrofony w hełmach, więc dźwięk jest odpowiednio trzeszczący i fatalny. Jednak na szczęście nie przeszkadza to w zrozumieniu akcji, która ze względu na krótkość odcinków nie jest zbyt skomplikowana. Dobra strona wizualna wynagradza dźwiękowo-językowe niedogodności (istnieje zresztą tłumaczenie na polski).
Innym popularnym i lubianym fanfilmem jest nakręcony w 1999 „George Lucas in Love”, którego twórcy wzorowali się na „Zakochanym Szekspirze”, pokazując, jak miłość studenta szkoły filmowej jest w stanie pozytywnie wpłynąć na natchnienie. Praktycznie w każdej scenie występuje tu jakieś nawiązanie do „Gwiezdnych wojen” – przeważnie są to rozmaite przewijające się w tle osoby, które, co sugeruje obraz, stanowiły pierwowzór poszczególnych postaci z filmu.
Kilkuczęściowy „Darth Vader in Love” nawiązuje do powyższego utworu tylko tytułem. Akcja rozgrywa się w całości w Bardzo Odległej Galaktyce, głównie na Gwieździe Śmierci. Czarny Lord niespodziewanie spotyka… nie, nie powiem, kogo. Nie będę wam psuła niespodzianki. W każdym razie jest to modelowy przykład nakręcenia dobrego fanfilmu: zabawny scenariusz, świetnie zrobione dekoracje, kostiumy i oświetlenie, a dzięki temu, że akcja rozgrywa się w całości we wnętrzach, twórcy unikają konieczności animowania statków w kosmosie czy stosowania innych efektów specjalnych i całość wypada bardzo profesjonalnie. Dodatkowo jeszcze najwyższa pochwała należy się aktorom za doskonałe oddanie głosu i intonacji zarówno Vadera, jak i imperialnych oficerów.
„American Jedi” tytułem nawiązuje oczywiście do kinowego filmu „American Pie”, co znajduje odzwierciedlenie również w treści: film opowiada bowiem o tym, jak Obi-Wan, aby zostać rycerzem Jedi, musi… pójść z dziewczyną do łóżka. W tym celu zapisuje się do college’u, gdzie nowo poznani kumple starają mu się ze wszystkich sił pomóc. Film jest zrealizowany w konwencji trailera kinowego, dzięki czemu akcja bez przeszkód może składać się z oderwanych od siebie scen, prezentujących – jak to w trailerach – momenty najśmieszniejsze i najbardziej dramatyczne (mecz!). A kwestia Yody „I sense much beer in you” weszła już do kanonu fanowskich odzywek.
„Knightquest”, choć powstał w 2001 roku, w Polsce przez wiele lat był znany tylko z trailera – do tego stopnia, że część fanów sądziła, iż pełny film w ogóle nie był planowany. Ten wyjątkowo długi (w kategoriach fanfilmów) obraz opowiada o walce Vadera z jednym z ostatnich żyjących Jedi oraz jego uczniami – rodzeństwem obdarzonym Mocą. Dialogi są niestety tak niewyraźnie nagrane, że właściwie nie do zrozumienia, natomiast na plus trzeba zaliczyć znakomite, dynamiczne ujęcia statków, bardzo dobrą choreografię walk na miecze oraz niezłe aktorstwo, szczególnie w wykonaniu starego mistrza Jedi.
Innym znanym fanfilmem jest „Broken Allegiance” – historia dwojga zbuntowanych uczniów Vadera ściganych przez łowcę nagród. Dzięki skupieniu się na krótkiej, prostej historyjce twórcom udało się osiągnąć dobry efekt mimo dość skromnych środków. Jest to – podobnie jak „Knightquest” – jeden z nielicznych filmów w konwencji całkowicie serio, moim zdaniem dużo trudniejszej do osiągnięcia niż humorystyczna.
„Star Wars: Revelations” powstał w roku 2005 i to widać: w porównaniu ze starszymi filmami ma o wiele bardziej realistycznie zrobione efekty specjalne, nie dzieje się też w lesie, lecz w rozmaitych lokalizacjach, na przykład na fantastycznie ukazanym Coruscant. Akcja rozgrywa się wkrótce po wydarzeniach z Epizodu III, a główną bohaterką jest kobieta obdarzona przez Moc darem jasnowidzenia. Aktorstwo jest na bardzo przyzwoitym poziomie, lecz niestety film cierpi na zmorę większości fanowskich produkcji, czyli dźwiękową jakość dialogów znacznie utrudniającą ich zrozumienie komuś z Polski. Natomiast pod względem scenografii, kostiumów i oświetlenia film nie odbiega jakością od wielu profesjonalnych telewizyjnych seriali fantastycznych.
Przez długi czas sądziłam, że film „Essence of the Force” jest autentyczną reklamą napoju Mountain Dew (to on okazuje się tajemniczą, świecącą na zielono „esencją Mocy”, o którą toczą bój dobry i zły bohater), a to z powodu bardzo profesjonalnego wykonania. Sceny kaskaderskie i choreografia walk stoją na naprawdę wysokim poziomie, co sprawia, że film ogląda się z prawdziwą przyjemnością.
Podobny w pomyśle jest „Legacy of the Jedi”, lecz akcja jest nieco dłuższa: zamiast samego pojedynku na miecze świetlne pokazuje rozwinięcie akcji – od treningu mistrza i ucznia poprzez ich przybycie na obcą planetę aż do spotkania groźnego przeciwnika, który wszelako daje się obłaskawić… miętówkami. Film jest po prostu uroczy, a choreografia walk i dobre aktorstwo sprawiają, że jest na co popatrzeć.
Odrębną grupą filmików z aktorami są teledyski, z których najsłynniejszy to oczywiście profesjonalnie zrobione przez Weird Ala Yankovica „The Saga Begins”. Przeróbka znanej piosenki Dona McLeana „American Pie” streszcza akcję „Mrocznego widma”, a obrazki w rodzaju Imperatora grającego na pianinie czy tańczących dwórek Amidali są jedyne w swoim rodzaju. Istnieje wersja z napisami po polsku autorstwa grupki fanów ukrywających się pod utworzonym z inicjałów pseudonimem „Dżass Dzmacks”.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Z filmu wyjęte: Karnawał osobliwości
Jarosław Loretz

14 I 2019

Towarzyszący komuś pęk balonów niekoniecznie musi oznaczać, że zanosi się na huczne świętowanie.

więcej »

Pożegnania 2018 (4)
Jarosław Loretz

11 I 2019

Nadszedł czas na podsumowanie strat szeroko pojętej popkultury w 2018 roku. Dziś miesiące październik-grudzień.

więcej »

Pożegnania 2018 (3)
Jarosław Loretz

10 I 2019

Nadszedł czas na podsumowanie strat szeroko pojętej popkultury w 2018 roku. Dziś miesiące lipiec-wrzesień.

więcej »

Polecamy

Karnawał osobliwości

Z filmu wyjęte:

Karnawał osobliwości
— Jarosław Loretz

Jeszcze à propos jedzenia
— Jarosław Loretz

Smacznego z Ameryki
— Jarosław Loretz

Telewizja cię zje!
— Jarosław Loretz

Na parkowej ławeczce
— Jarosław Loretz

Zombie a… kobieta?
— Jarosław Loretz

Robot a kobieta
— Jarosław Loretz

Gardło Innym Podrzynam Dibbler
— Jarosław Loretz

Zacząć dzień z przytupem
— Jarosław Loretz

Łabędziot
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Tegoż autora

Inspektor Ishida na tropie
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Spider-Manowie wszystkich wymiarów, łączcie się!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Nie tylko klata
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kadr, który…: Nerd w świecie fantasy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kadr, który…: Minki dziewczynki i twarze gliniarzy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Oklejeni plasterkami
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kadr, który…: Dłonie i łapki
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Rąbek u spódnicy
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Cyniczny, bezczelny i… ulubiony
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Niuchacz, czarownica i stary Kredens
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.