Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 5 czerwca 2023
w Esensji w Esensjopedii

10 najbardziej obciachowych scen starych „Gwiezdnych wojen”

Esensja.pl
Esensja.pl
Marcin Osuch, Konrad Wągrowski
Powiedzieć, że nowa trylogia „Gwiezdnych wojen” jest lepsza od starej, to jak przyznać się do słuchania „Ich Troje”, głosowania na Samoobronę i noszenia białych kozaczków na raz. Tak daleko nie pójdziemy, ale postanowiliśmy przewrotnie wybrać 10 powodów, dla których nowa trylogia rządzi, a stara ssie. W tym odcinku zapoznajcie się więc z obciachami starych „Gwiezdnych wojen”.

Marcin Osuch, Konrad Wągrowski

10 najbardziej obciachowych scen starych „Gwiezdnych wojen”

Powiedzieć, że nowa trylogia „Gwiezdnych wojen” jest lepsza od starej, to jak przyznać się do słuchania „Ich Troje”, głosowania na Samoobronę i noszenia białych kozaczków na raz. Tak daleko nie pójdziemy, ale postanowiliśmy przewrotnie wybrać 10 powodów, dla których nowa trylogia rządzi, a stara ssie. W tym odcinku zapoznajcie się więc z obciachami starych „Gwiezdnych wojen”.
1. Mały modelarz („Nowa nadzieja”)
Zdecydowanie jedna z najważniejszych scen w całej trylogii, pokazująca, że w młodym pomocniku farmera drzemie chęć przeżycia przygody. To właśnie ta scena pozwala widzom zrozumieć przemianę, jaka nastąpiła wewnątrz przyszłego pogromcy Imperium. Trudne zadanie, nie każdy reżyser podoła takiemu wyzwaniu. Na szczęście nad całością czuwał sam George Lucas, który scenę tę przedstawił z olbrzymim wyczuciem. Bawiąc się od niechcenia modelem kosmicznego pojazdu (bodajże imperialnego promu) i słuchając opowieści C3PO, Luke podświadomie podejmuje decyzję, której skutki odczuje cała galaktyka.
2. Oto Jabba! („Nowa nadzieja”)
Niejasna przeszłość Hana zapewne mogłaby służyć za kanwę niezwykle ciekawego filmu, może nawet trylogii. O faktach z jego życia dowiadywaliśmy się przypadkowo, jakby mimochodem, dawkowane były na zasadzie „najciekawsze jest to, czego nie widać”. Cień Jabby wisiał nad Solo niemal od początku, ale samego Wielkiego Ślimaka poznaliśmy dopiero w trzeciej części. Takie podejście można było uznać za majstersztyk scenarzysty. A tu w wersji „special edition” okazało się, że wcale nie, że pokazanie Jabby w „Nowej nadziei” było zaplanowane od początku, tylko technicznie było za trudne. Nie dość, że scena psuje dużą część otoczki tajemnicy wokół Hana, nie dość, że jest słaba sama w sobie (dialogi), to jeszcze psuje wydźwięk genialnej sceny z Greedo.
3. Darth Maul, wróć! („Nowa nadzieja”)
Kierując się właściwą chronologią całej sagi („stare” GW opowiadają o wydarzeniach, które miały miejsce później), trzeba przyznać, że przez te 20 lat technika walki na miecze przeszła silne przeobrażenie. Początkowo (patrz pojedynki Dartha Maula z Qui-Gonem) była silnie skoncentrowana na pracy całego ciała. Skutek był taki, że Jedi zamiast skupić się na rozwoju wewnętrznym, uczyć się mentalnego panowania nad Mocą, musieli ćwiczyć różnego rodzaju akrobacje niczym w cyrku. O ile bardziej dostojnie i poważnie wygląda pojedynek Vadera i Kenobiego na Gwieździe Śmierci, kończący się śmiercią tego ostatniego. Żadnych niepotrzebnych ruchów, żadnej gimnastyki ani sztuczek, mistrzowski pojedynek. Stuk-stuk, Stuk-stuk. Raz ostrza stykają się na górze, raz na dole. Ciekawe, jak będą wyglądać walki na świetlne miecze za kolejne 20 lat.
4. Fryzura Księżniczki („Nowa nadzieja”)
Złośliwi twierdzą, że jedną z rzeczy, na którą Lucas zawziął się, żeby poprawić w wersji „special edition” była oryginalna fryzura Lei. Wiecie, ta, którą Mel Brooks wyśmiał w „Kosmicznych jajach”, przerabiając na słuchawki. A my uważamy, że chwała i Oscar za efekty specjalne należy się twórcom i pomysłodawcom tego, jakże oryginalnego, uczesania. Ono naprawdę wygląda, jakby było z galaktyki, która jest „far far away”.
5. Mały chamek („Powrót Jedi)
Urosły chłopakowi piórka, oj urosły. Dawniej zachwycał się Księżniczką, rwał się, żeby ją ratować. Nawet Hanowi, temu staremu kosmicznemu wyjadaczowi, potrafił nagadać. A teraz…? Odwaliło mu trochę na tym Dagobah, pewnie od tego mentalnego wyciągania kosmolotu z błota. Wielki Jedi (or something) się z niego zrobił, z byle kim rozmawiać nie będzie. Leia się martwi, pyta, a ten jej krótko „spytaj następnym razem”. Nie było to zbyt grzeczne.
6. Luke McGyver („Imperium kontratakuje”)
Porzućcie wszelką nadzieję wojownicy Rebelii broniący świata Hoth. Koniec już bliski, śmierć się zbliża, śmierć w postaci niezwyciężonych maszyn kroczących Imperium. Nie ima się ich żadna broń – ani laser, ani blaster. Chyba, że… Taaaak! Luke, nasz Luke! Tylko on wie, jak sobie poradzić z tą diabelską maszyną. Najpierw osobista wyciągarka (Batman miał taką), następnie miecz Dżedaj (Vader miał taki), a na koniec granat (chyba klasyczny). I potwora, niczym smok po zżarciu owieczki, rozpęka się na drobniutkie kawałeczki.
Dla wnikliwych: dlaczego Luke Waderowicz nie przejechał po prostu AT-AT mieczem po achillesach? Skutek zapewne podobny, a roboty mniej.
7. Banda małych ludożerców („Powrót Jedi)
O Ewokach napisano już dużo, i zwykle źle. Że to bezczelna komercjalizacja sagi, że to pluszaki stworzone od razu z myślą o sprzedawaniu ich jako maskotki, że pomysł, aby takie misiaki mogły pokonać wojska Imperium, to absurd. Bez wątpienia dużo w tym racji. Ale w sumie nie w tym rzecz. Główny problem w tym, że ta gromada sympatycznych misiów jest kimś zupełnie innym, niż wydaje nam się na pierwszy rzut oka. Jak ich poznajemy? Gdy chwytają naszych bohaterów i próbują ich ŻYWCEM upiec. Takie fajne miśki i chcą ZJADAĆ inne inteligentne istoty? Co robią z pojmanymi żołnierzami Imperium – łatwo odgadnąć. Strach pomyśleć, w jakich męczarniach musieli umierać pechowi żołnierze Imperium. Ale jak widać Ewoki nie potrafią nawet odróżnić dobrych od złych, mięso jest mięso. Mamy więc do czynienia nie z misiowymi przytulankami, ale bandą okrutnych ludożerców!
8. Najlepsza kryjówka – pod stołem (prawie) („Nowa nadzieja”)
Nic na to nie poradzimy, ale scena, w której bohaterowie chowają się we wnętrzu Sokoła Millenium, po jego ściągnięciu na Gwiazdę Śmierci, przypomina nam… Monty Pythona. Pamiętacie scenę, gdy Rzymianie wpadają do miejsca obrad Frontu Wyzwolenia Judei i nikogo nie znajdują, pomimo tego, że kilka osób schowało się za firanką, pod miską itd.? O przepraszam, znajdują… tykwę. Podobnie działają szturmowcy Imperium – sprawdzają Sokoła, najwyraźniej nie zaglądając do najoczywistszych kryjówek (szafki i skrytki podpodłogowe), nie mają najprostszych urządzeń wykrywających organizmy żywe (z początku filmu wiemy, że coś takiego istnieje) i radośnie raportują pusty statek. A potem oczywiście dają się złapać i obezwładnić. Brakuje nam tu tylko sceny, gdy statek cały się trzęsie podczas spuszczania manta szturmowcom, a potem przeciągania ich nieprzytomnych i w samych gaciach.
9. Jak zniszczyć Gwiazdę Śmierci? („Nowa nadzieja”)
Jedną z odwiecznych prawd filmowych jest:„oni muszą mieć jakiś słaby punkt!”. Bezpośredni dostęp do głównego reaktora jest bez dwóch zdań jednym z większych idiotyzmów konstrukcyjnych Gwiazdy Śmierci. Technologa, który to opracował, Kontrolera Jakości, który to zatwierdził i Project Managera, który tego nie zauważył, należałoby wysłać w jednorazową podróż do jamy Sarlacca lub wystawić bez kombinezonów na powierzchnię swej konstrukcji. Zapewne zresztą byli obecni na stacji w momencie jej zbliżającego się momentu chwały, więc sprawiedliwości stało się zadość. Na litość, a wystarczyło przecież jakąś kratkę wstawić!
10. Najlepszy plan… to brak planu, czyli jak uratować Hana („Powrót Jedi)
Zwróciliście kiedyś uwagę na maestrię planu uwolnienia Hana Solo z pałacu Jabby? Brzmi on tak: „najpierw wszyscy jakoś wejdźmy do środka, a potem się zobaczy – może Jabby nie będzie w domu albo coś”. No i wchodzą. Najpierw roboty po pretekstem prezentu (Jabba nigdy nie grzeszył intelektem, więc tego konia trojańskiego w kształcie odkurzacza przyjmuje). Potem księżniczka Leia przebrana za automat do kawy, z Chewbaccą w charakterze kolejnego prezentu (brezentu). Potem wreszcie Luke, radośnie rozrzucający strażników po ścianach. A wszystko po to, by a) dać się przyłapać Jabbie w nocy in flagranti z Hanem Solo (Leia), b) wpaść do dziury, w której mieszka sobie sympatyczny Rancor (Luke), c) stanąć na desce ze związanymi rękoma i perspektywą tysiąca lat trawienia (bycia trawionym), licząc na to, że koń trojański nie zawiedzie (Luke i Han). Zaiste, plan godny najtęższych umysłów Galaktyki.
• • •
koniec
29 września 2008

Komentarze

11 XII 2015   23:03:46

Rzymianie znaleźli łyżkę. (A za tykwą to się podąża) ;)

12 XII 2015   15:38:38

Najlepsze podsumowanie uczesania księżniczki można znaleźć w którymś z odcinków serialu "Friends" (gdy Phoebe przykłada sobie do skroni drożdżówki, czy jak tam zwał). Naprawdę, Konradzie - chyba muszę do Esensji wrócić, bo jakoś bez rozmachu to wyszło ;)

13 XII 2015   22:47:38

Jeżeli chodzi o punkt dziewiąty, to Bevel Lemelisk, projektant Gwiazdy Śmierci został zabity przez Palpatine'a i sklonowany ze wspomnieniami śmierci. Siedem razy. (Później Lemelisk został skazany przez Nową Republikę na karę śmierci za ludobóstwo.)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Nie przegap: Maj 2023
Esensja

31 V 2023

Powoli zbliżają się wakacje – co ciekawego warto spakować do waszych pleckaów i walizek?

więcej »

Woke Jigsaw, czyli jak „Piła” zmieniła oblicze gatunku
Zuzanna Drzewińska-Wittner

31 V 2023

Jako że niezmiennie obserwuję z zainteresowaniem wszystko, co dzieje się w świecie kultury, a zwłaszcza filmu, nie mogłam nie zauważyć postępującego trendu, który polega na oskarżaniu filmów i seriali o to, że są coraz bardziej woke (tzn. świadome nierówności społecznych i nakierowane na próby ich niwelowania poprzez odpowiedni przekaz kulturowy).

więcej »

„Kobra” i inne zbrodnie: Zbrodnia i kara na afrykańskim niebie
Sebastian Chosiński

30 V 2023

Joe Alex to legenda polskiego kryminału, choć akurat akcja wydawanych pod tym pseudonimem powieści Macieja Słomczyńskiego nie rozgrywa się nad Wisłą. Nie stało to jednak wcale na przeszkodzie w przenoszeniu ich na scenę Teatru Sensacji, w czym przodował głównie Józef Słotwiński. To on był autorem dwóch wersji „Samolotu do Londynu” – spektaklu, który w wersji książkowej nosił tytuł „Piekło jest we mnie”.

więcej »

Polecamy

Indianie też nie mieli się czego wstydzić

Z filmu wyjęte:

Indianie też nie mieli się czego wstydzić
— Jarosław Loretz

Życie miejskie dla ubogich
— Jarosław Loretz

Drama na trzy ręce
— Jarosław Loretz

Nie, nie, wejście od frontu odpada
— Jarosław Loretz

Technika zgniłego Zachodu
— Jarosław Loretz

Tam, gdzie nikt nie patrzy
— Jarosław Loretz

Czy Herkules była kobietą?
— Jarosław Loretz

Prosimy nie regulować monitora
— Jarosław Loretz

Patyki eliminacji
— Jarosław Loretz

Pieczęć średniego zapieczętowania
— Jarosław Loretz

Zobacz też

Inne recenzje

Dziś Star Wars Day!
— Esensja

Najlepsze filmy SF – wybór czytelników
— Esensja

100 najlepszych filmów science fiction wszech czasów
— Esensja

Światła na scenę: Luke i jego Cień
— Konrad Wągrowski

Światła na scenę: Jednemu z tych braci moich najmniejszych…
— Marcin T. P. Łuczyński

Wojny klonów: Gwiezdne wojny w Esensji
— Esensja

Zrób to szybciej i intensywniej!
— Marcin Osuch, Eryk Remiezowicz, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Ciemna Strona Mitu
— Piotr ‘cct’ Bielatowicz

„Gwiezdne wojny” w Esensji i Framzecie

Klasyka pod lupę: Jak Lucas zmienił wszystko
— Michał Chaciński

Tegoż twórcy

Status quo
— Kamil Witek

Bardzo mroczne widmo galaktycznego Imperium
— Konrad Wągrowski

Kroniki odległej galaktyki
— Konrad Wągrowski

Atak krytyków
— Leszek ’Leslie’ Karlik

Klonowanie wyobraźni
— Grzegorz Wiśniewski

Tegoż autora

Robi wrażenie
— Marcin Osuch

Statek szalony
— Konrad Wągrowski

Warto sobie to przypomnieć
— Marcin Osuch

Strzeż się węża na pustyni
— Marcin Osuch

Każda Milady ma swojego D’Artangana
— Marcin Osuch

Książka bardzo potrzebna
— Marcin Osuch

Fotorelacja ze spotkania z Grzegorzem Rosińskim
— Marcin Osuch, Marcin Ścibior

Co łączy Forda Falcona z Czerwonym Baronem?
— Marcin Osuch

Kobieta na szczycie
— Konrad Wągrowski

Przygody Galów za Wielkim Murem
— Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.